środa, 29 lipca 2015

szanse na przeżycie



Zmarł najbogatszy biznesmen w Polsce, w wyniku powikłań po, jak to określono – drobnym zabiegu kardiologicznym.
I to mnie napawa niepokojem. Jeżeli ktoś, kto ma majątek wielkości kilku miliardów dolarów, nie może sobie zapewnić wystarczająco pewnej opieki medycznej, to jak wyglądają szanse na przeżycie zwykłych zjadaczy chleba? Marnie.  
Pan Monsz, nagabywany w kwestii udania się do medyka , ma zawsze jedna odpowiedź:
Dopóki trzymasz się z daleka od ich łap, dopóty żyjesz i masz szansę żyć dalej. Gdy wpadasz w te łapy, twoje szanse maleją niemal do zera.
Zastanawiam się, czy przypadkiem nie ma racji? Nie wiem, jak jest w tym wiedeńskim szpitalu, w którym operowano Kulczyka, ale u nas, to faktycznie – jakbyś wpadł  pod walec drogowy, albo inna prasę.  Niewiele zostaje z pacjenta po kuracji.
Idziesz z błahostką, wychodzisz z petardą recept na Bahamy. Po konsumpcji przepisanych medykamentów, dopiero musisz rozpocząć prawdziwe leczenie, niekończące się  nigdy i przyprawiające o kolejne dolegliwości. I wychodzi tak, że miałeś drobny problem gastryczny, a kończysz na dializach, na przykład,  bo ci rozwalili lekami nerki. 

Wiadomo, to i owo mi dokucza, może by nawet leczenie pomogło, ale wolę nie sprawdzać. 

Brak komentarzy: