sobota, 25 lipca 2015

Pech

Przeczytałam trzecią książkę Joanny Chmielewskiej, tym razem "Pech".
Coś jednak jest w tym stwierdzeniu którejś z czytelniczek, że książki tej autorki są dobre, ale co druga.
"Krokodyl z kraju Karoliny" nie rozbawił mnie, o tym już pisałam, aż tak, jak "całe zdanie nieboszczyka".
Czytając "Pech" znowu uśmiałam się do łez. Cudowny język, naturalny, doskonale znany i używany przeze mnie na co dzień. Czyta się lekko, przy czym właściwie fabuła jest bez znaczenia, samo zagłębianie się w te barwne i swojskie klimaty językowe sprawia największą i niekłamaną frajdę. Jak to powiedział John Irving w "Hotelu New Hampshire"? - Życie jest serio, a sztuka dla frajdy. I, w odniesieniu do Książek Chmielewskiej, to w zasadzie nic dodać, nic ująć.

"Pech", to, w przeciwieństwie do poprzednio przeczytanych przeze mnie pozycji, już kryminał potransformacyjny, w którym w zbrodnię zamieszani są rozmaici biznesmeni, wysocy urzędnicy ministerialni i politycy. Bawi mnie też, uparcie przez tę pisarkę lansowana, wiara w inteligencję naszych służb śledczych. Ale co tam, niech Pani będzie, Pani Joanno! Pomarzyć dobra rzecz...

Brak komentarzy: