wtorek, 21 lipca 2015

Krokodyl z kraju Karoliny

Przeczytałam druga książkę Chmielewskiej - Krokodyl z kraju Karoliny. Gdzieś przeczytałam, że książki tej autorki są dobre, ale co druga. No, to chyba ta jest akurat pomiędzy, bo niespecjalnie mi przypadła do gustu. Oczekiwałam równie dobrej zabawy, co przy "całym zdaniu nieboszczyka", ale jakoś nie wyszło...

Nie znaczy to, że źle się czyta, ale też okrzyków zachwytu w trakcie lektury nie wznosiłam. Nie wybuchałam gwałtownym, nieopanowanym śmiechem, jak przy poprzedniej.

Ot, kryminał, jakich wiele. Dobrze napisany, ale gryzło mi się to wszystko z realiami socjalistycznym, a akcja osadzona w epoce zatęchłego socjalizmu właśnie. A może zawiść mnie ogarniała, sama nie wiem? Moje wspomnienia z owej epoki są zgoła odmienne, o wojażach zagranicznych, kontaktach z maklerami na wyścigach, pomieszkiwaniu sobie w Danii, na dodatek miesiącami, czy wręcz latami, przeciętny obywatel nawet marzyć nie mógł, rozbijanie się zagranicznymi autami w latach 60-tych też rodakom moim raczej obce było.
Ja wiem, że w naszej, ówczesnej rzeczywistości to - co najwyżej - por. Borewicza można było osadzić bezpiecznie, a autorka próbuje nas przenieść w świat tak nierealny, tak obcy i nieznany, że aż drze za uszami. I jeszcze ta uczciwość i inteligencja naszych służb kryminalnych, swobodnie poruszających się po Europie! Nie, mieszały się mi się te obrazy tak skutecznie, że w sama akcję trudno mi było się zagłębić. Zobaczymy, co będzie w kolejnej książce pt. "Pech". Może to znowu będzie majstersztyk?

Brak komentarzy: