piątek, 17 lipca 2015

Chmielewska

Miałam trzy, wspaniałe wieczory...
Już pierwszego żałowałam, że nie może trwać dłużej, bo rano nic mnie nie dobudzi.
Kupiłam za przysłowiowy grosz książkę J. Chmielewskiej "Całe zdanie nieboszczyka".
Dawno się tak dobrze nie bawiłam! Jakoś dotychczas specjalnie nie wczytywałam się w jej twórczość literacką, mówiąc szczerze - w ogóle nie czytałam nic tej autorki.
Kupiłam już drugą, bo jestem ciekawa, czy wszystkie są napisane takim, żywym językiem  i w podobnym, niezwykle sympatycznym stylu.
Przy tym "Nieboszczyku" płakałam ze śmiechu. Książka, o tematyce przygodowej, jest napisana w pierwszej osobie, czyli tak, jakby ta przygoda życia zdarzyła się autorce, a nie komuś tam.

Od początku do samiutkiego końca narratorka patrzy na siebie krytycznym, ale przymrużonym bardzo, okiem. Co rusz, to coś w sobie wyśmiewa, jednocześnie lekceważąc te braki i - dla kontrastu zapewne - podkreślając te cechy, które stanowią o tym, czy jesteśmy KIMŚ, czy też NIKIM. Akcja toczy się wartko, pełna niby groźnych, a jednocześnie zabawnych wydarzeń.

Najbardziej wzruszające jest to, że nie poznajemy imienia bohaterki. A bohaterka to kobieta w wieku bliżej nieokreślonym , ale zdaje się ma około 35 lat. Tak plus minus. Co się jej przydarzyło? Wiele.  Z przyczyn "nałogowych" ( tu: zamiłowanie do hazardu) znalazła się w samym centrum gangsterskich działań. Zostaje porwana, a potem... solidnie daje w kość wszystkim członkom gangu.

Koniecznie trzeba przeczytać, zwłaszcza, że język, którego używa Chmielewska jest tak barwny, tak pełen najrozmaitszych perełek, ulubionych sformułowań i określeń, że już choćby dla samego delektowania się nim warto! A jeszcze jak się jest kobietą i czyta się o tym, że : BABY GÓRĄ, no, to się rozumie samo przez się, że obowiązkowo! Czytamy!

Brak komentarzy: