piątek, 19 czerwca 2015

Powycieczkowe rozmyślania

Z wycieczki do Jarosławia, poza licznymi wrażeniami estetycznymi, przywiozłam (przywieźliśmy) nastrajające pesymistycznie odczucia z tzw. relacji międzyludzkich.

Podkarpacie, kresy wschodnie, to - jak powszechnie wiadomo -ziemie w barwach PiS.
I to, niestety, prawda!
W zasadzie, nie powinniśmy być więc zdziwieni poglądami, z którymi się tam zetknęliśmy, osobiście i dogłębnie. Można wręcz powiedzieć, że w całokształcie...

Pierwsze zderzenie z inną, "proPiSowską" perspektywą, to opisane we wcześniejszym poście, wymieranie popołudniowe miast i miasteczek. Ten, cichnący wczesnym, letnim  popołudniem gwar.
W zajeździe, w którym nocowaliśmy, warunki lekuchno siermiężne. Nie, nie to, że brud, smród i ubóstwo. Czysto, TV, Wi-Fi, etc, też były, tyle, że atmosfera jakaś taka - dziwna, przytłaczająca ciut.

Prawdą jest, że cierpię na łatwość nawiązywania kontaktów, więc nie obeszło się bez pogawędek z właścicielami zajazdu.

Pytam, na przykład:
- Widzę, że Państwo sami gotujecie dla gości, sami obsługujecie recepcję, cały zajazd, a czy chociaż czasem wyjeżdżacie na jakieś urlopy, choćby takie krótkie, jak my?

- Nie. Nie mamy możliwości. Nasi pracownicy nie chcą pracować w weekendy, a nie można przecież zamknąć zajazdu na skobel!

- No, tak, prawda... Ale - jak to nie chcą??? Niemożliwe! W mojej firmie, to ludzie płaczą, że im się nie pozwala pracować w nadliczbowych godzinach!

- U nas jest inaczej, o niedzieli to w ogóle nie ma co rozmawiać, a soboty - tylko czasem, ale z oporami.

Jakoś tak się rozmowa dalsza potoczyła, że wylądowała na politycznej niwie.
I dowiedziałam się, że Kresowianie pokładają wielkie nadzieje w nowym Prezydencie i liczą na wygraną PiS. Bo w PiS jest najwięcej patriotów (sic!) i oni na pewno będą rządzić tak, że ludziom będzie żyło się lepiej, zlikwidują hipermarkety,  a Polska będzie mlekiem i miodem płynącą krainą.
Może nie tymi słowami, nie tak wprost, ale taki był sens.

I pomyślałam.
I, dzięki temu, że najpierw pomyślałam, to ugryzłam się w porę w język.

I znowu pomyślałam.
I zrozumiałam, dlaczego Polska, jak ta ulica w piosence Kultu:
"Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona. 
Lewa strona cała wygaszona.
Zza zasłony obserwuję obie strony",
podzielona jest.

Na dwie Polski: jedną - bogatą, ciężko pracującą, powściągliwą wyznaniowo i drugą - Polskę biedną, Polskę wiecznie narzekających malkontentów, którym  chce się wprawdzie dobrobytu, ale nie chce się pracować na ten dobrobyt. Tą, drugą Polskę poznać można po morzu wyciągniętych rąk: do Boga, do OPS, do Rządu... do Unii...
Przypomina mi sześciorękiego, medytującego Buddę.

To medytujcie, kochani, medytujcie! Kto wie, może na tych medytacjach zbijecie majątki? Niezbadane są wyroki...





Brak komentarzy: