czwartek, 15 stycznia 2015

Kot, który nie chciał do worka

czuję się znowu, jak ten kot, który wcale nie chciał być w worku z innymi. Przewodniczący Duda powiedział podczas manifestacji, ze 70% społeczeństwa popiera protest górników. I ja znowu jakoś mam wrażenie, że znalazłam się w mniejszości. Z tymi sondażami to w ogóle jest ciekawa sprawa - zawsze mam zdanie inne, niż rzekoma większość obywateli. I wszyscy moi znajomi też mają podobnie, znaczy są myślący inaczej.

Ale jakoś nas nikt, nigdy nie zapytał o zdanie...

Jak górnikom tak zależy na tych kopalniach, to niech je sobie wezmą, nawet za darmo! Tylko niech spłacą długi wobec społeczeństwa, które od kilkudziesięciu lat ciężko haruje na ich przywileje. Górnicy traktują nas, jak hołotę. Nie podoba mi się to! Pamiętam rok 1997, mieliśmy kandydata do pracy, byłego górnika. Pojechałam do niego razem ze swoim szefem, na rozmowę w sprawie pracy. Były górnik na wieść o tym, ile mu szef proponuje, powiedział: "Za tyle, to mi się nie chciałoby nawet dupy z łóżka podnieść!". I zamknął nam drzwi przed nosem.

A kwota proponowana, to była połowa zarobków szefa. Prezesa firmy w końcu. Odpowiedzialnego za ponad 100 ludzi. A górnik miał pracować na stanowisku robotniczym, wcale nie ciężkim na dodatek.
No, ale ta dupa okazała się za ciężka.

Tak, czy owak, też bym chciała dostawać 13-tkę, 14-tę, barbórkowe, deputaty, ołówkowe, żywieniowe dodatki również. I odprawę w wysokości 24 wynagrodzeń, albo płatny urlop do emerytury. Każdy by chciał, tylko nam nie przysługuje żaden z tych datków. Po 8 latach u danego pracodawcy - trzymiesięczne wypowiedzenie. I tyle.

Jeszcze bardziej wścieka mnie to, że związkowcy dostają tyle samo, co ci, którzy harują na tzw. "dołku", a nie wykonują żadnej pracy. I wydaje mi się, że to im najbardziej zależy na tym, żeby zachować status quo, bo w przeciwnym razie będą musieli wziąć się do uczciwej pracy, a na to najwyraźniej ochoty nie mają...

Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że winne wszystkiemu są kolejne rządy w Polsce. Rozdające w ramach populistycznych, przedwyborczych kiełbas przywileje i przyklajstrowane do stołków tak mocno, że oderwać ich nie sposób. Rząd i parlament nie są od tego, żeby się bać! Ani od tego, żeby ulegać  presji żadnej grupy zawodowej. Organa władzy mają dbać o tak zwany całokształt, a nie o partykularne interesy.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ot co!!!