czwartek, 29 stycznia 2015

Trzeba zjeść tę żabę?

Obawiam się, że tak...
Daj komuś palec, odgryzie rękę. Jak się związkowcom udało raz, to będą próbować dalej. Mając, oczywiście, w głębokim poważaniu czyim kosztem zyskują dla swoich.
Górnicy - daj!
Nauczyciele - daj!
Rolnicy - daj!
Mundurowi - daj!
Lekarze - daj!

Obywatelu nie należący do żadnej grupy zawodowej - płać! Płacz i płać...

I "polały się łzy me czyste, rzęsiste"...


niedziela, 25 stycznia 2015

Czyja rzeczywistość jest ważniejsza, czyli o krytycyzmie słów kilka

A właściwie o samokrytycyzmie. Uczuciu obcym wielu ludziom. Bardzo stare porzekadło określa to tak: "Widzieć paproch w czyimś oku, nie dostrzegać belki we własnym".

Jakże często...

Wczoraj trafiłam przez przypadek na program popularnonaukowy pt. "Świat oczami Stephena Hawkinga". Bardzo cenię sobie tego astrofizyka - naukowca i marzyciela. Ciężko doświadczonego przez los, ale pełnego życia, choć unieruchomionego, niezdolnego do żadnego ruchu, nie mogącego mówić, ale wciąż ciekawego i żądnego wiedzy. Z jego rozważań na temat sensu życia wynika prosta prawda: sens tkwi w naszym, wyjątkowym umyśle. Mózg człowieka, to największy wynalazek  natury - tak uważa Hawking. I ja się z Nim zgadzam, rzec można - w całej rozciągłości. To, jaki sens ma nasze życie, jest określone przez nasz umysł, naszą percepcję rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, jaką ją sobie stworzymy w naszym mózgu. Jeżeli chcemy widzieć świat w czarnych kolorach, nasz mózg podpowiada nam, że taki właśnie ten świat jest, to taki akurat będzie. Świat pesymisty. A, gdy nasz umysł podpowiada nam, że wszystko dookoła jest piękne i dobre, to nasz, indywidualny świat, taki będzie. Świat optymisty.

Malarze, na przykład. Jedni malują obrazy utrzymane w tonacji posępnej,  ciemnej i ciężkiej, a inni radosnej, kolorowej i pełnej światła. Ten sam fragment krajobrazu, albo przedmiot można zobaczyć tak, albo zgoła odmiennie. Czy to inna rzeczywistość? I tak, i nie. Dla każdego człowieka to jest JEGO RZECZYWISTOŚĆ. Subiektywna.

I w życiu tak stale jest - zderzają się te wyobrażenia indywidualne, każdy obstaje przy swoim,  drugiemu nie chce nikt ustąpić, twierdząc parcie, że jego wyobrażenie jest jedynym prawdziwym i niezaprzeczalnym.
Ale to wciąż tylko wyobrażenie...

Spróbuj, kobieto, wytłumaczyć to facetowi. I co?
D...

środa, 21 stycznia 2015

Protestów związkowych cd.

Jestem pełna obaw. Im bliżej wyborów, tym bardziej się boję. Związki zawodowe , które z założenia miały być buforem, wentylem bezpieczeństwa, strażnikiem przestrzegania praw pracowniczych, są dzisiaj chyba największym zagrożeniem dla pracujących ludków.

Zacierają ręce i szykują się do kolejnych starć z Rządem. A skutki tych starć są opłakane. Opłakane przez tych, którzy ciężko pracują w przeciwieństwie do związkowców i nie mają czasu, ani siły żeby protestować, pod jakimi bądź sztandarami.  Muszą zarobić na chleb i coś do chleba. I harują zastraszeni i bezradni, czekać na chwilę, w której kolejny, nie wiadomo już który raz, ktoś wyciągnie im z kieszeni nędzne resztki tego, co w niej jeszcze im zostało. A to pewne, jak dwa razy dwa cztery... że wyciągną.
Dlaczego ja zawsze jestem w tej grupie, która musi finansować czyjeś nieuzasadnione żądania? Dlaczego?
Rzygać się chce, gdy się słyszy związkowców głoszących na lewo i prawo, że oni w imieniu wszystkich ludzi pracy protestują. To kłamstwo tak bezczelne, że aż mowę odbiera. Związki zawodowe to złodzieje. Złodzieje w majestacie chorego prawa polskiego. I myślę, że doskonale o tym wiedzą, ale mają ludzi pracy w ... głębokim poważaniu.

sobota, 17 stycznia 2015

porozumienie zawarto

I znowu robią nas w bambuko...
Afera z górnikami, zgodnie z naszymi przewidywaniami, była zdalnie sterowana. Wywołana po to najprawdopodobniej, żebyśmy uwierzyli - w zależności od tego, po której stronie się opowiadamy - we wszechmocną potęgę siły związkowej, a ( co jeszcze bardziej realne) w siłę partii przyśrubowanej akurat do stolców władzy, bo wyborczy rok. A wszak Pani Naczelna zapodała wszem i wobec, że jej nadrzędnym celem na ten rok jest uniemożliwienie przejęcia  owej władzy przez PiS. No, to teraz będzie można odtrąbić sukces ugaszenia niepokojów społecznych. I, jak sądzę, wielu da się na to nabrać.

Ja, raczej nie! Ja mam tutaj notatki, do których sięgam, gdy pamięć mnie zawodzi.

Dlatego też ani jedna opcja na naszej politycznej scenie szans u mnie nie ma od dawna.

Skreślę was wszystkich, jak leci!
 Urzędujący Prezydent też nie może liczyć na moje poparcie, zwłaszcza po podpisaniu ustawy, dzięki której mnie kochane państwo okradło.W majestacie prawa.

Przykre, że nie widzę już żadnego majestatu na horyzoncie.

Czy już zawsze będę wspominać jedynego człowieka, którego uważałam, i nadal uważam, za własciwego człowieka na właściwym miejscu. Jedynego kompetentnego? Profesora Balcerowicza.




piątek, 16 stycznia 2015

cd. protestów górniczych

Oczywista sprawa, nie winię górników za to, co dzieje się z kopalniami. Oni nie rządzą, ani nie zarządzają! A, że nie chcą zrezygnować z marchewki i zadowolić się wyłącznie kijem, to zrozumiałe i naturalne. Z marchewką zawsze trzeba ostrożnie, po kawałeczku i z umiarem. Człowiek to takie stworzenie, które szybko się do lepszego przyzwyczaja i za nic nie chce potem oddać. Ludziom nawykłym do dostatku najtrudniej przetrwać kryzys i biedę.

I nie ma przeproś, największą winę ponosi Platforma, bo ze zrozumiałych względów udawała greka, a teraz oczekuje aplauzu! Wstyd mi za pana, Panie Tusk! Kłamstwo ma krótkie nogi, powinien pan o tym wiedzieć.

Pan Piechociński wetknął twarz w kubeł, bo wybory były tuż tuż. Teraz nie ma co się kajać, że "trzeba było zaprotestować". Niewczesne żale, mój panie! Niewczesne żale...

Ogólnie rzecz biorąc, wcale mnie nie dziwi, że sondaże nie wskazują na straty w poparciu, choć powinny. Społeczeństwo nasze mało uczciwe jest od dziesiątek lat, nic się nie zmieniło. Konstatuje z zadowoleniem, że w tym kraju panuje bezprawie, kumoterstwo, korupcja i wiele innych, równie moralnych metod działania. Przykład idzie z góry. A w katolickim narodzie uczciwość nie jest w cenie.

czwartek, 15 stycznia 2015

Kot, który nie chciał do worka

czuję się znowu, jak ten kot, który wcale nie chciał być w worku z innymi. Przewodniczący Duda powiedział podczas manifestacji, ze 70% społeczeństwa popiera protest górników. I ja znowu jakoś mam wrażenie, że znalazłam się w mniejszości. Z tymi sondażami to w ogóle jest ciekawa sprawa - zawsze mam zdanie inne, niż rzekoma większość obywateli. I wszyscy moi znajomi też mają podobnie, znaczy są myślący inaczej.

Ale jakoś nas nikt, nigdy nie zapytał o zdanie...

Jak górnikom tak zależy na tych kopalniach, to niech je sobie wezmą, nawet za darmo! Tylko niech spłacą długi wobec społeczeństwa, które od kilkudziesięciu lat ciężko haruje na ich przywileje. Górnicy traktują nas, jak hołotę. Nie podoba mi się to! Pamiętam rok 1997, mieliśmy kandydata do pracy, byłego górnika. Pojechałam do niego razem ze swoim szefem, na rozmowę w sprawie pracy. Były górnik na wieść o tym, ile mu szef proponuje, powiedział: "Za tyle, to mi się nie chciałoby nawet dupy z łóżka podnieść!". I zamknął nam drzwi przed nosem.

A kwota proponowana, to była połowa zarobków szefa. Prezesa firmy w końcu. Odpowiedzialnego za ponad 100 ludzi. A górnik miał pracować na stanowisku robotniczym, wcale nie ciężkim na dodatek.
No, ale ta dupa okazała się za ciężka.

Tak, czy owak, też bym chciała dostawać 13-tkę, 14-tę, barbórkowe, deputaty, ołówkowe, żywieniowe dodatki również. I odprawę w wysokości 24 wynagrodzeń, albo płatny urlop do emerytury. Każdy by chciał, tylko nam nie przysługuje żaden z tych datków. Po 8 latach u danego pracodawcy - trzymiesięczne wypowiedzenie. I tyle.

Jeszcze bardziej wścieka mnie to, że związkowcy dostają tyle samo, co ci, którzy harują na tzw. "dołku", a nie wykonują żadnej pracy. I wydaje mi się, że to im najbardziej zależy na tym, żeby zachować status quo, bo w przeciwnym razie będą musieli wziąć się do uczciwej pracy, a na to najwyraźniej ochoty nie mają...

Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że winne wszystkiemu są kolejne rządy w Polsce. Rozdające w ramach populistycznych, przedwyborczych kiełbas przywileje i przyklajstrowane do stołków tak mocno, że oderwać ich nie sposób. Rząd i parlament nie są od tego, żeby się bać! Ani od tego, żeby ulegać  presji żadnej grupy zawodowej. Organa władzy mają dbać o tak zwany całokształt, a nie o partykularne interesy.