piątek, 13 czerwca 2014

Pranie sztandarów

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że politycy są jak praczki. Sens ich działania zasadza się głównie na utrzymaniu czystości sztandarów. Zresztą, nie tylko w Polsce. Obserwując to, co się dzieje na Ukrainie, też dostrzegam takie parcie na pranie. I to nie po raz pierwszy!
Pomarańczowa Rewolucja, po której do władzy dorwali się nowi, ponoć nie skorumpowani politycy, poniosła fiasko. Bo NOWI okazali się tacy sami, jak starzy. Albo nawet gorsi. A teraz powtórka z rozrywki. Nowa władza też mi brzydko pachnie. I dziwnie się zachowuje...
No, nawet ładnie mówią, jak wszyscy. Uczciwość, praworządność, dobro narodu, etc... Na ustach miód, a nad głowami powiewają czyściutkie, świeżutkie sztandary.

U nas było podobnie. Nowa, wybrana przez naród w 1989 roku władza, też miała i ma nadal na ustach wyłącznie troskę o lud. Co ma w głowie, to wychodzi na jaw dopiero przy okazji przegranej w jakichś wyborach.

Wciąż mnie dziwi, że tylu polityków, zbawców narodu, pochylających się nad losem obywateli, rządziło już w historii nowej Polski, a jakoś nikt nie rozliczył Jaruzelskiego i jego ekipy za stan wojenny i jego skutki. Owszem, przy okazji rozmaitych uroczystości, zawsze się na ten temat dużo mówi, ale potem natychmiast zapomina i wraca do bieżących gierek.

Najbardziej patriotyczna i troskliwa partia PiS też jakoś nie przystąpiła do rozliczania historii, póki był na to czas. Ani pan Ziobro, ani jego przyboczny (wówczas) pan Kamiński, jakoś nie tykali tego tematu. O panach Kaczyńskich też warto tu wspomnieć. Czyżby przy Okrągłym Stole zawarto układ? Układ, o którym Prezes wciąż mówi, ale nie precyzuje, co ma na myśli?

Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że jakieś porozumionko zawarto, na przykład: my oddamy wam  władzę, pod warunkiem, że będziecie siedzieć cicho i nie ruszycie nas.

Pasowałoby mi to do obrazu polskiej polityki jak ulał.

W Trójce radiowej ostatnio pan Niedźwiedzki też chwalił się sukcesami dwudziestopięciolecia. Swoimi, rzecz jasna! Zadzwonił muzyk, z "Kobranocki". Przypomniał ulubieńcowi, nieznających przeszłości redaktora, słuchaczy, jak to utwór Kobranocki był jego decyzją niedopuszczony na antenę i co pan redaktor wtedy powiedział do współpracowników z redakcji Trójki.

Ale Polacy wierzą, albo chcą wierzyć we wszystko, co się im wciska. W każdy kit. Rydzykowy, PiS-owski, każdy inny też, nawet w niedźwiedzki kit.

Od czasu, gdy kierownictwo w Trójce przejął, przyniesiony w teczce Niedźwiedzki, rozgłośnia straciła aureolę niezależnego, kształtującego kulturalne gusta radia. Przynajmniej w moich oczach.
Lepiej zatem, by pan redaktor nie chwalił się tak bardzo, bo nie ma czym. Przynajmniej przede mną.

Brak komentarzy: