wtorek, 6 maja 2014

Ranczo

Ostatnią edycję Rancza oglądam z niejakim smutkiem. Mam wrażenie, że autorowi scenariusza też już jest coraz mniej do śmiechu. Obrazek naszego, rodzimego piekiełka, jaki wyłania się z najnowszych odcinków serialu jest przerażająco prawdziwy.  I, cytując wybiórczo bardzo, ale jednak, Mariana Załuckiego sprzed kilkudziesięciu lat:
"trzeba się długo zastanawiać,
nawiać,
nawiać..."

W satyrze Załuckiego chodziło wprawdzie o ślub, przed którym należy się zastanawiać, ale czy to taka wielka różnica? Ślub z kobietą, czy z Ojczyzną "kochaną"? I gdzie tu jeszcze miejsce dla patriotyzmu jest?
Polskie społeczeństwo jest trochę jak Kubuś Puchatek - miś o bardzo małym rozumku.

A posłowie PO prawdę to już mówią tylko niechcący, przez pomyłkę. Sic! gdy tak patrzę na naszych polityków, to nie wiem, czy to wciąż fikcja, czy już rzeczywistość? Koledzy z ławeczki przed sklepem, dajcie mi Mamrota, byle bez logo PPU, bo mi zaszkodzi. Czy pomoże? Ano, znowu mam ochotę zacytować coś, tym razem dowcip:

Zakonnica wpada do pokoju siostry przełożonej i woła:
- Matko przełożona, zgwałcili mnie! Co robić???
- Zjeść cytrynę.
- Jak to? A to pomoże? 
- Pomoże, nie pomoże, ale przynajmniej ten głupi uśmiech zniknie.

Ja mam nadzieję, że z mojej twarzy zniknie przygnębienie. PO skosztowaniu tego Mamrota znaczy się zniknie.

Brak komentarzy: