piątek, 30 maja 2014

deklaracja wiary

Coraz lepiej... 3000 lekarzy, w tym profesorowie (?) podpisało deklarację wiary. Kolejni z pewnością dopiszą się do listy.

W zasadzie nie mam nic przeciwko temu, bo każdy ma prawo mieć własne poglądy. Nawet wtedy, gdy z treści deklaracji wynika ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że organy płciowe mogą być używane wyłącznie wtedy, gdy jest to niejako uświęcone wolą boską, to też nie mam nic przeciw temu, żeby ktoś się pod tym podpisał - nie mój to wszak cyrk i nie moja małpa! Gorzej, gdy podpisany pod deklaracją wyedukował się na koszt społeczeństwa, w którym żyje. Tu już nie ma zgody. Chce sobie uprawiać światopogląd w pracy, niech zwróci pieniądze społeczeństwu, ogłosi na prywatnym gabinecie, że za efekty leczenia nie odpowiada, bo jak coś się nie uda, to taka widać wola boska. Ja ten gabinet omijać będę szerokim bardzo łukiem. Nie życzę sobie, by leczyli mnie nawiedzeni szarlatani i kropka!

Ciekawi mnie, bo o tym w klauzuli wiary lekarskiej nie ma ani mru mru, jak się mają nie uświęcone przez boga związki kapłanów z kobietami, a jeszcze bardziej intryguje mnie, czym byłyby w takim razie związki księży z innymi osobnikami tej samej płci., albo z nieletnimi? Cuchnie mi to hipokryzją na kilometr!

Ciekawi mnie także, jakiego rodzaju pomocy i komu udziela pan seksuolog, który tę deklarację podpisał?
Aż boję się myśleć z jakimi zaleceniami i sugestiami wychodzą z jego gabinetu małżeństwa z problemami?
Może tak:
primo - seks wyłącznie wtedy, gdy z kalendarzyka wynikają dni płodne
secundo - mąż i żona w koszulach do kostek, z klapką na wysokości świętych organów rozrodczych, otwieraną jedynie na krótką chwilę spółkowania
tertio - modlitwa przed i modlitwa po stosunku

Brawo! Podoba mi się ten kraj. Z każdym dniem coraz bardziej mi się podoba. Aż rzygać się chce.

1 komentarz:

Ms_F pisze...

I nas ta lista wkurzyła, ciotko ulubiona. I natychmiast sprawdziłam, czy nie ma na niej moich własnych lekarzy, bo jajako-bieta w wieku późnoreprodukcyjnym, z dużym potencjałem do komplikacji, nie mogę się zdawać na cudze sumienie, gdyby coś poszło nie tak. Nikt zresztą chyba nie ma na to ochoty, własne sumienie wystarczająco życie utrudnia, prawda?

Oczywiście szanowni lekarze kierujący się sumieniem boją się, że stracą klientów, więc niektórzy domagają się, żeby ich nie ujawniać. Mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko by się chciało? A takiego!
Jakby ktoś szukał, to lista jest na przykład tu: http://d.polskatimes.pl/k/r/1/52/7d/538763069d473_z.pdf