piątek, 7 marca 2014

kochamy zadymy

Mam sporo wątpliwości, czy słusznie pchamy się z butami wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Nie jestem do końca przekonana, czy powinniśmy aż tak angażować się w konflikt ukraiński.
Putin nigdy mi się nie podobał, nie ufam mu, ale muszę się, niestety, zgodzić z nim w paru kwestiach. Pierwsza, to nie uznawanie nowego rządu Ukrainy. Janukowycz, choć drań, wybrany był w wyborach demokratycznych, a nie przywieziony w teczce, bo to już nie te czasy. To, że demokracja niewiele różni się od reżimu, to inna sprawa. Reżim stosuje przymus bezpośredni, demokracja pośredni (czyli tajny przez poufny) i to jedyna różnica.  My też oddajemy głosy na tych, których nam podetkną pod nos, bo innych kandydatów nie ma. I teraz nowy rząd Ukrainy wygląda mi podobnie całkiem. Zawsze, jak uczy historia, znajdzie się jakiś Lis Witalis, który obiecuje więcej i krzyczy głośniej. Myślę, że tak już będzie zawsze, ktoś robi karierę, maszerując dziarsko drogą usłaną cudzymi zwłokami. Widzi mi się, że niczego dobrego spodziewać się nie należy. Wręcz przeciwnie.
Druga kwestia, w której zgadzam się z rosyjskim przywódcą, to podkręcanie atmosfery przez sąsiadów Ukrainy. Po co jeździli na ten Majdan? Sweet focie można zrobić wszędzie.Tam ginęli ludzie, jak zwykle stając się mięsem armatnim, bo przywódcom, co oczywiste, włos z głowy nie spadł.
Wolę nie myśleć, co będzie dalej.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Otóż to...