środa, 26 marca 2014

awantury w sejmie ciąg dalszy

Jak długo jeszcze będziemy bombardowani tą przepychanką na temat finansowania opieki nad dziećmi specjalnej troski? Mam już dosyć! Mamuśki i tatusiowie do roboty, dzieciom opiekunkę, jeżeli nie ma w pobliżu ośrodka terapii dziennej. A, jeżeli nie, to o pomoc proszę się zwracać do obrońców życia poczętego. Że co? Że nie chcą pomóc? No, coś podobnego! Czemu mnie to nie dziwi? Obrona na cudzy koszt najlepiej jakoś w tym kraju wychodzi. A to wszystko to o kant d... potłuc! A zostawić dzieciątko księdzu, albo posłowi na progu, jak w okienku życia  - niech się opiekują!

Ale żądać od całego społeczeństwa pieniędzy za opiekę nad własnym dzieckiem, to jest skandal, według mnie! I bezczelność, podobnie, jak żądanie utrzymywania rodzin wielodzietnych, bo im ciężko. Jakoś nie przypominam sobie, żeby całe społeczeństwo ich przymuszało do produkcji tych dzieci, kiedy rodzice się do niczego innego nie nadają, a tak zwykle bywa w podobnych przypadkach.

Co to za zwyczaje są dzisiaj: temu daj, bo chory, temu daj, bo biedny, tego na emeryturę w wieku 40 lat, bo zmęczony, tym daj na partię polityczną, bo oni chcą zasiadać, kościołowi daj, bo on społeczeństwu ponoć służy ( chociaż mnie się wydaje, że dokładnie odwrotnie jest), tam sfinansuj tysiące urzędasów nierobów, bo to krewni i znajomi królika,  a na koniec oddaj ostatnie swoje pieniądze odkładane przez 40 lat  harówy na emeryturę, bo dziura w budżecie. Ciekawe skąd ta dziura się wzięła? Nikt jakoś nie mówi.

Do k... nędzy, ja też teraz sobie życzę, żeby mi zrekompensowano te lata opieki nad ojcem, te opiekunki całodobowe, gdy oboje rodzice byli  zależni od opieki osób trzecich, te lata, gdy nikt mi nie oddawał podatku z powodu, że mam dziecko na utrzymaniu, ani grosza zasiłku rodzinnego nie płacił, a za miesiąc pracy płacił mi tyle, że pensji starczyłoby na jedne dżinsy, najtańszej marki na dodatek.

 Że też im te powyciągane, obleczone złotem, ręce nie uschną... Tylko tych dzieci szkoda, bo one niczemu nie winne. Temu, że wegetować muszą w cierpieniu, bo ktoś tak postanowił za nie, też nie są winne.
Nasz naród najmądrzejszy, najlepiej wie, co dla innych dobre. A zamiast uczyć się o antykoncepcji, woli odmawiać paciorek. To niech teraz też odmawia!

piątek, 21 marca 2014

Żądamy!

Rodzice niepełnosprawnych dzieci protestują w Sejmie. Okupacja trwa. Dzieci też okupują. Niejaka pani Maria powiedziała, że rodzice zapewnili swoim dzieciom komfortowe warunki podczas tejże okupacji. Znaczy - na materacach spoczywają. Ale komfortowych, rozumie się - materacach.
Rodzice żądają bezwarunkowego wypłacania im minimalnej pensji i odprowadzania od niej składek ZUS. Bo chcą, żeby opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym była traktowana jak zawód. No i fajnie...
Pani Maria wykrzyczała w programie Tak jest, że stopień niepełnosprawności nie powinien mieć nic do rzeczy w tej sprawie. Bo, nawet wtedy, gdy dziecko uczęszcza do szkoły, to ona "musi być pod telefonem". A zatem - w domu musi być.

Siedziałam zdumiona i skonsternowana wielce, słuchając tych wrzasków rodzicielskich. A przed oczami przewijały mi się obrazki z tych wszystkich lat, gdy jednocześnie chorowali śmiertelnie nasi Rodzice... Przypomniało mi się, jak Mama, nasza kochana, najdroższa na świecie Mama, umierała na raka, a ojciec w tym czasie już ślepy (cukrzyca), o kulach, z niefunkcjonującymi już nerkami wymagał także szczególnej troski. Znowu zobaczyłam, jak po śmierci mamy opiekowałam się coraz bardziej chorym ojcem, pracując rzecz jasna. Gdy wstawałam jak zwykle o 4:30, wpadałam do domu o 17:00, taszcząc na swoje IV pięterko siaty z zakupami na dwa domy. Potem w szalonym tempie podgrzewałam zupę, przygotowywałam coś jeszcze dla swojej rodziny, szykowałam to, co mam zabrać do ojca, sama nie jadłam nic, a potem biegłam z wywieszonym jęzorem, potykając się o własne nogi, do mieszkania ojca. Tam zakasywałam rękawy, zmywałam, sprzątałam, gotowałam mu jedzenie na jutro, podgrzewałam to, co ugotowałam wczoraj,  przygotowywałam lekarstwa, zmieniałam pościel, etc... trudno wymienić wszystko... Gdy go przywozili około 21:00 z dializ, w stanie takim, że nie można go było nawet wyciągnąć z karetki, gdy już z pomocą sanitariuszy i sąsiadów udało się go wtaszczyć na 1 i pół piętra i ułożyć w łóżku - zmieniałam pampersy, karmiłam, robiłam zastrzyki, całą masę innych czynności wykonując w tak zwanym międzyczasie, zostawiałam telefon przy łóżku, sprawdzałam, czy zasnął i ruszałam w drogę powrotną. Z tym, jeszcze niżej zwieszonym jęzorem... Jeść nie miałam siły. Zrobić czegokolwiek też już nie. Mogłam tylko zrobić rodzinie kolację, umyć się i położyć spać. W dzień do ojca zaglądała emerytowana sąsiadka, oczywiście nie za darmo! A jutro czekał mnie taki sam dzień, na wariackich papierach. Potem, gdy mu amputowali nogę, było niby lepiej. Znaleźliśmy dom opieki, pielęgniarski. w sumie z lekami, kosztował naszą rodzinę ( moją i siostry, która, niestety, mieszka daleko) około 3500zł. O "prezentach" dla sanitariuszy ( żeby zadbali w drodze), dla pielęgniarek ( żeby się zatroszczyły lepiej) nie mówię...Cóż, ciężko chory, wymagający nieustannej opieki człowiek. Płaciliśmy. Każdy weekend - wycieczka. Ale cieszyłam się, bo w tygodniu, po pracy mogłam zrobić coś dla swojego domu.
Nigdy, przenigdy nie zwróciliśmy się o jakąś pomoc do Państwa. Nigdy nie dostałam ani złotówki. I tak powinno być, bo Państwo ma zapewnić opiekę medyczną, terapeutyczną, a nie domową! Nieważne więc było, że sami nie dojadaliśmy, ważne, że ojciec miał dobrą opiekę i nigdy nie zostawał już sam. Od dnia, w którym szpital odmówił przyjęcia go ( bo: trupów nie przyjmujemy) minęło 8 lat, zanim umarł.

Przypomniało mi się także coś z lat wcześniejszych, kiedy nasze dziecko przyszło na świat. Urlop macierzyński, czyli płatny był krótki, potem był już tylko bezpłatny wychowawczy. I nie było odliczeń podatku na dzieci, nie było zresztą żadnych PIT-ów. I żadnych odliczeń. I były kartki. Kartki, na które i tak nie można było kupić nic z tego, co było potrzebne. Wódkę - owszem. Ta, była zawsze.
I taką kartkę mi ukradli. I był głód, bo jak podzielić 1,5kg tzw. "wołciela" na dwie rodziny, czyli na 5 osób na caluteńki miesiąc???
Przeżyliśmy. Wszystko przeżyliśmy. Nigdy niczego nie żądając...
Rozumiałabym, gdyby rodzice niepełnosprawnych dzieci protestowali w związku z brakiem terapii, opieki medycznej, ale nie rozumiem zupełnie, gdy żądają wynagrodzenia za opiekę nad chorym członkiem rodziny! Podejmowanie pracy zawodowej obowiązkiem nie jest, ale opieka nad rodziną i owszem, drodzy Rodzice! Czy wkrótce zaczniecie żądać specjalnych domów, za darmo? Może samochodów, też za darmo?
 Czesławie! czy mnie słyszysz?! Pamiętasz, jak śpiewałeś: dziwny jest ten świat...???

czwartek, 20 marca 2014

trudne wybory

Jak przetrwać ten i kolejny rok? Może ktoś ma jakiś pomysł? Tak, wiem, wiem - sprzedać telewizor, radio, odłączyć Internet, nie zaglądać do gazet...

Ale nie o to przecież chodzi, żeby zaraz pozbawiać się wszystkich okien na świat, równocześnie na dodatek!
Największym problemem jest znalezienie rozwiązania do tej patowej sytuacji, w której się Polska znalazła. Majdan Bis nie wchodzi oczywiście w grę. Widać gołym okiem, że Ukraińcy wpadli z deszczu pod rynnę, a nawet pod dwie, dziurawe! Tak wyszło, że nie można się oprzeć wrażeniu, że najpierw Majdan był wyreżyserowaną starannie prowokacją, prowadzącą do ściśle określonego celu, czyli zajęcia Krymu przez uzurpatora. A nowa władza dziwnie pachnie. Nacjonalizmem i niezbyt czystymi rękami...

My mamy podobny wybór: pomiędzy oszustem i złodziejem. Już postanowiłam - skreślam obu. Pozostałych też. Dla formalności. I z przekonaniem!

Tylko uwiera mnie świadomość, że to nic nie da...

poniedziałek, 10 marca 2014

Imagine

Ciekawi mnie ogromnie, czy mój wpis też byłby uznany za "komentarz na rosyjskie zlecenie"?
Ale jeszcze bardziej interesuje mnie, jaka byłaby reakcja naszego własnego rządu, gdyby tak u nas podobny Majdan zorganizowano? Czy, gdyby tak naród chciał obalić demokratycznie wybrany rząd i parlament, bo mu się jakoś tak  podobać przestał był (choć widziały gały, co brały!)? Czy wówczas też politycy polscy robiliby sobie sweet focie pod sztandarami, razem z protestującymi? Opozycja, o, ta to na pewno! Już wyobraźnia podsuwa mi widoczki:

Prezes wciągany za kołnierz na podium... Ach!
Pani Kempa, trzymana pod ziobro przez posła Ziobro...Eh...
Poseł Palikot z posłem Gowinem - wespół w zespół...
A za nimi poseł Miller, pod rękę z posłanką Grodzką.

Wszak ominąć żadnej okazji do reklamy nie sposób!

I jeszcze widzę, jak miłościwie nam panujący Premier, który ciężko zachorzawszy, chroni się u Pani Kanclerz, na daczy...

No, to co by w takim przypadku mówiono? Chwalono by i zachęcano, czy odsądzano od czci i wiary, nazywając protest zamachem stanu, krwawą rewolucją, czy jakoś podobnie?



piątek, 7 marca 2014

kochamy zadymy

Mam sporo wątpliwości, czy słusznie pchamy się z butami wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Nie jestem do końca przekonana, czy powinniśmy aż tak angażować się w konflikt ukraiński.
Putin nigdy mi się nie podobał, nie ufam mu, ale muszę się, niestety, zgodzić z nim w paru kwestiach. Pierwsza, to nie uznawanie nowego rządu Ukrainy. Janukowycz, choć drań, wybrany był w wyborach demokratycznych, a nie przywieziony w teczce, bo to już nie te czasy. To, że demokracja niewiele różni się od reżimu, to inna sprawa. Reżim stosuje przymus bezpośredni, demokracja pośredni (czyli tajny przez poufny) i to jedyna różnica.  My też oddajemy głosy na tych, których nam podetkną pod nos, bo innych kandydatów nie ma. I teraz nowy rząd Ukrainy wygląda mi podobnie całkiem. Zawsze, jak uczy historia, znajdzie się jakiś Lis Witalis, który obiecuje więcej i krzyczy głośniej. Myślę, że tak już będzie zawsze, ktoś robi karierę, maszerując dziarsko drogą usłaną cudzymi zwłokami. Widzi mi się, że niczego dobrego spodziewać się nie należy. Wręcz przeciwnie.
Druga kwestia, w której zgadzam się z rosyjskim przywódcą, to podkręcanie atmosfery przez sąsiadów Ukrainy. Po co jeździli na ten Majdan? Sweet focie można zrobić wszędzie.Tam ginęli ludzie, jak zwykle stając się mięsem armatnim, bo przywódcom, co oczywiste, włos z głowy nie spadł.
Wolę nie myśleć, co będzie dalej.