piątek, 12 grudnia 2014

Święta tuż tuż

 

Taak...na starość człowiek dziecinnieje... 
Zamiast sprzątać, mnie się zachciało robić aniołka. 
Miał wprawdzie grać na trąbce, ale ostatecznie trzyma flet.


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ambiwalentnie

Trochę dzisiaj jestem niewyspana. Całą noc biłam się z myślami. A dzisiaj jestem pełna uczuć ambiwalentnych, sięgając do poezji Jana z Czarnolasu: "(...) nic wiecznego na świecie, radość się z troską plecie (...)"
Przybyłam do firmy, a tu pełno takich, ambiwalentnych uczuć dookoła... Niby takiego wyniku oczekiwaliśmy, a jakoś radości w żadnych oczach nie widać? Smutkiem jakby powiewa, czy cóś...


czwartek, 27 listopada 2014

Po oczach

Niewątpliwa uczciwość i troska polityków bije mnie po oczach.
Oczywiście, troska o mnie. Oburzenie wszystkich reprezentantów osiągnęło poziom maksymalny. A nad głowami parlamentarzystów lęgną się aureole. A światłość wiekuista niechaj im świeci.

I to święte oburzenie ma źródła rozmaite, w zależności od osoby. Jedni nie mogą się pogodzić z, oczywistym ich zdaniem i bezspornym, fałszowaniem wyborów samorządowych ( jakby wszystkie inne były dotychczas przeprowadzane uczciwie!). Inni, że szarga się opinię o naszym kraju, będącym wzorem uczciwości, rzetelności, etc., na forum europejskim. Jeszcze inni, że ktoś się spotkała z kimś, komu - zdaniem oburzonego - ręki podawać nie wypada ( przynajmniej wtedy, gdy kamery TV w pobliżu).
A społeczeństwo dostało kociokwiku kompletnego. I wciąż nie wie, co myśleć.

A ci, którzy obrzucają się wzajemnie inwektywami, wyzywają od najgorszych, namawiają, żeby to skołowane społeczeństwo poszło głosować w drugiej turze!
I mnie się wydaje, że po to tylko mamy pójść do urn, żeby dostarczyć politykom kolejnych powodów do kłótni i przepychanek.

A już najbardziej podoba mi się zarzut wyborczy, dotyczący głosów nieważnych. Jakoś żadnemu politykowi nie chce trafić do świadomości fakt, że wielu obywateli ma ich dosyć. I to wszystkich, bez wyjątku!!!

wtorek, 25 listopada 2014

Wstyd

Nie wierzę w to, że wszyscy Rosjanie są dumni z tego, co robi ich przywódca. Myślę, że wielu z nich, to normalni, porządni ludzie. I sądzę, że jest im wstyd za ich kraj.

Podobnie mnie jest wstyd za mój kraj, z którego śmieje się cały świat, jak długi i szeroki.
teraz w pewnym miasteczku Kubuś Puchatek nie godzien jest być patronem placu zabaw. Majtek nie ma. I płci. Kubuś genderysta, nie Puchatek, po prostu!

poniedziałek, 17 listopada 2014

wybory, wybory i po wyborach

No, nareszcie chwila spokoju. Już po wszystkim. Najważniejsze, że są sami zwycięzcy w tym wyścigu po stołki samorządowców. Której partii nie słuchać, wszyscy się chwalą doskonałym wynikiem! I tak trzymać, panowie i panie, grunt to dobre samopoczucie.

Z tymi triumfami poczekałabym jednak na waszym miejscu, kandydaci na burmajstrów. Bo tam, gdzie druga tura was czeka - niezbadane są wyroki. Wyborców, którzy głosowali na tych kandydatów, którzy do drugiej tury nie weszli. Loteria, loteria, szanowni kandydaci...

W moim mieście, jak się zdaje, burmistrz zostaje na trzecią, czy czwartą może już kadencję? Pogubiłam się w rachunkach.

I O.K. Co za różnica - kto zasiądzie na burmistrzowskim stolcu? Nigdy nie zauważyłam różnicy.

Przyznaję, nie poszłam, jak obiecałam sobie. Na drugą turę też się nie wybieram. Tak, tak wiem, to nie jest postawa obywatelska. Ale może zwróciliście uwagę na odpowiedzi zagadniętych na ulicach, a zdyscyplinowanych wyborców? jedna starsza pani powiedziała, ze głosowanie to obowiązek, więc głosowała, ale nawet nie wie na kogo - zakreśliła pierwszego lepszego. Ciekawe, czy za mąż też wyszła za pierwszego lepszego? Bo to obowiązek być mężatką.

Cóż, gdy kandydują sami "pierwsi lepsi"... wyboru właściwie nie ma!

piątek, 14 listopada 2014

już za chwileczkę, już za momencik

Wybory samorządowe. Chyba nie pójdę. Atakują mnie kandydaci wszędzie: na banerach, słupach wysokiego napięcia, plakatach, etc. Część z nich znam. I wiem, po co kandydują. Wielu nie znam i też podejrzewam, że wiem, po co kandydują. I jest jak w starym bardzo dowcipie:
- Kaśka, chodźże do lasa!
- Nie pójdę!
- Kaśka, no chodźże do lasa!
- Nie pójdę, bo mnie wydupczyta!
- No, Kaśka, chodźże! Nie wydupczym cię!
- To po co będę szła?

środa, 12 listopada 2014

Dzień niepodległości

Po co organizuje się ten Marsz Niepodległości? W każdym razie w stolicy, po co? Czy stać nas na te dewastacje, na koszty remontu? Z drugiej strony, czy  poddawać się presji chuliganów? Wycofywać chyłkiem, sprawiając im tym wielką satysfakcję? Sama już nie wiem...

Smuci mnie, że niektórzy politycy nie potrafią przyznać otwarcie, że to ich zasługa. Te zdemolowane przystanki, chodniki, wystawy i cała reszta. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą - jak mówi stare przysłowie.

Nikt nikogo w tym pięknym kraju nie lubi.  Nikt nikogo nie szanuje. Nikt nikomu nie ma nic miłego do powiedzenia.

Przeglądam te swoje kilkuletnie zapiski i widzę aż nadto wyraźnie, że ja też jestem przepełnioną goryczą i zniechęcona w ogólności. Nie piszę idiotycznych wierszyków, coraz rzadziej chce mi się śmiać. Czy tak już będzie zawsze?

Nie, nie zgadzam się!




piątek, 7 listopada 2014

Prawo po polsku

Chciałoby się zapisać cokolwiek, co byłoby pozytywną refleksją, a tu nic na horyzoncie...
Jakiś profesor, szef nie pamiętam też którego instytutu medycyny, w wywiadzie powiedział, że on nic złego nie widzi w tym, że koncerny farmaceutyczne sponsorują lekarzy, płacą za zagraniczne niby sympozja, etc...

Powiedział też, że medycyny opiera się na podawaniu leków, a co to szkodzi, że lekarz wypisuje ten, a nie inny lek? Trudno nawet odnotować wszystkie bzdury, które ten pan opowiadał. Było tam i o tym, że on się nie zgadza na to, żeby była jawność w/w poczynań. A wyszło na to, że pacjent w tym lekarskim procederze nie jest podmiotem, dla którego dobra to wszystko się robi. I niby o tym wiem od dawna, a wciąż mnie to bulwersuje.

W sumie może nie miałabym nic przeciwko temu, żeby te koncerny finansowały te rozrywki. Pod warunkiem, że...  nie byłoby żadnych warunków! Czyli, gdyby lekarz nie wypisywał potem wszystkim pacjentom, jak leci, tego samego leku na każdą dolegliwość. A tak, niestety, wygląda to w praktyce.

Jak to kiedyś bazarowi sprzedawcy cudownych leków zachęcali do zakupu? - "od głowy bolenia i kuśki stojenia".

Tylko to wcale dzisiaj nie jest śmieszne.

Podobnie jak to, co Policja wyczyniała z posłem Wiplerem, którego notabene nie lubię. Jak prokurator ukradł w sklepie coś, to dalej jest prokuratorem, oskarża innych, którzy też ukradli. Bo ma immunitet i grozi mu najwyżej upomnienie.
Jak chory psychicznie mężczyzna dopuścił się podobnego czynu, to go do więzienia wsadzili.
Pijany sędzia prowadził auto i co? I nic. Pijany obywatel, ale pośledniego, czyli bezimmunitetowego gatunku, do pierdla.

Gdyby Policja wiedziała, że ma do czynienia z posłem, a jeszcze do tego przykładowo z posłem partii rządzącej, to by go do domeczku jeszcze odprowadzili, otrzepali, zasalutowali pięknie. Ale poseł mało znany jakoś był w ogólności, a nadto jeszcze z opozycji. Potraktowano go jak każdego, zwykłego pijanego.
I teraz dorabia się teorię do faktów. Pan Dziewulski dorabia zwłaszcza.

Wstyd mi za ten kraj.

czwartek, 6 listopada 2014

Lapsusy i inne wpadki

Kilka dni temu pan Sikorski odzyskiwał swoje zaufanie do siebie, a tu wczoraj jakaś profesor opowiadała o cudach i dziwach w dziedzinie genetycznej inżynierii, czy czymś podobnym i mówiła o rewolucyjnym rozwiązaniu. I to rewolucyjne rozwiązanie z powodzeniem jest stosowane od bardzo dawna.
I ja rozumiem, że rewolucyjne, i że z powodzeniem, ale że dzisiaj, to już nie rozumiem. Dawno temu, gdy było nowością, to zapewne - tak, było rewolucją, ale żeby tak długotrwałą?

poniedziałek, 27 października 2014

Zaufanie ministra

Zdaje się, że przedwczoraj w Faktach po faktach pewien poseł wyartykułował cud urody myśl:
"Minister Sikorski będzie musiał teraz odbudować swoje zaufanie. Do siebie."
I ja od przedwczoraj dumam sobie w skrytości ducha, czy w naszym najukochańszym kraju jest takich polityków więcej? Czemu liczą na to, że my będziemy ufać im, skoro oni nawet sami sami sobie nie ufają?

Ciekawa jestem, czy ktoś potrafi  rozwiązać ten  gordyjski węzeł?

Wczoraj zawitała do nas kandydatka. Na radną. Wzbogaciliśmy się o:
- opaski odblaskowe sztuk dwie, z nazwiskiem obecnego burmistrza;
- długopis też z nazwiskiem wyżej wymienionego;
- ulotkę, w której kandydatka rysuje świetlaną przyszłość naszą , gdy postawimy krzyżyki przy nazwisku kandydatki i burmistrza, ponieważ wszystko dla naszego dobra dzieje się wyłącznie przy tak zwanym współudziale obu person;

I czytam ci ja tę ulotkę, parzę na tę, nie przymierzając, lampucerę. Pan Monsz pyta, cóż takiego interesującego w tej ulotce, że zamilkłam? Ano, Panie Monszu kochany, zamilkłam, bo mi mowę odebrało było. Tu kandydatka chwali się, jak to nasze osiedle zmieniło się ostatnimi laty. Na korzyść niewątpliwą i oczywistą bezsprzecznie. I czytając widzę te ogrodzenia z lewa i z prawa, i pośrodku osiedla. I tę drogę osiedlową, przy której chodnik przepadł bez wieści, a matki z dziateczkami w wózkach muszą teraz lawirować między autami, brnąc w śnieżnych koleinach zimą. Bo ogródek przy bloku pani kandydatki zawładnął obszarem dawnego trotuaru. I przypominam sobie piaskownice, trawkę, rozłożyste korony starych drzew. I ławeczki, na których posiadywali staruszkowie. I patrzę na wypielęgnowane ogrody Semiramidy, do których nikt wstępu nie ma. Oprócz kandydatki, oczywiście. Która to dla dobra osiedla, etc...itp...itd...
Tfu! Nie idę stawiać krzyżyków. Zbyt wielu kandydatów znam skądinąd, żeby im zaufać.
Owszem, mam zaufanie, ale do siebie. Wy bawcie się, kandydaci płci obojga, sami.

niedziela, 12 października 2014

Konsternacja

Konsternacja. Tak tylko można nazwać reakcję redaktora, który w przyszpitalnej przychodni, w Żurominie, rozmawiał z pacjentkami. Zapytał, czy im nie przeszkadza fakt, że pijany chirurg  pełnił dyżur w szpitalu.
Nie przeszkadza. Panie nie dopatrzyły się niczego złego w tym incydencie,bo to "dobry lekarz". Przecież nikt nie umarł od tych promili?! Więc w czym problem?  Redaktor był nieco skonsternowany i niemalże zapomniał języka w gębie wskutek tych odpowiedzi. Zapytał, czy w takim razie, gdy ktoś jest dobrym kierowcą, to może jeździć na rauszu? - Nnno... W ZASADZIE NIE POWINIEN... - odpowiedziały panie.

Stanęły mi przed oczami wywiady z parafianami księży, którzy molestowali seksualnie nieletnich. Też miejscowa ludność, dorosła ludność, stawała w obronie. Na redaktorów spadały obelgi, bo "to bardzo dobry ksiądz" i my nie pozwolimy go skrzywdzić - wołali wierni, gęsto krasząc swoje okrzyki poparcia znakami przestankowymi, przez kulturalnych obywateli uznawanymi za wulgarne.

Po tych obrazkach, wysłuchawszy jeszcze wypowiedzi rzecznika Hofmana, który uznał, że nowa Pani Premier jest o co najmniej dwie klasy niżej Naczelnego Wodza PiS, zastanowiłam się nad sobą. I nad tym, czy w takiej rzeczywistości stać by mnie było na patriotyczny poryw serca.

Niestety, zajrzawszy w głąb owego serca, stwierdzam, że - nie.

czwartek, 9 października 2014

In the year 2027

"Nie zamierzam rezygnować z polityki do roku 2027" - powiedział Naczelny Wódz PiS.
Rozumiem, że Wódz nic innego robić nie potrafi, więc za żadną cenę nie da się oderwać od stołka. 
jakoś może zdzierżę, tylko mam jedno, niewinne pytanie: czy rzecznik Hofman będzie mu towarzyszył stale i wciąż? Jeżeli - tak, to O.K. W takim razie bać się nie trzeba, bo Naczelnemu Wodzowi i jego plemieniu nie grozi sukces wyborczy. Nie ma takiej siły! Spoko.

piątek, 3 października 2014

Mam pełne poparcie!

Szanowni Koledzy!
Miło mi Was poinformować, że moja kandydatura na stanowisko osobistej asystentki Prezesa uzyskała poparcie większości. Czyli moje i pana Prezesa. W głosowaniu udział wzięli:
1. Prezes - za
2. Przedstawiciel załogi - przeciw
3. Ja - za

Wobec takiego wyniku głosowania uznaję, że mam mandat pełnego zaufania większości reprezentantów naszej firmy.




czwartek, 11 września 2014

Mało pobożne życzenie



Komu mandat? Komu?
Nie ruszam się z domu.
Posłowi, daj boże,
Nic już nie pomoże.

Na poselską dietę
Głodnych dzieci stadko,
Czeka niecierpliwie
Z równie głodną matką?

O ile się tylko
Nie wydarzy cud,
Pozna poseł dietę,
którą karmił lud.

Z drugiej strony jednak
Mam pewne obawy,
Że się poseł w porę
Zdążył już ustawić...

piątek, 5 września 2014

Dowcipy na czasie



 Ostatnio wpadło mi w oko w Internecie kilka bardzo dobrych dowcipów, bardzo aktualnych:

Premier ogłosił ambitny plan dla Polski. Plan dostał kryptonim AKCJA WISŁA. Akcja ma polegać na pogłębianiu dna i trzymaniu się koryta.



Wprowadzono w Polsce znaczki z podobizną Premiera. Po czasie okazało się że znaczki mają feler - nie chcą się przyklejać. Po zbadaniu okazało się jednak, że ze znaczkami jest wszystko w porządku, tylko ludzie pluli na niewłaściwą stronę znaczka.

Polityków powinny łączyć wspólne cele...
...z pryczami i bez telewizora.

Jak się widzi działania polityków, to paszport się w kieszeni otwiera!

Który najlepszy? Hmmm...

czwartek, 4 września 2014

Unia i co dalej?

Proszę się nie chwalić, że docenili. Tuska. Raczej skalkulowano, że w obliczu najazdu na Ukrainę zdecydowanie będzie to wybór najbardziej na złość panu P.

Jak pomyśleli, tak zrobili.

wtorek, 26 sierpnia 2014

ach, jak przyjemnie...

Od dwu tygodni nie oglądam żadnych Faktów, Wiadomości, niczego, co ocierałoby się o politykę. A ściśle: o polityków. Jest mi dobrze, wręcz cudownie!

Wprawdzie ostatni zakup książkowy pt.  "Komórka" funduje emocje, trochę przerażające wizje roztacza przede mną, ale to pryszcz w porównaniu z koszmarnymi zmorami, serwowanymi przez rodzimych zbawców narodu.

Właściwie... po jaką cholerę mi telewizor??? Świat jest taki piękny bez mediów.

czwartek, 17 lipca 2014

Na złość

Nie chodzi wcale o to, że na złość babci odmrożę sobie uszy. Razem ze ślubnym nieszczęściem postanowiliśmy na złość Tuskowi i ZUS-owi wysłać informację o chęci pozostania członkiem OFE. Wprawdzie to oświadczenie jest psu na budę, bo wyboru my akurat już nie mamy - załatwili nas ustawodawcy ostatecznie i bezwzględnie... Mamy mniej niż 10 lat do emerytury, niestety! I nasze uciułane w OFE pieniądze popłyną sobie wartką struga do ZUS, czyli rząd położy na nich swoją łapę. Może sobie podwyżki dadzą, albo wymienią parkiet, samochód, czy co tam im do głowy przyjdzie. A najpewniej rozdadzą je w ramach walki o elektorat.

Życzę wszystkim bez wyjątku parlamentarzystom, nie tylko PO, ale wszystkim pozostałym także, żeby:
przyszedł taki dzień, gdy złodziej włamie się na ich konta bankowe, opróżni je doszczętnie, żeby ich partnerzy życiowi wykopali ich nie zostawiając nawet walizki. W ogóle życzę Wam, nasi pazerni wybrańcy narodu, żebyście spadli na samo dno i zobaczyli, jak wtedy się żyje. I życzę wam, żebyście na emeryturze dostali najniższe świadczenie. Krótko mówiąc - na mnie i licznych moich krewnychiznajomychkrólika nie liczcie ani w tegorocznych, ani w kolejnych głosowaniach! I życzę wam jeszcze samych nieważnych głosów w urnach wyborczych! Możecie zdjąć z facjaty ten wredny, głupi uśmieszek, bo tylko moherki mogą się na niego nabrać, reszta nie!

czwartek, 10 lipca 2014

Klauzula sumienia?

Dobrze, że zrządzeniem losu dziecko, któremu dr Chazan kazał się urodzić, zmarło. Tego, niepotrzebnego cierpienia to i tak aż nadto!

Zastanawiam się teraz, kto jeszcze podpisze klauzulę sumienia. Czekam i myślę, co będzie, gdy zrobią to policjanci. I, na przykład odmówią zastrzelenia bandyty, który sterroryzuje jakąś szkołę i będzie strzelał do dzieci, bo on sumienia nie ma. Czy policjanci też powołają się na prawo boskie i powiedzą, że bóg tak chciał najwidoczniej, żeby te dzieciaki wystrzelał, jak kaczki, a im sumienie strzelać do niego nie pozwala?

I jeszcze intryguje mnie, co w takim razie robią kapelani w armii? Armia jest po to, żeby zabijać, a wojna - moim skromnym zdaniem - łamie przykazanie "nie zabijaj", z zasady, z samego założenia. Obie, walczące ze sobą strony wznoszą często modły do tego samego boga, wyrzynając się w pień, a przy tej okazji jeszcze cywilów. Co to ma wspólnego z miłosierdziem, to ja już nie wiem...

Myślę sobie, że bóg, jeżeli jest, to już dawno odwrócił się od tych, swoich dzieci. Nie powiem czym.

wtorek, 8 lipca 2014

Jutro przypłynie królowa

Podkusiło mnie i zakupiłam dwie książki. trzeba przyznać, że wstrzeliłam się z tematyką... Na lato. Jedną już przeczytałam - "Jutro przypłynie królowa" Wasilewskiego. Nie byłoby tak źle, gdyby to była powieść beletrystyczna, ale ta, niezbyt obszerna pozycja ( taka na jeden długi wieczór), zawiera w sobie reportaż z pobytu na wyspie Pitcairn, będącej kolonią brytyjską. Jest rok 2012, Wasilewski dostaje się na tę wyspę dzięki drobnemu oszustwu - udaje antropologa badającego kultury wyspiarskie.

To, co dzieje się na wyspie mogłoby być kanwą trillera. Tak naprawdę, to w roku 2012 już się niewiele dzieje, wszystko, co najgorsze trwało przez ponad sto lat, ale przedtem. Zostało tylko przerażająco smutne pokłosie przerażających praktyk. I obawa, że wrócą. I próby obrony tego, czego obronić nie sposób...

Ludzie, którzy są ludźmi tylko w połowie, życie, które jest życiem też tylko w połowie. Wyspa Pitcairn jest w pewnym sensie odizolowana od Świata, statki podpływają w jej pobliże zaledwie kilka razy w roku. Każda choroba może być tragiczna w skutkach, bo nigdy nie wiadomo, czy pomoc przybędzie na czas. Na wyspie żyje kilkadziesiąt osób, wszystkie drogi liczą sobie w sumie około 4 km.

W nocy wyłączają prąd...

Ale to nie noce są najgorsze, nie! Najgorsze są dni. Zło czai się wszędzie, w zalanych słońcem mandarynkowych gajach, na drodze, we własnym domu, wśród bliskich.

Co jest najtrudniejsze do zrozumienia? Akceptacja tego zła, trawiącego lokalną społeczność od pokoleń, od czasu, gdy przybyli na wyspę buntownicy z okrętu Bounty. Większość mieszkańców, głównie kobiety - zamknęła się w skorupie i udaje, że oprawcy są "ręką, która karmi". Trochę w tym prawdy jest, bo na tej wyspie zło i dobro tworzą jedność, przenikają się, nic nie jest wyraźnie czarne, ani białe.
Jest takie,  jak gnijące wewnątrz mandarynki: małe, przyjazne słońca, w których wnętrzu kryje się żar fermentującej miazgi.

Ktoś napisał, że po przeczytaniu tej książki rozpaczliwie pragnie się zrobić coś dobrego - i to jest prawda!
Tylko... to niczego nie zmieni... na Pitcairn.

piątek, 4 lipca 2014

Jak psa

Powiedzenie, że "się kogoś traktuje, jak psa" nabrało ostatnio nowego, zgoła niespodziewanego znaczenia.
Profesor Ch., dyrektor warszawskiego szpitala, zdecydował, że straszliwie zdeformowane maleństwo w łonie matki musi się urodzić.  Powiedział, że  zobaczy się wtedy, co będzie. Tyle, że pan profesor tego nie zobaczył, jak słusznie zauważył jego kolega po fachu ze szpitala Bielańskiego. Profesor ze szpitala Bielańskiego powiedział także, żeby gdyby  pan Ch. zobaczył, to może by zrozumiał, co zrobił. Jednak pan Ch. nie zobaczył, ba! nawet nie spróbował sobie wyobrazić ani cierpienia maleństwa, ani jego matki. Nie wykazał  nawet odrobiny empatii...
On uznał, że za wszelką cenę trzeba ratować każde życie. Ludzkie życie. Argument, że  akurat to dziecko nie ma na to życie szansy, żadnej szansy, do profesora nie przemawiał i nadal nie przemawia. Bo profesor w swoim szpitalu stosuje klauzulę sumienia. I ma zamiar stosować w dalszym ciągu!
To ja się pytam pana profesora: Jakie to jest, to sumienie, które skazuje  dziecko na cierpienie narodzin i życia? Panie profesorze, czekam na odpowiedź, bo mnie się w głowie nie mieści, że cierpiącego psa, czy kota można uśpić ze względów humanitarnych, a człowieka nie! Co to maleństwo panu zrobiło, że skazał je pan na takie tortury?W imię czego? Jakiegoś boga, o którym nawet nie wiadomo, czy na pewno jest???????
A może zrobił pan w życiu coś tak strasznego, że boi się pan zemsty i próbuje cudzym kosztem odkupić własne winy?
Powiem panu, że jeżeli jest jakiś bóg i odpuści panu ten, w moim przekonaniu - grzech wyjątkowego okrucieństwa, to ja się cieszę, że nie mam szans na życie wieczne. Gdybym miała w nim spotkać pana i panu podobnych, to już wolę smażyć się w piekle.
Gardzę wami, panowie i panie świętojebliwi. Głupich faktycznie siać nie trzeba, sami się lęgną. Jak wy...

Gdyby w tym, cholernym kraju  było choć kilku normalnych wśród władzy, to tę karę 70 tysięcy złotych i koszt cesarskiego cięcia, opieki nam matką i noworodkiem, aż do jego śmierci, a także dożywotnią rentę tej kobiecie za doznane krzywdy i cierpienia psychiczne, zapłaciłby pan Ch. Szkoda, że dzisiaj nie można skazać na banicję... Tak, wiem, wiem, w tym kraju nic nie jest normalne.
A politycy pieprzą o patriotyzmie!? Spadajcie, fałszywi patrioci, mam was gdzieś!

czwartek, 3 lipca 2014

Korwin-Mikke i ludożercy

Świeżo upieczony europoseł, pan Korwin - Mikke wczoraj komentował swoje inauguracyjne przemówienie w unijnym Parlamencie. Inauguracyjne w sensie, że jego pierwsze.
No i cóż? Ano, pan Korwin na tzw. aperitif przygotował ogłoszenie o bezwzględnej walce, wydanej przez niego wszystkim unijnym złodziejom. Na danie główne była kontynuacja obietnic. Na deser, już w wywiadzie dla TVN24, pan poseł zapodał interesującą wprawdzie, a jednak nie do końca zrozumiała informację:

"Co powiedzieliby moi wyborcy, gdybym się teraz bratał z komunistami? Mówiąc o komunistach, pan poseł wyjaśnił, że ma na myśli PiS, które na wszystkich swoich sztandarach ma socjal. Nie powiem, dotychczas wszystko, co wydobywało się sponad eleganckiej, poselskiej  muszki było dla mnie jasne, jak słońce. Co wcale nie oznacza mojej sympatii dla muszki z przyległościami. Po chwili jednak z malinowych ust posła padły słowa:

Po wyborach to co innego! Po wyborach, to nawet z ludożercami można pójść w koalicję!

I coś mi się zdaje, że pan poseł się zagalopował... zapomniał, że prawdziwy dyplomata najpierw trzy razy pomyśli, zanim NIC NIE POWIE!


środa, 2 lipca 2014

Diabeł wśród świętych

Zmęczyło mnie już słuchanie polityków, ale uniknąć się całkiem nie da. Śmieszy mnie to przymierzanie aureoli w każdym, politycznym kącie. Przymierza SLD, przymierza Twój Ruch, dopasowuje ją PiS i partia Gowina, PSL już ma, tylko trochę za duży rozmiar (tej aureoli), ale wrzucili już "na gotowanie", może się zbiegnie i dopasuje? Z gotowania może wprawdzie wyjść lekuchno wymiętolona, ale nic to!
Sami święci, cholera jasna! Gdybym mieszkała na Antypodach, to może bym uwierzyła... 

czwartek, 26 czerwca 2014

Platforma ma silne poparcie?

Bezczelność i arogancja polityków przekracza wszelkie granice. Trzeba być albo wyjątkowym kłamcą, albo istota pozbawioną samokrytycyzmu, żeby oświadczyć po wczorajszym głosowaniu w sejmie, że się ma silny mandat do rządzenia. Przychodzi mi na myśl taka historyjka:

Na uboczu stoją samotnie dwa domki. W jednym mieszka rodzina z ośmiorgiem dzieci. Dzieci są wyjątkowo niegrzeczne - rozwrzeszczane i pełne niszczycielskich zapędów. W drugim domku mieszka sobie spokojne małżeństwo, bezdzietne, z ojcem staruszkiem i z kotem. Bezdzietne małżeństwo ma dosyć połamanych kwiatów, zaśmieconych trawników i pobazgranego płotu. Dziadek staruszek i kot boją się wychodzić z domu, bo dzieci sąsiadów rzucają w nich czym popadnie.

I teraz wyobraźmy sobie, że lokalna społeczność, czyli mieszkańcy obu domów głosują w sprawie, czy dzieci sąsiadów należy ukarać za chuligańskie wybryki? Nawet wtedy, gdy rodzice tych bachorów zagłosują za ukaraniem, to bachorów jest wystarczająco dużo, żeby kary uniknęły. Głosowanie miałoby sens tylko wówczas, gdyby bachory nie głosowały w swojej sprawie.

Zatem niech mi tutaj PO nie wyjeżdża z tym silnym mandatem, bo primo - sama sobie go udzieliła, secundo - resztę głosów dostała tylko dlatego, że PSL też jest przyklejony Super Glue  do stołków. I tyle!
Wiadomo, że nie chodzi im o dobro Polski, a jedynie o pozałatwianie sobie przez ten rok cieplutkich i przytulnych "norek", bo o wygranej w wyborach ( kiedy by one nie miały nastąpić) nie ma już co marzyć.
Czy chcielibyście, panie posłanki i panowie posłowie wiedzieć, co naprawdę o was myśli mięso wyborcze, czyli naród? Domyślam się,  że macie to w głębokim poważaniu... Czyli vice versa.

wtorek, 24 czerwca 2014

Dylemat z kamerą w tle

Na moim osiedlu zainstalowano kamery. Podglądają już od roku, co dzieje się na parkingu pod blokiem, obserwują wejścia do klatek i trawniki. Trawniki niedawno zostały gruntownie przekopane, krzaczki i inne narośle usunięto. Nowy image trawniki mają - zamiast zdziczałych żywopłotów mamy teraz iglaki.
Ledwie je zasadzono, a już po kilku dniach komuś się dwa tak bardzo spodobały, że sobie je przywłaszczył.

Jak mówią, najciemniej jest pod latarnią, więc wydłubano je dokładnie spod latarni. Oczywiście, może niezbyt wyraźnie, ale na nagraniach z monitoringu widać złodziei.

Mamy teraz dylemat. Bo, nie wiadomo, czy udać się z tym nagraniem na Policję, czy nie? Z jednej strony chciałoby się, żeby złoczyńcy zostali ukarani, z drugiej strony istnieje obawa, że ukarani zostaniemy my, znaczy mieszkańcy. Za nielegalnie pozyskane i ujawnione Policji nagrania.

Złodzieje mogą donieść do prokuratury, że grupa przestępcza dokonała nielegalnych nagrań bogu ducha winnych obywateli i siedzieć pójdziemy my, mieszkańcy bloku.
I o to chodzi, o to chodzi...




wtorek, 17 czerwca 2014

Premier dał głos

Jak obiecał, tak zrobił. Premier. Dał głos. Nie tylko on zresztą. W "Kropce nad i" u Moniki Olejnik głos dali także bohaterowie afery podsłuchowej, w osobach ministra Sienkiewicza i Prezesa NBP, Belki.
I co z tego szczekania wynikło? Nic. Szkoda tylko, że nie można nikomu przyłożyć, gdy jest widzialny tylko na szklanym ekranie. A ręka świerzbi, oj, świerzbi...

Do głowy przychodzą mi tylko dwa, możliwe wyjaśnienia arogancji i lekceważenia widzów: albo nasze społeczeństwo JEST tak głupie, że można mu wcisnąć każdy kit, albo to politycy SĄ tak głupi, ze wydaje im się, że głupie jest społeczeństwo. I, że można nim manipulować bez końca. Nie można! W każdym razie nie wszystkimi obywatelami, bo wszyscy idiotami być nie mogą. I nie są.

Z przemówień wynikają - zdaniem Premiera i uczestników podsłuchanej rozmowy - takie oto wnioski:
1. nic się nie stało, kochani, nic się nie stało!
2. rozmowa, wynikająca z głębokiej troski o los Polaków, zbudowana była wyłącznie z "figur" i " skrótów myślowych".
3. jedynym przestępstwem jest fakt podsłuchiwania tejże rozmowy.
4. wszyscy, wplątani w tę sprawę, mają do siebie wielkie zaufanie. Do służb, powołanych do ochrony, też mają. Zaufanie.

5. Nikt nie widzi powodów do czyjejkolwiek dymisji i nie poczuwa się do winy, nie odczuwa także uszczerbku na swoim honorze.

Brak tego uszczerbku to w zasadzie mnie nie dziwi, bo czego, jak czego, ale honoru to u naszych polityków nie uświadczysz ani przed, ani po. Nie ma się co wyszczerbiać.

Opozycja aż pieje z zachwytu. Zaciera już rączki, bo PO leci lotem koszącym, w dół. Zatem opozycja lepi sobie już skrzydła, na których zamierza wznieść się ku szczytom władzy. Mnie to zwyczajnie bawi, bo wiem, że  to skrzydła Ikara - wysoko na nich nie polecą... A na pewno długo to nie potrwa, znaczy to latanie - klimat nam się ociepla przecież, a klej, jak wszystko w tym kraju, byle jaki...

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozmowa kontrolowana... rozmowa...

Doszliśmy już do takiego stadium ogłupienia, że kolejna afera nawet nas już nie szokuje. Myślę, że dziennikarze też tylko udają szok.

Premier, żeby przedstawić swoje stanowisko w sprawie potrzebuje 3 dni. Ma dać głos dzisiaj, o 15:00.
No, to niech da! Tylko po co te głupie komentarze: w poniedziałek o 15:00 się dowiemy.
Guzik się dowiemy! Jeżeli ktoś sądzi, że "Premier prawdę ci powie", to... się nie myli - będzie jak z tą Cyganką, która prawdę ci powie, a przy okazji oskubie do ostatniego grosza.
Obawiam się, że Premier już nie ma nas z czego oskubać, bo już to zrobił.
 Nie jestem specjalnie zainteresowana tym, co mu przygotują spece od przemówień. Jedno kłamstwo więcej, jedno mniej - co za różnica?

I tyle w temacie.

P.S. I ONI chcą, żebyśmy szli na wybory???? A jaki tam mamy wybór? Albo - złodziej, albo - wariat...

piątek, 13 czerwca 2014

Pranie sztandarów

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że politycy są jak praczki. Sens ich działania zasadza się głównie na utrzymaniu czystości sztandarów. Zresztą, nie tylko w Polsce. Obserwując to, co się dzieje na Ukrainie, też dostrzegam takie parcie na pranie. I to nie po raz pierwszy!
Pomarańczowa Rewolucja, po której do władzy dorwali się nowi, ponoć nie skorumpowani politycy, poniosła fiasko. Bo NOWI okazali się tacy sami, jak starzy. Albo nawet gorsi. A teraz powtórka z rozrywki. Nowa władza też mi brzydko pachnie. I dziwnie się zachowuje...
No, nawet ładnie mówią, jak wszyscy. Uczciwość, praworządność, dobro narodu, etc... Na ustach miód, a nad głowami powiewają czyściutkie, świeżutkie sztandary.

U nas było podobnie. Nowa, wybrana przez naród w 1989 roku władza, też miała i ma nadal na ustach wyłącznie troskę o lud. Co ma w głowie, to wychodzi na jaw dopiero przy okazji przegranej w jakichś wyborach.

Wciąż mnie dziwi, że tylu polityków, zbawców narodu, pochylających się nad losem obywateli, rządziło już w historii nowej Polski, a jakoś nikt nie rozliczył Jaruzelskiego i jego ekipy za stan wojenny i jego skutki. Owszem, przy okazji rozmaitych uroczystości, zawsze się na ten temat dużo mówi, ale potem natychmiast zapomina i wraca do bieżących gierek.

Najbardziej patriotyczna i troskliwa partia PiS też jakoś nie przystąpiła do rozliczania historii, póki był na to czas. Ani pan Ziobro, ani jego przyboczny (wówczas) pan Kamiński, jakoś nie tykali tego tematu. O panach Kaczyńskich też warto tu wspomnieć. Czyżby przy Okrągłym Stole zawarto układ? Układ, o którym Prezes wciąż mówi, ale nie precyzuje, co ma na myśli?

Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że jakieś porozumionko zawarto, na przykład: my oddamy wam  władzę, pod warunkiem, że będziecie siedzieć cicho i nie ruszycie nas.

Pasowałoby mi to do obrazu polskiej polityki jak ulał.

W Trójce radiowej ostatnio pan Niedźwiedzki też chwalił się sukcesami dwudziestopięciolecia. Swoimi, rzecz jasna! Zadzwonił muzyk, z "Kobranocki". Przypomniał ulubieńcowi, nieznających przeszłości redaktora, słuchaczy, jak to utwór Kobranocki był jego decyzją niedopuszczony na antenę i co pan redaktor wtedy powiedział do współpracowników z redakcji Trójki.

Ale Polacy wierzą, albo chcą wierzyć we wszystko, co się im wciska. W każdy kit. Rydzykowy, PiS-owski, każdy inny też, nawet w niedźwiedzki kit.

Od czasu, gdy kierownictwo w Trójce przejął, przyniesiony w teczce Niedźwiedzki, rozgłośnia straciła aureolę niezależnego, kształtującego kulturalne gusta radia. Przynajmniej w moich oczach.
Lepiej zatem, by pan redaktor nie chwalił się tak bardzo, bo nie ma czym. Przynajmniej przede mną.

czwartek, 5 czerwca 2014

4 czerwca

4 czerwca 2014r. minęło 25 lat od wyborów parlamentarnych, które otworzyły drzwi do demokracji i wolności. W naszym, polskim  kalendarzu święta żadnego w tym dniu nie ma. Niedawno dołożyliśmy sobie 6 stycznia, kolejne święto katolickie. I tych, kościółkowych świąt w kraju, który mieni się świeckim, przynajmniej konstytucyjnie, jest pod dostatkiem. Naliczyłam 8 dni wolnych z tytułu świąt kościelnych.  Świat państwowych jest tylko 4: Nowy Rok (1 stycznia), Święto Pracy (1 maja), Święto Konstytucji (3 maja) i jeszcze Święto Niepodległości (11 listopada). Oczywiście, wielu obywateli chętnie widziałoby jeszcze więcej dni wolnych, niezależnie od ich charakteru . Kiedyś jednak trzeba ten dochód narodowy brutto wypracować, leżąc w domeczku się nie da!
Ja z wielką przyjemnością podpisałabym się pod pomysłem likwidacji np. Święta Trzech Króli, i wpisaniem do kalendarza  ogólnonarodowego święta, czyli  dla wszystkich, 4 czerwca.
Sądzę, że to święto powinno się tam znaleźć, chyba, że obywatele mają w d... tę okupioną wielkim wysiłkiem i wyrzeczeniami wolność. I demokrację.

piątek, 30 maja 2014

deklaracja wiary

Coraz lepiej... 3000 lekarzy, w tym profesorowie (?) podpisało deklarację wiary. Kolejni z pewnością dopiszą się do listy.

W zasadzie nie mam nic przeciwko temu, bo każdy ma prawo mieć własne poglądy. Nawet wtedy, gdy z treści deklaracji wynika ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że organy płciowe mogą być używane wyłącznie wtedy, gdy jest to niejako uświęcone wolą boską, to też nie mam nic przeciw temu, żeby ktoś się pod tym podpisał - nie mój to wszak cyrk i nie moja małpa! Gorzej, gdy podpisany pod deklaracją wyedukował się na koszt społeczeństwa, w którym żyje. Tu już nie ma zgody. Chce sobie uprawiać światopogląd w pracy, niech zwróci pieniądze społeczeństwu, ogłosi na prywatnym gabinecie, że za efekty leczenia nie odpowiada, bo jak coś się nie uda, to taka widać wola boska. Ja ten gabinet omijać będę szerokim bardzo łukiem. Nie życzę sobie, by leczyli mnie nawiedzeni szarlatani i kropka!

Ciekawi mnie, bo o tym w klauzuli wiary lekarskiej nie ma ani mru mru, jak się mają nie uświęcone przez boga związki kapłanów z kobietami, a jeszcze bardziej intryguje mnie, czym byłyby w takim razie związki księży z innymi osobnikami tej samej płci., albo z nieletnimi? Cuchnie mi to hipokryzją na kilometr!

Ciekawi mnie także, jakiego rodzaju pomocy i komu udziela pan seksuolog, który tę deklarację podpisał?
Aż boję się myśleć z jakimi zaleceniami i sugestiami wychodzą z jego gabinetu małżeństwa z problemami?
Może tak:
primo - seks wyłącznie wtedy, gdy z kalendarzyka wynikają dni płodne
secundo - mąż i żona w koszulach do kostek, z klapką na wysokości świętych organów rozrodczych, otwieraną jedynie na krótką chwilę spółkowania
tertio - modlitwa przed i modlitwa po stosunku

Brawo! Podoba mi się ten kraj. Z każdym dniem coraz bardziej mi się podoba. Aż rzygać się chce.

czwartek, 29 maja 2014

To i owo

Obywatele Krakowa zdecydowali w referendum, że nie chcą zimowych igrzysk, bo widzą lepsze cele  dla zainwestowania tych kilkudziesięciu miliardów złotych, np. metro. I teraz niepotrzebne dyskusje się toczą, kto zawinił? Kto nie przekonał obywateli? Myślę, że obywatele przekonać się nie dadzą, przynajmniej ci, którzy potrafią liczyć. Okazali się mądrzejsi, niż się spodziewano.

Kolejne dyskusje medialne, przetaczające się we wszystkich serwisach informacyjnych, dotyczą zakończonych przed kilkoma dniami wyborów do PE. Dzisiaj rozbawił mnie minister Szczurek,  zapędzony w kozi róg przez redaktora TVN24, który zauważył mimochodem, że byłemu ministrowi finansów, panu Rostowskiemu, Polacy pokazali figę i dostał bardzo mało głosów. Otóż, pan Szczurek poinformował nas, że my dlatego nie głosowalismy na pana Rostowskiego, że pragniemy gorąco, by znakomity minister Rostowski pracował dla nas tutaj, w kraju, bo potrzebny nam jest, jak powietrze.
Akurat jadłam śniadanie i tą konkluzją pan Szczurek o mały włos spowodowałby nieszczęście - omal się nie udławiłam,  ze śmiechu.

I dalej: objawił się, przebywający przez kilka  tygodni na zsyłce przedwyborczej,  pan Macierewicz. I przywrócił mi wiarę w normalność. Już wiem - nadal tkwimy w jednym, piekielnym kotle.
A sepleniąca licealistka wylansowała się na gwiazdę, odrzucając kwiaty od Premiera i nazywając go zdrajcą. Pomijam tutaj kwestię zdrady, bo choć nie nazwałabym Premiera akurat zdrajcą, to zaufania do niego nie mam za grosz! Jednak prowincjonalna gwiazdeczka powiedziała, że jej idolem jest imć Macierewicz i teraz dumam, co jest gorsze: czy 30% głosów młodych ludzi, oddanych na Korwina-Mikke, czy lans na Macierewiczu? Inna, młoda "dama" poinformowała nas medialnie, że słowa Korwina-Mikke o kiepskiej inteligencji kobiet nie są skierowane do niej, tylko do innych, dlatego jej nie przeszkadzają.
I ta wiadomość przywołała w mojej pamięci obrazki z przeczytanych książek.  "Malowany ptak" Kosińskiego mi się przypomniał. I obraz polskiego społeczeństwa, które z obojętnością, a czasem z satysfakcją przyjmowało dręczenie i mordowanie Żydów, Cyganów i innych, którzy zdaniem tego społeczeństwa nie zasługiwali na ludzkie traktowanie, bo nie byli katolikami. Kolejna relacja TV ze zdarzenia w autobusie w Łodzi, utwierdziła mnie w przekonaniu, że czego, jak czego, ale odruchów ludzkich to katolikom brak. Nasza cudowna młodzież biła i kopała niepełnosprawnego, niewidomego mężczyznę, który zwrócił im uwagę na niewłaściwe zachowanie. Autobus pełen praworządnych obywateli, o chrześcijańskim rodowodzie, opustoszał niezwłocznie. Nikt nie pomógł temu mężczyźnie. NIKT!
I to raczej, moim zdaniem, nie wymaga komentarza. Żadnego komentarza.

poniedziałek, 26 maja 2014

Obowiązek obywatelski

Spełniłam swój obywatelski obowiązek i poszłam oddać głos w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jesteśmy członkiem UE, więc nie ma przeproś - trzeba uczestniczyć. Miałam zamiar skreślić wszystkich, oddając głos nieważny, ale okazało się, że na jednej z list jest osoba, kobieta, którą cenię. Jedyna spośród kandydatów znajdujących się na listach w moim województwie. Ze spokojnym sumieniem postawiłam więc krzyżyk. Kandydatka w ogóle nie była w ostatnich latach widzialna medialnie. Dopiero kilka tygodni temu pokazała się w TV. Nie zająknęła się nawet, z jakiej jest partii politycznej, siedziała spokojnie, wypowiadała się rzeczowo i spokojnie, nie napastując nikogo i nie próbując zdezawuować niczyich poglądów. W ostatnich latach ciężko pracowała, miała to wypisane na zmęczonej twarzy. Cenię ludzi za czyny, a nie za słowa. Cieszę się, że mój głos pozwoli jej pracować dalej, dla naszego wspólnego dobra, a nie wyłącznie dla dobra kandydata - jak bywa w większości przypadków.
Frekwencja była "gigantyczna", można powiedzieć. Ciut ponad 20%.
I te ciut ponad 20%, to zaledwie kilka milionów obywateli. A 30% z 20%, to jakieś pi razy oko 6%, jak mi się zdaje? A 6%, to już zaledwie milion z małym okładem. Polska, to nie taki znowu mały kraj, milion z okładem, to jedno duże miasto. I czym się w takim razie tak ekscytują PO i PiS? Że niby wygrali te wybory?
Ja na ich miejscu nie skakałabym do góry z radości, bo wynik wskazuje, że jedno miasto w Polsce popiera PiS, a drugie popiera PO, a cała reszta kraju ma ich w ... głębokim poważaniu. I nie bardzo jest się z czego cieszyć!
Mnie martwi jednak najbardziej to, że w ramach buntu przeciwko "zatwardzeniu" naszej sceny politycznej, tak wielu Polaków na złość babci postanowiło odmrozić sobie uszy - oddali głos na Korwina-Mikke. 7% głosów to wcale nie mało, jak na tak ekstremistyczne ugrupowanie, nawet mimo słabej frekwencji. Chciałoby się zapytać wyborców niektórych, czy nie lepiej jednak było zamiast wystawiać się na ten mróz, założyć bluzę z kapturem, gdy się żadnej czapki nie lubi? Zawsze, ale to zawsze lepiej jest pójść i oddać głos nieważny, skreślając wszystkich. Gdy jest przyzwoita frekwencja, a dużo głosów nieważnych, nie da się już tak chwalić zwycięstwem, prawda?

wtorek, 13 maja 2014

baba z brodą

O co tyle hałasu? O tego faceta w babskich fatałaszkach? Facet, jak facet... A, że w damskim przebraniu? No to co? Kobitki paradują w garniturach, ostrzyżone na łyso też, bez makijażu, a z brodą też czasami się zdarzają i czy kogoś to zaraz tak bulwersuje? Nie, no to dajcie spokój temu Austriakowi - chciał, to się przebrał!
E, pewnie raczej chodzi o to, że nasze "gwiazdy", jak to się niegdyś mawiało - "trzeciej ligi warcabowej", czyli Angielski Pączuś i jego ślicznotka Cleo nie wygrali! Ja to się nawet cieszę i wcale mnie  jakoś nie dziwi, że nie wygrali. "My Słowianie", to w sam raz hit, ale pod egidę klubu Go-Go! Tam będzie jak znalazł, myślę! I reklama będzie śliczności po prostu! Klientom się spodoba, jak nic! Drzwiami i oknami pchać się będą, żeby popatrzeć, jak się ten polski eksportowy "towar" przy maślnicy sprawdza, albo czy mu biust na tarze się nie starł niechcący.
Bo my, Słowianie, to nie mamy wiele do zaproponowania: śpiewać nie bardzo umiemy, mądrością, ani myślą techniczną też się specjalnie nie możemy pochwalić, za to laski mamy prima sort! Tyle w każdym razie sugerujemy w tym polskim hiciorze... Nic więcej...
A ja sobie posłuchałam, jak Sośnicka śpiewała Anatewkę. Stała i śpiewała. Jak posąg grecki. A głos jej? No - prawie jak Dody, albo Cleo. I to "prawie" było wielkie, jak Amazonka.
Nie dorastacie Sośnickiej do pięt, moje drogie panie...



wtorek, 6 maja 2014

Ranczo

Ostatnią edycję Rancza oglądam z niejakim smutkiem. Mam wrażenie, że autorowi scenariusza też już jest coraz mniej do śmiechu. Obrazek naszego, rodzimego piekiełka, jaki wyłania się z najnowszych odcinków serialu jest przerażająco prawdziwy.  I, cytując wybiórczo bardzo, ale jednak, Mariana Załuckiego sprzed kilkudziesięciu lat:
"trzeba się długo zastanawiać,
nawiać,
nawiać..."

W satyrze Załuckiego chodziło wprawdzie o ślub, przed którym należy się zastanawiać, ale czy to taka wielka różnica? Ślub z kobietą, czy z Ojczyzną "kochaną"? I gdzie tu jeszcze miejsce dla patriotyzmu jest?
Polskie społeczeństwo jest trochę jak Kubuś Puchatek - miś o bardzo małym rozumku.

A posłowie PO prawdę to już mówią tylko niechcący, przez pomyłkę. Sic! gdy tak patrzę na naszych polityków, to nie wiem, czy to wciąż fikcja, czy już rzeczywistość? Koledzy z ławeczki przed sklepem, dajcie mi Mamrota, byle bez logo PPU, bo mi zaszkodzi. Czy pomoże? Ano, znowu mam ochotę zacytować coś, tym razem dowcip:

Zakonnica wpada do pokoju siostry przełożonej i woła:
- Matko przełożona, zgwałcili mnie! Co robić???
- Zjeść cytrynę.
- Jak to? A to pomoże? 
- Pomoże, nie pomoże, ale przynajmniej ten głupi uśmiech zniknie.

Ja mam nadzieję, że z mojej twarzy zniknie przygnębienie. PO skosztowaniu tego Mamrota znaczy się zniknie.

środa, 9 kwietnia 2014

Prognoza

Wczoraj zapowiedzieli na dzisiaj deszcz. Nie zgadzam się z ta prognozą. Składam wniosek o powołanie komisji śledczej ds. ustalania prognoz pogody. Oświadczam, że obecne prognozy są kłamliwe i nie oparte na żadnych, wiarygodnych dowodach. Jestem przekonana, że siły wrogie słonecznej aurze, z premedytacją fałszują wnioski. Nie spocznę, dopóki prognoza pogody nie będzie jedyną, możliwą do zaakceptowania:

Słonecznie. Ciepło, temperatura optymalna, czyli 22st. Celsjusza, wiatr - południowy zefirek, wiejący od strony Afryki.

I taka prognoza ma obowiązywać do końca Świata i jeden dzień dłużej.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Imprezowanie cudzym kosztem

Po co otwieram telewizor? Ot, głupia baba!
Ostatnio zdołali wkurzyć mnie znowu.
Najpierw jakaś bliżej mi nie znana posłanka Platformy, która poinformowała widzów, że "wszyscy kochamy sport". Moja rodzina składa się z trzech osób, szerszy krąg rodzinny liczy osób ponad 20, a nikt, ale to naprawdę nikt, nie interesuje się sportem wyczynowym. Uprawianie sportu, a zajmowanie się nim niejako zawodowo, to dwie różne sprawy. Sport dla zdrowia - owszem, sport  dla rywalizacji  - nie!

A pani posłanka próbowała mi wmówić, że ja niczego więcej w życiu nie pragnę, jak tylko wziąć udział w narodowej ściepie na jakieś tam igrzyska zimowe, czy coś! Otóż, pani posłanko, ja oczekuję, że będzie wręcz przeciwnie, czyli, że nie wezmę udziału w tej zrzutce. Ja sobie nie życzę!!! Stanowczo i nieodwołalnie na dodatek.

Pani posłanka Grodzka była bardziej dyplomatyczna, bo powiedziała, że sport to tak, ale na tyle, na ile nas stać, a nie zastaw się, a postaw się. 
Pani posłanka PO na to, że droga do Zakopca będzie wcześniej ukończona, a wszystko to, co się wybuduje na okoliczność olimpiady  zostanie nam. Taaa..., jako pomnik pewnie! Jak te stadiony, co je na Euro 2012 poustawiali gdzie się dało. I stoją teraz, i kosztują krocie za samo stanie. Drogi zaczęły się sypać, zanim je ukończono na dobre. A bezrobocie jeszcze wzrosło. Bo z tymi imprezami jest tak, jak z seksem: chwila przyjemności dla niektórych, a potem długo alimenty.

Jeżeli pani posłanka PO wymyśli taką prezerwatywę, która mnie uchroni przed tymi alimentami po, to ja się na tę imprezę sportową zgadzam. Jeżeli nie, to wypraszam sobie!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Wiemy co wybrał Premier?

Doprawdy - wiemy?

Taki tytuł w niusach na WP.pl  dostrzegłam mimochodem. Mimochodem również zerknęłam do niusa i czytam:
Pan premier POWIEDZIAŁ, że on sam wybrał ZUS, a nie OFE. Bo ma do ZUS zaufanie...

No cóż... premier może i ma... ja nie mam.
Czytałam gdzieś taki dowcip:

Tata do syna: Dlaczego kłamiesz?!
Syn do ojca: Ja nie kłamię, ja tylko MIJAM SIĘ Z PRAWDĄ!

Pan Premier z prawdą też się mija, taki slalom gigant to już chyba jest nawet. I myślę, że dzisiaj, gdyby nawet wreszcie, przypadkiem całkiem z tą prawdą się zderzył, to i tak "nie pomoże już nic..."
Przy czym ani premierowi, ani nam.

środa, 26 marca 2014

awantury w sejmie ciąg dalszy

Jak długo jeszcze będziemy bombardowani tą przepychanką na temat finansowania opieki nad dziećmi specjalnej troski? Mam już dosyć! Mamuśki i tatusiowie do roboty, dzieciom opiekunkę, jeżeli nie ma w pobliżu ośrodka terapii dziennej. A, jeżeli nie, to o pomoc proszę się zwracać do obrońców życia poczętego. Że co? Że nie chcą pomóc? No, coś podobnego! Czemu mnie to nie dziwi? Obrona na cudzy koszt najlepiej jakoś w tym kraju wychodzi. A to wszystko to o kant d... potłuc! A zostawić dzieciątko księdzu, albo posłowi na progu, jak w okienku życia  - niech się opiekują!

Ale żądać od całego społeczeństwa pieniędzy za opiekę nad własnym dzieckiem, to jest skandal, według mnie! I bezczelność, podobnie, jak żądanie utrzymywania rodzin wielodzietnych, bo im ciężko. Jakoś nie przypominam sobie, żeby całe społeczeństwo ich przymuszało do produkcji tych dzieci, kiedy rodzice się do niczego innego nie nadają, a tak zwykle bywa w podobnych przypadkach.

Co to za zwyczaje są dzisiaj: temu daj, bo chory, temu daj, bo biedny, tego na emeryturę w wieku 40 lat, bo zmęczony, tym daj na partię polityczną, bo oni chcą zasiadać, kościołowi daj, bo on społeczeństwu ponoć służy ( chociaż mnie się wydaje, że dokładnie odwrotnie jest), tam sfinansuj tysiące urzędasów nierobów, bo to krewni i znajomi królika,  a na koniec oddaj ostatnie swoje pieniądze odkładane przez 40 lat  harówy na emeryturę, bo dziura w budżecie. Ciekawe skąd ta dziura się wzięła? Nikt jakoś nie mówi.

Do k... nędzy, ja też teraz sobie życzę, żeby mi zrekompensowano te lata opieki nad ojcem, te opiekunki całodobowe, gdy oboje rodzice byli  zależni od opieki osób trzecich, te lata, gdy nikt mi nie oddawał podatku z powodu, że mam dziecko na utrzymaniu, ani grosza zasiłku rodzinnego nie płacił, a za miesiąc pracy płacił mi tyle, że pensji starczyłoby na jedne dżinsy, najtańszej marki na dodatek.

 Że też im te powyciągane, obleczone złotem, ręce nie uschną... Tylko tych dzieci szkoda, bo one niczemu nie winne. Temu, że wegetować muszą w cierpieniu, bo ktoś tak postanowił za nie, też nie są winne.
Nasz naród najmądrzejszy, najlepiej wie, co dla innych dobre. A zamiast uczyć się o antykoncepcji, woli odmawiać paciorek. To niech teraz też odmawia!

piątek, 21 marca 2014

Żądamy!

Rodzice niepełnosprawnych dzieci protestują w Sejmie. Okupacja trwa. Dzieci też okupują. Niejaka pani Maria powiedziała, że rodzice zapewnili swoim dzieciom komfortowe warunki podczas tejże okupacji. Znaczy - na materacach spoczywają. Ale komfortowych, rozumie się - materacach.
Rodzice żądają bezwarunkowego wypłacania im minimalnej pensji i odprowadzania od niej składek ZUS. Bo chcą, żeby opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym była traktowana jak zawód. No i fajnie...
Pani Maria wykrzyczała w programie Tak jest, że stopień niepełnosprawności nie powinien mieć nic do rzeczy w tej sprawie. Bo, nawet wtedy, gdy dziecko uczęszcza do szkoły, to ona "musi być pod telefonem". A zatem - w domu musi być.

Siedziałam zdumiona i skonsternowana wielce, słuchając tych wrzasków rodzicielskich. A przed oczami przewijały mi się obrazki z tych wszystkich lat, gdy jednocześnie chorowali śmiertelnie nasi Rodzice... Przypomniało mi się, jak Mama, nasza kochana, najdroższa na świecie Mama, umierała na raka, a ojciec w tym czasie już ślepy (cukrzyca), o kulach, z niefunkcjonującymi już nerkami wymagał także szczególnej troski. Znowu zobaczyłam, jak po śmierci mamy opiekowałam się coraz bardziej chorym ojcem, pracując rzecz jasna. Gdy wstawałam jak zwykle o 4:30, wpadałam do domu o 17:00, taszcząc na swoje IV pięterko siaty z zakupami na dwa domy. Potem w szalonym tempie podgrzewałam zupę, przygotowywałam coś jeszcze dla swojej rodziny, szykowałam to, co mam zabrać do ojca, sama nie jadłam nic, a potem biegłam z wywieszonym jęzorem, potykając się o własne nogi, do mieszkania ojca. Tam zakasywałam rękawy, zmywałam, sprzątałam, gotowałam mu jedzenie na jutro, podgrzewałam to, co ugotowałam wczoraj,  przygotowywałam lekarstwa, zmieniałam pościel, etc... trudno wymienić wszystko... Gdy go przywozili około 21:00 z dializ, w stanie takim, że nie można go było nawet wyciągnąć z karetki, gdy już z pomocą sanitariuszy i sąsiadów udało się go wtaszczyć na 1 i pół piętra i ułożyć w łóżku - zmieniałam pampersy, karmiłam, robiłam zastrzyki, całą masę innych czynności wykonując w tak zwanym międzyczasie, zostawiałam telefon przy łóżku, sprawdzałam, czy zasnął i ruszałam w drogę powrotną. Z tym, jeszcze niżej zwieszonym jęzorem... Jeść nie miałam siły. Zrobić czegokolwiek też już nie. Mogłam tylko zrobić rodzinie kolację, umyć się i położyć spać. W dzień do ojca zaglądała emerytowana sąsiadka, oczywiście nie za darmo! A jutro czekał mnie taki sam dzień, na wariackich papierach. Potem, gdy mu amputowali nogę, było niby lepiej. Znaleźliśmy dom opieki, pielęgniarski. w sumie z lekami, kosztował naszą rodzinę ( moją i siostry, która, niestety, mieszka daleko) około 3500zł. O "prezentach" dla sanitariuszy ( żeby zadbali w drodze), dla pielęgniarek ( żeby się zatroszczyły lepiej) nie mówię...Cóż, ciężko chory, wymagający nieustannej opieki człowiek. Płaciliśmy. Każdy weekend - wycieczka. Ale cieszyłam się, bo w tygodniu, po pracy mogłam zrobić coś dla swojego domu.
Nigdy, przenigdy nie zwróciliśmy się o jakąś pomoc do Państwa. Nigdy nie dostałam ani złotówki. I tak powinno być, bo Państwo ma zapewnić opiekę medyczną, terapeutyczną, a nie domową! Nieważne więc było, że sami nie dojadaliśmy, ważne, że ojciec miał dobrą opiekę i nigdy nie zostawał już sam. Od dnia, w którym szpital odmówił przyjęcia go ( bo: trupów nie przyjmujemy) minęło 8 lat, zanim umarł.

Przypomniało mi się także coś z lat wcześniejszych, kiedy nasze dziecko przyszło na świat. Urlop macierzyński, czyli płatny był krótki, potem był już tylko bezpłatny wychowawczy. I nie było odliczeń podatku na dzieci, nie było zresztą żadnych PIT-ów. I żadnych odliczeń. I były kartki. Kartki, na które i tak nie można było kupić nic z tego, co było potrzebne. Wódkę - owszem. Ta, była zawsze.
I taką kartkę mi ukradli. I był głód, bo jak podzielić 1,5kg tzw. "wołciela" na dwie rodziny, czyli na 5 osób na caluteńki miesiąc???
Przeżyliśmy. Wszystko przeżyliśmy. Nigdy niczego nie żądając...
Rozumiałabym, gdyby rodzice niepełnosprawnych dzieci protestowali w związku z brakiem terapii, opieki medycznej, ale nie rozumiem zupełnie, gdy żądają wynagrodzenia za opiekę nad chorym członkiem rodziny! Podejmowanie pracy zawodowej obowiązkiem nie jest, ale opieka nad rodziną i owszem, drodzy Rodzice! Czy wkrótce zaczniecie żądać specjalnych domów, za darmo? Może samochodów, też za darmo?
 Czesławie! czy mnie słyszysz?! Pamiętasz, jak śpiewałeś: dziwny jest ten świat...???

czwartek, 20 marca 2014

trudne wybory

Jak przetrwać ten i kolejny rok? Może ktoś ma jakiś pomysł? Tak, wiem, wiem - sprzedać telewizor, radio, odłączyć Internet, nie zaglądać do gazet...

Ale nie o to przecież chodzi, żeby zaraz pozbawiać się wszystkich okien na świat, równocześnie na dodatek!
Największym problemem jest znalezienie rozwiązania do tej patowej sytuacji, w której się Polska znalazła. Majdan Bis nie wchodzi oczywiście w grę. Widać gołym okiem, że Ukraińcy wpadli z deszczu pod rynnę, a nawet pod dwie, dziurawe! Tak wyszło, że nie można się oprzeć wrażeniu, że najpierw Majdan był wyreżyserowaną starannie prowokacją, prowadzącą do ściśle określonego celu, czyli zajęcia Krymu przez uzurpatora. A nowa władza dziwnie pachnie. Nacjonalizmem i niezbyt czystymi rękami...

My mamy podobny wybór: pomiędzy oszustem i złodziejem. Już postanowiłam - skreślam obu. Pozostałych też. Dla formalności. I z przekonaniem!

Tylko uwiera mnie świadomość, że to nic nie da...

poniedziałek, 10 marca 2014

Imagine

Ciekawi mnie ogromnie, czy mój wpis też byłby uznany za "komentarz na rosyjskie zlecenie"?
Ale jeszcze bardziej interesuje mnie, jaka byłaby reakcja naszego własnego rządu, gdyby tak u nas podobny Majdan zorganizowano? Czy, gdyby tak naród chciał obalić demokratycznie wybrany rząd i parlament, bo mu się jakoś tak  podobać przestał był (choć widziały gały, co brały!)? Czy wówczas też politycy polscy robiliby sobie sweet focie pod sztandarami, razem z protestującymi? Opozycja, o, ta to na pewno! Już wyobraźnia podsuwa mi widoczki:

Prezes wciągany za kołnierz na podium... Ach!
Pani Kempa, trzymana pod ziobro przez posła Ziobro...Eh...
Poseł Palikot z posłem Gowinem - wespół w zespół...
A za nimi poseł Miller, pod rękę z posłanką Grodzką.

Wszak ominąć żadnej okazji do reklamy nie sposób!

I jeszcze widzę, jak miłościwie nam panujący Premier, który ciężko zachorzawszy, chroni się u Pani Kanclerz, na daczy...

No, to co by w takim przypadku mówiono? Chwalono by i zachęcano, czy odsądzano od czci i wiary, nazywając protest zamachem stanu, krwawą rewolucją, czy jakoś podobnie?



piątek, 7 marca 2014

kochamy zadymy

Mam sporo wątpliwości, czy słusznie pchamy się z butami wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Nie jestem do końca przekonana, czy powinniśmy aż tak angażować się w konflikt ukraiński.
Putin nigdy mi się nie podobał, nie ufam mu, ale muszę się, niestety, zgodzić z nim w paru kwestiach. Pierwsza, to nie uznawanie nowego rządu Ukrainy. Janukowycz, choć drań, wybrany był w wyborach demokratycznych, a nie przywieziony w teczce, bo to już nie te czasy. To, że demokracja niewiele różni się od reżimu, to inna sprawa. Reżim stosuje przymus bezpośredni, demokracja pośredni (czyli tajny przez poufny) i to jedyna różnica.  My też oddajemy głosy na tych, których nam podetkną pod nos, bo innych kandydatów nie ma. I teraz nowy rząd Ukrainy wygląda mi podobnie całkiem. Zawsze, jak uczy historia, znajdzie się jakiś Lis Witalis, który obiecuje więcej i krzyczy głośniej. Myślę, że tak już będzie zawsze, ktoś robi karierę, maszerując dziarsko drogą usłaną cudzymi zwłokami. Widzi mi się, że niczego dobrego spodziewać się nie należy. Wręcz przeciwnie.
Druga kwestia, w której zgadzam się z rosyjskim przywódcą, to podkręcanie atmosfery przez sąsiadów Ukrainy. Po co jeździli na ten Majdan? Sweet focie można zrobić wszędzie.Tam ginęli ludzie, jak zwykle stając się mięsem armatnim, bo przywódcom, co oczywiste, włos z głowy nie spadł.
Wolę nie myśleć, co będzie dalej.


czwartek, 27 lutego 2014

Niekonstytucyjne sprawy

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że praca podczas zwolnienia lekarskiego powinna pozbawiać prawa do zasiłku, bo finansowanie tego zasiłku przez całe społeczeństwo, gdy ktoś może zarobkowo się udzielać jest niekonstytucyjne.
A ja pytam: Dlaczego tylko finansowanie zasiłków jest takie, znaczy - niekonstytucyjne?
Dlaczego nikt nie zapyta Szacownego trybunału, czy finansowanie np. olimpiad, Euro któreśtam, czy dożywotnich świadczeń dla medalistów jest, czy nie jest? Bo ja nie mam życzenia łożyć ani na te szwancparady sportowe, ani na te świadczenia. Nie mam też jakoś ochoty finansować wcześniejszych emerytur przedstawicieli różnej maści zawodów. Nie mam i już! To nie jest równe traktowanie obywateli, wiem to bez wyroku Trybunału. Jak się komuś chce skakać, albo kopać, albo wyczyniać inne wygibasy lub pracować jako np. policjant, to jego sprawa, a nie moja! Niech sobie robi, co chce, byle nie kosztem całego społeczeństwa!
I jeszcze jedno: jak się tak bardzo broni poczętego życia, że nawet wtedy, gdy z góry wiadomo, że dziecko urodzi się nieuleczalnie chore i niezdolne do samodzielnej egzystencji, to niech się potem finansuje utrzymywanie go przy życiu, ale z własnej, nie z cudzej kieszeni! Mogą się na ten cel zrzucać wszyscy, którzy chcą, mnie nic do tego! Natomiast zmuszanie mnie do udziału w tej zrzutce narodowej nie podoba mi się wcale! Owszem, daję pieniądze na różne cele charytatywne, ale to moja, suwerenna decyzja! I nikomu też nic do tego. Moje pieniądze, moja sprawa!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Romeo i ....Julia?

Piękna Julia zamierza kandydować na prezydenta.
Jeżeli ją wybiorą, to ofiary krwawych protestów w Kijowie pójdą na marne... Ludzie! Pamięć, pamięć, tylko pamięć może was uratować przed kolejnym nieszczęściem. Oglądacie willę-pałac Janukowycza, czyżbyście już zapomnieli, że to nie tylko On wzbogacił się na waszej krwawicy?

Fakt, że Piękną Julię zwolniono z aresztu jest dla mnie nie tyle bulwersujący, co - zastanawiający, głęboko zastanawiający! I niepokojący też! Czemu politycy Europy tak się oburzali na jej uwięzienie? Czyżby obawiali się, że oni też mogą ponieść odpowiedzialność za swoje czyny? Hmmm...

czwartek, 30 stycznia 2014

Ptasia stołówka

                                                    foto: szczygiełki na śniegu

Dzisiaj stołówkę odwiedziły szczygiełki. I nie tylko: był kwiczoł, stadko grubodziobów też. Oczywiście, gang dzwońców nie omieszkał zaprowadzić swoich porządków! Popędził stołowników i wszystkie ptaszki - zięby, sikory, wróble i kosy - musiały grzecznie czekać na swoją kolej, czyli tak długo, aż te oliwkowe rozrabiaki napchają sobie dzioby. I znowu wiaderko karmy zniknęło w pół dnia...

                                                   foto: Dzwońce w stołówce

środa, 22 stycznia 2014

Segregacja rasowa?

Od poniedziałku działa ptasia stołówka za oknem. Zima dała o sobie znać, atakując znienacka.
I się zaczęło:
Karmnik opanowały dzwońce. Dziesiątki oliwkowych ptaszków skaczą sobie do dziobów, przepychają się i podskubują przy stole, a drugie tyle próbuje dostać się do środka, trzepocząc wokół skrzydełkami i zawisając w powietrzu, jak kolibry. Innym gatunkom wstęp wzbroniony, uszczknąć cokolwieczek mogą jedynie czyżyki, bo są podobne do dzwońców, tylko o połowę mniejsze. Najwyraźniej dzwońce mają problem z oceną rozmiaru, bo maleńkich czyżyków nie przepędzają. Sikory wszelkich odmian i wróble obsiadają okoliczne drzewa, podskakują niecierpliwie na gałązkach, ale do stołu już nie próbują zasiąść, bo natychmiast dostają po łebku. Kosy i zięby nigdy nie zaglądają do karmnika, wydziobują to, co rozczupurzeni goście stołówki raczą porozrzucać dookoła.
Zawsze najbardziej bawi mnie fakt, że bażancice, choć ogromne w porównaniu z tą skrzydlatą drobnicą, są najbardziej tchórzliwe. Maleństwa w ogóle nie zwracają na nas uwagi, możemy spokojnie podglądać te ptasie awantury, ale ogromne, bażancie matrony na każdy ruch reagują niezwłoczną ewakuacją.
Czekamy jeszcze na grubodzioby, których w tym roku nie widać.Te dopiero wprowadzą w karmniku segregację! Strzeżcie się dzwońce!