czwartek, 12 grudnia 2013

Śmierć w oczach

Przed kilkoma dniami media rozwodziły się nad agresywną, nieuzasadnioną reakcją pewnego kierowcy, który pobił drugiego kierowcę, na dodatek na oczach jego dzieci. I w zasadzie takie krytyki agresywnych zachowań są uzasadnione, tyle, że diabeł znowu w szczegółach:

Pobity kierowca, wiozący na tylnym siedzeniu auta dwójkę dzieci, zajechał drogę temu, który chwilę później wpadł w szał i przyłożył pierwszemu w ryło. Zajechał drogę tak skutecznie, że ten wkurzony musiał uciekać na pas zieleni i najważniejsze, że mu się to udało! Dzięki tej, błyskawicznej i skutecznej reakcji wkurzonego, prawdopodobnie ten pobity wciąż jest ojcem dwójki dzieci. Gdyby wkurzony był takim samym idiotą, jak pobity, na śliskiej drodze, przy siąpiącej z nieba mżawce, wjechanie w kufer auta pobitego kierowcy mogłoby się źle skończyć - dla dzieci zwłaszcza! I, oczywiście, winien byłby ten agresywny, który w ten kufer by wjechał. A tak, to tatuś wprawdzie lekko posiniaczony i głęboko urażony w ojcowskiej dumie, ale dzieci całe i zdrowe! I to jest w tym najważniejsze, a przynajmniej powinno być! Ale w mediach tylko o tym wkurzeniu mowa, o uratowaniu dziecięcych tyłków, to już ani mru mru...

Zresztą, tak jest zwykle: jeździmy ze Ślubnym Nieszczęściem do pracy o 5:30. Na drodze panuje wolna amerykanka - z bocznych dróg co rusz, to wyjeżdża jakiś niecierpliwy  głupek przed sam nos, chwilę podąża przed nami spacerowym kroczkiem, by zaraz zjechać w pierwszą poprzeczną drogę.Ostatnio mój ślubny omal nie pobił pewnej obywatelki, która wlokła się przed nami 20km/h, pustą niemal drogą, a następnie, gdy my ją wyprzedzaliśmy, oczywiście odpowiednio sygnalizując ten zamiar wcześniej, nieoczekiwanie zjechała na lewy pas, prościuteńko przed naszą maskę! Nie wiem, jak się udało mojemu mężowi uniknąć zderzenia, bo wszystko działo się bardzo szybko. Ale ślubny mój, nic nie mówiąc zatrzymał kilkadziesiąt metrów dalej autko ( pani zatrzymała się również) wysiadł i pomaszerował. Co pani usłyszała od niego, tego nie słyszałam, ale mogę się domyślać, że nie były to komplementy...


Brak komentarzy: