poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ptak malowany



Bardzo trudno napisać coś o książce Jerzego Kosińskiego „Ptak malowany”.
Naprawdę trudno. Jakoś tak  - nie wiem, nie wypada?

Dawno nie czytałam nic równie koszmarnego, na dodatek wcale nie w znaczeniu, że złego! Po prostu – treść jest jak senny koszmar. Albo gorzej: jak rzeczywistość, której się boimy, bo wiemy, że istnieje, ale wolelibyśmy myśleć, że jej nie ma, nie było i nigdy nie będzie.

Chłopiec, malowany ptak, któremu los zgotował piekło na ziemi. Odrzucony przez swoich, znajduje nieoczekiwanie wsparcie w niedoli z najmniej spodziewanej strony. Kto jest dobry, kto zły? W zasadzie, wychodzi, że dobrych nie ma. Są tylko mniej lub bardziej źli, mniej lub bardziej okrutni. Zwichnięta psychika dziecka, poddawanego nieustannym torturom ciała i ducha, nigdy już nie zostanie uleczona. Nie ma lekarstwa, będącego panaceum na deprawację, demoralizację, bezustanne cierpienie i lęk. Nie ma specyfiku leczącego ze wspomnień.

Obrazy z przeszłości do śmierci będą towarzyszyć nieszczęsnemu. Będą go malować, jak ptaka. I jak ten ptak malowany, będzie wszędzie atakowany.

Ni to papuga, ni wrona… Ot, podrzutek, odmieniec!

Brak komentarzy: