poniedziałek, 4 listopada 2013

Sprzedajni celebryci

Wszechobecne reklamy doprowadzają do białej gorączki mnie, a zapewne wielu innych także. Jeszcze bardziej, niż same reklamy - idiotyczne, nachalne, pozbawione merytorycznej treści - wściekają mnie jednak celebryci. Znane postaci, które z wielkim zapałem reklamują gówniane produkty, firmując niejako znanym nazwiskiem bezwartościowe towary i usługi. Widz, słuchacz rzadko potrafi zastanowić się nad własną głupotą i te, wypełnione botoxem gębusie uznaje za dostateczną gwarancję jakości wszystkiego, co raczą one prezentować. I kupuje. I zakłada konta w bankach i pędzi w kolejkę po panaceum na wszelkie dolegliwości, plamy, długi, etc...
I nawet wtedy, gdy do bezsensownego zakupu dajmy na to gołąbków w proszku musi dokupić:
- mięso
- kapustę
- koncentrat pomidorowy
- coś jeszcze
to nadal uważa, że wciśnięty mu przez celebrytę proszek ułatwił mu gotowanie gołąbków.

A w Sandomierzu nadano imię "Ojca Mateusza" szkole. Zadziwiające, prawda? Nikt jakoś nie skojarzył, że rola troskliwego księdza-detektywa, razem z rolą równie troskliwego doktora z "Na dobre i na złe", kłóci się w ostatecznie z reklamą SKOK-ów, które znane są poniekąd ze zdzierstwa wyjątkowego wszak.

Kora śpiewała kiedyś piosenkę "Żądza pieniądza". To ballada o naszych celebrytach. Czekam na balladę o głupocie tych, którzy dają się nabierać bez końca.

Brak komentarzy: