poniedziałek, 21 października 2013

Mglista nostalgia

Jesień. Lada chwila wszystkie drzewa będą nagie, smutne i brzydkie.Już tylko tu i ówdzie złociste grzywki widać nad miastem. Wczoraj poszłam sobie na cmentarz, na grób Mamy i Ojca. Szłam sobie jak zwykle, utartym szlakiem, mijając kolejne ulice i kontemplując sobie różne różności. Na skraju jednej z ulic rosła sobie stara, zielona wierzba, byłą tam od zawsze... Została po niej pustka. Wycięli. Minionej wiosny ostrzygli ją do nagiego pnia, ścięli długie, sięgające ziemi, zielone włosy. Stała cierpiąca, zawstydzona, jak więźniarka w dawnych czasach, kiedy to golono głowy skazańcom. Wyszło na to, że już wtedy wydano na nią wyrok śmierci, skazano na publiczne ścięcie toporem. Komu przeszkadzała? Pewnie mieszkańcom osiedla, jesienią zanadto zaśmiecając osiedlowy plac.
Byłą taka piękna i niewinna, dawała schronienie dziesiątkom ptaków, tysiącom owadów... Tak bardzo, bardzo mi żal staruszki-wierzby!
Na wszystkich osiedlach co roku ubywa drzew. I znikają ptaki. Nad miastem krążą już tylko setki wron i gołębi. Brakuje mi radosnego świergotu skrzydlatych karzełków, wiosną wyśpiewujących swoje miłosne piosneczki, a zimą lgnących do ludzkich domostw, w nadziei na pomoc w przetrwaniu zimy. Odeszły razem z drzewami - w zapomnienie...

Brak komentarzy: