wtorek, 29 października 2013

albo dobrze, albo wcale

Zmarł Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier w  wolnej, postkomunistycznej Polsce. Śmierć, to naturalna konsekwencja życia, niczego dziwnego w niej nie ma.
A jednak... wsłuchiwałam się w medialny szum wokół i, choć nie byłam zdziwiona, to  coraz bardziej zniesmaczona na pewno! Trzeba umrzeć, żeby "usłyszeć" na swój temat coś dobrego. To smutne. Od wielu, wielu lat nikt o Tadeuszu Mazowieckim nie wypowiadał się pozytywnie, słychać było wyłącznie krytykę, zwłaszcza tej osławionej "grubej kreski". O obrzucaniu epitetami, wytykającymi pochodzenie i brak polskości, nie ma nawet co mówić. Tyle lat to robiono, że chyba sam Premier nie wiedział już, czy jest, czy nie jest PRAWDZIWYM POLAKIEM... Cała prawica, szczególnie zgromadzona wokół PiS, wyznawcy o. Rydzyka, wiedzieli, mieli pewność, że Polakiem T. Mazowiecki nie jest! I tylko to się liczyło, ta absolutna, bezwarunkowa pewność.
Jedni - że gruba kreska, drudzy - że Żyd...

A teraz? Teraz wszyscy, nawet przechodnie na ulicy nagle mają same dobre wspomnienia o Nim. Teraz się okazuje, że to był wielki, mądry człowiek i mąż stanu.  Teraz się inaczej rozumie nawet tę grubą kreskę! Mówi się dziś, że nigdy nie był karierowiczem, że nie przedkładał prywaty nad dobro kraju, że dobrze służył Polsce i narodowi.
I tylko "Jaś nie doczekał"...Szkoda.
Ot, taka zmiana punktu widzenia.
W myśl zasady: o zmarłych albo dobrze, albo wcale!

Żywym można pluć w twarz, po ich śmierci się powie, że to tylko był taki, zacinający deszcz...

piątek, 25 października 2013

Mądrość społeczeństwa

Redaktor Dębski wierzy głęboko w mądrość naszego społeczeństwa, które potrafi oddzielić ziarno od plew i podejmuje właściwe decyzje. Otóż - nie! Panie redaktorze, powinien pan trochę mniej wczytywać się we własne teksty, a bliżej przyjrzeć się opiniom tego społeczeństwa, które nijak nie potrafi spojrzeć trzeźwo na tzw. całokształt, a wciąż z uporem maniaka poszukuje  bożyszcza, do którego mogłoby się zwrócić. To społeczeństwo jest bliższe stadu baranów, które potrzebuje pasterza, żeby nie spaść w przepaść, bo zdane na siebie w najlepszym przypadku skończy z połamanymi kończynami. W komentarzach na WP czyta się jak w książce, tam najlepiej widać, czym się to wszystko skończy. Arogancja PO doprowadzi do władzy PiS najkrótszą drogą! Większość komentujących pisze, że: "ktokolwiek, byle nie PO". A to znaczy, że się sytuacja odwróciła, bo kilka lat temu było: "wszystko jedno kto, byle nie PiS".

Jeżeli to społeczeństwo, słusznie poniekąd zniesmaczone "brzydotą" PO, zwraca się ku "nieodpartemu urokowi" PiS, to gdzie pan widzi tę mądrość, no gdzie???

Mnie to - wypisz wymaluj - przypomina głupotę maltretowanej żony, która uciekając od męża-sadysty wybiera ramiona kolejnego damskiego boksera.

wtorek, 22 października 2013

Strach ma oczy

Towarzystwo wzajemnej adoracji? - Macierewicz & Company!

Wczoraj o mały włos, dosłownie o jedną sekundę oglądania TV, z mojego telewizora zostałby jeno stos odłamków. Na szczęście zapanowałam nad nerwami i opuściłam siedzisko i wkurzające widowisko.
Najpierw produkował się pan Błaszczak, później pan Hofman. W różnych programach, oczywiście.

Tak, czy owak, clou wywodów obu panów stanowi stwierdzenie, że( uwaga, uwaga!!!):

"Gdyby premierem był Kaczyński, Jarosław zresztą, a rządziłoby PiS, to:
primo - wrak samolotu poległego pod Smoleńskiem dawno już byłby w Polsce;
secundo - Polak z Greenpeace, uwięziony w Rosji po wtargnięciu na platformę wiertniczą już byłby wolny;

A w ogóle, to dzięki interwencji ś.p. Lecha K. Rosja nie zajęła Tbilisi...

Muszę w tym miejscu przyznać, że mnie było łatwiej ukoić nerwy w tym momencie - po prostu wyszłam z pokoju. Ale redaktor Morozowski... biedaczek...
Czekałam, trochę przerażona, że nie zdzierży, że przyłoży. Ja chyba bym przyłożyła. Może potrzebna mi jakaś terapia antystresowa, zapobiegawcza? Coraz wyraźniej jawiąca się i zdaje się - nieuchronna perspektywa rządów PiS, wykończyła mnie psychicznie już teraz, a co będzie, gdy stanie się faktem??? Strach się bać, doprawdy - STRACH SIĘ BAĆ!!!

poniedziałek, 21 października 2013

Mglista nostalgia

Jesień. Lada chwila wszystkie drzewa będą nagie, smutne i brzydkie.Już tylko tu i ówdzie złociste grzywki widać nad miastem. Wczoraj poszłam sobie na cmentarz, na grób Mamy i Ojca. Szłam sobie jak zwykle, utartym szlakiem, mijając kolejne ulice i kontemplując sobie różne różności. Na skraju jednej z ulic rosła sobie stara, zielona wierzba, byłą tam od zawsze... Została po niej pustka. Wycięli. Minionej wiosny ostrzygli ją do nagiego pnia, ścięli długie, sięgające ziemi, zielone włosy. Stała cierpiąca, zawstydzona, jak więźniarka w dawnych czasach, kiedy to golono głowy skazańcom. Wyszło na to, że już wtedy wydano na nią wyrok śmierci, skazano na publiczne ścięcie toporem. Komu przeszkadzała? Pewnie mieszkańcom osiedla, jesienią zanadto zaśmiecając osiedlowy plac.
Byłą taka piękna i niewinna, dawała schronienie dziesiątkom ptaków, tysiącom owadów... Tak bardzo, bardzo mi żal staruszki-wierzby!
Na wszystkich osiedlach co roku ubywa drzew. I znikają ptaki. Nad miastem krążą już tylko setki wron i gołębi. Brakuje mi radosnego świergotu skrzydlatych karzełków, wiosną wyśpiewujących swoje miłosne piosneczki, a zimą lgnących do ludzkich domostw, w nadziei na pomoc w przetrwaniu zimy. Odeszły razem z drzewami - w zapomnienie...

wtorek, 15 października 2013

Referenda

Gdybym wiedziała komu i mogła zadać pytanie:
Dlaczego ci, którzy z takim zapałem wzywali do referendum w sprawie HGW, tyle samo zapału nie wykazują w sprawie ewentualnego, przedterminowego odwołania członków naszego Parlamentu?
Czyli odwołania ich wszystkich do kupy wziętych, hę? O ile wiem, z sondaży wynika, że nasi "najmądrzejsi" reprezentanci Narodu, nie cieszą się żadnym poparciem, opinia o ich wysiłkach jest, zdaje mi się, podobna do tej o pracy HGW, prawda? Ostatnio w sumie 84% ankietowanych odpowiedziało, że raczej źle, lub zdecydowanie źle ocenia pracę sejmu. 

Ja myślę, że zarówno  rząd, parlament, jak i inne organa powinny się głęboko zastanowić nad wynikami sondaży. Wbrew pozorom, one naprawdę wiele mówią.
A wynik referendum warszawskiego, PO powinna potraktować jak tę cytrynę z dowcipu o zakonnicach:

W klasztorze nagle otwierają się drzwi i z rozpędem do środka wpada młoda zakonnica.

Biegnie prosto do matki przełożonej:

- Matko przełożona, matko przełożona, zgwałcili mnie, co robić?

- Zjeść cytrynę - odpowiada matka przełożona

- Pomoże???

- Pomoże, nie pomoże... ale przynajmniej ten uśmiech zniknie...

piątek, 11 października 2013

Krętymi ścieżkami

myśl podąża...

Sama będąc ateistką mogę mieć w głębokim poważaniu te ścieżki, którymi podąża myśl hierarchów katolickich. Żal mi jednak maluczkich, dla których Kościół i jego patriarchowie byli jedyną ostoją bezpieczeństwa, prawdy i nadziei w tym popapranym życiu. Oni ufali, ufali bezgranicznie i bezkrytycznie. Niektórzy do tego stopnia boją się prawdy, że nawet wobec ewidentnych i bezspornych dowodów winy - zaprzeczają tej winie. Niełatwo pogodzić się z faktami, jeszcze trudniej zgodzić się na odebranie sobie wiary. Od pokoleń, od stuleci wmawiano im, że tylko ludzie wierzący, sumiennie wypełniający obowiązki narzucone przez rzekomych "apostołów" Boga, są przez tego Boga umiłowani.Co teraz mają myśleć, widząc i słysząc, że ci, którzy byli dla nich moralnym autorytetem, pouczali i grzmieli z ambony, straszyli piekłem i karą boską, sami tkwią w grzechu po pas, albo i głębiej?
Arcybiskup Michalik i wielu innych hierarchów posunęli się już nawet do tego, że winą za molestowanie seksualne dzieci obarczają te dzieci... Pewien proboszcz podczas mszy tłumaczy, że gdy mąż bije żonę, to ona powinna się spowiadać, bo przywiodła męża do grzechu. Krótko mówiąc winne są ofiary, nie kaci. Czekam już tylko na informację, że ci , których wymordowali hitlerowcy w obozach koncentracyjnych poszli do piekła, bo przywiedli swoich oprawców do grzechu.
Ten sam proboszcz stwierdził, że Franciszek na papieża się nadaje, nie ma odpowiednich predyspozycji.
Z ust wyznawców Rydzyka usłyszałam, że to z pewnością Żyd i mason. Znaczy ten Franciszek.
Najgorsza jest ślepa wiara. Odbiera zdolność samodzielnego myślenia i trzeźwej oceny faktów.
Najtrafniej to chyba spuentuje myśl S.J.Leca:
" Mógłbym nawet uwierzyć w Boga, tylko dlaczego tak dużo pośredników?"

wtorek, 8 października 2013

Samotność



samotność zawsze uwiera
szczególnie gdy w tłumie
dookoła szum i gwar
i echo cudzych swar
ciszy ożywić nie umie

nie masz pokrewnej duszy
a dłonie zdają się obce
wewnętrzny tylko dialog
i żalu tajemny dekalog
wiodą cię na manowce

i ścieżka kręta i mroczna
dokąd biegnie nie zdradzi
bolesne ranią wspomnienia
nadzieją łudzą marzenia
los ślepca donikąd prowadzi

czwartek, 3 października 2013

Ekowariaci?



Łukasz Warzecha „Ekowariaci spuszczą psy z łańcucha…

Nie lubię dołączać się do komentatorów na WP.pl, więc napiszę sobie komentarz do tych wynurzeń redaktora Warzechy tutaj.

Panie Warzecha – chciałoby się powiedzieć wprost – niech się pan leczy… Bo pisze pan takie bzdury, że aż drze za uszami!

Pana zdaniem obowiązkiem rodzica jest zaciągnąć dziecię do cyrku??? Bo to niepowtarzalne przeżycie??? Ja nigdy nie byłam z dzieckiem w cyrku, ale jeden, jedyny raz zaciągnął je tam mój ojciec, który bardzo lubił zwierzaczki  na talerzu! I moje dziecię nigdy później już do cyrku pójść nie chciało. Jakoś się nie zapowietrzyło z zachwytu. I ja akurat się wcale mu nie dziwię, bo też się nie umiem cyrkiem zachwycać, przy czym ani wygibasy zwierząt, ani ludzi mnie nie bawią jakoś. Cyrk może był dobry w czasach, gdy gawiedź dla rozrywki szła oglądać egzekucje na rynku i napawała się widokiem, ale dzisiaj gawiedź stanowi margines, nie ogół. A pan niech obejrzy sobie dokumenty National Geografic i powtórzy potem, że dręczenie zwierząt w cyrku to nieprawda. Jeżeli te „urocze kadry” usprawiedliwia - w pana oczach - wyższość człowieka nad resztą żywych istot, to ja się poddaję, trudno! Są ludzie niereformowalni, szczególnie gdy są religijni za bardzo. Pan, jak się zdaje, do nich właśnie należy, więc szkoda fatygi.

Ja wiem, że tego rodzaju pomysły, jak te,  na regulowanie prawne traktowania zwierząt, to zwykle tematy zastępcze, czyli przykrywka dla niewygodnych działań partii rządzących, które akurat są u władzy. Nie musi pan o tym przypominać, każdy myślący obywatel to wie, panie Warzecha! Ale porównywanie hodowli zwierząt dla futer do hodowli na mięso, wydaje mi się zbyt daleko idące. Człowiek, to drapieżnik, nie roślinożerca, mięso jeść musi. Ale nie musi rytualnie zabijać, żeby żyć, może humanitarnie. Futra natomiast dzisiaj już nosić nie musi, bo dzięki temu, że żarł mięso, potrafi produkować dla siebie inne okrycia, zamiast zdzierać skórę z innych stworzeń. Czyli, gdyby pan jednak nie rozumiał, to podsumuję: mięso – konieczne, futro – zbędne! Torebka z krokodyla też niekonieczna do życia!

Psy powinny być trzymane w bezpiecznej ( dla ludzi) zagrodzie. Nikomu nie chodzi o to, żeby biegały po okolicy i rozszarpywały np. drób sąsiadów, albo listonosza.

Ma pan rację, że prawo i tak będzie martwe, bo nikomu się nie chce go egzekwować. Ale to, to już insza inszość, panie redaktorze…