piątek, 30 sierpnia 2013

Na postronku

Nerwy. Na postronku trzeba trzymać.
Nawet trudno cokolwiek zanotować w dzienniku, bo ostatecznie jak nie może być zapamiętane wszystko, to zwykle jest zapamiętane nic!

A tu się dzieje:
- obywatele chcą odwołać Hannę G-W ze stołka prezydenckiego w stolicy naszej pięknej
- w Syrii zadyma taka, że szkoda gadać...
- premier się zapomina coraz bardziej
- partie się podlizują na wyścigi, wszystkie - od lewej do prawej strony

I co ja sobie o tym wszystkim myślę? A, myślę ja sobie tak:

Osobiście uważam, że Pani prezydent Hanna G-W jest  bezdyskusyjnie najbardziej energicznym prezydentem w historii, uwolnionej z objęć komunizmu,  Polski. Uważam, że to jest bezdyskusyjne. Błędy, rzecz jasna, też popełnia, pieniądze w charakterze premii dla krewnych i znajomych też rozdaje, to fakt! Robili to wszyscy włodarze Warszawy i nie tylko, taki zwyczaj rodzimy... Jednak pani Hania oprócz rozdawania tym i owym - działa, raz z sukcesem, innym razem niekoniecznie, ale - działa!

No, ale to tylko moje zdanie...

Ponieważ tak już w tym kraju jest ( nie wiem wprawdzie, jak jest w innych krajach, bo nie znam), że społeczeństwo mało myśli samodzielnie, a łatwo daje się podpuścić rozmaitym wichrzycielom i innym maniakalnie uszkodzonym personom. A Pani Hania naprawdę robi bardzo dużo! To, oczywiście, ma swoje złe strony, bo robi się wszystko jednocześnie i życie w stolicy łatwe nie jest... Pewnie można by rozłożyć w czasie, realizować po kolei, stopniowo. No tak, ale wtedy byłby zarzut, że zrobiła za mało! A u nas i tak zawsze są pretensje. A, że społeczeństwo, a w każdym razie ta jego cześć, która z nadzieją głosowała na PO, rozczarowane jest doszczętnie, to Pani Hania kozłem ofiarnym stała się. Obiektywizm diabli wzięli i nie sądzę, żeby wrócił. Mamy skłonność do generalizowania: jak nam ktoś podpadnie, to odrzucamy automatycznie wszystkich z jego otoczenia. Tak jakoś, z urzędu.
Premier dolewa oliwy do ognia i straszy, że jak Hanię Warszawiacy odwołają, to on ją komisarzem i tak zrobi i pokaże im figę. Poczułam się, jakby mi ktoś wymierzył policzek, choć z Warszawy nie jestem. To już jest skrajna arogancja, Panie Premierze!!! Też uważam, że referendum jest bez sensu, ale jednak - ma być, bo tak chcą ludzie. Oni wybrali, oni mogą odebrać władzę, a panu nic do tego! Poza tym to są realne, niemałe pieniądze, wydane na darmo! Panie Premierze, niech się Pan obudzi! Nikt prawie w tym kraju nie chce już Platformy, naprawdę! Sama głosowałam na Was od wielu lat, ale już tego nie zrobię. Nie tylko ja, ale wszyscy moi znajomi, którzy dali wam władzę, teraz wam ją odbiorą. I wcale to nie znaczy, że oddamy ją PiS, o nie! My ją chcemy odebrać wam wszystkim, panowie i panie posłowie. Zamierzamy namawiać kogo się tylko da, żeby poszedł na wybory i oddał głos nieważny. Jeżeli wystarczająco wielu obywateli sobie uświadomi, że mają w ręku narzędzie odbierania władzy, to - mamy nadzieję - nikt z obecnego składu parlamentarnego już nigdy w ławie wygodnej, immunitetem wyściełanej nie zasiądzie! Oby! My, obywatele RP,  też się przygotowujemy do wyborów z odpowiednim wyprzedzeniem!

Wojna w Syrii. I znowu chodzi o pieniądze... A ludzie cierpią. Troskliwi nasi sojusznicy czują przymus ratowania Syryjczyków. Patrzcie, jacy to oni gorliwi, jacy empatyczni! Oni też sądzą, że im ktoś uwierzy na słowo? No, ci którzy wierzą na słowo księdzu, to pewnie uwierzą, ale na świecie jest całe mnóstwo myślących ludków, takich Tomaszów-niedowiarków, co to jak nie dotkną, to nie uwierzą byle gadaniu. To te niedowiarki są siłą napędową postępu, dzięki któremu "łatwowiarki" lansują się teraz w cieplutkich automobilach, zamiast przemierzać świat per pedes.


Gorzej, bo ci łatwowierni są podatni nie tylko na bzdury kościółkowe, ale jakiekolwiek, które ktokolwiek im zapoda! Oni - uwierzą we wszystko, co im się mówi, byle nie wymagano od nich myślenia i zrozumienia...
Ciekawe, że jak u nas był stan wojenny, to się Ameryka, ani Francja, ani GB jakoś nie rwały z odsieczą i ratunkiem, prawda? Nic to, Polak  i tak gotów im całować pięty i patrzeć nań, jak w obrazek święty. Bo Polacy muszą zawsze mieć obrazek, do którego się będą modlić, bez względu na skutki. A jak z tych modłów nic nie wynika, to się mówi, że modły były mało żarliwe. Byle samemu się nie wysilać, nic nie robić.

Palikot zmienia image. Kaczyński już zmienił wcześniej. I jeszcze schował do pawlacza Maciarkę, bo zdaje się był niemodny, czy jakoś tak...





środa, 7 sierpnia 2013

W bambuko

W 2060 roku ma nas ubyć. Znaczy, że zmniejszy się liczba ludności Polski do około 30mln (spadek o 8mln). I wszystko ładnie, a nawet pięknie, ale...
Według wyliczeń ZUS, ten spadek liczby urodzeń spowoduje, że na 1000 pracujących będzie przypadać blisko 670 emerytów. To nawet prawdopodobne, o ile politycy nie wezmą się wreszcie do roboty i nie zlikwidują ostatecznie i definitywnie emerytur np. mundurowych, nauczycielskich, górniczych, itp. W sensie wiekowym nie zlikwidują. Jeżeli wszyscy będą udawać się na emeryturę w wieku 67 lat, problemu nie powinno być. Wiem jednak, że nikt się tego zadania nie podejmie, bo to nie są populistyczne reformy. Gdyby wszyscy traktowani byli zgodnie z Konstytucją, czyli jednakowo, to zmniejszenie liczby ludności podparte by było wymieraniem starszego pokolenia i relacja pracujący-emeryci wyglądałaby znacząco lepiej. Przyrost naturalny liczy się wszak stosunkiem urodzeń do zgonów. Ujemny przyrost oznacza, że zgonów jest więcej, prawda? A jak zgonów jest więcej, to wypłat emerytur jest mniej, to też prawda! A ciężarnych kobiet teraz na ulicach mnóstwo, jak w 1983 roku, kiedy chyba wyjątkowy urodzaj na dzieci był. I wydaje się, że stosunek obywateli w wieku produkcyjnym do obywateli w wieku nieprodukcyjnym poprawiłby się. Mniej obywateli, to także mniejsze problemy lokalowe, mniejsza degradacja środowiska  ( bo obszar Polski rozciągliwy nie jest przecież?), więcej miejsca dla płuc zielonych, więc zdrowsze pokolenie. A nas się straszy? Kraj już liczył sobie znacznie mniej, niż te 30 milionów, a jakoś nic złego się z tego powodu nie działo! Na emerytury szło się w wieku lat 55 (kobiety) i 60 (mężczyźni). A starych ludzi mieliśmy wtedy dużo zdrowszych, bo jeszcze nie karmionych chemicznie. Dzisiaj średnia życia wydłuża się, ale tylko statystycznie, bo jak się  przyjrzeć cmentarnym tablicom na nagrobkach, to w ostatnich 20 latach zgony następują najczęściej w wieku lat 50-65, a wcześniejsze groby wskazują na umieranie rodaków w sędziwych latach 85-90, a nawet więcej. Wyjątkiem była wojna, ale to już insza inszość.
Ja myślę, że ktoś znowu chce nas zrobić w bambuko...