środa, 5 czerwca 2013

Wojna o niedziele



No, proszę, proszę… Posłowie ze wszystkich stron, od lewej, do prawej podpisują się, obiema rękami, pod projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę? Cóż za zadziwiająca zgodność poglądów! Nie wiem, jak to rozumieć! Czy chodzi o nawrócenie właścicieli dużych sieci handlowych na drogę wiary i cnoty? Przy czym, przede wszystkim, na drogę wiary. Znaczy, że mają w te niedziele leżeć krzyżem w kościele?  Odszczepieńcy jedni! Jak się nie podoba, to won z naszego, rozmodlonego kraju! Właściciele małych sklepików nie muszą. Leżeć plackiem nie muszą. Zostaną z tego obowiązku zwolnieni ustawowo. Im będzie wolno omijać obowiązki parafian. W imię obrony rodzimego handlu. Ciekawi mnie, czy ze spowiedzi też będą zwolnieni ustawowo? Wszak handel w niedzielę, łamie w oczywisty sposób przykazanie kościelne „pamiętaj, abyś dzień święty święcił!”.  

Jako zagorzała ateistka, mam raczej ambiwalentny stosunek do tego „abyś … święcił”. A nawet więcej – nie zamierzam święcić ani tego, ani innych dni. Święcę to, co mam ochotę, a nie to, co mi się nakazuje!

Ale, skoro ten nasz kraj ma być taki wierzący, taki ortodoksyjny, to niech ustawa zabroni pracy w niedzielę wszystkim, bez wyjątku. Zamknąć wodociągi, elektrownie, szpitale, pogotowia, policję, komunikację, nawet sieci komórkowe niech działać przestaną. A naród do kościołów spędzić przymusowo, jak w socjalizmie na pochody pierwszomajowe, albo na wybory! Jak wszyscy, to wszyscy. I babcia też!

Moim skromnym zdaniem, taniej jednak wyjdzie, za to z korzyścią dla budżetu państwa, zesłać pomysłodawców tych chorych projektów na Antarktydę. Niech tam pingwinom wprowadzają tę swoją pseudodemokrację.
Na wszelki wypadek jednak, dla bezpieczeństwa tychże pingwinów, wysłałabym ich w tę podróż wpław. Niech rekiny i orki też się nimi nacieszą.

Brak komentarzy: