poniedziałek, 3 czerwca 2013

Malkontentka



Nie podoba mi się. Wszystko mi się już nie podoba. Stopniowo zamieniam się w malkontentkę.
W Warszawie protesty przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz. Wydaje mi się, że lepszego prezydenta stolica nasza nie miała. Jak się robi  remont w domu, to musi być bałagan. Inaczej się nie da. Niektórzy, jak widać, mają inne zdanie. I pretensje.

Warszawiacy, jak nie dojadą metrem, to dojadą tramwajem, autobusem, SKM-ką. W małych miasteczkach, jak nie przyjedzie autobus, to nie ma żadnego środka zastępczego. Spóźniasz się, albo nie jedziesz wcale i kropka! I nikt nie protestuje. 

Ale powszechna, ogólna frustracja znajduje ujście w zbiorowych protestach, jak zwykle. Że jest źle w naszym kraju, to widać, słychać i czuć. Nie tylko u nas tak jest przecież! Jest kryzys. I fakt, że to kryzys wywołany przez światowe banki, nie ma już dzisiaj znaczenia. Ostatecznie, gdy się zachoruje na ciężką chorobę, to jej przyczyna też przestaje mieć znaczenie, prawda? Ważna jest sama choroba, a nie okoliczności, które ją wywołały. Lekarz przecież nie interesuje się wypadkiem samochodowym, w wyniku którego ktoś został ciężko ranny, tylko stanem zdrowia pacjenta. No, przynajmniej tak powinno być, bo w praktyce bywa różnie… Od badań przyczyn wypadku są inne służby. 

I od badania przyczyn kryzysu też powinny być! I we właściwym czasie. A nasza walka z kryzysem polega na rozdawaniu resztek pieniędzy z dziurawej kasy. Zamiast cerować dziurę, my ją powiększamy. I to ma pomóc? Komu???

A wyciągniętych rąk dużo, oj, dużo!

Zamiast umożliwiać swobodny rozwój przedsiębiorczości i zachęcać do tworzenia nowych miejsc pracy, my nawołujemy do produkcji kolejnych bezrobotnych. Bo, z tej dziwnej, politycznej matematyki wynika, że jak obecni bezrobotni będą mieć dużo dzieci, to będzie wzrost gospodarczy. I pieniędzy w kasie ZUS i w budżecie państwa przybędzie. 

To, moim zdaniem, dosyć karkołomne obliczenia. Mnie wychodzi, że nie przybędzie, ale mnie uczyli innej matematyki, w której mnożenie zer nie daje dodatniego wyniku. A w sensie gospodarczym mnożenie zer daje budżetowy wynik ujemny, to więcej, niż pewne!

Żeby ludzie płacili podatki  i składki, muszą mieć pracę. Taką, jawną, nie „na czarno”. Jeżeli tej pracy brakuje teraz, to gdy ten przyrost naturalny będzie nareszcie dodatni, to tylko przybędzie bezrobotnych. Najpierw - miejsca pracy, a potem dopiero martwmy się o ten przyrost. Nie na odwrót, bo obudzimy się z ręką w bardzo, naprawdę bardzo brudnym nocniku!

Brak komentarzy: