czwartek, 27 czerwca 2013

No comment



Afera w Policji? Że niby pan z panią? Co w tym dziwnego, że jak jest pan i pani, to coś tam? To zdaje się dosyć powszechne coś tam!

No, wprawdzie moim, skromnym zdaniem:
z lekarzem – zdrowo
z księdzem – nie grzech,
ale:
z szefem, to czyste kurestwo!

Niemniej jednak, do tanga, jak to do tanga - trzeba dwojga, a o molestowaniu, czy wykorzystywaniu stosunku (hmm…) służbowego, chyba też akurat w tym przypadku mowy nie było! Ale afera jest!

Pani została zawieszona w obowiązkach za ten "skandal", otrzymuje tylko połowę należnego jej wynagrodzenia, a pan został nagrodzony generalską emeryturką. Sic!

No comment.

wtorek, 25 czerwca 2013

Spowiedź uwiedzionej



trudno o rozwagę,
odwagę
i takie tam…
co to ja ich nie mam
( a może jednak – mam?)
gdy jasno zostało
stwierdzone:
on ci jest agent Tomek!

przystojniak
z nagim torsem
rozwianym kusi włosem
niezdrowe budzi żądze
( nie tylko na pieniądze!)
pachnące
przynosi kwiecie…
teraz mnie rozumiecie?

ja myślę,
co prawda -
po szkodzie…
że miał mnie po to zwodzić
by partii mojej zaszkodzić
i uwiódł mnie -
matkę i żonę
nadzieje moje stracone…

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Dołek, czy jakoś tak...

Zgorzkniały babsztyl! To ja.
Przejrzałam dzisiaj swoje ostatnie zapiski blogowe, z tego roku i aż boję się zerknąć głębiej jeszcze. No, coś okropnego po prostu!!! Żółć się ze mnie co chwilę wylewa, nie da się ukryć.
Zastanawiam się teraz nad przyczynami takiego czarnowidztwa, malkontenctwa i defetyzmu w ogólności. Co się ze mną dzieje? Nie wiem, może zwyczajnie jestem zmęczona?

Muszę się zastanowić nad sobą, przemyśleć to i owo, spróbować naprawić rozchwianą duszę. Może balsam jakiś? Łódź ratunkowa? Pomocna ręka?

czwartek, 20 czerwca 2013

Nasze matki, nasi ojcowie




Polacy nie są antysemitami. To wyraźnie widać w komentarzach na WP.pl, pod artykułem na temat tego, krótkiego serialu. Prożydowskie…, etc, to doprawdy  łagodne określenia.  Mentalność Polaków nie przestanie mnie zadziwiać ( w negatywnym sensie!) chyba aż do śmierci. Kompletny brak samokrytycyzmu, zadufanie, przekonanie o narodowej wyższości i takie, demonstracyjne okazywanie niechęci innym, szczególnie innowiercom. Bo Polak, to katolik, oczywista sprawa! Innej opcji nie ma – nie jesteś katolikiem, to nie jesteś Polakiem. Wiem, wśród innych nacji taka postawa też jest powszechnie spotykana, to prawda. Żaden naród nie jest wolny od błędów, przywar, ani od swoistych lęków. Ważne jest, moim zdaniem, żeby umieć je dostrzec i się do nich przyznać. To już będzie połowa sukcesu. Jeżeli się coś chce naprawić, najpierw trzeba zidentyfikować usterkę. My – nie chcemy.

A film? A film potwierdza moje przekonanie, że nie ma na świecie nic bardziej destrukcyjnego, bardziej szkodliwego, niż fanatyzm. W każdej formie. W serialu próbowano pokazać, że po każdej stronie konfliktu są ludzie i bezmózgowe machiny. Ludzie widzą, nawet w przeciwniku, człowieka, a machiny działają automatycznie, po wciśnięciu guzika „start”. Nawet wtedy, gdy ten start oznacza ich, i ich bliskich unicestwienie.
Film jest porażająco prawdziwy. Mnie jest tak samo wstyd za moich rodaków, jak Niemcom, czy wielu Rosjanom za ich.   
Świat jest tyglem, w którym bezustannie gotują się losy wszystkich jego mieszkańców. Jaki smak będzie miała zupa? Ano taki, jak jej składniki.

wtorek, 18 czerwca 2013

Zanurzenie

- I jak tam nasza rzeka?
- Mokra.
- Trzeba nogę zanurzyć, to będzie wiadomo na pewno...
- Po co? Żeby mi odpadła?
- To może język?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pranie mózgów



Rząd pierze mózgi rodakom? Pierze.
W sprawie OFE. Wiele osób już ma te mózgi dawno wyprane. Wiara w ZUS jest na tyle głęboko zakorzeniona, że ludzie wciąż uważają, że ZUS był, jest i będzie zawsze i najbezpieczniejsze jest przeniesienie swoich składek z OFE do ZUS.  Rząd w zasadzie nie ma już nic do prania, w związku z tym. Ale i tak będzie prał. W co, jak w co, ale w bezpieczeństwo moich składek w ZUS, to ja akurat nie wierzę wcale! Moim zdaniem, w Funduszach składki są bezpieczniejsze i nie przepadają, w razie, gdybym zeszła przedwcześnie, nie zdążywszy ich wykorzystać na emeryturze. Wprawdzie zapisy są dosyć niejednoznaczne, ale i tak wygląda to znacznie lepiej, niż w przypadku konta ZUS. Sondaże jednak wskazują, że większość obywateli nie myśli samodzielnie.

Do dziury budżetowej ja ręki nie przyłożyłam, nie korzystam z żadnej formy pomocy publicznej, nawet nie leczę się w ramach NFZ. Nie pobieram żadnych premii gigantycznych, nie korzystam z ochrony, nie żyję na koszt podatników. Jestem patriotką - płacę podatki, składki, życiowe problemy, finansowe też, rozwiązuję sama, ciężką pracą. Mam niewiele, fakt, ale „all by myself” , zarówno to, co dobre, jak i to, co złe.

Rząd się brzytwy chwyta, ale to nic nie pomoże. Bo nie tędy droga. No, chyba, że się szuka drogi do niebytu politycznego, własnego na dodatek. Zresztą, dla mnie PO już stoczyła się na samo dno. I raczej się z niego nie podniesie…

czwartek, 13 czerwca 2013

Stara śpiewka (piosenka)



 Śpiewamy sobie dzisiaj na melodię "Anatewka", z musicalu "Skrzypek na dachu":

widzę w kieszeni

wielką dziurę

a listę potrzeb długą mam

pieniądz przedziwną ma naturę

znika sam



znowu w lodówce

wieje pustką

żołądek marsza głośno gra

z lękiem spoglądam rankiem w lustro

no, a tam:



siwa brewka

siwa brewka

już jestem jakby nie ten sam

nie w głowie teraz mi świństewka

do życia ledwie siłę mam



żona uciekła mi

z sąsiadem

co w parlamencie fuchę ma

gdybym ja taką miał posadę

byłbym pan



sąsiad wciąż w mediach

się lansuje

od Armani’ego krawat ma

gruszki na wierzbie obiecuje

byle trwać



stara śpiewka

stara śpiewka

nikt dziś już nie uwierzy wam

gdy całe lata trwa olewka

a słowom czyn zadaje kłam

stara śpiewka...
stara śpiewka...

W obronie



Polacy sami kręcą bat na własny tyłek. Chcą referendum w sprawie posyłania sześciolatków do szkół. Referendum to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Kosztowne dla wszystkich podatników. W kryzysie, to oczywiste działanie na szkodę, i to na własną szkodę.
W ogóle nie rozumiem postawy rodziców. Ja też rozpoczęłam naukę w wieku 6 lat, na dodatek w czasach, gdy szkoła była ośmioletnia i uczęszczali do niej nawet 18-latkowie, którym przebrnięcie przez każdy rok nauki zajmowało często 2 lata. Jakoś tak nie parli do wiedzy…
Tak, wiem, wiem – to były inne czasy, nie było tyle chuligaństwa i przemocy. Tak myślą niektórzy. To nieprawda! Było i chuligaństwo, i przemoc. Zawsze były, może mniej, ale jednak! Teraz szkoła podstawowa to tylko 6 lat nauki, w czym więc problem tkwi? Bo jakoś nie bardzo rozumiem?

Rodzice twierdzą, że:
- dzieci sześcioletnie są niedojrzałe, za małe, żeby rozpoczynać naukę
- szkoły są nieodpowiednio wyposażone dla takich maluchów
- uczęszczanie do szkoły z dziećmi starszymi o kilka lat jest niebezpieczne dla maluchów
- nie ma leżakowania, zabawy za mało, za dużo obowiązków, czyli koniec dzieciństwa

To tylko pół prawdy.
- dzieci im młodsze, tym łatwiej i chętniej przyswajają wiedzę. Z wiekiem zdolność uczenia się maleje, a nie rośnie!
- szkoły, zapewne, nie są dostosowane dla dzieci o rozbieżności wzrostu sięgającej kilkudziesięciu cm. Ale domy też nie są. Wyposażenie łazienek jest standardowe, w szkole i w domu też. W domu jednak nikt nie robi z tego problemu, prawda? 
- to niebezpieczeństwo było, jest i będzie w każdej szkole. I nie zależy wcale od wieku dzieci, tylko od ich usposobienia. W każdym wieku, w przedszkolnym też, niektóre dzieci są agresywne, złośliwe, awanturnicze, ogólnie dokuczliwe. Takie typy! Albo typki, jak kto woli. Szacowne grono pedagogiczne winno zadbać o bezpieczeństwo pozostałych, bardziej spolegliwych.
- leżakowanie wcale nie jest niezbędne w tym wieku, a dla dzieci nauka wczesnoszkolna jest lepszą zabawą, niż „stary niedźwiedź mocno śpi” i takie tam, gry i zabawy małolatów.

Mnie w każdym razie szkoła nie zaszkodziła, nie byłam gorsza, a nawet wręcz przeciwnie, od siedmiolatków. Nie przeszkadzało mi towarzystwo starszej młodzieży, nie zasypiałam na lekcjach, nie brakowało mi zabawek, nikt mnie nigdy nie skrzywdził, bo nie byłam zastraszona. Ale to, to już kwestia wychowania, nie otaczania nadmierną opieką i troskliwością rodzicielską, ograniczającą umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji i zdolności interpersonalne. Dziecko, które najpierw uczęszcza do przedszkola, a potem, niezależnie od wieku, rozpoczyna naukę, zwykle sobie znakomicie radzi. Najgorzej jest, gdy maluch jest rozpieszczony, wychuchany i chowany w izolacji, w otoczeniu, skoncentrowanych wyłącznie na nim, dorosłych. Takiemu dziecku jest o wiele trudniej. To prawda i tu się zgadzam. Zadbajcie więc, rodzice, o rozwój społeczny malucha, a potem problemu nie będzie.
Obserwowałam ostatnio 3-latka, który mieszka i uczęszcza do przedszkola w Holandii. Dziecko znakomicie porozumiewa się zarówno po polsku, po niderlandzku i angielsku. Nie boi się, jest samodzielne i nie straciło wcale uroku pacholęcia. Nie marudzi, nie urządza scen, jest bardzo komunikatywne. O głowę przerasta siedmiolatka wychowywanego w polskich warunkach edukacyjnych.

My tutaj nie mamy prawdziwych pedagogów, wciąż tkwimy pod tym względem w epoce kamienia łupanego. Skutek będzie taki, że nasze dzieci zawsze będą wypadać niekorzystnie na tle innych. Zostaniemy w ogonie świata, przynajmniej tego europejskiego… I wszystko to, dzięki trosce rodziców, których jedyną umiejętnością wydaje się być wyciąganie ręki po kolejne przywileje i datki na dziatki.

środa, 12 czerwca 2013

niusy



Niezwykle interesujące te dzisiejsze niusy na WP.pl!

Można sobie poczytać:
- o tym, że niejaka Herbuś ( któż zacz?) pokazała brzuszek ( a co to ja brzucha nie widziałam???) też mi atrakcja! Phi.
- o tym, że Młynarskiej jest wstyd. ( nie wiem, czemu jej wstyd, bo nie raczyłam przeczytać)
- o tym, że Lubaszenki jest coraz więcej. ( Ciekawe, czy wszędzie?)
- o tym, że zmiany w jakiejś telenoweli (nie czytałam, bo nie oglądam oper mydlanych, tak dla zasady)
- o tym, że jeden gość „usiadł i się podpalił” ( pewnie mu się skończyły fajki!)
- o kolejnej odsłonie procesu Katarzyny W. ( co miała odsłonić, już odsłoniła, dziecku życia te kolejne odsłony nie wrócą)
- o tym, że łosoś hodowlany niewskazany dla dam i dziecków ledwie poczętych ( ponoć zawiera szkodliwe związki... Ciekawe, czy to dotyczy związków nie tylko chemicznych, ale tez np. męsko-damskich?)
- coś tam, coś tam… ( nie doczytałam, co!)

I najważniejszy nius, że PiSowi urosło jeszcze bardziej.
No, cieszę się, cieszę… Jak cholera!

Na przekór



słoneczne refleksy
tańczą
w koronach drzew
smutkowi wbrew

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kto gra na Dudach?



Będzie spotkanie. Kaczyński z Dudą ma się spotkać, w sejmie, na pokojach. Znaczy, że Kaczyński będzie się uczył grać. Na Dudach. 

Po owocnym spotkaniu ma się odbyć wspólna konferencja obu panów. Wspólna tak, jak wspólny był marsz PiS i Solidarności w obronie Radia Maryja.

I wyszło mi z tej układanki, że Duda nie jest przewodniczącym Niezależnego Związku Zawodowego „Solidarność”, tylko ZZZPiSR, czyli Zależnego Związku Zawodowego Prawych i Sprawiedliwych Redemptorystów. 

Alleluja! I do przodu!

piątek, 7 czerwca 2013

Dzielenie skóry na niedźwiedziu

PO już się kłóci o swoich przyszłych, ewentualnych koalicjantów po wyborach, które mają być dopiero za 1,5 roku???
Spoko, Panie i Panowie rządzący! Nie ma się o co spierać, problemu raczej nie będzie - jak nic, będziecie w opozycji. Solo. Jak tak dalej pójdzie, to nawet na tę opozycję możecie się nie załapać. Trzeci raz społeczeństwo nie da się już nabrać. Czuję, że będzie nam "miłościwie" panować Sprawiedliwość. I Prawo. I to mnie martwi... Bardzo martwi.

środa, 5 czerwca 2013

Wojna o niedziele



No, proszę, proszę… Posłowie ze wszystkich stron, od lewej, do prawej podpisują się, obiema rękami, pod projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę? Cóż za zadziwiająca zgodność poglądów! Nie wiem, jak to rozumieć! Czy chodzi o nawrócenie właścicieli dużych sieci handlowych na drogę wiary i cnoty? Przy czym, przede wszystkim, na drogę wiary. Znaczy, że mają w te niedziele leżeć krzyżem w kościele?  Odszczepieńcy jedni! Jak się nie podoba, to won z naszego, rozmodlonego kraju! Właściciele małych sklepików nie muszą. Leżeć plackiem nie muszą. Zostaną z tego obowiązku zwolnieni ustawowo. Im będzie wolno omijać obowiązki parafian. W imię obrony rodzimego handlu. Ciekawi mnie, czy ze spowiedzi też będą zwolnieni ustawowo? Wszak handel w niedzielę, łamie w oczywisty sposób przykazanie kościelne „pamiętaj, abyś dzień święty święcił!”.  

Jako zagorzała ateistka, mam raczej ambiwalentny stosunek do tego „abyś … święcił”. A nawet więcej – nie zamierzam święcić ani tego, ani innych dni. Święcę to, co mam ochotę, a nie to, co mi się nakazuje!

Ale, skoro ten nasz kraj ma być taki wierzący, taki ortodoksyjny, to niech ustawa zabroni pracy w niedzielę wszystkim, bez wyjątku. Zamknąć wodociągi, elektrownie, szpitale, pogotowia, policję, komunikację, nawet sieci komórkowe niech działać przestaną. A naród do kościołów spędzić przymusowo, jak w socjalizmie na pochody pierwszomajowe, albo na wybory! Jak wszyscy, to wszyscy. I babcia też!

Moim skromnym zdaniem, taniej jednak wyjdzie, za to z korzyścią dla budżetu państwa, zesłać pomysłodawców tych chorych projektów na Antarktydę. Niech tam pingwinom wprowadzają tę swoją pseudodemokrację.
Na wszelki wypadek jednak, dla bezpieczeństwa tychże pingwinów, wysłałabym ich w tę podróż wpław. Niech rekiny i orki też się nimi nacieszą.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Malkontentka



Nie podoba mi się. Wszystko mi się już nie podoba. Stopniowo zamieniam się w malkontentkę.
W Warszawie protesty przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz. Wydaje mi się, że lepszego prezydenta stolica nasza nie miała. Jak się robi  remont w domu, to musi być bałagan. Inaczej się nie da. Niektórzy, jak widać, mają inne zdanie. I pretensje.

Warszawiacy, jak nie dojadą metrem, to dojadą tramwajem, autobusem, SKM-ką. W małych miasteczkach, jak nie przyjedzie autobus, to nie ma żadnego środka zastępczego. Spóźniasz się, albo nie jedziesz wcale i kropka! I nikt nie protestuje. 

Ale powszechna, ogólna frustracja znajduje ujście w zbiorowych protestach, jak zwykle. Że jest źle w naszym kraju, to widać, słychać i czuć. Nie tylko u nas tak jest przecież! Jest kryzys. I fakt, że to kryzys wywołany przez światowe banki, nie ma już dzisiaj znaczenia. Ostatecznie, gdy się zachoruje na ciężką chorobę, to jej przyczyna też przestaje mieć znaczenie, prawda? Ważna jest sama choroba, a nie okoliczności, które ją wywołały. Lekarz przecież nie interesuje się wypadkiem samochodowym, w wyniku którego ktoś został ciężko ranny, tylko stanem zdrowia pacjenta. No, przynajmniej tak powinno być, bo w praktyce bywa różnie… Od badań przyczyn wypadku są inne służby. 

I od badania przyczyn kryzysu też powinny być! I we właściwym czasie. A nasza walka z kryzysem polega na rozdawaniu resztek pieniędzy z dziurawej kasy. Zamiast cerować dziurę, my ją powiększamy. I to ma pomóc? Komu???

A wyciągniętych rąk dużo, oj, dużo!

Zamiast umożliwiać swobodny rozwój przedsiębiorczości i zachęcać do tworzenia nowych miejsc pracy, my nawołujemy do produkcji kolejnych bezrobotnych. Bo, z tej dziwnej, politycznej matematyki wynika, że jak obecni bezrobotni będą mieć dużo dzieci, to będzie wzrost gospodarczy. I pieniędzy w kasie ZUS i w budżecie państwa przybędzie. 

To, moim zdaniem, dosyć karkołomne obliczenia. Mnie wychodzi, że nie przybędzie, ale mnie uczyli innej matematyki, w której mnożenie zer nie daje dodatniego wyniku. A w sensie gospodarczym mnożenie zer daje budżetowy wynik ujemny, to więcej, niż pewne!

Żeby ludzie płacili podatki  i składki, muszą mieć pracę. Taką, jawną, nie „na czarno”. Jeżeli tej pracy brakuje teraz, to gdy ten przyrost naturalny będzie nareszcie dodatni, to tylko przybędzie bezrobotnych. Najpierw - miejsca pracy, a potem dopiero martwmy się o ten przyrost. Nie na odwrót, bo obudzimy się z ręką w bardzo, naprawdę bardzo brudnym nocniku!