piątek, 10 maja 2013

Dobrze gada?



Platforma się nie przejmuje sondażami?
Trudno, niech się nie przejmuje! Żeby się tylko nie zdziwiła w dniu wyborów. Pozostałe partie też powinny się przygotować, bo, jak pisałam jakiś czas temu, w wierszyku „Wina Tuska”:
„I, że w tych wyborach
wyboru znów nie mam (…)”

W moim przypadku, będzie to skutkowało spełnieniem obowiązku obywatelskiego, ale skreśleniem wszystkich kandydatów, jak leci. Nie ma ani jednego nazwiska, na które chciałabym oddać swój głos! Sądząc z rozmów z licznym gronem „krewnychiznajomychkrólika”, takich kart będzie więcej. Duuużo więcej. I wygra PiS.

Tak, PiS może spać spokojnie, bo elektorat tej partii jest niezmiennie, bezkrytycznie i dozgonnie zakochany w swoim wodzu. Patrzy weń, jak w święty obrazek, bo uwielbia modlić się do obrazków. To, oczywiście, kwestia przyzwyczajenia i  barejowskiej tradycji. 

Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze pamięta bajkę „Szelmostwa lisa Witalisa”?
Zawsze mi się wydawało, że to nie jest bajka dla dzieci, ale dla dorosłych, którzy zachowują się jak dzieci i ufają obietnicom, a nie dostrzegają czynów.

Lis Witalis, który:
(…) Miał rozumu za dziesięciu,
Toteż w każdym przedsięwzięciu
Wprawiał w podziw swoim sprytem,
Wyrobieniem znakomitym,
Orientacją doskonałą
I dowcipem, jakich mało!
A miał w sobie tyle dumy,
Jakby wszystkie zjadł rozumy. (…)

I, gdy nadszedł czas wyborów na prezydenta lasu:

(…)Lis spryciarzem był bezsprzecznie,
Więc o głos poprosił grzecznie,
Wszedł na pień i w słowach kilku
Tak powiedział:
- Zacny wilku,
I wy, wszyscy tu zebrani,
Tak przeze mnie szanowani,
Albo mówiąc wprost - zwierzęta!
Macie wybrać prezydenta.
Czyż jest ktoś, kto nie pamięta
Zasług lisa Witalisa?
W pięciu tomach ich nie spisać!
Otóż ja przed wielu laty,
Gdym był młody i bogaty,
W ciągu jednej tylko wiosny
Zasadziłem tutaj sosny,
Buki, dęby - niemal wszystko,
By zwierzętom dać schronisko!
Dla was szereg lat z zapałem
Drób w kurnikach hodowałem,
Dla was w chlewach tuczę wieprze,
Byście mieli życie lepsze.
Jestem waszym dobrodziejem,
A sam nie śpię, a sam nie jem,
Tylko myślę dniem i nocą,
Jak zwierzętom przyjść z pomocą...
Mruknął niedźwiedź do sąsiada:
- Co tu gadać - dobrze gada!
Szepnął borsuk: - Jaka swada,
Jaka dykcja i wymowa,
To przynajmniej tęga głowa!
A tymczasem lis po chwili
Ciągnął dalej: - Moi mili,
Nie namawiam, ale radzę:
Jeśli dziś otrzymam władzę,
Daję słowo, że zasadzę
W ciągu pięciu dni na piasku
Drzewa mego wynalazku.
Już nie szyszki, nie żołędzie,
Ale rosnąć na nich będzie
Schab surowy i pieczony,
Boczki, szynki, salcesony,
Mortadela i serdelki,
Mięs przeróżnych wybór wielki,
Nawet prosię w galarecie,
Jeśli tylko zapragniecie.
Wszystkim oczy aż zabłysły:
- Lis niezgorsze ma pomysły,
Niech zostanie prezydentem!
- Czy przyjęte? - Tak! Przyjęte!
Niedźwiedź objął go za szyję
I zawołał: - Niech nam żyje!
- Żyj nam, lisie Witalisie! -
Powtórzyły za nim rysie,
Kuny, tchórze i jelenie
Oraz całe zgromadzenie. (…)

Zwierzęta, co oczywiste, wybrały Witalisa prezydentem, bo przecież "co tu gadać, dobrze gada"  a co z tego wynikło?

Odpowiedź na to pytanie też jest w tej bajce. Mam tylko nadzieję, że w tej bajce Jana Brzechwy nie będzie już po wsze czasy odbijał się obraz polskiego społeczeństwa!

Brak komentarzy: