sobota, 4 maja 2013

Afirmacja



Atak alergii, w samym środku nocy, ma czasami swoje dobre strony. Około godz. 02:00 nocna cisza z pewnością nie była ciszą, przynajmniej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Okna, jak okiem sięgnąć, były mroczne, nikt nie wałęsał się ulicami, raz tylko wkradł się dźwięk przejeżdżającego auta. Wszyscy ludzie zapewne pogrążeni we śnie. Ale nie ptaki, na pewno nie wszystkie ptaki! Noc przepełniona była dźwiękiem delikatnych dzwoneczków, cmoktań i pogwizdywań. Dźwięki przeróżne nakładały się na siebie, mieszały, tworząc swoistą harmonię, odbijając się echem od okolicznych budynków. Śpiew pełen tęsknoty, erotyzmu i ptasich pragnień. Samce nawoływały, próbowały uwieść samiczki, skrywające się wśród koron parkowych i osiedlowych drzew. Choć te drzewa jeszcze nie mają w pełni rozwiniętego listowia, chociaż są corocznie cięte, w ramach tak zwanej pielęgnacji, to najwyraźniej nie przeszkadza to ptasim amorom. Zew natury silniejszy jest, jak sądzę, od wybryków pogodowych i spóźnionej wiosny. Jeszcze nie kwitną bzy, jeszcze większość sadów dopiero budzi się do życia, lipom sterczą z nagich gałęzi tylko zawiązki liści, ale wierzby stoją wystrojone, wyczesane modnie – długie, proste włosy zwisają im do ziemi. Pewnie w tych właśnie zielonych wierzbach odbywają się ptasie schadzki. Dopiero blady świt je uspokaja, zmienia melodię ich pieśni, która z ballady miłosnej staje się wówczas odą do radości, wyśpiewywaną po nocnych, miłosnych uniesieniach, prawdziwą afirmacją życia.

Brak komentarzy: