czwartek, 11 kwietnia 2013

Żoną mężom być



Niełatwo, oj, niełatwo…
Najpierw się musisz ciężko namęczyć, żeby złowić takiego, co to się na ślubne nieszczęście nadawać będzie. A, z tym nadawaniem, to też śliska sprawa. Niby już, już obserwacje poczynisz, ocenisz ( na oko, albo i nawet na zajęciach praktyczno-technicznych), że może być, że samodzielny taki, zaradny, a troskliwy, że aż mięknie ci serce. Taki, co to „uważaj, Złotko, bo błotko!”. Śniadanko do łóżeczka, jak w reklamie kawy Jacobs Krönung. Kolacja przy świecach, na stole codziennie świeże kwiaty. Śmieci wynosi, zakupy taszczy na 10 piętro bez windy, na rurze jeździ, żebyś aby alergii nie dostała. Co rusz, to nową pocieszkę sfinansuje, żebyś jak ten kwiat cieszyła i oko, i nos.
No, skarb po prostu, nie kandydat!
A jak jeszcze klęknie z wiechciem jakimś i wręczy takie maleńkie puzderko, w którym cosik maleńkiego, ale cennego lśni nieskazitelnym blaskiem, to już jesteś ugotowana i bez namysłu wykrzykujesz: „TAAAAK!!!”
I rwiesz się całą duszą swoją i ciałem do tej przyszłości jaśniejącej i drogi usłanej różami (modyfikowanymi genetycznie, czyli bez kolców). Już ci niosą suknię z welonem, już Cyganie czekają z muzyką…
Krótko mówiąc – wpadłaś, a właściwie - przepadłaś!
Noc poślubną też już masz za sobą, i to nie jedną, bo kota w worku przecież nie chcesz, prawda?
I budzisz się pewnym rankiem, przeciągasz po nocy upojnej, gnijąc w niedzelę w betach do południa prawie. Jeszcze nie otwierasz swoich pięknych oczu, tylko wąchasz, czy aby ten Jacobs już nadciąga? A do Jacobsa może jajeczko średniomiękkopółtwarde? Nic. Żadnych cud aromatów. Zamiast woni przemiłych  czeka na ciebie doznanie dla innego zmysłu – słuchu. W sypialni rozlega się dotychczas nieznany ci dźwięk, otwierasz zatem jedno oko, zerkasz, a to twoje nieszczęście ślubne chrapie w najlepsze, nie reagując wcale na próby wyłączenia tej kakofonii dźwięków. W końcu udaje ci się dobudzić tę swoją, hałaśliwą połówkę, która nakrywając się kołdrą na głowę niezbyt uprzejmie mruczy: Oj, nie budź mnie jeszcze, lepiej idź i zrób jakieś śniadanie, bo chyba głodny jestem. Zjadłbym jajecznicę na boczku. I zaparz kawę, dużo kawy.
Zapamiętaj sobie – ten niedzielny ranek jest prologiem długiej opowieści, która, im bardziej się w jej treść zagłębisz, tym okazuje się nudniejsza, a kolejne stronice coraz rzadziej pachną tymi różami.
A odłożyć na półkę się nie da! Niektóre żony próbują same pisać epilog, szczególnie, gdy mają już dość. Czasami też sięgają po kolejną powieść, ale najczęściej znowu się rozczarowują, bo jak w poprzednich, róże są tylko na okładce, a w środku  zawsze sumak.

Brak komentarzy: