poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Złodziejstwo i OFE

Co to jest kradzież? Mniej więcej, to każdy wie chyba? Zdaje się jednak, że niektórzy jednak znają inną definicję, niż: "przywłaszczenie sobie, bez zgody właściciela, jego własności"

Minister R. najwyraźniej zna tę inną, mnie, podobnie, jak wielu innym obywatelom nieznaną, wykładnię znaczenia tego słowa. Od 1999 roku odkładam sobie swoje pieniądze do OFE. Miałam wybór: przystąpić, albo nie przystąpić do OFE. Wybrałam to pierwsze. Teraz, prawem kaduka,  postanowiono mnie z tych pieniędzy ograbić, najpierw ograniczając wysokość składki, a w najbliższej przyszłości likwidacją mojego konta w OFE. Likwidacja konta oznaczać ma ni mniej ni więcej, tylko położenie budżetowej łapy na zgromadzonych przeze mnie w OFE środkach. Nikt mnie nie przekona, że to nie jest kradzież, bo jest!!!

Jedyna szansa na to, żeby choć część moich pieniędzy, gromadzonych przeze mnie przez lata, trafiła do moich bliskich, w razie, gdybym ja nie zdążyła ich wykorzystać. Bo te pieniądze, w przeciwieństwie do kapitału w ZUS, podlegają częściowemu, bo częściowemu, ale jednak -  dziedziczeniu. A Minister liczy, że jak ZUS (czyli: państwo) przejmie moje konto w OFE, to ja najpewniej nie zdołam skorzystać z tych pieniędzy, bo służba zdrowia już zadba o to, żebym NA PEWNO nie dotrwała do emerytury.

Może pan Minister uważa, że społeczeństwo nie wie, skąd ta panika nagła tak, ni stąd ni zowąd? Otóż, społeczeństwo wie:

Nadszedł czas, gdy pierwsi emeryci powinni mieć wypłacane środki  zgromadzone w OFE. Tyle, że tych pieniędzy tam nie ma, są jedynie wirtualnie! Bo ZUS przekazuje składki wyłącznie papierowo, czyli księgowo. Fizycznie ich nie ma. Dopóki się prawa do emerytury nie ma, dopóty nie ma problemu, gorzej, gdy trzeba te pieniądze wypłacać! Wtedy państwo musi przekazać pieniądze, a nie tylko cyfry wirtualne. I to ma wielki, doprawdy wielki wpływ na budżet, w którym i tak zieje gigantyczna czarna dziura. Gdzie się podziewają nasze składki? To proste i łatwe do policzenia: na przykład jedna emerytura mundurowa, w kwocie 8000zł (wcale nie taki rzadki przypadek!), to miesięczna składka na fundusz emerytalny aż 10 (pi razy oko) pracujących ciężko obywateli. I dla tych obywateli, gdy oni doczekają wieku emerytalnego, nie zostaje nic, oprócz (oczywiście) tej dziury. A jest tu jeszcze jeden haczyk. Mundurowy na emeryturze przebywa średnio 40 lat, a cywilny robol co najwyżej połowę. Załóżmy więc tak, że pracuję 45 lat, wpłacam do ZUS co miesiąc 800zł na emerytalny fundusz. Na emeryturę idę w wieku lat 67. Uskładałam więc 432.000zł. Idę na emeryturę, na której pożyję sobie statystycznie 15 lat, czyli 180 miesięcy. Powinnam dostawać miesięcznie 2400zł emerytury, to wynika prostego rachunku. I to nie są wirtualne pieniądze, bo mój prywatny pracodawca je co miesiąc wpłacał na konto ZUS!!! To bardzo istotne.
Mundurowy. Wystarczy mu 15 lat pracy. Składki za niego płaci budżet, czyli nikt nie płaci, tylko księguje. Tak zwana fikcja literacka... Idzie na emeryturę w wieku lat 40. Pożyje więc sobie na emeryturze powiedzmy, że tylko 40 lat, czyli 480 miesięcy ( trochę dłużej, niż ja prawda?). Niech będzie, że ma małą emeryturę, jak na mundurowe warunki. Powiedzmy, że to "tylko" 3000zł, ale pomnożone przez te 480 miesięcy, daje 1.440.000zł (jeden milion czterysta czterdzieści tysięcy złotych!!!!) Piękna ta sumka. Na jednego mundurowego emeryta muszą więc się złożyć 3,3 osoby cywilne, harujące przez 45 lat każda.  I żadna z tych osób nie powinna dożyć emerytury, ale najlepiej umrzeć tuż przed osiągnięciem odpowiedniego wieku! I to jest właśnie a soucerfull of secret . Bo, nie tylko mundurowi nie płacą naprawdę żadnych składek.  Nauczyciele, cała budżetówka, służba zdrowia, etc. także nie płaci, ale pobiera!
I proszę mi nie mówić, że wydłużenie czasu pracy mundurowym o 10 lat cokolwiek tutaj pomoże, bo to nie pomoże wcale!


Brak komentarzy: