piątek, 26 kwietnia 2013

Towar eksportowy?



Polski towar eksportowy. Robert Lewandowski. Media aż się zachłystują sukcesem. 

Ja tam się na piłce nożnej nie znam, zresztą w ogóle na sporcie się nie znam, ale tak sobie myślę, że zachwycać to my się akurat nie bardzo powinniśmy. 

Bo, niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest możliwe, że nasz „towar” tak znakomicie się sprawdza za granicą, a tak jakoś nie bardzo w kraju? I z czego tu się cieszyć? Z tego, że zamiast na inwestycje, które mogłyby przynieść w Polsce wymierne efekty gospodarcze, wydaliśmy gigantyczne pieniądze na praktycznie bezużyteczne, nikomu niepotrzebne stadiony? Czy one poprawią cokolwiek, będą czegokolwiek motorem, siłą napędową? Otóż nie będą! To pewne, jak w szwajcarskim banku. Jest tylko jedna alternatywa: albo będziemy w nie pakować kolejne miliony, albo upodobnią się do stadionu X-Lecia w Warszawie, czyli staną się wielkim jarmarkiem.

Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żeby ten nasz „towar eksportowy” na Euro 2012 zabłysł choćby gasnącym blaskiem. Jakoś tak to już jest, że u nas zawsze widać tylko dym ze zgaszonej świecy, a tam hipernove na firmamencie płoną. I tak mi do głowy przychodzi, czy ktoś na tym dymie nie dorobił się, jak zwykle? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to przecież wiadomo, o co chodzi…

Brak komentarzy: