wtorek, 23 kwietnia 2013

Pleszkowe amory



No, nareszcie! W naszym karmniku, a dokładnie w apartamencie pod karmnikowym daszkiem, będą chyba dzieci. Dwie prześliczne pleszki postanowiły zająć to lokum i przejąć na własność przez zasiedzenie, albo raczej – przez wysiedzenie. 
Do środka wsypałyśmy sporo drobnych wiórów drewnianych,  ptaszki coś tam już dorzuciły do dekoracji, ale na razie raczej niewiele. Głównie zajęte były rozmową na migi. Z tego dziwnego podrygiwania i pomachiwania ogonkami, z tego obskubywania zeschłych pnączy, zrozumiałam tyle, że domek z zielonym, spadzistym dachem pani pleszkowej odpowiada, a pokój dziecinny też zapewne będzie w nim w sam raz! Na zmianę, to jedno, to drugie do środka zaglądało, ale zawsze osobno! Potem chyba pan pleszka poleciał po obrączki, bo go parę minut nie było. Jak wrócił, to oboje schowali się w nowym mieszkaniu. Ja tam się na tych ptasich związkach małżeńskich zanadto nie wyznaję, ale chyba starczyło 10 sekund i na ślub, i na noc poślubną razem wzięte. Potem siedzieli na oddzielnych gałęziach i każde  poprawiało swój przyodziewek, co się ociupinkę wymiętosił był.

Na dnie karmnika zostało trochę resztek  po zimie, sikory zaglądają od czasu do czasu, już tylko chyba z przyzwyczajenia. I teraz też przyleciała jedna, a za nią zaraz pojawiła się kolejna. Pleszki natychmiast przypuściły atak, biorąc sikory w dwa ognie. Tyle, że sikory złośliwe są i zastraszyć się nie dają, szczególnie, że pleszki nie dorównują im ani rozmiarem, ani wagą. Siedziały w karmniku , na znak lekceważenia wroga rozcapierzając skrzydła i odwracając się doń kuprami. 
Pleszki bezradnie spoglądały na swój nowy dom, pod którym rozpanoszyli się nieproszeni goście.  Już się bałyśmy, że zrezygnują z zasiedlenia, ale nie! Wytrwały jakoś i pilnują, i moszczą to gniazdko, i wyglądają z niego co chwilę, żeby sprawdzić, czy zagrożenia nie ma jakowego, nowego. 
A my, z drugiej strony szyby musimy zachowywać się spokojnie, żeby nie płoszyć tych maleńkich lokatorów - nowożeńców.
Czekamy na rozwój wypadków.

Brak komentarzy: