środa, 24 kwietnia 2013

Pleszki urządzają mieszkanie



No, zupełnie nie można pracować…
fot. J.K.





Zimą się nie dało, bo było karmienie ptaków, a teraz też nijak się skupić na obowiązkach, bo gniazdo się jednak urządza! Rano myślałyśmy, że sikory jednak zniechęciły parkę pleszek do zajęcia lokum pod karmnikowym daszkiem, bo nie było żadnego ruchu. Pleszki najwyraźniej jednak nie odlatują zbyt daleko od domku, bo gdy tylko jakiś nieproszony gość za blisko karmnika się pojawi, to od razu organizują nalot i przepędzają intruza.  


fot. J.K.
 A domeczek to chyba będzie miał ze trzy pokoje z łazienką i dziecięcą sypialnią, bo pani pleszkowa kursuje tam i z powrotem taszcząc w dzióbku pokaźne pęczki rozmaitości wszelakich: a to zeschłe liście, to mchu świeżego całe krzaczki, jakieś patyczki, korzonki i inne wąsy roślinne. Czasem zabawnie to wygląda, bo się z tym sakwojażem nie może zmieścić w drzwi  ø 30mm. I wtedy odlatuje na płot, by odrobinkę odsapnąć, ale po chwili podejmuje kolejną próbę wpakowania tego do otworu. Pomalutku, z  mozołem, ale wkrótce domek będzie umeblowany kompletnie. 

fot.J.K.

Dobrze, że te wiórki tam już były, zawsze trochę mniej trzeba naznosić dodatkowego wyposażenia. Wciąż jeszcze jednak nie widać w dziobach piórek, które podobno stanowią ostatni poziom wymoszczenia gniazdka pleszkowego.
fot. J.K.
Tak, czy owak, u pleszek jest podobnie, jak u ludzi. Pan pleszka głównie przesiaduje na gałęzi pobliskiego drzewa i tylko ma baczenie. A pindrzy się ciągle, a poprawia garnitur, wygładza, czasem tylko coś podrzuci do domeczku, ale z rzadka raczej. Pani pleszka natomiast robi kurs za kursem w okoliczne krzaki, za każdym razem dokładając jakiś dywanik, albo poduszeczkę, czy narzutę na kanapę.   

Chwilami wydaje się nam, że pan pleszka to się wręcz ukrywa przed żoną, jakoś tak dziwnie sadowiąc  się za jakimś pniem, w mało widocznym dla mocno zajętej pleszkowej miejscu. 
Pewnie ma dosyć babskiego gadania i popędzania do roboty, jak każdy facet...

Brak komentarzy: