wtorek, 31 grudnia 2013

Złoty medal???

Medale w Polsce rozdaje się na zasadzie: Entliczek pętliczek czerwony stoliczek na kogo wypadnie na tego bęc!
Nowodworskie Centrum medyczne dostało medal. Hasłem przewodnim centrum jest "Pacjent jest najważniejszy". Taaa... poniekąd znamy to - w praktyce! Jak wskazuje doświadczenie pacjentów, hasło winno brzmieć: "Pacjencie, lecz się sam i nie zawracaj d..."
Czyli: może byłoby śmiesznie, gdyby nie było beznadziejnie.

Czego tu sobie życzyć w przededniu Nowego Roku? Wszystkim życzę ( sobie też!) omijania Centrum Medycznego w odległości co najmniej 100km. I jeszcze zdrowia, zdrowia, zdrowia i wytrwałości! I jak nie może być lepiej, to niech chociaż będzie zabawniej!


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

                                       
Dziś wypijmy za jutro
i za przyszłość nieznaną
za sukces i za chwile zwątpienia
za przyjaciół toast wznieśmy
i za wrogów - kolejny!
Wróg też człowiek i poglądy zmienia!



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Tusk i Szkło kontaktowe

Panie Donaldzie, czy ogląda Pan "Szkło kontaktowe"? Jeżeli nie, to niedobrze...Oj, niedobrze!
Gdyby Pan jednak oglądał, to zapewne wie, że macie (jako partia) przechlapane? Ani jednego komentarza sms'owego, o pozytywnym wydźwięku ostatnio nie było!

Wie Pan może, jak się nazywa ktoś, kto odtrąca przyjaciół tylko dlatego, że nie we wszystkim się z nim zgadzają? Czy żonę też Pan tak traktuje? Ciekawa jestem, czy Pani Tusk na wszelki wypadek zawsze ma takie samo zdanie na każdy temat, jak Pan? Bo, jeżeli ma inne, to zaraz - won!?

Cóż, Panie Tusk, gdy się wsłuchać w głos ludu, to wychodzi na to, że z Platformą bardziej kojarzy się jednak Grzegorz Schetyna, niż Pan? I, być może, gdyby postawił pan na niego, PO wyszłaby na tym dobrze! Rozsądny przywódca wie, że najmniej ufa się lizusom, a szanuje konstruktywnych krytyków.
Ja już jednak wiem, że czeka PO upadek, bardzo bolesny. Wiem też, że tak zwane całujd... mają brzydki zwyczaj opuszczania tonącego okrętu, jak szczury. I szanowny (chociaż coraz mniej szanowany) kapitan zostaje na pokładzie samotny, jak palec w ciasnej rękawiczce...

czwartek, 12 grudnia 2013

Śmierć w oczach

Przed kilkoma dniami media rozwodziły się nad agresywną, nieuzasadnioną reakcją pewnego kierowcy, który pobił drugiego kierowcę, na dodatek na oczach jego dzieci. I w zasadzie takie krytyki agresywnych zachowań są uzasadnione, tyle, że diabeł znowu w szczegółach:

Pobity kierowca, wiozący na tylnym siedzeniu auta dwójkę dzieci, zajechał drogę temu, który chwilę później wpadł w szał i przyłożył pierwszemu w ryło. Zajechał drogę tak skutecznie, że ten wkurzony musiał uciekać na pas zieleni i najważniejsze, że mu się to udało! Dzięki tej, błyskawicznej i skutecznej reakcji wkurzonego, prawdopodobnie ten pobity wciąż jest ojcem dwójki dzieci. Gdyby wkurzony był takim samym idiotą, jak pobity, na śliskiej drodze, przy siąpiącej z nieba mżawce, wjechanie w kufer auta pobitego kierowcy mogłoby się źle skończyć - dla dzieci zwłaszcza! I, oczywiście, winien byłby ten agresywny, który w ten kufer by wjechał. A tak, to tatuś wprawdzie lekko posiniaczony i głęboko urażony w ojcowskiej dumie, ale dzieci całe i zdrowe! I to jest w tym najważniejsze, a przynajmniej powinno być! Ale w mediach tylko o tym wkurzeniu mowa, o uratowaniu dziecięcych tyłków, to już ani mru mru...

Zresztą, tak jest zwykle: jeździmy ze Ślubnym Nieszczęściem do pracy o 5:30. Na drodze panuje wolna amerykanka - z bocznych dróg co rusz, to wyjeżdża jakiś niecierpliwy  głupek przed sam nos, chwilę podąża przed nami spacerowym kroczkiem, by zaraz zjechać w pierwszą poprzeczną drogę.Ostatnio mój ślubny omal nie pobił pewnej obywatelki, która wlokła się przed nami 20km/h, pustą niemal drogą, a następnie, gdy my ją wyprzedzaliśmy, oczywiście odpowiednio sygnalizując ten zamiar wcześniej, nieoczekiwanie zjechała na lewy pas, prościuteńko przed naszą maskę! Nie wiem, jak się udało mojemu mężowi uniknąć zderzenia, bo wszystko działo się bardzo szybko. Ale ślubny mój, nic nie mówiąc zatrzymał kilkadziesiąt metrów dalej autko ( pani zatrzymała się również) wysiadł i pomaszerował. Co pani usłyszała od niego, tego nie słyszałam, ale mogę się domyślać, że nie były to komplementy...


wtorek, 10 grudnia 2013

Moje odwykówki



Z książkami jest tak, jak z magazynem krzyżówek. Czytasz mało – źle, czytasz dużo – też źle.
Od czasu do czasu kupuję taki magazyn szaradziarski, np. „200 krzyżówek”, albo coś podobnego. Siedzę potem w kuchni, niby pilnując garnków z czymśtam, a tu bezmyślnie niemal, machinalnie, bazgrząc z każdą chwilą bardziej, wpisuję te powtarzające się kilkaset razy hasła i hasełka, które często są po prostu idiotyczne, a jeszcze częściej niepoprawne, albo wcale nie pasujące do opisu. Ale – mam, to rozwiązuję…
Potem przez dłuższy czas czuję obrzydzenie, omijam krzyżówki szerokim łukiem, udaję, że ich nie ma. I tak do następnego razu, czyli krzyżówkowego opętania.

Książki podobnie: jak już nie mam niczego interesującego do czytania, rzucam się na to, co jest pod ręką. No, z małymi wyjątkami jednak, literatura dla karmiących matek jest dla mnie jednak niestrawna. Ale poza tym, prawie wszystko da się przeczytać!  To czytam jedną taką, drugą, trzecią, czwartą… Potem gapię się w regał z książkami, jak sroka w gnat, myślę, myślę, myślę… I nie wiem, czy tę czytałam, czy tamtą? A może obie? Nie zapamiętuję ani tytułów, ani autorów, ani treści. Takie czytadła nazywam „odwykówkami”.
Skąd ten termin mi się ulągł? Ano stąd, że po pierwsze zapełniają czas podczas odwyku od dobrej literatury, po drugie odzwyczajają od myślenia.
Mogłabym je jeszcze nazywać trądzikiem, bo powodują, że na moim czytelniczym sumieniu pojawiają się wypryski.

A niektóre książki, naprawdę warte przeczytania, czasem się gdzieś przyczają, zadekują jak pustelnik w swojej samotni. Znikną. Tydzień temu szukałam w szafce przepisu na pierniczki, a znalazłam wydany w 1986 roku, bardzo marnej jakości tomik „Opowiadania zebrane” Bunscha. Jak się uchowało toto – sama nie wiem…
Na razie czytam i podziwiam.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ptak malowany



Bardzo trudno napisać coś o książce Jerzego Kosińskiego „Ptak malowany”.
Naprawdę trudno. Jakoś tak  - nie wiem, nie wypada?

Dawno nie czytałam nic równie koszmarnego, na dodatek wcale nie w znaczeniu, że złego! Po prostu – treść jest jak senny koszmar. Albo gorzej: jak rzeczywistość, której się boimy, bo wiemy, że istnieje, ale wolelibyśmy myśleć, że jej nie ma, nie było i nigdy nie będzie.

Chłopiec, malowany ptak, któremu los zgotował piekło na ziemi. Odrzucony przez swoich, znajduje nieoczekiwanie wsparcie w niedoli z najmniej spodziewanej strony. Kto jest dobry, kto zły? W zasadzie, wychodzi, że dobrych nie ma. Są tylko mniej lub bardziej źli, mniej lub bardziej okrutni. Zwichnięta psychika dziecka, poddawanego nieustannym torturom ciała i ducha, nigdy już nie zostanie uleczona. Nie ma lekarstwa, będącego panaceum na deprawację, demoralizację, bezustanne cierpienie i lęk. Nie ma specyfiku leczącego ze wspomnień.

Obrazy z przeszłości do śmierci będą towarzyszyć nieszczęsnemu. Będą go malować, jak ptaka. I jak ten ptak malowany, będzie wszędzie atakowany.

Ni to papuga, ni wrona… Ot, podrzutek, odmieniec!

wtorek, 26 listopada 2013

nie obrażać świni!

Człowiek człowiekowi świnią bywa. Tak mówimy, czasami. I obrażamy niewinne zwierzęta. Lepiej byłoby, choć osobiście takich przypadków nie znam, że świnia świni człowiekiem.

Polska się kompletnie zeszmaciła, obywatele zatracili moralność, o ludzkich odruchach zapomnieć trzeba definitywnie i ostatecznie. Wygrywają, co oczywiste, ci, którzy karierę robią po trupach. I z tego co słyszę, to wszędzie tak jest dzisiaj. Służba zdrowia traktuje pacjentów jak śmiecie, których nikomu się nie chce wyrzucić do kosza, więc popycha się je nogą, najlepiej pod dywan. W firmach powszechna jest krecia robota, kopanie dołków stało się sportem narodowym. Rząd ostentacyjnie lekceważy wszystkich, partie polityczne podobnie. Kościół? Szkoda gadać!

Nie wydaje mi się, żeby była jakakolwiek nadzieja na normalność i moralność. Po co żyć?
Większość nie odkłada nic do pończochy, bo nie ma z czego, emerytura jawi się jak obóz koncentracyjny z racjami pożywienia na granicy minimum, czyli za dużo, żeby umrzeć, za mało, żeby żyć...

I po co żyć? Dla zasady? Eeee tam...

sobota, 23 listopada 2013

Opowieść szaleńca

Jak to jest - być wariatem? Oglądać świat oczami szaleńca? Nikt, tak do końca, tak naprawdę, bez wątpliwości nie potrafi odpowiedzieć na te pytania. Chyba nikt. W każdym razie nikt, kto sam nigdy obłędu nie doświadczył, choćby w minimalnym stopniu.
Szpital dla psychicznie chorych bardziej przypomina więzienie, niż typowy przybytek opieki medycznej. Kraty, drzwi bez klamek od wewnątrz, dyscyplina i całe mnóstwo zakazów, ograniczeń, które są, oczywiście wszystkie - wyłącznie dla dobra pacjentów wprowadzone. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy je tworzą, a nie muszą ich respektować osobiście.
Co trzeba zrobić, żeby się w takim ośrodku terapii psychiatrycznej znaleźć? Niewiele. Czasem wystarczy jedynie donos, opinia kogoś, komu nie podoba się czyjaś odmienność, albo brak właściwej ( czytaj: powszechnie akceptowalnej) reakcji na zdarzenia.
Bywa, że powodem skierowania do takiej placówki jest tylko nadmierna wrażliwość, zamknięcie się wobec otoczenia. Większość tak zwanym normalnych ludzi oczekuje reakcji typowych i pospolitych. Już sam brak odpowiedzi na zaczepki, uchylanie się od konfrontacji, unikanie awantur może - zdaniem wielu -świadczyć o chorobie psychicznej, albo innym upośledzeniu.
Życie w szpitalu psychiatrycznym usłane różami nie jest, to pewne. Raczej najeżone trudnościami, a już na pewno nie pomocne w leczeniu zaburzeń psychicznych.
Gdy jednak do tego zamkniętego, odizolowanego od otoczenia świata wkracza zło, najprawdziwsze, namacalne, to nie kto inny, jak właśnie wariaci potrafią wyczuć je najszybciej. W tak pełnym nienormalności miejscu, coś, co nie pasuje, nie wtapia się w tę rzeczywistość wywołuje u chorych panikę, a na pewno swoiste zainteresowanie. To pewnie trochę tak, jakby do mrocznego lochu znienacka dotarło światło. Intrygujące, niosące jakąś zmianę, ale wywołujące osobliwy ból nienawykłych do jasności oczu.
Wariat bardzo często posiada jakiś wyostrzony zmysł, podobnie jak niewidomy ma większą zdolność  percepcji dźwięku lub węchu.
Gdy w szpitalu pojawia się morderca, ten szósty zmysł wariata pomaga go odnaleźć wśród setek szaleńców, czasem skłonnych do agresji, ale agresji innego rodzaju i znajdującej ujście w całkiem odmiennych zachowaniach. Zdrowi, pozbawieni tego zmysłu ludzie, nie potrafią patrzeć.Albo parzą, ale nie widzą, są ślepi na szczegóły. Wariat ma tę niezbędną wrażliwość, bo to właśnie te "szczegóły" najczęściej wpędzają go w obłęd.
Normalni ludzie myślą, że tylko oni, będąc przy zdrowych zmysłach, mając doświadczenie w śledzeniu przestępców, potrafią zidentyfikować w tym zwariowanym tłumie tego, kto swoje mordercze skłonności wprowadza w czyn. Nie słuchają wariatów.Słyszą, ale nie słuchają...
Gdy w takim szpitalu morderca poluje na myśliwego, na ratunek może przyjść tylko wariat.
I o tym jest książka "Opowieść szaleńca" Jhona Katzenbacha.
Wstrząsająca historia o pewnym odmieńcu. Nie kochanym, nie lubianym, wyalienowanym w środowisku, w którym żył, zanim trafił do szpitala psychiatrycznego. Dopiero tam znalazł przyjaciół.

wtorek, 19 listopada 2013

Burdel

We wszystkich programach odbywa się od kilku dni darcie pierza. Z tego darcia wynika jedynie, że nic już nie widać wyraźnie. Jakby śnieg przysypał rzeczywistość naszą, ojczystą.
Rano, do śniadanka otwieram TV, godzina jeszcze ciemna, a tam - już drą. To powtórka z wczorajszego, wieczornego. Wracam po pracy, obiad kończę, otwieram znowu TV, i co? Znowu drą. I cały ten bałagan pierzasty za nasze pieniądze, bo i abonament płacimy obowiązkowy i za nieobowiązkową kablówkę też! Naród daje ciała, a politycy i media na tym robią kokosy.
I tak próbuję z tego medialnego lansu wszelkiej maści speców od dziedzin rozmaitych, a częstokroć nie mających (w moim mniemaniu) nic wspólnego z tematem dysputy, wyłowić cokolwiek, co rozjaśniłoby mi obraz. Co pozwoliłoby mi poukładać sobie te puzzle tak, żeby ten obraz był czytelny i wyrazisty, zrozumiały. Nic z tego! Układam tak, układam owak i wciąż widzę tylko ten sam burdel. Jakby nie dopasować tych kawałków - burdel. I jedno tylko widać wyraźnie, że to ja (między innymi!) wciąż daję d...
A nocami śni mi się całe stado alfonsów, o skądinąd powszechnie znanych twarzach, którzy zgarniają moją, ciężko zapracowaną forsę...


czwartek, 14 listopada 2013

Panaceum



Wszystko nas zabija. Papierosy, alkohol, żywność modyfikowana (podobno!), chemia w żywności, stres.

Najgorszy jest stres. Ostatecznie przecież można:
- nie palić
- nie pić
- hodować sobie w doniczce zdrową żywność

Stres jednak jest zjawiskiem nieuniknionym… I nawet wtedy, gdy zapomina o nas los, dając nam chwile wytchnienia, to nigdy, przenigdy nie zapominają o nas politycy, w tym rząd.

Czasem myślę sobie, że politycy są po to, żeby kraj się nie przeludnił aby. Im więcej stresu, tym mniej obywateli. I, chociaż rząd i cała reszta darmozjadów ubolewa, że przyrost naturalny ujemny mamy, to robi wszystko, żeby ten przyrost osiągnął zero, takie absolutne!
Rząd i parlament cały dbają bardzo, to prawda – dbają zawzięcie i zażarcie! Ale o siebie i swoich popleczników. Przy czym każdy o swoich. Więc tych zadbanych jest całkiem sporo. Wiodą życie mlekiem i miodkiem płynące, pławią się w sukcesach niezasłużonych i równie niezasłużonym dobrobycie. Reszta tylko egzystuje. I pewnie o to chodzi.

Wymyślili politycy, że mogą decydować o losie milionów, bawią się w boga. Chcą nam wmówić, że tylko oni znają panaceum na wszelkie dolegliwości społeczeństwa. I ordynują nam codziennie potężną dawkę tego środka uniwersalnego. Skutkiem tych zabiegów pseudoleczniczych jest powolne dogorywanie wszystkich, którzy urodzili się i nie dorobili tak zwanych „pleców”. I, jakby się tak dokładnie przypatrzeć, nic się w tej niby wolnej Polsce nie zmieniło. W odniesieniu.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Sprzedajni celebryci

Wszechobecne reklamy doprowadzają do białej gorączki mnie, a zapewne wielu innych także. Jeszcze bardziej, niż same reklamy - idiotyczne, nachalne, pozbawione merytorycznej treści - wściekają mnie jednak celebryci. Znane postaci, które z wielkim zapałem reklamują gówniane produkty, firmując niejako znanym nazwiskiem bezwartościowe towary i usługi. Widz, słuchacz rzadko potrafi zastanowić się nad własną głupotą i te, wypełnione botoxem gębusie uznaje za dostateczną gwarancję jakości wszystkiego, co raczą one prezentować. I kupuje. I zakłada konta w bankach i pędzi w kolejkę po panaceum na wszelkie dolegliwości, plamy, długi, etc...
I nawet wtedy, gdy do bezsensownego zakupu dajmy na to gołąbków w proszku musi dokupić:
- mięso
- kapustę
- koncentrat pomidorowy
- coś jeszcze
to nadal uważa, że wciśnięty mu przez celebrytę proszek ułatwił mu gotowanie gołąbków.

A w Sandomierzu nadano imię "Ojca Mateusza" szkole. Zadziwiające, prawda? Nikt jakoś nie skojarzył, że rola troskliwego księdza-detektywa, razem z rolą równie troskliwego doktora z "Na dobre i na złe", kłóci się w ostatecznie z reklamą SKOK-ów, które znane są poniekąd ze zdzierstwa wyjątkowego wszak.

Kora śpiewała kiedyś piosenkę "Żądza pieniądza". To ballada o naszych celebrytach. Czekam na balladę o głupocie tych, którzy dają się nabierać bez końca.

wtorek, 29 października 2013

albo dobrze, albo wcale

Zmarł Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier w  wolnej, postkomunistycznej Polsce. Śmierć, to naturalna konsekwencja życia, niczego dziwnego w niej nie ma.
A jednak... wsłuchiwałam się w medialny szum wokół i, choć nie byłam zdziwiona, to  coraz bardziej zniesmaczona na pewno! Trzeba umrzeć, żeby "usłyszeć" na swój temat coś dobrego. To smutne. Od wielu, wielu lat nikt o Tadeuszu Mazowieckim nie wypowiadał się pozytywnie, słychać było wyłącznie krytykę, zwłaszcza tej osławionej "grubej kreski". O obrzucaniu epitetami, wytykającymi pochodzenie i brak polskości, nie ma nawet co mówić. Tyle lat to robiono, że chyba sam Premier nie wiedział już, czy jest, czy nie jest PRAWDZIWYM POLAKIEM... Cała prawica, szczególnie zgromadzona wokół PiS, wyznawcy o. Rydzyka, wiedzieli, mieli pewność, że Polakiem T. Mazowiecki nie jest! I tylko to się liczyło, ta absolutna, bezwarunkowa pewność.
Jedni - że gruba kreska, drudzy - że Żyd...

A teraz? Teraz wszyscy, nawet przechodnie na ulicy nagle mają same dobre wspomnienia o Nim. Teraz się okazuje, że to był wielki, mądry człowiek i mąż stanu.  Teraz się inaczej rozumie nawet tę grubą kreskę! Mówi się dziś, że nigdy nie był karierowiczem, że nie przedkładał prywaty nad dobro kraju, że dobrze służył Polsce i narodowi.
I tylko "Jaś nie doczekał"...Szkoda.
Ot, taka zmiana punktu widzenia.
W myśl zasady: o zmarłych albo dobrze, albo wcale!

Żywym można pluć w twarz, po ich śmierci się powie, że to tylko był taki, zacinający deszcz...

piątek, 25 października 2013

Mądrość społeczeństwa

Redaktor Dębski wierzy głęboko w mądrość naszego społeczeństwa, które potrafi oddzielić ziarno od plew i podejmuje właściwe decyzje. Otóż - nie! Panie redaktorze, powinien pan trochę mniej wczytywać się we własne teksty, a bliżej przyjrzeć się opiniom tego społeczeństwa, które nijak nie potrafi spojrzeć trzeźwo na tzw. całokształt, a wciąż z uporem maniaka poszukuje  bożyszcza, do którego mogłoby się zwrócić. To społeczeństwo jest bliższe stadu baranów, które potrzebuje pasterza, żeby nie spaść w przepaść, bo zdane na siebie w najlepszym przypadku skończy z połamanymi kończynami. W komentarzach na WP czyta się jak w książce, tam najlepiej widać, czym się to wszystko skończy. Arogancja PO doprowadzi do władzy PiS najkrótszą drogą! Większość komentujących pisze, że: "ktokolwiek, byle nie PO". A to znaczy, że się sytuacja odwróciła, bo kilka lat temu było: "wszystko jedno kto, byle nie PiS".

Jeżeli to społeczeństwo, słusznie poniekąd zniesmaczone "brzydotą" PO, zwraca się ku "nieodpartemu urokowi" PiS, to gdzie pan widzi tę mądrość, no gdzie???

Mnie to - wypisz wymaluj - przypomina głupotę maltretowanej żony, która uciekając od męża-sadysty wybiera ramiona kolejnego damskiego boksera.

wtorek, 22 października 2013

Strach ma oczy

Towarzystwo wzajemnej adoracji? - Macierewicz & Company!

Wczoraj o mały włos, dosłownie o jedną sekundę oglądania TV, z mojego telewizora zostałby jeno stos odłamków. Na szczęście zapanowałam nad nerwami i opuściłam siedzisko i wkurzające widowisko.
Najpierw produkował się pan Błaszczak, później pan Hofman. W różnych programach, oczywiście.

Tak, czy owak, clou wywodów obu panów stanowi stwierdzenie, że( uwaga, uwaga!!!):

"Gdyby premierem był Kaczyński, Jarosław zresztą, a rządziłoby PiS, to:
primo - wrak samolotu poległego pod Smoleńskiem dawno już byłby w Polsce;
secundo - Polak z Greenpeace, uwięziony w Rosji po wtargnięciu na platformę wiertniczą już byłby wolny;

A w ogóle, to dzięki interwencji ś.p. Lecha K. Rosja nie zajęła Tbilisi...

Muszę w tym miejscu przyznać, że mnie było łatwiej ukoić nerwy w tym momencie - po prostu wyszłam z pokoju. Ale redaktor Morozowski... biedaczek...
Czekałam, trochę przerażona, że nie zdzierży, że przyłoży. Ja chyba bym przyłożyła. Może potrzebna mi jakaś terapia antystresowa, zapobiegawcza? Coraz wyraźniej jawiąca się i zdaje się - nieuchronna perspektywa rządów PiS, wykończyła mnie psychicznie już teraz, a co będzie, gdy stanie się faktem??? Strach się bać, doprawdy - STRACH SIĘ BAĆ!!!

poniedziałek, 21 października 2013

Mglista nostalgia

Jesień. Lada chwila wszystkie drzewa będą nagie, smutne i brzydkie.Już tylko tu i ówdzie złociste grzywki widać nad miastem. Wczoraj poszłam sobie na cmentarz, na grób Mamy i Ojca. Szłam sobie jak zwykle, utartym szlakiem, mijając kolejne ulice i kontemplując sobie różne różności. Na skraju jednej z ulic rosła sobie stara, zielona wierzba, byłą tam od zawsze... Została po niej pustka. Wycięli. Minionej wiosny ostrzygli ją do nagiego pnia, ścięli długie, sięgające ziemi, zielone włosy. Stała cierpiąca, zawstydzona, jak więźniarka w dawnych czasach, kiedy to golono głowy skazańcom. Wyszło na to, że już wtedy wydano na nią wyrok śmierci, skazano na publiczne ścięcie toporem. Komu przeszkadzała? Pewnie mieszkańcom osiedla, jesienią zanadto zaśmiecając osiedlowy plac.
Byłą taka piękna i niewinna, dawała schronienie dziesiątkom ptaków, tysiącom owadów... Tak bardzo, bardzo mi żal staruszki-wierzby!
Na wszystkich osiedlach co roku ubywa drzew. I znikają ptaki. Nad miastem krążą już tylko setki wron i gołębi. Brakuje mi radosnego świergotu skrzydlatych karzełków, wiosną wyśpiewujących swoje miłosne piosneczki, a zimą lgnących do ludzkich domostw, w nadziei na pomoc w przetrwaniu zimy. Odeszły razem z drzewami - w zapomnienie...

wtorek, 15 października 2013

Referenda

Gdybym wiedziała komu i mogła zadać pytanie:
Dlaczego ci, którzy z takim zapałem wzywali do referendum w sprawie HGW, tyle samo zapału nie wykazują w sprawie ewentualnego, przedterminowego odwołania członków naszego Parlamentu?
Czyli odwołania ich wszystkich do kupy wziętych, hę? O ile wiem, z sondaży wynika, że nasi "najmądrzejsi" reprezentanci Narodu, nie cieszą się żadnym poparciem, opinia o ich wysiłkach jest, zdaje mi się, podobna do tej o pracy HGW, prawda? Ostatnio w sumie 84% ankietowanych odpowiedziało, że raczej źle, lub zdecydowanie źle ocenia pracę sejmu. 

Ja myślę, że zarówno  rząd, parlament, jak i inne organa powinny się głęboko zastanowić nad wynikami sondaży. Wbrew pozorom, one naprawdę wiele mówią.
A wynik referendum warszawskiego, PO powinna potraktować jak tę cytrynę z dowcipu o zakonnicach:

W klasztorze nagle otwierają się drzwi i z rozpędem do środka wpada młoda zakonnica.

Biegnie prosto do matki przełożonej:

- Matko przełożona, matko przełożona, zgwałcili mnie, co robić?

- Zjeść cytrynę - odpowiada matka przełożona

- Pomoże???

- Pomoże, nie pomoże... ale przynajmniej ten uśmiech zniknie...

piątek, 11 października 2013

Krętymi ścieżkami

myśl podąża...

Sama będąc ateistką mogę mieć w głębokim poważaniu te ścieżki, którymi podąża myśl hierarchów katolickich. Żal mi jednak maluczkich, dla których Kościół i jego patriarchowie byli jedyną ostoją bezpieczeństwa, prawdy i nadziei w tym popapranym życiu. Oni ufali, ufali bezgranicznie i bezkrytycznie. Niektórzy do tego stopnia boją się prawdy, że nawet wobec ewidentnych i bezspornych dowodów winy - zaprzeczają tej winie. Niełatwo pogodzić się z faktami, jeszcze trudniej zgodzić się na odebranie sobie wiary. Od pokoleń, od stuleci wmawiano im, że tylko ludzie wierzący, sumiennie wypełniający obowiązki narzucone przez rzekomych "apostołów" Boga, są przez tego Boga umiłowani.Co teraz mają myśleć, widząc i słysząc, że ci, którzy byli dla nich moralnym autorytetem, pouczali i grzmieli z ambony, straszyli piekłem i karą boską, sami tkwią w grzechu po pas, albo i głębiej?
Arcybiskup Michalik i wielu innych hierarchów posunęli się już nawet do tego, że winą za molestowanie seksualne dzieci obarczają te dzieci... Pewien proboszcz podczas mszy tłumaczy, że gdy mąż bije żonę, to ona powinna się spowiadać, bo przywiodła męża do grzechu. Krótko mówiąc winne są ofiary, nie kaci. Czekam już tylko na informację, że ci , których wymordowali hitlerowcy w obozach koncentracyjnych poszli do piekła, bo przywiedli swoich oprawców do grzechu.
Ten sam proboszcz stwierdził, że Franciszek na papieża się nadaje, nie ma odpowiednich predyspozycji.
Z ust wyznawców Rydzyka usłyszałam, że to z pewnością Żyd i mason. Znaczy ten Franciszek.
Najgorsza jest ślepa wiara. Odbiera zdolność samodzielnego myślenia i trzeźwej oceny faktów.
Najtrafniej to chyba spuentuje myśl S.J.Leca:
" Mógłbym nawet uwierzyć w Boga, tylko dlaczego tak dużo pośredników?"

wtorek, 8 października 2013

Samotność



samotność zawsze uwiera
szczególnie gdy w tłumie
dookoła szum i gwar
i echo cudzych swar
ciszy ożywić nie umie

nie masz pokrewnej duszy
a dłonie zdają się obce
wewnętrzny tylko dialog
i żalu tajemny dekalog
wiodą cię na manowce

i ścieżka kręta i mroczna
dokąd biegnie nie zdradzi
bolesne ranią wspomnienia
nadzieją łudzą marzenia
los ślepca donikąd prowadzi

czwartek, 3 października 2013

Ekowariaci?



Łukasz Warzecha „Ekowariaci spuszczą psy z łańcucha…

Nie lubię dołączać się do komentatorów na WP.pl, więc napiszę sobie komentarz do tych wynurzeń redaktora Warzechy tutaj.

Panie Warzecha – chciałoby się powiedzieć wprost – niech się pan leczy… Bo pisze pan takie bzdury, że aż drze za uszami!

Pana zdaniem obowiązkiem rodzica jest zaciągnąć dziecię do cyrku??? Bo to niepowtarzalne przeżycie??? Ja nigdy nie byłam z dzieckiem w cyrku, ale jeden, jedyny raz zaciągnął je tam mój ojciec, który bardzo lubił zwierzaczki  na talerzu! I moje dziecię nigdy później już do cyrku pójść nie chciało. Jakoś się nie zapowietrzyło z zachwytu. I ja akurat się wcale mu nie dziwię, bo też się nie umiem cyrkiem zachwycać, przy czym ani wygibasy zwierząt, ani ludzi mnie nie bawią jakoś. Cyrk może był dobry w czasach, gdy gawiedź dla rozrywki szła oglądać egzekucje na rynku i napawała się widokiem, ale dzisiaj gawiedź stanowi margines, nie ogół. A pan niech obejrzy sobie dokumenty National Geografic i powtórzy potem, że dręczenie zwierząt w cyrku to nieprawda. Jeżeli te „urocze kadry” usprawiedliwia - w pana oczach - wyższość człowieka nad resztą żywych istot, to ja się poddaję, trudno! Są ludzie niereformowalni, szczególnie gdy są religijni za bardzo. Pan, jak się zdaje, do nich właśnie należy, więc szkoda fatygi.

Ja wiem, że tego rodzaju pomysły, jak te,  na regulowanie prawne traktowania zwierząt, to zwykle tematy zastępcze, czyli przykrywka dla niewygodnych działań partii rządzących, które akurat są u władzy. Nie musi pan o tym przypominać, każdy myślący obywatel to wie, panie Warzecha! Ale porównywanie hodowli zwierząt dla futer do hodowli na mięso, wydaje mi się zbyt daleko idące. Człowiek, to drapieżnik, nie roślinożerca, mięso jeść musi. Ale nie musi rytualnie zabijać, żeby żyć, może humanitarnie. Futra natomiast dzisiaj już nosić nie musi, bo dzięki temu, że żarł mięso, potrafi produkować dla siebie inne okrycia, zamiast zdzierać skórę z innych stworzeń. Czyli, gdyby pan jednak nie rozumiał, to podsumuję: mięso – konieczne, futro – zbędne! Torebka z krokodyla też niekonieczna do życia!

Psy powinny być trzymane w bezpiecznej ( dla ludzi) zagrodzie. Nikomu nie chodzi o to, żeby biegały po okolicy i rozszarpywały np. drób sąsiadów, albo listonosza.

Ma pan rację, że prawo i tak będzie martwe, bo nikomu się nie chce go egzekwować. Ale to, to już insza inszość, panie redaktorze…


piątek, 20 września 2013

Czy to było potrzebne?

W zasadzie nie przepadam za byłym premierem, Marcinkiewiczem, ale muszę się z nim dzisiaj zgodzić: media niepotrzebnie zajmują się zespołem Macierewicza. Nie jest to przecież powołana przez Sejm komisja, a tylko samoistnie utworzony przez posła zespół. Nie warte to żadnej uwagi, niepotrzebnie zajmuje czas antenowy i wywołuje zamęt w głowach widzów i słuchaczy. Trzeba pamiętać, że nasz naród lubi, gdy mu się jego własne poglądy podaje "na tacy". Samodzielne myślenie nie jest naszą narodową zaletą, to pewne, jak dwa razy dwa cztery!
Niby dlaczego oficjalna komisja ds. badania przyczyn katastrofy ma się odnosić do urojeń i opinii pseudo fachowców?

Zgadzam się, panie były premierze - szkoda czasu i nerwów.

Pan minister Siemoniak swoją decyzję w sprawie zdymisjonowania  komendanta z Malborka ogłasza na Twitterze? Interesujące...
A minister finansów bagatelizuje artykuł w czasopiśmie "Forbes", infantylnie nazywając go nic nieznaczącym artykulikiem? Hmmm...

czwartek, 19 września 2013

podział społeczny

Nasze społeczeństwo dzieli się na:
30% mądrych, popierających PiS
70% idiotów, nie popierających PiS

To zdanie moich rodaków, pod wynikami ankiety, z której wynika, że na PiS chce głosować 32% Polaków.
 Swoją drogą, interesuje mnie, dlaczego w tych ankietach poparcia można zadeklarować jedynie popracie dla jakiejś partii, albo stwierdzić, że się nie wie, na którą się zagłosuje?
Ja wiem! Tylko brakuje mi w ankiecie takiej opcji:  "będę głosować, ale skreślę wszystkich kandydatów".

 Inny wpis pod artykułem rozbawił mnie jeszcze bardziej. Jakiś przedstawiciel tych 30% inteligentnych rodaków stwierdza, mówiąc skrótowo, że "PiS ma mniej za uszami, dlatego trwa nań taka nagonka". To zabawne, nawet bardzo! Zdaniem tego komentatora (albo komentatorki) jak czegoś nie widać, to tego nie ma! Dobre, dobre...

Co PO, ale nie tylko ona, "ma za uszami", to - faktycznie - widać gołym okiem, bo się z tym nie kryje, a PiS skrzętnie ukrywa niewygodne fakty. I jest trochę tak, jak z tym gwałcicielem, który wprawdzie zgwałcił, albo i zabił mnóstwo kobiet, ale, zdaniem rodziny,  " to taki dobry mąż i ojciec!".

A wystarczy pielęgnować pamięć, moi mądrzy rodacy, tylko - pamięć!!!






środa, 18 września 2013

Ekspertka

W dzieciństwie demontowałam lalki, żeby zobaczyć, jak są zrobione. Dlaczego oczy się im otwierają, a rączki ruszają. Mam kwalifikacje z anatomii. W związku z tym.

wtorek, 10 września 2013

A teraz idziemy na jednego...



Politykom jest wesoło. Obywatelom jakoś mniej jakby…

Ale politykom to, i owszem, nie brakuje powodów do radości. Dobrze tak sobie żyć za publiczne pieniądze, niemałe, oj, niemałe! Gdy nie ma problemu ze związaniem końca z końcem, to może być wesoło! I, gdy się człowiek nie boi, za co przeżyje na emeryturze, ani za co kupi dzieciom szkolne wyprawki, ani czym zapłaci za leczenie, gdy publiczna kasa zdrowia tylko wyrywa od niego pieniądze, ale nie leczy… Gdy się nie martwi o pracę, albo czym zapłaci za paliwo na dojazd do tej pracy, gdy ustawowo kosztuje go to około 140zł/m-c, a de facto blisko 500zł… Auto musi ubezpieczać, robić przeglądy, naprawiać po uszkodzeniach drogowych, bo drogi ci u nas cokolwiek marne, chociaż, oczywiście baaaardzo kosztowne dla obywatela, który opodatkowany jest wielokrotnie na drogowy cel! Zresztą, nie tylko na drogowy. Poseł ma auto za darmo, samoloty też, noclegi podobnie, garnitury i ciuchy dla żony również. Leczenie w warunkach komfortowych. Imprezy i jubelki wesolutkie, rozpasane, miodem i mlekiem (nie, to ani miód, ani mleko! Co by to nie było, na pewno nie jest dla dzieci!) życie mu płynie.

Ale poseł to wszak persona! Dla wielu obywateli wprawdzie non grata, ale immunitet to ma, zdaje mi się,  dożywotni? Tyle hałasu było o byłą premier Ukrainy, Tymoszenko, że niby nie godzi się trzymać w więzieniu tej pani, bo to polityk ważny. Tylko jakoś cisza na temat – winna, czy niewinna? Jak winna, to powinna siedzieć, jak każdy obywatel, gdy popełni przestępstwo. Gdyby tak nasi posłowie, a także inni  włodarze odpowiadać mieli za swoje czyny i pomysły, to ani chybi trzeba by było wykupić całą Syberię, albo chociaż Madagaskar, żeby ich tam zsyłać, najlepiej dożywotnio. Ale im nic podobnego nie grozi.

A bardzo ostatnio rozbawiony poseł Hofman ma to „coś”, co chętnie pokazałby kobietom, ale one nie bardzo chcą oglądać. Rozczarowany poseł, chciał to „coś” schować do szafy, tylko się (podobno, tak przynajmniej twierdzi poseł) nie zmieściło. Zmieściło, czy nie zmieściło, posłowi Hofmanowi z całą pewnością jest wesoło. Nawet jakby trochę czasami za bardzo…

poniedziałek, 9 września 2013

Hurrra! Nasi górą!

No, teraz to PiS oszaleje chyba ze szczęścia. Imć Pupa wygrał wybory uzupełniające do Senatu. Wygrał gigantyczną przewagą, bo dostał ponad 60% głosów. Szkoda tylko, że to 60% z 15%, bo do urn poszło "aż" 15% uprawnionych. I, w zasadzie, nie powinno być powodu do radości, gdy brak entuzjazmu obywateli ( w niektórych obwodach nie było ani jednego głosującego...), a jednak...

W wyborach w 2015 roku też może być taka frekwencja. I wtedy PiS dostanie swoją, ulubioną zabawkę - WŁADZĘ W POLSCE. Ale wtedy to ja nie będę miała powodów do radości. I wielu innych też. Lepiej, gdy ludzie pójdą i oddadzą te głosy nieważne, gdy skreślą wszystkich kandydatów, bez wyjątku. Wtedy przynajmniej będzie wiadomo, co ludzie myślą. Polacy jednak zostaną w domu, tego jestem pewna. I potem będzie rozpacz, po niewczasie...

Może jednak trzeba stąd wiać? Póki jeszcze można?

czwartek, 5 września 2013

troskliwy rząd

Rząd troszczy się o przyszłych emerytów. I z tej troski ich okraść zamierza. Częściowo już to zrobił, zmniejszając składkę do OFE. Teraz, faktycznie, właściwie już nie ma znaczenia, czy się w nich gromadzi dalej składki, czy nie, bo kwoty są tak małe, że przestają być znaczące. Nikt jednak, nawet komentatorzy w mediach, nie mówi całej prawdy.
A prawda jest taka:
Ogromna rzesza obywateli jest zatrudniona w budżetówce, albo w służbach mundurowych: nauczyciele, urzędnicy, policjanci, wojsko, strażacy, pogranicznicy, skarbówka, sądy, OPS-y, etc...
I za tę ogromną liczbę obywateli to budżet Państwa, teoretycznie przynajmniej, płaci składki do ZUS i OFE, oczywiście z naszych podatków. A, że odbywa się to na zasadzie przelewania z pustego w próżne, to rząd ma problem. Bo kasa nie dosyć, że pusta, to jeszcze dziurawa, jak rzeszoto!
W prywatnym sektorze przedsiębiorstw problem jest mniejszy, bo on WPŁACA te składki de facto. Tu z kolei rząd chciałby je zatrzymać dla siebie.  Żeby móc rozdawać po uważaniu, czyli tym, którym przysługuje dużo, chociaż nie wpłacają osobiście nic.

Ale ci, którzy nie wypracowują realnych pieniędzy, mają najwyższe świadczenia i skądś pieniądze wziąć trzeba. Bo to akurat rzesza ludzi najbardziej wpływowa wyborczo...
No, to jak zwykle, zabierze się tym, co nie są darmozjadami.

A ja czekam, aż ktoś to głośno powie...

Płonna nadzieja.


poniedziałek, 2 września 2013

kto z kim przestaje?

We wrześniu będą marsze protestacyjne ZZ "Solidarność". Może to dobrze, a może źle, nie o to mi teraz chodzi. Chodzi o to, że chodzić chcą z Solidarnością wszyscy, którzy nie są aktualnie przy władzy. Albo raczej - nie dzierżą jej w pełni. Czyli: chce PiS. Chce SLD. Solidarna Polska i Ruch Palikota też. Tyle, że chcą mieć wyłączność do dreptania wespół w zespół. I zrobiło się trochę tak,  jak na rodzinnym obiedzie u babci, gdy wujek Stach nie życzy sobie siedzieć obok stryja Stefana, a ciotka Klotka obok stryjenki Kazi. A na dodatek wszyscy są skłóceni o spadek po dziadku.
I wygląda na to, że Solidarność pomaszeruje sama, a partie zorganizują sobie oddzielne podchody... sorry - pochody miało być.

A co na to Rząd i cała PO? - pójdą pewnie sobie "haratnąć w gałę", bo na marsz przeciwko sobie raczej nie mogą.
Oj, jak mi ich żal... Są w sytuacji nauczyciela, który też uważa, że szkoła jest do d... i chętnie by się podpisał pod protestem uczniów, ale mu nie uchodzi.

piątek, 30 sierpnia 2013

Na postronku

Nerwy. Na postronku trzeba trzymać.
Nawet trudno cokolwiek zanotować w dzienniku, bo ostatecznie jak nie może być zapamiętane wszystko, to zwykle jest zapamiętane nic!

A tu się dzieje:
- obywatele chcą odwołać Hannę G-W ze stołka prezydenckiego w stolicy naszej pięknej
- w Syrii zadyma taka, że szkoda gadać...
- premier się zapomina coraz bardziej
- partie się podlizują na wyścigi, wszystkie - od lewej do prawej strony

I co ja sobie o tym wszystkim myślę? A, myślę ja sobie tak:

Osobiście uważam, że Pani prezydent Hanna G-W jest  bezdyskusyjnie najbardziej energicznym prezydentem w historii, uwolnionej z objęć komunizmu,  Polski. Uważam, że to jest bezdyskusyjne. Błędy, rzecz jasna, też popełnia, pieniądze w charakterze premii dla krewnych i znajomych też rozdaje, to fakt! Robili to wszyscy włodarze Warszawy i nie tylko, taki zwyczaj rodzimy... Jednak pani Hania oprócz rozdawania tym i owym - działa, raz z sukcesem, innym razem niekoniecznie, ale - działa!

No, ale to tylko moje zdanie...

Ponieważ tak już w tym kraju jest ( nie wiem wprawdzie, jak jest w innych krajach, bo nie znam), że społeczeństwo mało myśli samodzielnie, a łatwo daje się podpuścić rozmaitym wichrzycielom i innym maniakalnie uszkodzonym personom. A Pani Hania naprawdę robi bardzo dużo! To, oczywiście, ma swoje złe strony, bo robi się wszystko jednocześnie i życie w stolicy łatwe nie jest... Pewnie można by rozłożyć w czasie, realizować po kolei, stopniowo. No tak, ale wtedy byłby zarzut, że zrobiła za mało! A u nas i tak zawsze są pretensje. A, że społeczeństwo, a w każdym razie ta jego cześć, która z nadzieją głosowała na PO, rozczarowane jest doszczętnie, to Pani Hania kozłem ofiarnym stała się. Obiektywizm diabli wzięli i nie sądzę, żeby wrócił. Mamy skłonność do generalizowania: jak nam ktoś podpadnie, to odrzucamy automatycznie wszystkich z jego otoczenia. Tak jakoś, z urzędu.
Premier dolewa oliwy do ognia i straszy, że jak Hanię Warszawiacy odwołają, to on ją komisarzem i tak zrobi i pokaże im figę. Poczułam się, jakby mi ktoś wymierzył policzek, choć z Warszawy nie jestem. To już jest skrajna arogancja, Panie Premierze!!! Też uważam, że referendum jest bez sensu, ale jednak - ma być, bo tak chcą ludzie. Oni wybrali, oni mogą odebrać władzę, a panu nic do tego! Poza tym to są realne, niemałe pieniądze, wydane na darmo! Panie Premierze, niech się Pan obudzi! Nikt prawie w tym kraju nie chce już Platformy, naprawdę! Sama głosowałam na Was od wielu lat, ale już tego nie zrobię. Nie tylko ja, ale wszyscy moi znajomi, którzy dali wam władzę, teraz wam ją odbiorą. I wcale to nie znaczy, że oddamy ją PiS, o nie! My ją chcemy odebrać wam wszystkim, panowie i panie posłowie. Zamierzamy namawiać kogo się tylko da, żeby poszedł na wybory i oddał głos nieważny. Jeżeli wystarczająco wielu obywateli sobie uświadomi, że mają w ręku narzędzie odbierania władzy, to - mamy nadzieję - nikt z obecnego składu parlamentarnego już nigdy w ławie wygodnej, immunitetem wyściełanej nie zasiądzie! Oby! My, obywatele RP,  też się przygotowujemy do wyborów z odpowiednim wyprzedzeniem!

Wojna w Syrii. I znowu chodzi o pieniądze... A ludzie cierpią. Troskliwi nasi sojusznicy czują przymus ratowania Syryjczyków. Patrzcie, jacy to oni gorliwi, jacy empatyczni! Oni też sądzą, że im ktoś uwierzy na słowo? No, ci którzy wierzą na słowo księdzu, to pewnie uwierzą, ale na świecie jest całe mnóstwo myślących ludków, takich Tomaszów-niedowiarków, co to jak nie dotkną, to nie uwierzą byle gadaniu. To te niedowiarki są siłą napędową postępu, dzięki któremu "łatwowiarki" lansują się teraz w cieplutkich automobilach, zamiast przemierzać świat per pedes.


Gorzej, bo ci łatwowierni są podatni nie tylko na bzdury kościółkowe, ale jakiekolwiek, które ktokolwiek im zapoda! Oni - uwierzą we wszystko, co im się mówi, byle nie wymagano od nich myślenia i zrozumienia...
Ciekawe, że jak u nas był stan wojenny, to się Ameryka, ani Francja, ani GB jakoś nie rwały z odsieczą i ratunkiem, prawda? Nic to, Polak  i tak gotów im całować pięty i patrzeć nań, jak w obrazek święty. Bo Polacy muszą zawsze mieć obrazek, do którego się będą modlić, bez względu na skutki. A jak z tych modłów nic nie wynika, to się mówi, że modły były mało żarliwe. Byle samemu się nie wysilać, nic nie robić.

Palikot zmienia image. Kaczyński już zmienił wcześniej. I jeszcze schował do pawlacza Maciarkę, bo zdaje się był niemodny, czy jakoś tak...





środa, 7 sierpnia 2013

W bambuko

W 2060 roku ma nas ubyć. Znaczy, że zmniejszy się liczba ludności Polski do około 30mln (spadek o 8mln). I wszystko ładnie, a nawet pięknie, ale...
Według wyliczeń ZUS, ten spadek liczby urodzeń spowoduje, że na 1000 pracujących będzie przypadać blisko 670 emerytów. To nawet prawdopodobne, o ile politycy nie wezmą się wreszcie do roboty i nie zlikwidują ostatecznie i definitywnie emerytur np. mundurowych, nauczycielskich, górniczych, itp. W sensie wiekowym nie zlikwidują. Jeżeli wszyscy będą udawać się na emeryturę w wieku 67 lat, problemu nie powinno być. Wiem jednak, że nikt się tego zadania nie podejmie, bo to nie są populistyczne reformy. Gdyby wszyscy traktowani byli zgodnie z Konstytucją, czyli jednakowo, to zmniejszenie liczby ludności podparte by było wymieraniem starszego pokolenia i relacja pracujący-emeryci wyglądałaby znacząco lepiej. Przyrost naturalny liczy się wszak stosunkiem urodzeń do zgonów. Ujemny przyrost oznacza, że zgonów jest więcej, prawda? A jak zgonów jest więcej, to wypłat emerytur jest mniej, to też prawda! A ciężarnych kobiet teraz na ulicach mnóstwo, jak w 1983 roku, kiedy chyba wyjątkowy urodzaj na dzieci był. I wydaje się, że stosunek obywateli w wieku produkcyjnym do obywateli w wieku nieprodukcyjnym poprawiłby się. Mniej obywateli, to także mniejsze problemy lokalowe, mniejsza degradacja środowiska  ( bo obszar Polski rozciągliwy nie jest przecież?), więcej miejsca dla płuc zielonych, więc zdrowsze pokolenie. A nas się straszy? Kraj już liczył sobie znacznie mniej, niż te 30 milionów, a jakoś nic złego się z tego powodu nie działo! Na emerytury szło się w wieku lat 55 (kobiety) i 60 (mężczyźni). A starych ludzi mieliśmy wtedy dużo zdrowszych, bo jeszcze nie karmionych chemicznie. Dzisiaj średnia życia wydłuża się, ale tylko statystycznie, bo jak się  przyjrzeć cmentarnym tablicom na nagrobkach, to w ostatnich 20 latach zgony następują najczęściej w wieku lat 50-65, a wcześniejsze groby wskazują na umieranie rodaków w sędziwych latach 85-90, a nawet więcej. Wyjątkiem była wojna, ale to już insza inszość.
Ja myślę, że ktoś znowu chce nas zrobić w bambuko...

wtorek, 23 lipca 2013

Porodowy kac

Czy w fakcie, że księżna Kate, czy jak jej tam jest, urodziła, to doprawdy nius na skalę światową ma być??? To już nic ważniejszego się nie wydarzyło? Wydaje mi się, że dzieci rodzą się wszędzie, w każdej sekundzie, ale nikt nie dostaje z tego powodu czkawki!
Ha! Trudno, trzeba przeczekać, aż mediom przejdzie ten porodowy kac. Jeszcze bardziej mnie dziwi widok tych wszystkich ludzi, którzy wystrojeni, niczym stróże na Boże Ciało, tkwili od tylu dni w ekstatycznym niemalże oczekiwaniu na przyjście na świat książęcego potomka. Ciekawe, czy czekając na własne dzieci, też się tak zachowywali?

A dzień, chłodny wielce,  ledwie się zaczął. Jakoś tak wychodzi, że im większe ocieplenie klimatu, tym chłodniejsze noce i poranki. Widocznie tak ma być i już!  Sweterek mam, więc spoko!




środa, 3 lipca 2013

Polowanie na muchy



Pająki, co prawda – nie wszystkie, ale większość z nich - ma kądziołki. I zastawia sieci. Na muchy. Muchy, stworzonka boże, chociaż oczy mają stereoskopowe, to jakoś tych sieci nie widzą i co rusz, to któraś wpadnie. I przepadnie, bez wieści. Bo pająk, jak już złowi, to zje. Do ostatniego, muszego okruszka. Głupie te muszki, oj, głupie! Tak dać się złapać w sieć…

Pająki też różnie na tych pułapkach wychodzą, zależnie od płci zresztą. Może się zdarzyć, że to pajęczyca zastawia sieć. Panie pająkowe są wielkie, w porównaniu zwłaszcza. I jak się taki samiec trafi, to chętnie wykorzystają okazję! Przy czym, lubią dwa w jednym – i seks i obiad, bo udany seks budzi głód. Znaczy w pajęczycach budzi.  Pająk, jak każdy samiec, napalony jest, a chuć silniejsza jest od strachu. Jedyne, o czym „myśli”, to jak dobrać się do samicy. Cóż… niektórym się udaje… Rzadko, bo rzadko, ale niektórym udaje się nawet przeżyć!  Co jest już ewenementem w pajęczym świecie.

Sieci bywają różne.  Bywa, że pająk poluje na muchy, a trafi się modliszka! I myśliwy zostaje obiadem…eh…

wtorek, 2 lipca 2013

Sens życia?



W całym tym życiu człowieczym

Naprawdę chodzi tylko o to,

By rozum na swoim miejscu mieć,

Albo choć  nie być jedynym idiotą!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Na topie

Gdyby to był marzec, a nie lipiec, to pewnie paradowalibyśmy wciąż w zimowych ubraniach. 7 Celsjuszów na termometrze, to raczej nie norma, w każdym razie - w lecie.

Dwa partyjne spotkania. Na Śląsku. gdyby nie te rzucające się w oczy symbole partii, za plecami mówców, to można się byłoby pomylić. Mnie najbardziej podobał się jednak komentarz pewnego politologa, który orzekł, że Ślązacy są tak rozczarowani rządami PO, że o ile ktoś im obieca, że będzie lepiej, to są skłonni zagłosować nawet na PiS, chociaż tak się z nimi Kaczyński brzydko obszedł w swoim czasie.
Obiecanki cacanki wciąż na topie...

czwartek, 27 czerwca 2013

No comment



Afera w Policji? Że niby pan z panią? Co w tym dziwnego, że jak jest pan i pani, to coś tam? To zdaje się dosyć powszechne coś tam!

No, wprawdzie moim, skromnym zdaniem:
z lekarzem – zdrowo
z księdzem – nie grzech,
ale:
z szefem, to czyste kurestwo!

Niemniej jednak, do tanga, jak to do tanga - trzeba dwojga, a o molestowaniu, czy wykorzystywaniu stosunku (hmm…) służbowego, chyba też akurat w tym przypadku mowy nie było! Ale afera jest!

Pani została zawieszona w obowiązkach za ten "skandal", otrzymuje tylko połowę należnego jej wynagrodzenia, a pan został nagrodzony generalską emeryturką. Sic!

No comment.

wtorek, 25 czerwca 2013

Spowiedź uwiedzionej



trudno o rozwagę,
odwagę
i takie tam…
co to ja ich nie mam
( a może jednak – mam?)
gdy jasno zostało
stwierdzone:
on ci jest agent Tomek!

przystojniak
z nagim torsem
rozwianym kusi włosem
niezdrowe budzi żądze
( nie tylko na pieniądze!)
pachnące
przynosi kwiecie…
teraz mnie rozumiecie?

ja myślę,
co prawda -
po szkodzie…
że miał mnie po to zwodzić
by partii mojej zaszkodzić
i uwiódł mnie -
matkę i żonę
nadzieje moje stracone…

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Dołek, czy jakoś tak...

Zgorzkniały babsztyl! To ja.
Przejrzałam dzisiaj swoje ostatnie zapiski blogowe, z tego roku i aż boję się zerknąć głębiej jeszcze. No, coś okropnego po prostu!!! Żółć się ze mnie co chwilę wylewa, nie da się ukryć.
Zastanawiam się teraz nad przyczynami takiego czarnowidztwa, malkontenctwa i defetyzmu w ogólności. Co się ze mną dzieje? Nie wiem, może zwyczajnie jestem zmęczona?

Muszę się zastanowić nad sobą, przemyśleć to i owo, spróbować naprawić rozchwianą duszę. Może balsam jakiś? Łódź ratunkowa? Pomocna ręka?

czwartek, 20 czerwca 2013

Nasze matki, nasi ojcowie




Polacy nie są antysemitami. To wyraźnie widać w komentarzach na WP.pl, pod artykułem na temat tego, krótkiego serialu. Prożydowskie…, etc, to doprawdy  łagodne określenia.  Mentalność Polaków nie przestanie mnie zadziwiać ( w negatywnym sensie!) chyba aż do śmierci. Kompletny brak samokrytycyzmu, zadufanie, przekonanie o narodowej wyższości i takie, demonstracyjne okazywanie niechęci innym, szczególnie innowiercom. Bo Polak, to katolik, oczywista sprawa! Innej opcji nie ma – nie jesteś katolikiem, to nie jesteś Polakiem. Wiem, wśród innych nacji taka postawa też jest powszechnie spotykana, to prawda. Żaden naród nie jest wolny od błędów, przywar, ani od swoistych lęków. Ważne jest, moim zdaniem, żeby umieć je dostrzec i się do nich przyznać. To już będzie połowa sukcesu. Jeżeli się coś chce naprawić, najpierw trzeba zidentyfikować usterkę. My – nie chcemy.

A film? A film potwierdza moje przekonanie, że nie ma na świecie nic bardziej destrukcyjnego, bardziej szkodliwego, niż fanatyzm. W każdej formie. W serialu próbowano pokazać, że po każdej stronie konfliktu są ludzie i bezmózgowe machiny. Ludzie widzą, nawet w przeciwniku, człowieka, a machiny działają automatycznie, po wciśnięciu guzika „start”. Nawet wtedy, gdy ten start oznacza ich, i ich bliskich unicestwienie.
Film jest porażająco prawdziwy. Mnie jest tak samo wstyd za moich rodaków, jak Niemcom, czy wielu Rosjanom za ich.   
Świat jest tyglem, w którym bezustannie gotują się losy wszystkich jego mieszkańców. Jaki smak będzie miała zupa? Ano taki, jak jej składniki.

wtorek, 18 czerwca 2013

Zanurzenie

- I jak tam nasza rzeka?
- Mokra.
- Trzeba nogę zanurzyć, to będzie wiadomo na pewno...
- Po co? Żeby mi odpadła?
- To może język?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pranie mózgów



Rząd pierze mózgi rodakom? Pierze.
W sprawie OFE. Wiele osób już ma te mózgi dawno wyprane. Wiara w ZUS jest na tyle głęboko zakorzeniona, że ludzie wciąż uważają, że ZUS był, jest i będzie zawsze i najbezpieczniejsze jest przeniesienie swoich składek z OFE do ZUS.  Rząd w zasadzie nie ma już nic do prania, w związku z tym. Ale i tak będzie prał. W co, jak w co, ale w bezpieczeństwo moich składek w ZUS, to ja akurat nie wierzę wcale! Moim zdaniem, w Funduszach składki są bezpieczniejsze i nie przepadają, w razie, gdybym zeszła przedwcześnie, nie zdążywszy ich wykorzystać na emeryturze. Wprawdzie zapisy są dosyć niejednoznaczne, ale i tak wygląda to znacznie lepiej, niż w przypadku konta ZUS. Sondaże jednak wskazują, że większość obywateli nie myśli samodzielnie.

Do dziury budżetowej ja ręki nie przyłożyłam, nie korzystam z żadnej formy pomocy publicznej, nawet nie leczę się w ramach NFZ. Nie pobieram żadnych premii gigantycznych, nie korzystam z ochrony, nie żyję na koszt podatników. Jestem patriotką - płacę podatki, składki, życiowe problemy, finansowe też, rozwiązuję sama, ciężką pracą. Mam niewiele, fakt, ale „all by myself” , zarówno to, co dobre, jak i to, co złe.

Rząd się brzytwy chwyta, ale to nic nie pomoże. Bo nie tędy droga. No, chyba, że się szuka drogi do niebytu politycznego, własnego na dodatek. Zresztą, dla mnie PO już stoczyła się na samo dno. I raczej się z niego nie podniesie…

czwartek, 13 czerwca 2013

Stara śpiewka (piosenka)



 Śpiewamy sobie dzisiaj na melodię "Anatewka", z musicalu "Skrzypek na dachu":

widzę w kieszeni

wielką dziurę

a listę potrzeb długą mam

pieniądz przedziwną ma naturę

znika sam



znowu w lodówce

wieje pustką

żołądek marsza głośno gra

z lękiem spoglądam rankiem w lustro

no, a tam:



siwa brewka

siwa brewka

już jestem jakby nie ten sam

nie w głowie teraz mi świństewka

do życia ledwie siłę mam



żona uciekła mi

z sąsiadem

co w parlamencie fuchę ma

gdybym ja taką miał posadę

byłbym pan



sąsiad wciąż w mediach

się lansuje

od Armani’ego krawat ma

gruszki na wierzbie obiecuje

byle trwać



stara śpiewka

stara śpiewka

nikt dziś już nie uwierzy wam

gdy całe lata trwa olewka

a słowom czyn zadaje kłam

stara śpiewka...
stara śpiewka...

W obronie



Polacy sami kręcą bat na własny tyłek. Chcą referendum w sprawie posyłania sześciolatków do szkół. Referendum to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Kosztowne dla wszystkich podatników. W kryzysie, to oczywiste działanie na szkodę, i to na własną szkodę.
W ogóle nie rozumiem postawy rodziców. Ja też rozpoczęłam naukę w wieku 6 lat, na dodatek w czasach, gdy szkoła była ośmioletnia i uczęszczali do niej nawet 18-latkowie, którym przebrnięcie przez każdy rok nauki zajmowało często 2 lata. Jakoś tak nie parli do wiedzy…
Tak, wiem, wiem – to były inne czasy, nie było tyle chuligaństwa i przemocy. Tak myślą niektórzy. To nieprawda! Było i chuligaństwo, i przemoc. Zawsze były, może mniej, ale jednak! Teraz szkoła podstawowa to tylko 6 lat nauki, w czym więc problem tkwi? Bo jakoś nie bardzo rozumiem?

Rodzice twierdzą, że:
- dzieci sześcioletnie są niedojrzałe, za małe, żeby rozpoczynać naukę
- szkoły są nieodpowiednio wyposażone dla takich maluchów
- uczęszczanie do szkoły z dziećmi starszymi o kilka lat jest niebezpieczne dla maluchów
- nie ma leżakowania, zabawy za mało, za dużo obowiązków, czyli koniec dzieciństwa

To tylko pół prawdy.
- dzieci im młodsze, tym łatwiej i chętniej przyswajają wiedzę. Z wiekiem zdolność uczenia się maleje, a nie rośnie!
- szkoły, zapewne, nie są dostosowane dla dzieci o rozbieżności wzrostu sięgającej kilkudziesięciu cm. Ale domy też nie są. Wyposażenie łazienek jest standardowe, w szkole i w domu też. W domu jednak nikt nie robi z tego problemu, prawda? 
- to niebezpieczeństwo było, jest i będzie w każdej szkole. I nie zależy wcale od wieku dzieci, tylko od ich usposobienia. W każdym wieku, w przedszkolnym też, niektóre dzieci są agresywne, złośliwe, awanturnicze, ogólnie dokuczliwe. Takie typy! Albo typki, jak kto woli. Szacowne grono pedagogiczne winno zadbać o bezpieczeństwo pozostałych, bardziej spolegliwych.
- leżakowanie wcale nie jest niezbędne w tym wieku, a dla dzieci nauka wczesnoszkolna jest lepszą zabawą, niż „stary niedźwiedź mocno śpi” i takie tam, gry i zabawy małolatów.

Mnie w każdym razie szkoła nie zaszkodziła, nie byłam gorsza, a nawet wręcz przeciwnie, od siedmiolatków. Nie przeszkadzało mi towarzystwo starszej młodzieży, nie zasypiałam na lekcjach, nie brakowało mi zabawek, nikt mnie nigdy nie skrzywdził, bo nie byłam zastraszona. Ale to, to już kwestia wychowania, nie otaczania nadmierną opieką i troskliwością rodzicielską, ograniczającą umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji i zdolności interpersonalne. Dziecko, które najpierw uczęszcza do przedszkola, a potem, niezależnie od wieku, rozpoczyna naukę, zwykle sobie znakomicie radzi. Najgorzej jest, gdy maluch jest rozpieszczony, wychuchany i chowany w izolacji, w otoczeniu, skoncentrowanych wyłącznie na nim, dorosłych. Takiemu dziecku jest o wiele trudniej. To prawda i tu się zgadzam. Zadbajcie więc, rodzice, o rozwój społeczny malucha, a potem problemu nie będzie.
Obserwowałam ostatnio 3-latka, który mieszka i uczęszcza do przedszkola w Holandii. Dziecko znakomicie porozumiewa się zarówno po polsku, po niderlandzku i angielsku. Nie boi się, jest samodzielne i nie straciło wcale uroku pacholęcia. Nie marudzi, nie urządza scen, jest bardzo komunikatywne. O głowę przerasta siedmiolatka wychowywanego w polskich warunkach edukacyjnych.

My tutaj nie mamy prawdziwych pedagogów, wciąż tkwimy pod tym względem w epoce kamienia łupanego. Skutek będzie taki, że nasze dzieci zawsze będą wypadać niekorzystnie na tle innych. Zostaniemy w ogonie świata, przynajmniej tego europejskiego… I wszystko to, dzięki trosce rodziców, których jedyną umiejętnością wydaje się być wyciąganie ręki po kolejne przywileje i datki na dziatki.

środa, 12 czerwca 2013

niusy



Niezwykle interesujące te dzisiejsze niusy na WP.pl!

Można sobie poczytać:
- o tym, że niejaka Herbuś ( któż zacz?) pokazała brzuszek ( a co to ja brzucha nie widziałam???) też mi atrakcja! Phi.
- o tym, że Młynarskiej jest wstyd. ( nie wiem, czemu jej wstyd, bo nie raczyłam przeczytać)
- o tym, że Lubaszenki jest coraz więcej. ( Ciekawe, czy wszędzie?)
- o tym, że zmiany w jakiejś telenoweli (nie czytałam, bo nie oglądam oper mydlanych, tak dla zasady)
- o tym, że jeden gość „usiadł i się podpalił” ( pewnie mu się skończyły fajki!)
- o kolejnej odsłonie procesu Katarzyny W. ( co miała odsłonić, już odsłoniła, dziecku życia te kolejne odsłony nie wrócą)
- o tym, że łosoś hodowlany niewskazany dla dam i dziecków ledwie poczętych ( ponoć zawiera szkodliwe związki... Ciekawe, czy to dotyczy związków nie tylko chemicznych, ale tez np. męsko-damskich?)
- coś tam, coś tam… ( nie doczytałam, co!)

I najważniejszy nius, że PiSowi urosło jeszcze bardziej.
No, cieszę się, cieszę… Jak cholera!

Na przekór



słoneczne refleksy
tańczą
w koronach drzew
smutkowi wbrew

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kto gra na Dudach?



Będzie spotkanie. Kaczyński z Dudą ma się spotkać, w sejmie, na pokojach. Znaczy, że Kaczyński będzie się uczył grać. Na Dudach. 

Po owocnym spotkaniu ma się odbyć wspólna konferencja obu panów. Wspólna tak, jak wspólny był marsz PiS i Solidarności w obronie Radia Maryja.

I wyszło mi z tej układanki, że Duda nie jest przewodniczącym Niezależnego Związku Zawodowego „Solidarność”, tylko ZZZPiSR, czyli Zależnego Związku Zawodowego Prawych i Sprawiedliwych Redemptorystów. 

Alleluja! I do przodu!

piątek, 7 czerwca 2013

Dzielenie skóry na niedźwiedziu

PO już się kłóci o swoich przyszłych, ewentualnych koalicjantów po wyborach, które mają być dopiero za 1,5 roku???
Spoko, Panie i Panowie rządzący! Nie ma się o co spierać, problemu raczej nie będzie - jak nic, będziecie w opozycji. Solo. Jak tak dalej pójdzie, to nawet na tę opozycję możecie się nie załapać. Trzeci raz społeczeństwo nie da się już nabrać. Czuję, że będzie nam "miłościwie" panować Sprawiedliwość. I Prawo. I to mnie martwi... Bardzo martwi.

środa, 5 czerwca 2013

Wojna o niedziele



No, proszę, proszę… Posłowie ze wszystkich stron, od lewej, do prawej podpisują się, obiema rękami, pod projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę? Cóż za zadziwiająca zgodność poglądów! Nie wiem, jak to rozumieć! Czy chodzi o nawrócenie właścicieli dużych sieci handlowych na drogę wiary i cnoty? Przy czym, przede wszystkim, na drogę wiary. Znaczy, że mają w te niedziele leżeć krzyżem w kościele?  Odszczepieńcy jedni! Jak się nie podoba, to won z naszego, rozmodlonego kraju! Właściciele małych sklepików nie muszą. Leżeć plackiem nie muszą. Zostaną z tego obowiązku zwolnieni ustawowo. Im będzie wolno omijać obowiązki parafian. W imię obrony rodzimego handlu. Ciekawi mnie, czy ze spowiedzi też będą zwolnieni ustawowo? Wszak handel w niedzielę, łamie w oczywisty sposób przykazanie kościelne „pamiętaj, abyś dzień święty święcił!”.  

Jako zagorzała ateistka, mam raczej ambiwalentny stosunek do tego „abyś … święcił”. A nawet więcej – nie zamierzam święcić ani tego, ani innych dni. Święcę to, co mam ochotę, a nie to, co mi się nakazuje!

Ale, skoro ten nasz kraj ma być taki wierzący, taki ortodoksyjny, to niech ustawa zabroni pracy w niedzielę wszystkim, bez wyjątku. Zamknąć wodociągi, elektrownie, szpitale, pogotowia, policję, komunikację, nawet sieci komórkowe niech działać przestaną. A naród do kościołów spędzić przymusowo, jak w socjalizmie na pochody pierwszomajowe, albo na wybory! Jak wszyscy, to wszyscy. I babcia też!

Moim skromnym zdaniem, taniej jednak wyjdzie, za to z korzyścią dla budżetu państwa, zesłać pomysłodawców tych chorych projektów na Antarktydę. Niech tam pingwinom wprowadzają tę swoją pseudodemokrację.
Na wszelki wypadek jednak, dla bezpieczeństwa tychże pingwinów, wysłałabym ich w tę podróż wpław. Niech rekiny i orki też się nimi nacieszą.