wtorek, 27 listopada 2012

Zezowaty kraj



Polska to zezowaty kraj, widzi tylko czubek własnego nosa.



Poseł Macierewicz stwierdził, że „chcą go wyeliminować z polityki”. I dlatego głosowano za uchyleniem jego immunitetu. I jeszcze, że jest to swoisty szantaż: albo przestanie się zajmować Smoleńskiem, albo go zniszczą.
Oczywiście, w domyśle posła Macierewicza, chodzi o prawdziwe przyczyny katastrofy, nie o jakieś tam nieszczęśliwe  zbiegi okoliczności.

A prawdziwą przyczyną, jedyną prawdziwą przyczyną może być tylko zamach. To oczywiste. Innego wyjaśnienia się do wiadomości nie przyjmie. I kropka.
Jeżeli nawet uda się zorganizować komisję międzynarodową do wyjaśnienia przyczyn tejże katastrofy, to ona, najlepiej bez zbędnej zwłoki i śledztwa ( śledztwo już przeprowadziło PiS, wespół z „najtęższymi mózgami nauki”), winna z miejsca orzec, że: TO BYŁ ZAMACH. Żadne inne wytłumaczenie nie wchodzi w grę!  A poseł Macierewicz, wraz z całym swoim zapleczem, będzie wtedy mógł bez końca umartwiać się i nękać martyrologicznie całe społeczeństwo.
Cudowna perspektywa…
Już teraz nie da się tutaj żyć, a co byłoby wtedy? Strach się bać!
Pamiętam, że pierwszą reakcją na katastrofę było: Zamordowali nam prezydenta”. Jakby w tym samolocie oprócz niego nie było 95 innych ludzi. I to od lewej do prawej strony sceny politycznej, że o duchownych i załodze samolotu nie wspomnę.
Pani prof. Staniszkis jest zdania, że tylko wyjaśnienie przyczyn katastrofy Smoleńskiej może zlikwidować podział społeczeństwa. Nie wydaje mi się…
Myślę, że nasze społeczeństwo jest jak twarz wpędzonej w lata celebrytki: wstrzyknij w jedną zmarszczkę botox, a pozostałe staną się jeszcze wyraźniejsze, głębsze. Nie da się cofnąć czasu podobnie, jak nie da się zmienić mentalności ludzkiej. Nawet jad kiełbasiany tutaj nie pomoże. Starość charakteryzuje się trudnością w przyswajaniu nowości, a jednocześnie rozpamiętywaniem dalekiej przeszłości, przy nieustannej krytyce wszystkiego, co niezrozumiałe. Polska jest dzisiaj krajem starych ludzi, stąd zapewne te dewocyjne ciągoty i teorie spiskowe.
Jedyna nadzieja w wychowaniu nowego pokolenia, młodych, światłych, śmiało patrzących w przyszłość ludzi. Dosyć oglądania się za siebie. Naprawdę dosyć!
Na razie jednak widoki marne, bo gdy w domu ( czyt. w Polsce) nieustanne awantury, na wychowanie dzieci (czyt. nowe pokolenie) nikt nie ma czasu.

środa, 14 listopada 2012

Tęskno mi.



Do kraju tego, w którym demokracja
Mędrcom oddaje rządy we władanie,
W którym najświętsza zawsze stanu racja.
Tęskno mi. Panie.

Do kraju,  w którym rodak rodakowi
Z byle przyczyny wilkiem się nie stanie,
Polityk nie kłania się chuliganowi.
Tęskno mi. Panie.

Do kraju, w którym wszyscy politycy
O jego przyszłość mieć będą staranie,
Rozsądek znajdzie miejsce na Prawicy.
Tęskno mi. Panie…

.............................................................................
Tak tylko, parafrazując co nieco Norwida.

wtorek, 13 listopada 2012

Chorowanie mi nie służy



Już tylko kilkanaście dni. I minie rok od śmierci ojca. A mamy nie ma już 9 lat, z okładem.  Nim się obejrzymy, zaraz będzie rocznica śmierci  Jarka. Czas pędzi nieubłaganie…
Nie lubię jeździć siódemką. Mijam skręt do pierwszego domu opieki, w którym umieściliśmy ojca, potem drugi, do kolejnego przybytku, a na koniec szpital, w którym zmarł. To teraz droga przez mękę pamięci.  Miejscowy szpital też wolę omijać szerokim łukiem – w nim tak okrutnie umierała mama… Nie wiem, jakie miejsca rozdrapują rany T. Jarek umarł przecież w Anglii. Myślę jednak, że T. też ma takie chwile, jakieś skojarzenia, migawki z przeszłości, które bolą, okrutnie bolą. Najgorsza jest tęsknota, niemożliwe do zaspokojenia pragnienie powrotu do przeszłości, minionej bezpowrotnie. Nieodwracalnie. Nie rozmawiamy o tym. Unikamy demonstracji uczuć. Nie wiem, może to źle?
Nie umiem pocieszyć teściowej, zresztą wiem, że celebrowanie rytuałów religijnych jej pomaga. Płacze, ale to jej przynosi ulgę, przynajmniej chwilowo. Teść nie płacze, nie odczynia. Jemu jest chyba trudniej. Żal mi ich obojga, to straszne – przeżyć własne dziecko. Łatwiej jednak godzimy się z nieuchronnym odejściem rodziców, bo to naturalna kolej rzeczy. Ale dziecko?
Tyle codziennych czynności przypomina tych, którzy już tylko w mojej pamięci żyją. Jeszcze tylko jedno pokolenie i ta pamięć przepadnie, wtedy umrą naprawdę.
-----------------------------------
I coraz bliżej do świąt, kiedyś – najbardziej oczekiwanych, a dzisiaj – jakoś innych, niepełnych jakby?


poniedziałek, 5 listopada 2012

Stan zdumienia

Poszalałam ciut. Wpadłam w otchłań czytania. Ten rok straciłam (doprawdy - straciłam?), raczej - wypełniłam czytaniem po brzegi. To oczy prawie straciłam, ale nie żałuję.
Ann Patchett "Stan zdumienia", właśnie skończyłam lekturę. Chyba niewiele tytułów jest aż tak adekwatnych do stanu w jakim znajduje się czytelnik podczas, a zwłaszcza po lekturze. Stan mojego zdumienia jest, można rzec - bezdenny. Rzadko czytuję książki autorek, wyjątkiem jest chyba Margaret Atwood, nie spodziewałam się takiego dzieła spod pióra kobiety. Chylę czoła! Nie mam bladego pojęcia, czy autorka oparła się na faktach, czy wszystko wymyśliła, nie ma to żadnego znaczenia. Wiem jedno, ta książka dołączy do panteonu dzieł, do których wracam wielokrotnie. Jest niesamowita, wytrąca z równowagi ducha, przenika do szpiku kości, porusza każdy nerw, o wyobraźni nie wspominając. Zmusza do zastanowienia się nad granicami . Nad granicami możliwości, prawa do zachowania odrębności, ingerencji naukowej, granicami moralnymi i granicami człowieczeństwa. Uderza zakończeniem, jak grom z jasnego nieba. Książka pozostaje otwarta i pozostawia nas przed zwierciadłem własnej duszy. Co w nim zobaczymy - to zależy tylko od nas. Widok może być przerażający, nie do zniesienia. kto myśli, że zna siebie na wylot, powinien tę powieść przeczytać, bezwzględnie!
Ja też mam o czym myśleć, zajmie mi trochę czasu, zanim sięgnę po kolejną książkę. Chcę najpierw zajrzeć wgłąb siebie samej, wyobrazić sobie, co by było, gdyby...
Ann Patchett dołączyła niniejszym do nielicznego grona dam pióra, w każdym razie na mojej liście.

piątek, 2 listopada 2012

Książę mgły

"Książę mgły", kolejna opowieść Zafona. Na jeden, jesienny wieczór w sam raz. Wpasowała się w nastrój Dziadów. Czarująca, jak to u Zafona, opowieść o nieuchronności przeznaczenia. Baśń dla młodych czytelników, ale nie tylko. Każdy, kto po nią sięgnie, znajdzie coś dla siebie.
Dzisiaj Zaduszki, czyli dzień, w którym nasi dziadowie, przodkowie przybywają, by wyszeptać nam do ucha niezrozumiałe opowieści o tamtej stronie światła. Grzeją się przy płomieniach nagrobnych, tańczą w smugach dymu i cieszą naszą obecnością. Wieczorem idę posłuchać, co mają mi do powiedzenia...