piątek, 28 września 2012

Demony

Walka z demonami jest często bezskuteczna. Bywa, że odradzają się w swoich, nowych wcieleniach, by dręczyć nas z jeszcze większą mocą. Niby demon to właściwie nic materialnego, takie właściwie "zero". Ale - cytując S.J.Leca: "Suma zer bywa naprawdę groźna!".

czwartek, 27 września 2012

Dno



Dawno nie było słychać naszego Śpiewaka. Kilka dni temu pojawił się znienacka, ze swoją nieśmiertelną reklamóweczką ,  której zapewne zapasik niewielki się skrywa. Dziarskim krokiem maszerował drogą, mijając kolejne firmy, nie rozglądając się na boki, wracał z letniego leża, czyli znad jeziorka. Dokąd wędrował, nie wiem. Śpiewał: „mały, biały domek po nocach mi się śni(…)”, wtrącając co drugie słowo swoje ulubione, raczej niecenzuralne przerywniki. Szczęśliwy człowiek, jak zawsze, od lat. Nie straszny mu kryzys, nie frustruje go polityka, nie martwi się o jutro - wszystko ma w głębokim poważaniu. Jego jutro jest dziś, a większy kryzys go nie dotknie. Gdy się już jest na dnie, nie można spaść niżej, prawda?
I może dopiero na tym dnie człowiek jest szczęśliwy naprawdę?

środa, 26 września 2012

Zombi




Gospodarka się wali, kryzys pcha się z buciorami przez kuchenne drzwi, a u nas wciąż odkopuje się trupy. Trudno to już nawet komentować, bo brak słów. Swoją drogą, to chyba najbardziej wkurzające jest to, że od ponad dwu lat, wydajemy publiczne pieniądze na realizowanie chorych zamysłów niektórych obywateli. Mało, że dostali gigantyczne odszkodowania dla całych rodzin, mało, że pogrzeby na koszt Narodu, to wciąż pretensje, pretensje, pretensje i teorie spiskowe. Jakoś nie znajduję uzasadnienia dla tych ekshumacji, dla badania DNA, dla zakłócania spokoju zmarłym. Bo, ponoć,  najważniejsze jest stwierdzenie, czy aby kawałek wrogiego ciała nie spoczywa w grobie. Dlaczego wrogiego? A, bo w grobie np. ś.p. pani Walentynowicz być może spoczywa fragment już nie ś.p. posła Szmajdzińskiego, albo równie nie świętej posłanki Szymanek-Deresz. A to już jest jawna profanacja! Przecież - to chyba zrozumiałe – nie można modlić się za duszę p. Walentynowicz nad zwłokami przedstawiciela antagonistycznej partii!  Wygląda na to, że do zmartwychwstania niezbędne jest posiadanie kompletnego szkieletu danego wiernego, wraz z przyległościami, bo Pan Bóg może poskładać niewłaściwe fragmenty  do kupy i (o zgrozo!) zmartwychwstanie coś w rodzaju satyra: pół facet, a pół baba, albo jeszcze gorzej – zmartwychwstaniec będzie trzymał w jednej dłoni krzyż, a w drugiej sierp i młot! Brr… aż strach się bać. No, koniecznie trzeba odnaleźć wszystkie właściwe fragmenty szczątków, koniecznie!
Myślę teraz sobie, co będzie z moim krewnym, którego sporą część pożarł niedźwiedź? Krewny był bardzo wierzący, a zdaje się bezpowrotnie stracił szansę na zmartwychwstanie. A my nie możemy przecież pomodlić się nad grobem krewnego, który nie spoczywa w trumnie w całości!

wtorek, 25 września 2012

Epoka lodowcowa



Uderz w stół, a nożyce z pewnością się odezwą.

I odezwały się. Grzegorz Miecugow śmiał zauważyć, że media są takie, jakich oczekują odbiorcy. I nożyce nie dosyć, że się natychmiast odezwały, to jeszcze chętnie by odcięły G.M. od mediów i wyrzuciły poza jakiś nawias. Śmieszą mnie takie zarzuty: A kto odstawiał Wielkiego Brata w „Big Brotherze”? A, że „Szkło kontaktowe” to też szmira.
No, niby był Wielkim Bratem, ale czy ktoś pyta ekspedientkę w Sex Shopie, czy ona lubi takie akcesoria? Przecież ona tylko je sprzedaje! Może, gdyby od niej zależał asortyment, w sex shopie byłyby różańce i modlitewniki, kto wie?

Ja też tęsknię za dobrym kinem, na którego emisję mogę liczyć już dzisiaj jedynie w kanale „Ale kino”. Ckni mi się za „Sondą”, nawet za Słodowym Adamem, za „Zwierzyńcem” i wielu innymi programami, na które się czekało i dla których obejrzenia odkładało się nawet pilne obowiązki. Nadkąsza mnie od czasu do czasu nostalgia za „Trójką” radiową sprzed epoki lodowcowej, czyli sprzed Niedźwiedzia, choć nie tego, polarnego…

Niemniej jednak, kiedy słyszę, o czym rozprawiają odbiorcy programów TV i radiowych, rozumiem, że jakość zmienia się w ilość, bo takie jest zapotrzebowanie. Rozumiem, że w księgarniach królują lektury dla matek karmiących i wiekopomne dzieła celebrytów rozmaitych. Oczywiście pisane cudzym piórem! Ale firmowane nazwiskiem, albo raczej NAZWISKIEM… Dla garstki koneserów dobrego kina, ani dla marginesu społecznego amatorów interesujących audycji na wysokim poziomie, z prowadzącym, który nie każe nam „ubierać swetra”,  ale „zakładać na siebie sweter” i potrafi mówić, nie rzucając w ogóle mięsem, nikt nie będzie dzisiaj utrzymywał mediów. Który reklamodawca zapłacić zechciałby za przekaz, trafiający do nielicznych? – Żaden. I trzeba się z tym faktem pogodzić. Szkoła, z mocy prawa, już nie wychowuje, skąd więc mają się brać odbiorcy z tzw. smakiem? Zresztą, gdyby nawet szkoła wychowywała, to wystarczy posłuchać wypowiedzi nauczycieli w mediach – skóra cierpnie, a uszy więdną. Rodzice gonią w piętkę, walcząc o grosz na utrzymanie i zaspokojenie wygórowanych potrzeb swoich pociech. Sami też nie czytają, nie szukają ciekawych programów, bo najczęściej zasypiają już w drodze do poduszki. Niektórzy nawet bywają w teatrze, na wernisażach, w operze. Prawda jednak jest taka, że to tylko tzw. lans, nie mający nic wspólnego z potrzebą ducha. A jak wylansować się przed telewizorem, no jak? I po co, skoro i tak nikt nie widzi!?

Dzisiaj nawet seks jest byle jaki, czyli na miarę czasów…

Przed TV można być sobą, pogryzać chipsy, popijać piwko i nie wysilić ani jednej szarej komórki śledząc skomplikowane dzieje wymoczkowatych bohaterów w jednym z tysiąca polskich seriali, albo „podziwiając” wygibasy i trele w kolejnym konkursie.

Cóż, Panie Grzegorzu, pauperyzacja mediów była nieunikniona, jak ta epoka lodowcowa i trzeba się z tym pogodzić. A wsio tak i żal… 

poniedziałek, 17 września 2012

Winda do nieba

Jedziesz windą do nieba.
I tam, i z powrotem.
Do piekła windy nie ma,
idziesz na piechotę.

Nie wiem, przez kogo
tak postanowione:
Nie dosyć, że pieszo,
to tylko w jedną stronę?!

Jeżeli jednak bardzo
pilno ci do nieba,
pamiętaj, że do windy 
przez piekło przejść trzeba.

Czy widzisz, że wybór
to wielka jest ściema:
Wracasz windą do piekła,
skąd powrotu nie ma!?

piątek, 14 września 2012

Rzecz o...



 ... wyższości czytania nad przeżywaniem.

Czytanie jest zdecydowanie lepsze. Jeżeli akcja cię nudzi, zawsze możesz przerwać lekturę na jakiś czas. Jeżeli czujesz, że za chwilę stanie się coś złego, a ty akurat nie lubisz scen przemocy, możesz ominąć fragment tekstu. Jeżeli w ogóle nie podoba ci się treść danej lektury, możesz zawsze wybrać inną. Jeżeli nie lubisz czytać, możesz nie czytać wcale.

A teraz spróbuj to samo zrobić w życiu…

piątek, 7 września 2012

Sierota



Ludzie są podli, często. Przedwczoraj podrzucili nam malutkiego kotka. ktoś go wypuścił z samochodu, zostawił na pastwę losu. Kotek ma jakieś 2 miesiące, cały czarny, tylne łapki w białych skarpetkach, a pod bródką mała, też biała muszka.  Płacz, lament koci, rozlegał się we wszystkich okolicznych firmach. Kociątko zbyt wcześnie odebrane matce, rozpaczliwie szukało kogoś, kto by go przytulił, otoczył opieką. Serce się krajało. O pracy trudno było myśleć, bo maluch nie odstępował na krok: ja do łazienki, on za mną; ja na górę, po mleko dla niego – on też się wspina po schodach, wrzeszcząc przy tym wniebogłosy. Dałam mleczka, przygotowałam pudło po papierze ksero, wymościłam wełnianą kamizelką, pakuję kotka do pudła, ale gdzie tam! Ani myśli w nim siedzieć, wyłazi i dalejże wdrapywać się po spodniach na kolana. Patrzy przy tym tymi swoimi żółtymi ślepkami i rozdziawia mordkę, skarżąc się głośno. I za chwilę już śpi, drżąc przy tym nieustannie. Nie da się pracować na klawiaturze z kotem, nawet takim maleńkim, jak moja dłoń, na kolanach. Zanoszę z powrotem do pudła. Nie zdążyłam usiąść, a on już wisi mi na nodze! po iluś tam próbach bezskutecznych, dałam za wygraną. Wdrapał się aż na plecy, umościł pomiędzy nimi i oparciem fotela, mruczy, grzeje, jak piec, a po minucie śpi. No, dobrze, to już śpij, malutki… Tylko co dalej? Zamknąć go na całe popołudnie i noc w budynku – nie da rady! Weekendy też będą samotne. Trzeba znaleźć kotkowi dom, tylko gdzie? Kogokolwiek zapytać – nie lubi kotów. Psy – owszem, chętnie, ale kot? Nie… A jednak się udało! Z pomocą sympatycznego sąsiada, który sfotografował kocię z profilu i en face, rozesłał do wszystkich znajomych urocze, kocie portrety i znalazł się miłośnik kocich psot. Nawet wizytę u „pet doktora”  zamówił od razu. Sąsiad się urwał z pracy, zapakowaliśmy kociaka w to pudło, w pokrywce zrobiliśmy stosowne dziury, obwiązaliśmy lekko sznurkiem i pojechał. Trochę się o niego bałam, bo krzyku narobił takiego, że aż darło za uszami. Ale w tym wieku, mała powsinoga, jeszcze nie zrażona do ludzi, pokocha każdego. I pokochał natychmiast swoich opiekunów. Oni też go będą kochać, mam nadzieję. Przynajmniej tak zapewnia nasz sąsiad. Powiedział, że kocio natychmiast zawładnął sercem wszystkich domowników. Niech mu tam będzie dobrze…

poniedziałek, 3 września 2012

Myślenie czasami boli



Lubiem naszego Prezesa… Naprawdem lubiem i ceniem. Myśli, co prawda, wolno, ale jak już wymyśli, to od razu – Pomysłowy Dobromir! Ostatnio też długo się zastanawiał. Całe wakacje, a nawet dłużej, bo zasiadł wygodnie i przemyśliwać rozpoczoł gdzieś tak około EURO 2012. I myślał, myślał, myślał, aż wymyślił: załoga nasza najznamienitsza MUSI dużo zarabiać, i mus nowe miejsca pracy wykombinować. Ci, którzy po nocach w pocie … czoła (?) produkujom przyszłom załoge, powinni dostawać specjalne premie i mieć jeszcze prawo do produkcji na cudzy koszt. A bachorom, jak tylko ciut zacznom  odstawać od poziomu gruntu, a w każdym razie na tyle, żeby tornister nie ocierawszy się o ów grunt, to trzeba wszystko wywrócić do góry giczołami, bo bachory lubiom, jak im się wywraca, oj, lubiom! I trzeba zrobić jeszcze tak, żeby firma rosła w siłem, a wszystkie dookoła jom szanować chcieli, bo taka mądra i ważna jest. Niech patrzom z podziwem i zazdroszczą, a co!?

I, tak obejmując całokształt myśli naszego Prezesa, to my, cała załoga, jak jeden mąż i jedna małżonka, zgadzamy się w  tak zwanej całej rozciągłości. Znaczy – z Prezesem naszym się zgadzamy. Tylko główna księgowa coś pyszczy.  Mówi, że w kasie firmy pusto, a w budżecie dziura przeogromna. I ta dziura rośnie. Ma już rozwarcie wielocyfrowe i lada moment spodziewamy się rozwiązania.  Jak tak dalej pójdzie, a jeszcze Prezes wprowadzi w czyn swoje pomyślunki, to się może okazać, że to czarna dziura jest… I nasza Główna jeszcze zapodała Prezesowi temat do przemyślunków kolejnych – skąd wziąć na te pomysły chore pieniądze, bo ona jakoś ich nie widzi…

Znając naszego Prezesa, podejrzewam, że  czekają go dłuuuugie noce wysiłku dla ostatniej, szarej komórki. Cóż, może mu kot coś  mądrego podpowie?