czwartek, 30 sierpnia 2012

Oda do matki dzieciom


O, Matko! Matko dzieciom
i matko, tak - w ogóle…
Ty, która pieścisz, głaszczesz
i dbasz. W każdym szczególe…

Ty, która próbujesz chronić
przed totalnym upadkiem…
wiedząc, że przecież najczęściej
pada się tylko przypadkiem…

Ty, która cierpliwie znosisz
dąsy, fochy i złości…
nie doznając przy tym uszczerbku
w bezmiarze matczynej miłości…

Ty, Matko dzieciom i… mężom
będziesz tak matkować stale…
i nigdy – to więcej niż pewne -
nie znajdziesz się na piedestale…

wtorek, 28 sierpnia 2012

Biesy


Pomału pora żegnać się z latem. Jaskółki, jesienne nutki, przysiadają już na drutach, przywołują od razu skojarzenie z „Like a bird on the wire” Leonarda Cohena. Rankiem mgła ściele się nad Wisłą, snuje tajemnicze opary, głaszcze mokre pióra sennych kaczek, zbitych w ciasną gromadkę na piaszczystej wyspie. Wisły już prawie nie ma, same mielizny, a na jednej sterczy, niczym trądzikowy wyprysk boja, jeszcze niedawno wyznaczająca granicę jakiej takiej głębi, którą można było płynąć. Dzisiaj już nie ma wodnego korytarza, na tyle głębokiego, by dało się choćby małą łódką płynąć Wisłą. Przynajmniej na naszym odcinku rzeki. Strach myśleć, co będzie, gdy przyjdą wiosenne roztopy. Woda, spływająca z roztopionych górskich śniegów nie będzie miała rynny, by spokojnie spłynąć do morza. A ludzie wciąż budują domy na terenach zalewowych… Brak im chyba wyobraźni i zdrowego rozsądku.
Tego lata przeczytałam mnóstwo książek, spieszyłam się, żeby zdążyć przed krótkimi dniami. A te nadchodzą nieuchronnie, czytać już będzie trudno – sztuczne światło nie służy oczom. Może to i lepiej, bo pokusa kupowania kolejnych książek jest bardzo silna. Chociaż, dzięki temu, że mamy w firmie mały klub czytelniczy, koszty tej namiętności do lektury znacznie się obniżają – pożyczamy sobie nawzajem co ciekawsze pozycje. Po lekturze Zafona („Cień wiatru” i „Gra Anioła”) postanowiłyśmy zakupić trzy kolejne powieści tego autora, każda z nas kupi jedną – wyjdzie taniej.

Na razie czytam „Biesy” Dostojewskiego. No, lektura nie płynie wartkim nurtem… Gubię się trochę w tych podwójnych imionach rosyjskich, w rodzaju: Dmitrij Władimirowicz, a potem zaraz:  Władimir Stiepanowicz. Połapać się, że Mitia jest synem Władimira jest chwilami trudno…

Mam jeszcze „Grę w klasy” Julio Cortazara , do której  już się przymierzałam, ale okazała się poważnym  wyzwaniem, takim  raczej na długie, zimowe wieczory. Tak już jest zawsze – arcydzieła nie wchłaniają się łatwo. Trochę jest z nimi tak, jak z posiłkiem: ziemniaczki ze zsiadłym mlekiem wcina się lekko, łatwo i bez problemu, ale spróbuj zjeść wymyślne danie w drogiej restauracji. I zrób to przy pomocy sztućców! Takiego na przykład ślimaka, albo homara w skorupce! Bywa, że skorupka, lotem koszącym, zmienia miejsce pobytu, niekoniecznie przy tym na dla niej przeznaczone…Oczywiście, najłatwiej jest zrezygnować z jedzenia i obejść się smakiem, popijając jedynie wodę, pod pretekstem, że się jest na diecie.

Podobnie, można zrezygnować z trudnej lektury, także pod pozorem np. braku czasu, zmęczenia totalnego, itp. Wówczas jednak ominą nas bezcenne „wartości poznawcze”, cytując tu, choć może nie całkiem a propos, mojego byłego szefa.

środa, 22 sierpnia 2012

wtorek, 21 sierpnia 2012

Ostał ci się ino sznur...


Matko, matko dzieciom! Uważasz, że masz to matkowanie za sobą? I znowu jesteś w błędzie! Twoje maleństwo nakłada na twarz tapetę, albo goli się co rano, to prawda, ale nie ma to żadnego związku z twoim byciem matką. Bo „cyberepoka” zafundowała ci nowinkę: dzieci dzisiaj nie opuszczają rodzinnych gniazd. Otwierają głodne dzioby dłuuugo, a nawet jeszcze dłużej. Są niewiarygodnie wręcz leniwe i za żadne skarby nie myślą rezygnować z darmowego wiktu i opierunku, że o noclegach nie wspomnę! Samodzielność przestaje być modna i upragniona. Czasem nawet się wynoszą, ale to wcale nie oznacza, że razem z tym wiktem i opierunkiem! Masz dosyć, to jasne i zrozumiałe. Myślałaś, że nareszcie znajdziesz czas dla siebie, że będzie jakieś tam pedicure, manicure, koafiura nowa, albo inna pocieszka. Ruszysz może podziwiać widoki egzotyczne z bliska, albo coś… Ha! Wizja przyjemna, tylko jakoś nadal w sferze pobożnych życzeń. Tobie się zdawało, że masz za sobą drogę przez mękę, przetrwałaś ( nie bez strat osobistych!) te pieluchy, nocne ryki, ząbkowania, wywiadówki szkolne, te fochy, egzaminy, tę nieustanną krytykę ciebie. Już nie oglądasz z niepokojem źrenic, nie wysłuchujesz skarg, nie drżysz po nocach. Ja ci powiem, dlaczego jesteś taka spokojna – po prostu PRZYWYKŁAŚ!  Po latach twój organizm nauczył się bronić przed stresem. I już nie reaguje. Teraz sypiasz spokojnie, nawet wtedy, gdy twoje dwumetrowe szczęście jedzie w podróż dookoła świata. Włączyły się twoje mechanizmy obronne i już nigdy nie pozwól ich wyłączyć, pamiętaj! Jeżeli nawet twoja „święta krowa” nie chce odciąć pępowiny, ty chociaż zawiąż ją pośrodku na supeł – niby wciąż będzie, ale jakby tak nie do końca. Rób, co możesz, by uniemożliwić swobodny przepływ krwi.
Zawsze lepiej ciągnąć wszędzie za sobą sznur, niż mieć go uwiązanego na szyi…

niedziela, 19 sierpnia 2012

Matka młodocianemu kierowcy

No, to twoja nastoletnia pociecha będzie się szkolić na kierowcę. I to, o ile jest płci dokończonej produkcyjnie, znaczy - męskiej, od razu na kierowcę formuły 1! To się rozumie samo przez się, oczywiście! Pociecha widzi się oczami wyobraźni w bolidzie, upstrzonym reklamami, śmigającym z ponaddźwiękową. Po polskich drogach, sic! I nikt, ani nic nie jest w stanie przekonać jej ( raczej - jego), że highway star u nas się nie uchowa... Jeżeli myślisz, matko dzieciom, że jakoś to będzie, to się znowu mylisz. Będzie, będzie! Się działo będzie! O ile nie osiwiałaś dotychczas, to po zdobyciu upragnionego, wyśnionego przez pociechę dokumentu  ze zdjęciem, stanie się to niezwłocznie. Przygotuj się na wydatki, bo pierwsze podejście rzadko jest skuteczne. A pociecha nie zrezygnuje, to pewne! Będzie zdawać do skutku. Chociaż, doświadczenie uczy, że gdy zda za pierwszym razem, jest najgorzej. Dlaczego najgorzej? Ano dlatego, że w takim przypadku utwierdzi się w przekonaniu, że zdolne jest niesłychanie i na drodze nikt mu nie podskoczy. A już na pewno - nie będzie miał prawa być szybszy, co rozumie się przez - bystrzejszy. Skutkiem zdobycia dokumentu będą więc liczne, trzycyfrowe wydatki na nieopłacone mandaty ( bo z czegóż dziecię biedne ma je płacić???). Płacić będziesz ty, skrzętnie ukrywając te fakty przed ojcem dzieciom. Bo, jak wiadomo, ojciec dzieciom wyrozumiałością i cierpliwością, tudzież skłonnością do przymykania oka na wybryki, raczej grzeszy sporadycznie. Co tylko potwierdza regułę. Będziesz więc płacić i bić się z własnym sumieniem. Dobrze, gdy tylko tyle... Może być jeszcze gorzej. Może wpaść na pomysł przejażdżki na podwójnym gazie, a Policja co rusz stoi i przyuważa! O licznych kolizjach, ubytkach w nadwoziu to już nawet nie warto wspominać. Ubezpieczyciele wiedzą, co robią, ustalając wyższe składki dla młodych kierowców. Składki te też będziesz płacić ty, to chyba jasne? Tak, czy owak, zanim okrzepnie, czeka cię "abonament" na powtórne egzaminy na prawko ( z przyczyny: przekroczenie limitu punktów karnych), nieprzespane noce i gigantyczna dziura w domowym budżecie. Mało? Przekonasz się sama! Mądrzy rodzice dzieciom, przygotowując się na kataklizm prawa jazdy, wyszukują tani pojazd używany, najczęściej taki, który - w przeciwieństwie do pociechy - dawno osiągnął dojrzałość. Taka furka nie wymaga chociaż auto casco. Lepiej zainwestować kilkaset złotówek, niż ich wielocyfrową sumę, prawda?   

czwartek, 16 sierpnia 2012

Matka trochę starszym dzieciom

No, to dotrwałaś, z trudem, ale jednak dotrwałaś! Trudno powiedzieć, czy dojrzałaś do bycia matką nastolatka... Nikt cię jednak o to, czy masz ochotę nią być nie pyta. Jesteś i już! Jako matka latorośli nastoletniej masz do wyboru kilka, możliwych do wprowadzenia w życie, wariantów zachowań rodzicielskich:
1. wrzeszczysz i chętnie wdajesz się w awantury z dziecięciem, licząc, że przekrzyczysz, albo jemu się znudzi i zacznie się "podstosunkowywać" do twoich oczekiwań.
2. udajesz, że oślepłaś nagle i ogłuchłaś, gdy dziecię wyraźnie próbuje wyprowadzić cię z równowagi i mierzy swoje siły na ( także swoje) zamiary.
3.  wyrozumiale i cierpliwie znosisz bunty i fochy, próbujesz rozmawiać i naprowadzać na "drogę wiary" metodami pokojowymi.
4. stosujesz metodę kija i marchewki: dziecię robi to, co trzeba - marchewka; robi wręcz przeciwnie - kij (dzisiaj kij został odrzucony odgórnie, jako niehumanitarny, stosujesz w zamian: zakaz używania komórki, kompa, tv, wyjścia z kumplami, itp.)

W zasadzie każda z tych metod wychowawczych ma swoje "zady i walety" i każda może skutkować zawałem (twoim!) i wylądowaniem na szpitalnym OIOM-ie ( twoim, oczywiście!). Nie ma metody doskonałej, mogą cię spotkać także inne, niechciane wcale przyjemności:
- wagary
- ćpanie
- zalewanie się w trupa
- ogolenie łba na łyso i przystąpienie do jakiegoś ruchu o dumnych hasłach narodowościowych,
- pyskówki z gogami
- powrót do domu wczesnym rankiem, z wyłączoną ( w wersji oficjalnej: rozładowaną) przez całą noc komórką,
- całe mnóstwo innych, nie wymienionych przyjemności, w tym mało szkodliwe w rodzaju: usunięcie dzieł literackich z półek - w domach koleżanek i kolegów nie ma żadnych książek, koniec ze słuchaniem ulubionej muzyki - u w/w kolegów słucha się tylko disco polo, itd... Są też dotkliwsze, zwłaszcza dla portfela, możliwości - każdy zakupiony element wyposażenia garderobianego, a także każdego innego, musi mieć odpowiedni znak firmowy, a najlepiej, gdy dynda się metka z odpowiednio długą ceną.

Z perspektywy czasu, po wypróbowaniu wszystkich, dostępnych metod, dochodzisz do prostego wniosku, że NIE MA ODPOWIEDNIEJ METODY DLA TWOJEGO DZIECKA.

I w tym czasie zaczynasz już nie - podejrzewać, ale popadać w głębokie przekonanie, że nie nadajesz się na matkę dzieciom w ogóle i bezapelacyjnie.
A już czekają nowe wyzwania. Nadchodzi epoka amoroso. Ma jeden, pozytywny kontekst - dziecię zaczyna dbać o higienę i od teraz rachunki za ciepłą wodę, energię z tytułu: pranie dwa razy dziennie, etc... Kosmetyki ojca, albo matki znikają z opakowań, przenosząc się wonnie na cały dom, bo umiar nie obowiązuje, rzecz jasna!
Jeżeli uda ci się wyjść cało z okresu wzmożonej aktywności sercowej latorośli - masz powód do krótkiej satysfakcji.  krótkiej, bo właśnie zaczyna się... nauka jazdy, czyli bydlątko będzie zdawać na prawko. A ty możesz zacząć się naprawdę bać!







wtorek, 14 sierpnia 2012

Bez twarzy

Wczoraj media odgrzewały stare kotlety. Kotletem był niejaki "fryzjer". Jedna z gwiazd afery korupcyjnej w footballu. I Sąd ostatnio nakazał Policji doprowadzić Fryzjera z powodu, że nie ma on ochoty stawiać się na wezwanie. Policja nie doprowadziła, bo obywatel fryzjer zniknął bez śladu - to wersja z TVP1, Wiadomości. Wcześniej, w TVN Fakty, dziennikarze tej stacji pokazali, gdzie ów Fryzjer przebywa, przeprowadzili z nim rozmowę, wypytali mieszkańców i dowiedzieliśmy się, że miejsce pobytu wzywanego jest powszechnie znane, a on sam wcale się nie ukrywa. Tylko dla Sądu czasu i ochoty nie ma. Policja sądowy nakaz doprowadzenia obywatela ma w głębokim poważaniu, wcale go nie szuka, bo oczekuje tzw. "zlecenia". A fryzjer sobie barbecue urządza w ogrodzie... A tymczasem trwa nasza rodzima, polska przepychanka - kto, co i na jakiej podstawie ma obowiązek, a czego obowiązku nie ma i też na jakiej podstawie.
W międzyczasie Fryzjer stracił twarz. To był wyjątkowo krótki międzyczas, bo ledwie obejrzeliśmy sobie wzorcowe zdjęcie tegoż obywatela, a już w następnym medialnym ujęciu jego facjata okryta została mgiełką delikatną. Ja jednak mam dylemat: nie wiem, kto tak naprawdę stracił tę twarz: Fryzjer, czy może raczej inny ktoś. Albo może większa liczba ktosiów?

piątek, 10 sierpnia 2012

Rysunek w Paint


Matka dzieciom (preludium)


Matka dzieciom… Niech to szlag trafi! A co, gdy się już nie chce być tą matką??? Ptaki, zresztą inne zwierzaki też, wypędzają młode w odpowiednim czasie i niech się tam które próbuje pętać za blisko – O! To może nie ujść z życiem. Kobitka najpierw nosi ten bęben przed sobą, jak dobosz jakiś. Kręgosłup ledwie zipie, nogi puchną, oddychać się prawie nie da, a tu jeszcze w środku perkusja, czy co? Wierci się toto, kopie i ogólnie dokucza tak, że rozwiązanie wydaje się być darem niebios. Jak już się ta larwa różowa wydobędzie z brzucha, jak zacznie wrzeszczeć i jazgotać, a paskudzić przy tym co rusz, to o miłości macierzyńskiej zapomnij! Że co, że pospać by się chciało, albo i pogimnastykować dla tak zwanej przyjemności? A nic z tych rzeczy, ledwie oko zmrużysz, albo te ćwiczenia zaczniesz, już krzyk na całe osiedle.  Myślisz: No, za parę miesięcy, no, może za rok będzie lepiej, podrośnie, ząbki się wyrżną, kolki skończą, nocnik grający kołysanki wejdzie do codziennego repertuaru. Pomyślę wtedy o sobie, pójdę do fryzjera, kosmetyczki, kupię sobie jakąś pocieszkę, a może nawet skoczę na kawę z przyjaciółką. Zapomnij… Jak podrośnie, za nic nie da się zostawić u babci, cioci, czy sąsiadki.  Wyć będzie tak, jakby je ze skóry odzierali żywcem. A z oczu spuścić też nie da się nawet na chwilę. Ledwie się odwrócisz, a natychmiast zafunduje sobie: guza, oparzenie, skaleczenie, czy co tam jeszcze się da. Nawet do kibla nie pójdziesz solo, no, chyba, że uwiążesz w kojcu, byle solidnie! W takim przypadku jednak drzeć się będzie opętaniec jeden… I znowu marzysz: Nic to, pójdzie do przedszkola, nareszcie odetchnę, do pracy wrócę, 8 godzin spokoju lekarstwem będzie na wszystko. I znowu się mylisz: bachor w przedszkolu już pierwszego dnia gotów jest złapać: świnkę, ospę wietrzną, odrę, różyczkę, albo inną cholerę. W ostateczności, z braku laku – katar, anginę, zapalenie płuc, albo ucha, tego środkowego. Jak wyjdzie z nerw, to może wymiotować, sfajdać się w majtasy, gryźć, kopać, a już na pewno - doprowadzić opiekunkę do rozstroju nerwowego. Telefon do pracy i znów jesteś matką dzieciom. Tydzień, albo i dwa – gwarantowane. Bachor się nawet uspokoi trochę, udawać będzie bydlątko, że grzeczne takie, uśmiechnięte, niekłopotliwe – aż miło! Po tym antrakcie, znowu prowadzisz do przybytku zbiorowego, berbeciowego szaleństwa i cóż? I show zaczyna się od początku. Cierpliwość twoja zostaje wystawiona na ciężką próbę, gdy gnojek rzuca się w pierwszą lepszą kałużę, w drodze powrotnej do domu, bo uznał właśnie, że za katorgę przedszkolnego żywota należy mu się gratyfikacja w postaci nowej zabawki na dziś. Na dziś, bo jutro już będzie stara i legnie w kącie, albo na śmietniku, w zależności od stopnia dociekliwości bachora. Jeżeli idzie o metody szantażu, zwłaszcza psychicznego, to małe zarazy są mistrzami. Musi być chyba za to odpowiedzialny jakiś gen, albo coś…
No, to ty znowu w skrytości ducha planujesz, że za lat kilka podrośnie, pójdzie do szkół, zmądrzeje… Akurat!!! Figa! Wtedy dopiero się zaczyna prawdziwa wojna, a ty zaczynasz z nostalgią wspominać, jak to było, gdy polegiwało toto w łóżeczku, nie mogąc jeszcze ani siebie, ani niczego uszkodzić, a z perspektywy czasu kłopoty z niemowlakiem wydają się być żadne, ot, tycie po prostu.
Szkoła oznacza ni mniej, ni więcej tylko wywiadówki. Reszta się w zasadzie nie liczy. Wywiadówki szkolne to osobny rozdział, bogaty w nieoczekiwane atrakcje dodatkowe. Zanim nauczysz się, że wyniki twojej latorośli w nauce są wprost proporcjonalne do wartości prezentów dla grona czcigodnych gogów, a także do wpojonej dziecięciu umiejętności dostosowywania swoich poglądów do przekonań owych gogów – mija dużo cennego czasu. Pewnego dnia stwierdzasz, że na czole wykwitła ci pionowa zmarszczka, a na skroniach sypnęło siwizną. Wzdychasz, na razie tylko lekko, dyskretnie, z umiarem, myśląc: Czy, ostatecznie, każdy musi być geniuszem?
Słyszysz od innych matek, że ich potomstwo to takie mądre, grzeczne, ułożone? Nie wierz w to nigdy i  nie stresuj się! Jest dokładnie takie samo, jak twoje, a jeżeli nawet nie jest, to coś musi być z tym potomstwem nie tak. Normalne bachory zawsze są bachorami i kropka! Nie daj się zwariować, wmówić sobie, że jesteś nieudacznikiem rodzicielskim, bo to nieprawda jest! Udało ci się przecież dotrwać bez większych strat pobocznych do końca edukacji podstawowej twojego dziecięcia, a to już małe, ale prawdziwe zwycięstwo.
Dalej będzie już tylko gorzej…

czwartek, 9 sierpnia 2012

Kwadratowe kółko

Pan Monsz powiedział, że miałam rację mówiąc w maju, że termin rewolucji emerytalnej był strzałem w dziesiątkę. Ludzie nie komentują, nie bulwersują się już,  media też zamilkły. Wystarczyło Euro 2012, olimpiada w Londynie, kilka afer, a przede wszystkim kryzys światowy. Związki zawodowe miały protestować, manifestować, ale jakoś też ucichły. I udało się, po raz kolejny, przeforsować ustawę, która kłóci się z Konstytucją, bo zapomina o równości obywateli wobec prawa. I tak, wybrańcy dostali kółko okrągłe, a reszta niby też okrągłe, a jednak ciut jakby kwadratowe...

środa, 8 sierpnia 2012

Manifest kobiet

Pozwólcie nam
wykrzyczeć ból
żal do wszystkich
i do nikogo
pozwólcie się śmiać
gdy minie gniew
wybaczcie gdy
wstaniemy lewą nogą

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wynurzenie


Rozczarowanie



Ktoś kiedyś obiecał mi striptiz
i taniec, taki “na rurze”
miał spełnić dwa moje marzenia,
ja głowę nosiłam już w chmurze,

bujałam w niebieskich obłokach,
wyobraźni już snułam wątek,
myślałam, że pragnień spełnienia
to będzie dopiero początek,

z uśmiechem zdążałam już śladem
romansów najbardziej łzawych,
już  czułam się prawie w objęciach
najwyszukańszej zabawy...

Lecz cóż... nadzieje płonne...
teraz załamuję dłonie,
bo to wcale nie był początek!
To od początku był koniec!

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Instrukcja obsługi dla blondynki


 Dostałam w prezencie ramkę na zdjęcia. Dołączono do niej baterię i instrukcję. W języku angielskim. Trochę rozumiałam, ale jakoś ustawienie daty, godziny i wyłączenie budzika szło kiepsko, a raczej - wcale.  Przepisałam , wrzuciłam do Tłumacza Google i wyszło to, co widać niżej. Może ktoś ma instrukcję czytania tekstów przetłumaczonych przez Tłumacza Google?


function.
Show of the normal time mode.
Normal time mode shows time, hour, minute and second, month, date and week.
Conversion 12/24 Hr.
Stop watch function: time by section.
6-digital timer: show of model of minute, second, and 1/100 second, when the time reaches 30 minutes and automatically goes back to the show of mode of hour, minute and second.
Rotational photo frame function.

funkcja.
Pokaż w normalnym trybie czasu.
Normalny tryb czasu pokazuje czas, godzina, minuta i sekunda, miesiąc, dzień i tydzień.
Konwersja 12/24 Hr.
Przestań oglądać funkcji: czas według sekcji.
6-cyfrowy timer: pokaz modelu minuta, sekunda, a 1/100 sekundy, kiedy czas osiągnie 30 minut i automatycznie wraca do serialu o trybie godzina, minuta i sekunda.
Funkcja obrotowa ramka na zdjęcia.


Basic operations
Normal display: AM 1:00 00 SU
Under the normal condition, press “M” key into the stopwatching/timing function; Press “D” to check the month and date.

podstawowe operacje
Normal display: AM 01:00 00 SU
W normalnym stanie, naciśnij przycisk "M" klucz do stopwatching / funkcji czasu; przycisk "D", aby sprawdzić miesiąc i dzień.

Time and Calendar Setting
Under the normal state, continuously Press „M” key three Times into time and date set state, „second” will keep flashing; Press „S” key to set the second, minute, hour, month, and week In order; Press „D” key and the set number will be up and every time it will add one number.

Czas i ustawienia kalendarza
W normalnym stanie, ciągle Naciśnij "M" trzy razy w czasie i stanu ustalonym terminie, "drugi" będzie migać; prasowy "S", aby ustawić drugą, minuta, godzina, miesiąc i tydzień, aby; Naciśnij "D "klucz i numer zestawu będzie i za każdym razem będzie to dodać jeden numer.

Conversion 12/24 HR.
During setting „hor” and press “D” key to add “1” number up, it will be 24H format when the “second” state shows “H”; It will be 12H format AM (morning) when the “second” state shows “A”; It will be 12H format PM ( afternoon) when the “second” state shows “P”.

Konwersja 12/24 HR.
Podczas ustawiania "Hor" i naciśnij przycisk "D", aby dodać "1" liczby w górę, to będzie formacie 24-godzinnym, gdy "drugi" pokazuje stan "H"; będzie 12H formacie AM (rano), gdy "drugi" stan pokazuje "A"; będzie 12H PM Format (po południu), gdy "drugi" stan wskazuje "P".
Stop Watch/Timer Setting
Under the normal state, pressing “M” key into the Stop watch/Timer state, pressing “D” key to start/pause the timing. While in pause state, pressing “S” key to back to original state (Zero).

Przestań oglądać / ustawienie timera
Pod normalnego stanu, naciskając przycisk "M" klucz do zegarka Stop / stan timera, naciskając przycisk "D" Klucz do Start / Pauza rozrządu. Podczas gdy w stanie wstrzymania, naciśnięcie "S" do tyłu do stanu pierwotnego (zero).

Remark: At any state, pressing „M” key into the normal display conditio.

How to put the photos into the frame
Release the photo frame by slightly pressing downwards, pull out the photo frame buckle on the top of the photo frame, and insert 7 inch ordinary photo at max two pieces, and then cover the photo frame buckle and put the frame back.

Uwaga: W każdym państwie, naciskając przycisk "M" klucz do normalnego stanu wyświetlacza.

Jak umieścić zdjęcia w ramce
Zwolnić z ramki lekko naglące w dół, wyciągnąć klamrę Photo Frame w górnej części ramki do zdjęć, a następnie włóż 7 calowy zwykłe zdjęcie w max dwie części, a następnie pokryć ramka klamra i umieścić ramkę z powrotem.

piątek, 3 sierpnia 2012

My, Naród


Rocznicę Powstania Warszawskiego uczczono jak zwykle. Były parady, przemówienia, wiązanki kwiatów, znicze i … gwizdy, i … buczenie,  i … „Precz z komuną!”, i było… „Zdrajcy!”. Krótko mówiąc było godnie i patriotycznie. Jestem zachwycona! Mam tylko nadzieję, że po śmierci nie ma nic, że Powstańcy nie oglądają tego, niesmacznego spektaklu w wykonaniu tych, o których wolność walczyli i za których oddali życie. Myślę przy tym, że bucząc i gwiżdżąc nad grobami poległych, showmani robili to świadomie, rozkoszując się poczuciem, wywalczonej setkami tysięcy trupów, wolności słowa i czynu. Skądinąd wiem, że w minionej epoce socjalizmu dzisiejsi krzykacze należeliby do najbardziej spolegliwych… Oni tym więcej mają buty i odwagi, im mniej im za nie grozi. Zachowują się jak ten strażak, co to rzucił się odważnie gasić zapałkę, a uciekł, gdy zapalił się dom.

Szczęście?


Szczęście. Problemem jest już samo pojęcie, bo co to właściwie znaczy - być szczęśliwym? Każdy ma nadzieję na szczęście, ale tak się składa, że nadzieja jest naszą najwierniejszą towarzyszką, za to szczęście nie lubi trwałych związków. I szczęście wydaje się być odwrotnie proporcjonalne do naszych wysiłków, by je mieć.

Czy ja jestem szczęśliwa? Tak, jestem. Stanowczo – jestem. Chociaż patrząc z boku, obiektywnie oceniając status quo, trudno dopatrzeć się powodów ku temu. Nie mieszczę się w kanonie: nie posiadam własnego domu, auto – na raty, czasu wolnego mało, dziecko nie robi kariery, mąż – też  nie jest maszynką do robienia pieniędzy, a wiek – no, hmmm… powiedzmy, że złoty. Kłopoty piętrzą się, rozmnażają niczym drożdże piekarskie.

Dlaczego więc jestem szczęśliwa, skoro nie spełniają mi się powszechnie dostępne marzenia?
Pewnie właśnie dlatego, że nie powinnam być, a ja na przekór wszystkiemu – jestem, bo tak chcę.

Bo każdego ranka cieszy mnie zaspane jak ja, wschodzące słońce, zachwyca widok siwuch, smukłych jak greckie amfory, nieruchomo tkwiących w krwistoczerwonej wodzie rzecznej.  Bo lubię dreszczyk grozy, gdy niebo rozrywa potężna nawałnica, a ulewa nie zostawia na mnie suchej nitki. I lubię ten smutek jesieni, gdy życie schodzi do podziemi. I ten maleńki, zimowy płatek, który przysiadł mi na nosie. I, gdy ze zamarzniętej ziemi wychylają główki przebiśniegi. I modlitwę skowronka, który tuż pod nosem Boga  wyśpiewuje radość życia. I jeszcze lubię, gdy bezdomny, miejscowy „śpiewak” wyśpiewuje swoje niecenzuralne piosneczki i jest szczęśliwy, choć właściwie do szczęścia brak mu wszystkiego.

Tak, jestem szczęśliwa, bo mogę to chłonąć wszystkimi zmysłami, bo jest mi dane żyć i być. I odróżniać dobro od zła, brzydotę od piękna, głupotę od rozumu.

Jestem szczęśliwa, bo wiem, na czym polega różnica pomiędzy marzeniem o księciu z bajki, a byciem z kimś, kto – tak jak ja – ma mnóstwo wad i nie zamierza przymierzać mi złotego pantofelka. Z kimś, z kim mogę kłócić się o to, kto jest dobrym pisarzem, albo malarzem, albo muzykiem, a nie muszę – o pieniądze, zdradę, sprzątanie, zmywanie, itp. drobiazgi. Bo to są drobiazgi! Bez znaczenia.

Tak, jestem szczęśliwa, bo nie mam żalu o nic. Bo nie znam zazdrości, nie urządzam awantur o niezamkniętą deskę sedesową, o skarpetki na środku pokoju, ani nie szperam w kieszeniach spodni i marynarek.

Jestem szczęśliwa, bo nie oczekuję więcej, niż mogę otrzymać.

Jestem szczęśliwa, bo nie widzę powodu, by miało być inaczej.

Jestem szczęśliwa, bo wiem, że obok mnie są ludzie, którym jest dobrze ze mną.