sobota, 26 maja 2012

Mamo...

Nie lubię tego dnia. Zresztą nie lubię też wielu innych dni, które, tak bezkompromisowo, oświadczają mi niemal, że już nigdy, do końca mojej podróży po ziemskim padole, nie będziesz blisko mnie. I ta świadomość, taka bezwzględna i bolesna, staje się nie do zniesienia. Nie, już nie będę płakać, już wiem i to, że łzy niczego nie zmienią. Wybacz, że w takim dniu, jak dzisiejszy, nie przyszłam na twój grób. Nigdy nie umiałam tam myśleć o tych, których kochałam, a których już nie ma. Ani o Dziadkach, ani o Was - o Tobie i Ojcu. Wiesz, to takie trudne do zaakceptowania, ta wasza nieobecność. Wszędzie mi towarzyszycie, tylko nie na cmentarzu. dla wielu ludzi to pewne dziwne jest, ale to prawda. Dla mnie tam Was po prostu nie ma! Żyjecie wciąż we mnie, w każdym moim geście, każdej czynności i myśli, bo to Wy mnie ukształtowaliście, napełniliście pustą powłokę całym swoim doświadczeniem, swoją wiedzą. Nie jestem pewna, czy korzystam z tego spadku tak, jakbyście tego sobie życzyli, ale chyba tak musi być? Powinno być. W przeciwnym razie świat stałby w miejscu. Nie rozwijałby się i nie zmieniał. W swoim dziecku widzę nie tylko moje własne wady i zalety ( bo i zalety jakieś pewnie mam?), ale także to, co z całą pewnością odziedziczyło po Was. Od każdego dostało coś, co składa się na jego ego. Troszkę to mieszanka wybuchowa, muszę przyznać...
Kocham Cię, Mamo...To cudownie, że - byłaś.

środa, 23 maja 2012

Przedświt majowy

Jak dobrze wstać skoro świt...
Słońce wciąż za nieboskłonem, słaby blask ledwie omywa widnokrąg, tylko ptaki już nie śpią. Jeszcze przyjemny chłód wlewa się przez okno do mieszkania, wkrótce upał stanie się nieznośny, ale nie teraz. Słowik, korzystając z tych, krótkich godzin, gdy nie ma konkurencji zmotoryzowanej, wyśpiewuje swoje trele gdzieś w koronach drzew. Nie potrafię go zlokalizować, ale śpiew niesie się niczym nie zakłócony. Kawki od czasu do czasu próbują go zagłuszyć, ale dają sobie spokój, też słuchają majowej, miłosnej melodii. Może zazdroszczą?

piątek, 18 maja 2012

Degrengolada


Polska, to chory kraj. Im bliżej Euro, tym większy strach przed otwarciem TV, albo włączeniem radio. O niczym już się nie mówi, tylko o tym. A wczoraj szlag mnie omal nie trafił w Lidlu miejscowym. Wchodzę, oczy mi się robią okrągłe, kwadratowe i w ogóle wychodzą z orbit niemalże, bo ruszyć się nie można, wszędzie biało-czerwono: koszulki Euro, spodenki Euro, szaliczki, chusteczki, czapeczki, no, wszystko, majteczki pewnie też, chociaż się nie zagłębiłam aż tak, by ten fakt potwierdzić. Normalne towary upchnięte po kątach, do których dotrzeć nie sposób, bo wszędzie się panoszy to Euro! Pieczywa brak…Znaczy zatem, że głupim ludkom mają starczyć już jeno igrzyska. Bez chlebka.
W TV same zachwyty, jakie to będzie święto dla Polski (?), ile to się zarobi na tych świecących pustką hotelach, w których jakoś nie zarezerwowano miejsc, jakie to cud piękności stadiony nam zostaną ( cholera wie, po co nam te stadiony, chyba na więcej Jarmarków „Europa”!?).
A, że przy okazji normalni ludzie, płatnicy podatków do pracy nie będą mogli dojechać, do domu po harówce dotrzeć, o dzieci będą drżeć i nie będą spać po nocach, gdy się ta cała, ubzdryngolona i hałaśliwa  futbolowa hałastra szwendać po okolicy zacznie, to ani mru mru… Że wydajemy miliardy, a w najlepszym razie zarobimy miliony, też cisza. Największym skandalem jest moim zdaniem zakaz jakichkolwiek reklam, nie związanych z Euro2012. Czyżby w naszym kraju rządziła UEFA, a nie demokratycznie wybrany, chociaż ze strachu, rząd?
Mnie się wydaje, że po Euro zostanie u nas jedynie pobojowisko, sfrustrowana, normalniejsza część społeczeństwa, gigantyczne długi i skończymy, jak Grecja. Małolaty zamiast do żłobka, wyśle się na ulice, w celach żebraczych, a nieco starsze zamiast do szkół, na orliki – niech się uczą kopać, bo jak się zdaje – szare komórki im nie są potrzebne, ważne, żeby umieli dokopać. Niech tylko nasi, nurzający się w samouwielbieniu rządzący uważają, żeby nie stali się obiektem ćwiczeń w tym kopaniu. Zresztą, mnie wcale nie będzie ich żal. Ja wam już dziękuję i zapewniam, że na kolejny mój głos ze strachu nie ma co liczyć. A przyczynie mojego strachu radzę, by też nie zacierała w związku z tym rąk, bo ją także mam w głębokim poważaniu. Niezmiennie!!!

wtorek, 8 maja 2012

Mój najnowszy nabytek


fot. własna

Moja, cudna misa. No, jeszcze nie do końca moja, bo nie uiściciłam, ale lada moment już będzie. Może się wydawać, że nie jest duża, bo tylko jeden owoc w niej spoczywa, ale za to jaki owoc! 70dag waży to mango!

środa, 2 maja 2012

1 maja


„Niech się święci 1 Maja”
- Popatrz, Kaśka, ale jaja:
Jest kilka, różnych pochodów,
Lecz nie widać coś Narodu?
Jest mnóstwo, różnej maści działaczy,
A gdzie naród? Gdzie rodacy?
- Rodacy siedzą w chałupie,
Bo ich nieco w krzyżu łupie.
Rok cały maszerują do roboty,
Na pochód nie mają ochoty…
Jasiek, wyłącz to TV,
Bo zgłupiejesz, mówię ci!