wtorek, 31 stycznia 2012

"Rok w trumnie"

Zima długo zwlekała, ale jak się namyśliła... brrrr
Z domu nosa się nie chce wytknąć, szukam czytadeł. A tu już wszystko wyczytane, wielokrotnie przeważnie. Kolega pożyczył mi kilka książek, znalezionych w piwnicy. Roman Bratny" Rozmowa z anonimem". Czytam, czytam, autor coś napomknął o swoim "Roku w trumnie". Zaraz, zaraz... ja gdzieś mam! Przekopałam, znalazłam, na szczęście pamięć wzrokowa sugerowała mi, że czarna okładka, że mały format. Jest! E, najpierw przeczytam ten "Rok w trumnie", bo po 30 latach bez mała, niewiele pamiętam. Jak to dobrze, że sięgnęłam do przepastnych głębi swojej biblioteczki.
Czytam: "organizują miesięcznice(...)", tu chodzi o wprowadzenie stanu wojennego.
Ukrywający się "Prezes", na wiadomość, że bezpieka wie, gdzie się ukrywa, ale nie zamierza go internować, wpada w rozpacz niemalże.

Na trupach młodych ludzi, porywających się z motyką na słońce, karierę robią cwaniacy, dorywając się wreszcie do władzy, z hasłem "bóg, honor i ojczyzna". Polska zaczyna przypominać trumnę, w której pochowana zostaje normalność. Ta "trumna" jest gorsza, niż dożywotnie więzienie, z którego główny bohater został na rok urlopowany, w celach leczniczych, sercowych. I narrator, relacjonujący nam subiektywnie i dosyć chaotycznie, ten rok po wprowadzeniu stanu wojennego, wydaje się być bardziej obiektywnym i normalniejszym obywatelem kraju (mimo, że dostał dożywocie za zabójstwo ojczyma), niż ci, którzy są niby wolni. Kto jest w rzeczywistości "wolny", a kto "zniewolony"? Trzeba sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu. Znamienne jest, że VIP, który PRZEDTEM, nigdy nie był w kościele, teraz klęczy w nim nader często. Klęczy przy tym na obu kolanach, jak kobieta. Bo nikt mu nie powiedział, jak powinien to robić mężczyzna.
Cóż...w tę akurat stronę wiał, wieje wciąż wiatr historii...
To jak niekończąca się opowieść.
Teraz mogę już przeczytać tę "Rozmowę z anonimem". Kontrowersyjny autor, kontrowersyjne teksty. Krytycy zarzucają mu, że jako pisarz, nie ma klasy, że pornografia, że brak smaku, brak warsztatu. Mnie się jednak wydaje, że to są atuty Bratnego, książki się właściwie nie "czyta", ale "słucha", jak czyjejś opowieści, jak wywiadu, w którym opowiadający co chwilę sobie sam przerywa tok myśli, wtrąca jakieś migawki, żeby nie zapomnieć, bo są ważne.  Źle, gdy forma przerasta treść. U Bratnego najważniejsza jest treść.

piątek, 27 stycznia 2012

Eh, ci piraci...

Slipki w całuski

Dziś, w samym środku nocy
Wpadli do domu piraci,
Zabrali mi wszystko, co miałem,
Zostałem nawet bez gaci.

Może nie były zbyt świeże,
Nosiłem je przecież od lat,
Noc każdą z nimi spędzałem,
Byliśmy wszak za pan brat…

I nie mam już ulubionych
Slipek w całuski czerwone
A Walentynki niedługo!
Czym oczaruję żonę?

                                   Mój drogi mężu, wybacz
                                   Ale twe stare gacie,
                                   Dawno już nie są atrakcją!
                                   Powiem: Są piękne… inaczej.

czwartek, 26 stycznia 2012

Uczcie się kłamać

Oj, dawno już nie widziałam, żeby posłowie partii rządzącej,  ministrowie i cała rzesza innych speców od rozmaitych wynalazków umilających nam, czyli obywatelom, życie, tak się plątała w komentarzach. Tak ewidentnie i wyraziście ukazywała nam kłamliwą twarz. Panowie, żeby wmówić coś słuchaczom, albo całemu społeczeństwu ( w tym wypadku społeczności internautów) trzeba zacząć od wmówienia tego sobie samemu. Dopóki kłamca sam nie uwierzy w to, co mówi, dopóty inni też nie dadzą temu wiary. Kłamać też trzeba umieć, panowie! Na razie wam nie wychodzi...

środa, 25 stycznia 2012

Informatyk podpadł

Satyra na informatyka

Stary zegar głośno tyka:
Nie ma dziś informa-
tyka…tyka…tyka…
szukają go już od wczoraj
kadrowa ze złości
chora…chora…chora…
jak on się od pracy miga
to z wypłaty będzie
figa…figa…figa…
niech więc sobie zapamięta:
ją też będzie swędzić
pięta…pięta…pięta…
ześle się go w Kazamaty
i wypłatę da na
raty…raty…raty…

i riposta tegoż:

 NASZE KADROWE

W kadrach mamy dwie kadrowe
laski całkiem wystrzałowe,
tworzą wciąż regulaminy,
robiąc przy tym dobre miny,

Lecz czasami coś wyskoczy,
to godziny ktoś przeoczy,
to zapomni o urlopie,
wówczas prawie jest po chłopie.

W górze kłębią się chmurzyska
a spod brew kadrowych błyska.

Drżą u winowajcy gacie,
gdy się plącze nasz biedaczek
ticków ma na licu tysiąc
to jest prawda !
        mogę przysiąc.

No i jak tak to, to tak to... nic dodać, nic też ująć

wtorek, 24 stycznia 2012

Apel

Panie Michale Boni
Ja wzywam pana: Do broni!
Ukróć pan hackerską swawolę
I zdziel ich Firewall’em!
I sprawę odłóż ad acta,
Bo najważniejsza jest ACTA!
Niech w Necie zapanuje flauta.
Podpisał się: Internauta.

piątek, 20 stycznia 2012

POchyła Platforma

Platforma stacza się po równi pochyłej. Ludzie, którzy oddali swoje głosy, mając nadzieję, że nareszcie prawo będzie społecznie sprawiedliwe, że przestaniemy zajmować się wydumanymi problemami w rodzaju katastrofy smoleńskiej, że skończy się czas rozdawnictwa - zawiedli się, jak zwykle. Otwarcie mówi się, że w kolejnych wyborach trzeba pójść i pokazać goły zadek politykom. Wszystkim, jak leci.
Pisałam o tym, że u nas najlepiej jest "kupą, mości panowie!" . I kupa wygrała! Też, jak zwykle... Lekarze podpisując się pod receptą, stawiając swoją pieczęć nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za wypisane na niej bzdury. Odpowiedzialność poniosą ci, którzy te bzdury będą realizować, czyli aptekarze. Ciekawe...Jak ja źle wypełnię PIT roczny, to też bym chciała, żeby odpowiedzialność spadła na tego, kto ten PIT przyjmie ode mnie.
Ja sobie dokonam odliczenia, do którego nie mam prawa, a niech za to odpowie urzędnik skarbówki, a co!?
Mundurówki dostaną podwyżkę, reszta hołoty - figę. Średnia płaca w grudniu osiągnęła astronomiczne dla większości obywateli 4000zł brutto, a składają się na nią również owe premie za ustawę - bubel o refundacji leków, składają się pensje dyrektorów spółek, banków, itp. I jest tak: 100 osób zarabia 1.500zł, a 10 osób 50.000zł miesięcznie i średnia wychodzi 5900zł/ łeb. No, żyć nie umierać. Znaczy tym, którzy mają te 50.000zł, bo tym z 1500zł to raczej na odwrót... I tak wciska się biednym ludziom ten kit statystyczny, a oni  przecierają oczy ze zdziwienia - to aż tyle średnio???? Dlaczego więc ja mam tylko 1500zł????
A tu pracodawcy dodatkowe 2% składek zapłacą rentowych, ludzi pozwalniają, średnia będzie rosła, nabór do służb mundurowych (policji) trwa w najlepsze, bo zanim doczekamy tego wydłużenia pracy w tej grupie o raptem 10 lat, to tu już kamień na kamieniu nie zostanie, a całe miliony przyszłych emerytów ciężko pracujących na chleb, steranych, zgarbionych i mających pracować do 67 lat, podparte laskami, trzęsące się parkinsonowato będą wlec się do pracy. O ile będą mieli dokąd!
A rolnicy pow. 6 ha aż 1 złoty zapłacą na ubezpieczenie zdrowotne. No, proszę, proszę! To ci dopiero wydatek! Załóżmy, że mają 10ha. Zapłacą 10zł, rocznie 120zł. My miesięcznie, licząc od tej średniej krajowej, jakieś 350zł, rocznie więc 4200zł. A ci, którzy mają te 1500zł, znaczy bogaci obywatele miast i miasteczek, rocznie ponad 1200zł. To jest dopiero sprawiedliwość!!!!
Platformo, ostrzegamy cię my, którzy daliśmy ci ten, kolejny mandat:
Nie pomoże już straszenie PIS, ziobrystami, bóg jeden wie, kim i czym jeszcze, bo nikt już nie widzi między wami różnicy. Nie dostaniesz już naszych głosów. PIS też nie, ani ziobryści, ale wygrają, bo ich wyborcy tylko czekają na nasz gest protestu, nasze głosy nieważne. Wygrają walkowerem.

środa, 18 stycznia 2012

konfrontacja

Siostrunia moja z dalekiej rubieży przysłała mi ten, tym razem dokładny i szczegółowy przepis na pasztet z cukinii. O rety! Konfrontacja mojej produkcji "z pamięci" z oryginałem wskazuje wyraźnie, że wszystko pokręciłam, ale co tam! Bez przepisu i bez połowy składników niezbędnych, a wyszczególnionych, też był pyszny. Zjedliśmy z Panem Monszem do ostatniego okruszka. Nawiasem mówiąc, najlepszy jest jednak na ciepło, pachnie wówczas wyjątkowo zapraszająco do konsumpcji. Widziałam wczoraj w Lidlu młode cukinie, chyba  w weekend znowu zrobię...
Teraz kusi mnie siostrzane ciacho z bananów. Też trzeba spróbować, a nuż się uda?

wtorek, 17 stycznia 2012

Anonim

Na portalach nie są najciekawsze, ani też najbardziej bulwersujące zamieszczane tam artykuły i wywiady, ale komentarze do tychże. Jeżeli już mowa o rozmaitych "najbardziej", to są one najbardziej obrzydliwe. Tak uważam. Lata mijają, a ja wciąż się dziwię, skąd w Polakach tyle jadu? Tyle nienawiści? Pani Monika rozmawia z pewnym profesorem. I pod tekstem na przemian: wyzwiska pod adresem pani Moniki i pana profesora. Żadnych argumentów, merytorycznych dyskusji, tylko obelgi. Myślę, że ludzie zanadto zachłystują się anonimowością wypowiedzi. To źle, bo przestali już dawno kontrolować, co mówią. Gorzej, bo - jak sądzę - przestali też kontrolować to, co sami myślą. Inna sprawa, że przykład mają "odgórny"...

a w Polsce, jak kto chce...

Raport Millera stwierdza, że nie ma dowodów, że były naciski na pilotów. Prokuratorzy stwierdzili, że nie stwierdzili, czy gen. Błasik naciskał na pilotów. Krótko mówiąc: brak dowodów. Nie kwestionuje się jedynie faktu, że zwłoki gen. Błasika znaleziono tuż obok zwłok pilotów. Co to znaczy? Moim zdaniem, tylko tyle, że gen. Błasik w kabinie (bardzo prawdopodobnie jednak) był, czy naciskał - nie ma dowodu jednoznacznego. Czy musiał naciskać? - Nie musiał. Wystarczy, że - był. Że bywać w kabinie lubił, to wiemy z relacji wciąż żywych podwładnych, zdziwiło by nas, gdyby go tam nie było.
Każdy z nas wie, jak wygląda praca pod presją wzroku przełożonego, który wiele może. A szczególnie - który może być niezadowolony z naszej pracy. Zresztą, wydaje się naturalne, że gdy sytuacja jest trudna, efekty pracy niewiadome, czas nagli okrutnie, to każdy, ale to każdy szef trzyma rękę, a przynajmniej oko na pulsie. Pracownik nie ma z reguły nawyku myślenia o tzw. całokształcie, ale o tu i teraz. Szef postrzega problem z punktu widzenia firmy, więc na wszelki wypadek trzyma się zasady" pańskie oko konia tuczy".
A co się może dziać, gdy taki szef czuje za plecami oddech, dajmy na to - skarbówki,  która jedną decyzją może mu zrównać z ziemią jego biznes, gdy jej się coś nie spodoba? O, to jest dobre i pobudzające wyobraźnię  pytanie!
W zasadzie nic więcej nie mam do powiedzenia. Są jednak tacy, którzy mają, np. pan Macierewicz, albo Kaczyński, albo imć Wildstein, który wczoraj, w studio rozsiadł się tak, że w zasadzie mógł nie wydobyć z siebie głosu, każdy psycholog potrafiłby po jego pozie, wyrazie twarzy, gestach ocenić jego osobowość. Marną osobowość.

piątek, 13 stycznia 2012

Kupą, mości panowie!

No, tego się spodziewałam: lekarze protestowali i wymusili zmiany w przepisach. Aptekarze pochylili się nad niedolą pacjentów, nie protestowali, pracowali, jak należy i co? I przerzuca się na nich odpowiedzialność za błędy lekarzy. Jak zwykle. Wcale mnie to nie zdziwiło. U nas tak zawsze jest. Im ktoś głośniej krzyczy, tym więcej zyskuje. Przy czym głośniej wcale nie musi znaczyć, że więcej decybeli, głośniej w naszym kochanym kraju znaczy przeważnie, że bardziej medialnie. Albo: "kupą, mości panowie, kupą!".
Im większa (liczniejsza) kupa, tym lepsze efekty.

czwartek, 12 stycznia 2012

Szare komórki

Media ostatnio zachowują się już ostentacyjnie wręcz dziwnie. I to zachowanie mi się nie podoba, bo cuchnie brakiem obiektywizmu i znajomości tematu. Pomijam już konflikt prokuratorów, bo na ten temat trudno dyskutować laikowi.Chociaż już pierwsze relacje z "próby samobójczej" mnie zaskoczyły. Niemile zaskoczyły. Nikt się nawet nie zająknął, że na filmie widać, jak niedoszły samobójca wystukuje sms'a na klawiaturze swojej komórki, w chwili, gdy wjeżdża do karetki na noszach.
Bardziej interesuje mnie jednak awantura o recepty. Jakoś tak mi się to widzi: jak zgodziłam się na warunki zawarte w umowie o pracę, to teraz mam obowiązek tę pracę wykonywać zgodnie z tymi wymaganiami. Jeżeli lekarze podpisali umowy z NFZ, to teraz za przeproszeniem "morda w kubeł" i stosować się do wytycznych. Pracownik poniekąd ma prawo odmówić wykonania polecenia tylko wtedy, gdy to polecenie jest NIEZGODNE Z PRAWEM.  Nie przepadam za Dornem, ale w tym wypadku muszę mu przyznać rację: lekarzy należy w te kamasze! A to im się nie podobają zarobki, a to wypisywanie zwolnień lekarskich, teraz nie podoba się wypisywanie recept, a jeszcze bardziej odpowiedzialność za  weryfikację ubezpieczenia zdrowotnego. A od samego początku, czyli od 1999 roku nie podoba im się najbardziej, że powinni, tu chodzi o lekarzy tzw. rodzinnych, być dostępni dla swoich pacjentów przez całą dobę. Nikt już nie pamięta, że tak było zapisane w ustawie, w rozporządzeniach wykonawczych. Nigdy taka przyjazna pacjentom sytuacja nie zaistniała. A lekarz rodzinny, jako taki też jest fikcją literacką, bo każda wizyta w przychodni, to z reguły wizyta u innego lekarza, który o historii chorób pacjenta ni ma bladego pojęcia. Po co wybieramy sobie lekarza? Tego, niestety,  nie wie żaden pacjent, zapewne wiedzą lekarze, ale się tą wiedzą nie chwalą.
Mój były szef poszedł był do lekarza urologa. Dostał receptę, rzecz jasna z pieczęcią "do decyzji NFZ" . Pan doktor nie wpisał ani numeru PESEL, ani poprawnego adresu.  Cała recepta do d... Jednak apteka, poświęcając pół godziny, wypełniając kilka oświadczeń, formularzy, receptę zrealizowała.
A pan doktor sobie protestuje spokojnie. Kosztem pacjenta. Najbardziej mnie dziwi, że pacjenci popierają protest lekarzy.  I nikt się nie zastanawia, że nie wiadomo, o co w tym proteście chodzi? A jak nie wiadomo, o co chodzi, to - jasna sprawa - chodzi o pieniądze. Sama słyszałam, że teraz pan doktor zamiast 30 pacjentów przyjąć może najwyżej 15. A od każdego ma czystą, żywą gotówkę, o czym się już nawet nie zająknął był. Pan doktor łapie 10 fuch, a tu się kokosowy interes kończy. Kończy się też  dodatkowy przychód z tytułu wypisywania takich, a  nie innych, o wiele tańszych zresztą,  leków. Pacjentom się wydaje, że jak dostają receptę na drogi lek, to on lepiej zadziała? A wystarczy popytać w aptece, dowiedzieć się, że np. olej z wiesiołka tani, kosztujący około 10zł za 60 caps, wcale nie jest gorszy od Oeparolu za 35zł. To tylko przykład, ale prawdą jest, że lekarze mają profity w rodzaju: darmowe wczasy w ciepłych krajach, szkolenia w Paryżu, czy gdzie indziej, bez grosza wydatku, premie i inne bonusy za to tylko, że piszą lek danego producenta. I my, społeczeństwo panu doktorowi te wycieczki i całą resztę fundujemy gorliwie, nie używając szarych komórek do myślenia. A na finansowanie służby zdrowia składamy się wielokrotnie, w ostatecznym rozrachunku, wyręczając właściwe instytucje, które też - oczywiście - finansujemy. Dajemy na WOŚP, dajemy, gdy nas epatują widokiem chorych, cierpiących dzieci, odpisujemy 1% podatku na fundacje, lekarze budują sobie wille z ogródkiem, a my kiśniemy w swoich, ciasnych M-3, harując za grosze po 10 godzin dziennie, albo i dłużej. Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo nas nie stać. Ale lekarzy nam żal, bo media tak naświetlają konflikt, że inaczej myśleć nie umiemy już. Media kochają awantury, są gotowe po trupach zdobywać widzów, byle także utrzymać się na Parnasie. Uświadomienie sobie, że ani lekarzom, ani mediom, ani nawet rządzącym nie zależy na nas, a wyłącznie na własnym interesie, a więc: na wysokich dochodach własnych, na utrzymaniu się na stanowiskach, albo przy władzy, nie jest łatwe, ale możliwe. Trzeba tylko uruchomić nieużywane, szare komórki.

wtorek, 10 stycznia 2012

Ceweczki

- Ojciec, co matka tak długo robi w łazience?

- Nawija ceweczki.
- Ceweczki??!!Jakie ceweczki?
- No, nawija włosy na takie kolorowe...ceweczki, chyba zamierza gadać z ufoludkami, czy jakoś tak...

wtorek, 3 stycznia 2012

Anioł Struś

Tenże anioł, zwany przez niektórych "aniołem strusiem" jest wykonany z papier mache i ma cosik około 2,5 metra wzrostu. Figura jest do nabycia. Nie, to nie moje dzieło, nie znam autora osobiście, ale wiem, że anioł jest do sprzedania. U mnie się nie zmieści, trzeba by mu ściąć głowę, albo wręcz przeciwnie. Jestem pełna podziwu dla artysty, który go wykonał z tak, zdawałoby się,  kruchego materiału, jak masa papierowa! I każdy szczegół jest dopieszczony. Chylę czoła, Artysto!