czwartek, 31 marca 2011

Sąd koleżeński

PJN trochę mi przypomina obiad, przygotowany na bazie jednego składnika, coś jak zupa pomidorowa i pomidory zapiekane z czymśtam na drugie plus na deser carpaccio z pomidorów i mozarelli.
Bo tak: niby się od PiS odżegnuje, ale... dziwnie przypomina odgryziony kęs potrawy. Wczoraj europoseł Kamiński w "Faktach po faktach" grzmiał. Grzmiał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że nie zareagował na haniebne słowa niejakiego Kobylańskiego ( bliżej mi nie znanego imienia). Kobylański śmiał powiedzieć, że Opatrzność czuwa nad Polską i karze tych, którzy działają na szkodę Najjaśniejszej RP, przy czym na tę szkodę miał działać były Prezydent, podpisując Traktat Lizboński, zdaniem Kobylańskiego - odbierający Polsce suwerenność. Z wypowiedzi wynikało, że Prezydent zginął z ręki Opatrzności. Wprawdzie Kobylański nie precyzuje, dlaczego przy tej okazji zginęło jeszcze 95 osób, które nie podpisały żadnych traktatów, ale to już szczegół. Ręka Opatrzności, szczególnie - karząca ręka, zdaje się działa na oślep. Mniejsza o to.
Tak, czy owak, europoseł Kamiński jest oburzony brakiem reakcji ze strony Jarosława K. Kilka minut później, tenże sam p. Kamiński wypowiada słowa, z których wynika, że Prezes przeżywa okrutną traumę, że - jak by nie patrzeć - Prezes poniósł największą stratę w wyniku katastrofy smoleńskiej. I w tej chwili doznałam tych skojarzeń z pomidorowym obiadem. PJN pod żadnym względem nie różni się zasadniczo od PiS, może tylko formą,  jako odgryziony kawałek, przeżuty już odrobinę.
Jako, że chrupanie kalarepki długo trwa, oglądam  sobie ciąg dalszy wesołych wiadomości i co słyszę? Poseł Węgrzyn się kajać ma przed sądem koleżeńskim za wypowiedź w kwestii upodobań do oglądactwa. Poseł w żartobliwym tonie wypowiedział kiedyś myśl pospolitą (przynajmniej, gdy mowa o myśleniu męskiej połowy ludzkości), że chętnie popatrzyłby na dwie lesbijki.  A który facet, o tradycyjnej orientacji seksualnej, nie popatrzyłby chętnie? Każdy by. Tylko nie wolno się do tego przyznawać, bo to niepolitycznie.
Zatem ja pytam sąd koleżeński:
Która, zdaniem sądu,  wypowiedź jest gorsza - posła Węgrzyna, czy europosła Kamińskiego? Moim zdaniem ta o wyjątkowej stracie Prezesa. Dlaczego? Dlatego, że akurat uważam inaczej, niż pan Kamiński. Moim zdaniem strata brata, nawet bliźniaka,  nie jest porównywalna ze stratą dziecka, czy rodzica, szczególnie, gdy osierocone dziecko jest jeszcze nieletnie. Jak bardzo pan Kamiński obraził swoją wypowiedzią rodziny pozostałych, zmarłych w katastrofie? Odpowiedzi mogą udzielić  rodzice stewardess, a nawet córka Pary Prezydenckiej. J. Kaczyński stracił tylko brata, za bratową najwyraźniej nie przepadał, sądząc po braku reakcji na słowa o. Rydzyka, który nazwał Prezydentową wiedźmą. Nie mogę dopatrzyć się powodu do szczególnego bólu. Za to widzę gołym okiem, że reszta rodzin została w sposób obrzydliwy i haniebny obrażona.
To co sąd koleżeński na to?
Wiem, nie ma sprawy...

czwartek, 24 marca 2011

Imć Prezes na zakupach


Do wyborów parlamentarnych daleko jeszcze, ale już się zaczęło polowanie z nagonką. Na elektorat.
Prezes Kaczyński zdążył już nawet obrazić co niektóry elektorat, tyle, że nie jestem pewna, czy do tegoż elektoratu dotarł fakt, że został potraktowany wyjątkowo nieelegancko. Prezes powiedział, że „Biedronka to sklep dla najbiedniejszych”. Pomijam już fakt, że słuchając Prezesa odniosłam wrażenie, że został świeżutko poinstruowany jak w ogóle ROBI SIĘ ZAKUPY, bo wyraźnie widać było, że nie jest to dlań rutynowe zajęcie…
Cóż…Ja wprawdzie zakupów w Biedronce nie robię, ale dla odmiany kupuję w Lidl’u, który także jest „dla ubogich”. Powiedziałabym, że raczej – dla rozsądnych, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi np. chusteczek higienicznych w Rossmanie, albo w Kolporterze za 4-5zł ( za wagonik), gdy w Lidl’u może za tę kwotę dostać dwa wagoniki i jeszcze ciut. Ja, zużywając z rodziną taki wagonik w ciągu 2 dni, a w porywach nawet w ciągu 1 dnia, kupuję tylko w Lidl’u. Podobnie jest z innymi środkami higienicznymi, z kawą, która za 20 dag kosztuje tyle, ile Jacobs, czy Nescafe za 10dag, a jakością i smakiem nie ustępuje im wcale. Przy czym z pewnością nie mieszczę się w grupie najuboższych Polaków. Mam pracę.
Pan Prezes winien wiedzieć, że w dyskontach zakupy robią zarówno ci, którzy zastanawiać się muszą nad każdą wydaną złotówką, jak i ci, którzy noszą odzież uznanych projektantów. Musiałby jednak na zakupach bywać nie tylko zajeżdżając ze świtą i w świetle setek kamer. Co ciekawe, ekspedientki z warszawskiego Żoliborza świetnie pamiętają mamę prezesa, a jakoś nigdy nie widziały „gwiazdy” naszej polityki.

piątek, 11 marca 2011

Dzień Mężczyzn

10  marca - Dzień Mężczyzn  

Mężczyzna życie ma nie lekkie,
Szczególnie, gdy „żona i dzieci”…
Tam – wolność i szeroki świat,
Tu: „Kochanie, wynieś śmieci!”

Kumple, co wieczór bawią się.
Kufel, za kuflem, pełnym duszkiem.
A Jemu w uszach prośba brzmi:
„Kochanie, dziecku zmień pieluszkę!”

Kumple w night clubach laski rwą,
aż księżyc się ze wstydu chowa.
A On, do łóżka kładąc się,
słyszy: ”Oj, jak mnie boli głowa!”

Gdy kumple wznoszą ”zdrowie dam!”
jemu przez palce życie leci.
Myśli: Co z tego życia mam?
No, cóż…Żona… I dzieci…

Niech każda z pań pamięta, że
dziś jest dzień wyjątkowy,
w którym Mężczyźnie należy się
i piwo, i brak bólu głowy!

poniedziałek, 7 marca 2011

Rocznice


Dużo się ostatnio działo. Ojciec przeprowadzony do nowego domu opieki, mówi, że pięć razy lepiej mu jest. Jestem zadowolona., martwiłam się, że mu się nie spodoba. Nie było łatwo umieścić go tutaj, ale, po długiej drodze przez mękę, udało się.
Ciocia też zachorowała, grozi jej montaż stymulatora serca. Odwiedziłam w sobotę, oboje z wujkiem bardzo się ucieszyli. Samotność w starości okropna jest, tak myślę. Lubię patrzeć, jak promienieją, cieszą się, gdy przyjdę. Chociaż gadam bez opamiętania, ale najwyraźniej to im odpowiada. Na odchodne dostałam od obojga gorące buziaki i zaproszenie, żeby przychodzić jak najczęściej. Teściowa – też czeka. Ojciec czeka. A czasu okrutnie mało. Zauważyłam u siebie pewną prawidłowość: w ogóle nie myślę o sobie, o swoich potrzebach, cały mój świat kręci się wokół potrzeb innych. Zapytana, nie potrafię powiedzieć, jak się czuję, czy coś mi dolega. Za to wiem dokładnie, co czują moi bliscy.
To podobno nie jest zdrowe podejście, ale jakoś inaczej nie umiem. Tylko czasem uświadamiam sobie, że życie ze mnie wycieka, niczym woda z dziurawego garnka. Za kilka dni skończę 53 lata, to dużo. A w sobotę, po raz pierwszy w historii mojego małżeństwa, przypomniałam sobie w porę o rocznicy ślubu. Przez wszystkie, długie lata ani razu ta data, 5 marca, jakoś nie przywołała z pamięci mojej, ani mojego ślubnego, małżeńskiego cyrografu. Czy fakt, że po 28 latach uświadomiłam sobie tę rocznicę w porę, świadczy o czymś dobrym, czy też złym?
Nie wiem…

A może to śmierć Ireny Kwiatkowskiej, którą zawsze uważałam za jedną z niewielu WIELKICH naszych scen i kinematografii, przywołała tę datę z zakamarków mojej, mocno postrzępionej pamięci?  Nie umiem, jak Ona, zamykać za sobą drzwi do przeszłości, czekając wyłącznie na to, co przyniesie nowy dzień. Dla mnie archiwa wspomnień mają kolosalne wręcz znaczenie, stanowią fundament teraźniejszości, podwaliny budowli mojego życia, którą wznoszę cierpliwie od pół wieku.
Żegnaj, Pani Ireno.