czwartek, 24 lutego 2011

Kichawa

Chorowanie, ogólnie rzecz ujmując, przyjemne nie jest. Szczególnie, gdy się jest babą. Facet chory polegnie sobie, okryje się kocykiem, albo i kołderką, postęka, pomarudzi, zatruje życie całej rodzinie, ale cóż – chory wszak. A to mu herbatki trzeba cieplutkiej, a to pilota od TV zgubił w odmętach kołderki, a zjadłby coś  może, a obierz mu pomarańczę, przynieś jeszcze jedną rolkę papieru do nosa, lekarstw brania przypilnuj, a przytul, bo cierpi okrutnie.
A baba? A baba, gdy chora, to zamiast jak wyżej, powtyka do nosa zatyczki, weźmie rolkę papieru toaletowego, powiesi ją na szyi, żeby mieć pod ręką, a potem weźmie się do roboty. Wstanie pierwsza, śniadanko zdrowym członkom rodziny fasuje, obiad ugotuje, chociaż zakupów nikt nie zrobił, a jak trzeba to i zawinie szyję szalikiem i do sklepiku pobliskiego powędruje, po wiktuały. Pranie też w tak zwanym międzyczasie nastawi, a jak wyschnie, to i poprasować da radę. W nocy, gdy wszystko najbardziej dokucza, noc bezsenną spędzi w fotelu, kocem jeno się okrywszy. I ani nie napomknie, że jej źle.
Męska część rodziny, gdy wróci z pracy, ze smakiem skonsumuje obiadek, zasiądzie sobie wygodnie w fotelu, z nóżkami po angielsku, czyli na biurku. I zapyta: a ciasta żadnego nie ma?
Ano – nie ma.

I tak sobie baba pochoruje, odpocznie, a jak już będzie wypoczęta dostatecznie, to sobie wróci do pracy. A tam już czeka stos zaległości i zadowolony Szef z pytaniem: To odpoczęła sobie Pani trochę?
Taaaa… odpoczęłam. Trochę.

wtorek, 8 lutego 2011

Dieta cud

Dieta

W poniedziałek – marchewki kawałek.
We wtorek- tylko szczypiorek.
W środę – wyłącznie wodę.
W czwartek – jabłuszko starte.
W piątek, późnym popołudniem
to już nawet w oczach chudnę!
W sobotę – jem, na co mam ochotę.
W niedzielę – suszone morele.
I w następny poniedziałek
już nie muszę jadać wcale!
Miły widok – tłuszczu zanik,
tylko tęskno mi czasami,
żeby znów cieszyć się życiem
i nie martwić jakimś tyciem.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Okno

Otwieram okno na świat, znaczy TV - Kubica. Radio - Kubica. Internet - Kubica. Wychodzi na to, że wszystkie okna w jedną stronę. Przez jedną, maleńką chwilę, rodzi się w mojej tępej głowie myśl parszywa: Chyba specjalnie wypadł z drogi, żeby na kilka dni przestali o Smoleńsku, ale myśl umiera równie szybko, jak się pojawia. To idiotyczne! Co ci, głupia, przyszło do głowy?No, żal mi człowieka. Ale  z drugiej strony: nikt go na siłę nie pchał do auta, sam chciał. Wolność wyboru. Nie stać mnie na jednakowy żal w stosunku do tych, którzy  sami proszą się o nieszczęście,  i do tych, którzy narażają się, bo nie mają wyboru. W samolocie do Smoleńska lecieli ludzie ( z wyjątkiem załogi i BOR-u), którzy chcieli skorzystać z okazji wycieczki za darmo, Kubica jechał, bo chciał. A ci, którzy zginęli w busie, jadąc do pracy na czarno, nie mieli wyboru. W domu zostały głodne żołądki. Jak porównywać losy? Rodzinom ofiar katastrofy samolotu proponuje się po 250 tysięcy złotych na głowę, Kubica z pewnością będzie miał najlepszą opiekę, a rodziny ofiar busa? Nic, tylko dalszy ciąg biedy i braku perspektyw.  Nie ma co liczyć na pomoc i wsparcie. Media też już zapomniały, szybko zapomniały. Ja pamiętam. Staram się pielęgnować tę pamięć, żeby nie zapomnieć, na czym polega różnica.

wtorek, 1 lutego 2011

Pisanie na śniadanie

Oj, dobra ta kalarepka na śniadanko... zwłaszcza zimą, gdy niewiele smakowitości z branży owocowo-warzywnej. A za oknem zięba kłóci się z dzwońcem o jakieś smakowite ziarenko, jakby było ostatnie. Sikorki obserwują to czupurzenie z bezpiecznej odległości. A mnie się wymyśliło, przy chrupaniu:

Zięba

Szumią sobie w lesie
rozłożyste dęby,
że podobno ziębę
rozbolały zęby.
Wtrąciła się sosna:
Oj, wy głupie dęby!
Kto widział by w dziobie
ziębie rosły zęby?