środa, 27 października 2010

Popęd do władzy

Przeczytałam informację w Necie, że w przyszłym roku będziemy płacić o około 20% więcej za energię elektryczną. I, że przeciętne gospodarstwo płaci za prąd około 1200zł rocznie. Ja płacę teraz około 2200zł. A moje gospodarstwo domowe to zaledwie 45m2. Mam w tym „gospodarstwie” same energooszczędne  urządzenia, od pralki, poprzez termę,  lodówkę, na żarówkach kończąc. Oczywiście, można nie prać odzieży, tylko chodzić przez cały tydzień w jednych majtkach, koszulce, no i całej reszcie. Można zaśmiardnąć się nie myjąc się codziennie. Tylko już teraz mamy w szkołach wszawicę, o której niemalże zapomnieliśmy. Najwyraźniej, wielu rodziców już dziś musi oszczędzać… Ze wszystkich mediów najłatwiej – moim zdaniem – zrezygnować z TV. Tam i tak są jedynie awantury partyjne, mydlane opery i głupie konkursy.  Nie żal wcale.
Jednak w obliczu już widocznych i planowanych dopiero podwyżek cen żywności, energii, paliw, etc, itd. dom opieki, w którym jest mój ojciec, podniósł nam opłatę miesięczną o 400zł, już teraz. Ja nawet rozumiem dom opieki, przecież wykwalifikowany personel też chce podwyżki płac, gdy mu rosną koszty, a gdy wydatki na utrzymanie pacjenta też rosną, to spadają zyski właścicieli. To dosyć oczywiste. Tylko ja poproszę stosowne zaświadczenie, bo mnie te nowe koszty zmniejszą moje dochody o co najmniej 40%, tak wynika z moich obliczeń. Bo jest jeszcze osławiona niechlubnie służba zdrowia, która bez stosownego „załącznika” nie kiwnie palcem w okolicy niepełnosprawnego pacjenta.
To co ja mam teraz zrobić? Pójść do Szefa i zażądać podwyżki? Czemu tylko nas, zwykłych zjadaczy chleba ma dotknąć  kryzys finansowy? Firma, gdy będzie musiała wydać na działalność więcej, a wie doskonale, że więcej nie zarobi, bo ludzie będą biedniejsi, też nie podniesie mi płacy! Tak, wiem, wiem, można przecież poszukać dodatkowego zajęcia – powie jakiś mędrek. Tylko kiedy mam znaleźć czas na to dodatkowe? Praca na jednym etacie zajmuje mi ni mniej ni więcej, tylko dokładnie pół doby. Spać muszę przynajmniej 6 godzin   (choć powinnam 8, dla zdrowotności), zostaje na wszystko inne kolejne 6h, a jest jeszcze dom na głowie! Zakupy, przygotowanie posiłków, pranie, prasowanie, sprzątanie, o odpoczynku i tak większość z nas już nawet nie marzy.
A taki, na przykład, poseł Kurski, zarabiając 70 tysięcy zł miesięcznie ma ochronę BOR-u za darmo. Nie, dokładnie odwrotnie – nie za darmo, bo na koszt podatników. Czyli mój, między innymi.
I tak zostaje mi tylko: płacz i płać… Trzeba było zostać posłanką, albo ministerką. Szkoda, że nie mam predyspozycji i wystarczającego popędu, do władzy.

środa, 20 października 2010

When I close my eyes

Dzień wstał, ale wciąż jeszcze jest zaspany. Gęsta mgła spowija jesienny, wilgotny ranek. Starczyło kilka wietrznych i chłodnych nocy, a już drzewa stoją, trzęsąc się, nagie, lub prawie nagie w tej, zimnej łaźni. Kto miał odlecieć, już to zrobił, a kto nie lubi corocznych przeprowadzek - szykuje się do przetrwania  trudnych miesięcy. Znawcy pogody ostrzegają przed długą i mroźną zimą. Zobaczymy, ale na taką się zanosi.

Martwię się, jak przetrwają moi mali, skrzydlaci podopieczni. W nowym lokum nie będzie warunków do dokarmiania.

Za plecami słyszę, jak politycy wyciszają emocje. Od tego wyciszania już mi gorzej. Czemu Polacy nie potrafią wyzbyć się rozkoszy nienawiści, nie są zdolni do merytorycznej, twórczej dyskusji? Nie wiem. Mogę sobie tylko pomarzyć i wyobrazić, że przedstawiciele różnych partii pojawiają się w mediach z wypchanymi teczkami. Teczkami, pełnymi pomysłów na rozkwit tej, tak podobno przez nich ukochanej Ojczyzny. Zamykam oczy i słyszę, jak próbują przekonać słuchaczy i swoich interlokutorów do swoich racji. I słyszę, jak dyskutanci grzecznie i merytorycznie wypunktowują słabe elementy propozycji, sugerując jednocześnie własne,  lepsze rozwiązanie problemu. I widzę, oczami wyobraźni, siebie samą, jak idę do urn i oddaję głos na tych, którzy - moim zdaniem - mają lepszą wizję dobrobytu naszego narodu. Nie wybieram już mniejszego zła, nie głosuję "przeciw", pozornie oddając głos "za", tylko stawiam krzyżyk świadomie, z przekonaniem, że wybieram najlepiej.

Cóż...otwieram oczy.Za plecami nadal słyszę chore i zużyte dawno obelgi pod adresem oponentów.

To może odnotuję sobie jeszcze coś z ulubionego M.Załuckiego:

"Ludzkość to ja"

Z miłym uczuciem wstaję co dnia,
w sercu pogoda,
ruchy żwawsze...
Pomyśleć - to przecież ja!
Cząsteczka, ale zawsze.
Pomyśleć:
wszyscy toczą dziś boje
o Dobro Ludzkości,
to znaczy - moje!
O szczęście Ludzkości,
to znaczy - moje!
Doprawdy - jeden czart wie,
czym ja się jeszcze martwię...


Tysiące zagranicznych gości -
politycy
mędrcy
i burżuje -
wciąż maja usta pełne Ludzkości!
(Ciekawe, jak ja im smakuję -
bez przypraw,
bez konfiturki
i nie obrany ze skórki?)
(...)

Wystarczy cytatu. Nic dodać, nic ująć. Aż trudno uwierzyć, że ta satyra jest z 1961 roku...

wtorek, 19 października 2010

W rynsztoku

Walka polityczna w naszym kraju sięgnęła już dna rynsztoka. Ohyda…
Prezes wypowiada się jak zwykle, w duchu „nikt nas nie przekona, ze białe jest białe, a czarne jest czarne”. Odpowiedzialni są, rzecz jasna, przeciwnicy polityczni, czyli PO. No, bez winy nie są, fakt. Też uprawiają polityczne poletko metodą podgryzania korzonków, tyle, że – w przeciwieństwie do PiS – robią to w białych rękawiczkach. I udają świętoszków. Natomiast Prezes od lat sieje w każdym zakątku kraju nienawiść. Nie pochwalam terroryzmu, ale powiedziałam jakiś czas temu, że to się źle skończy. Nie można bezkarnie dzielić społeczeństwa według własnej miary. Nietolerancja mści się zawsze, choć czasem z opóźnieniem. Jeżeli ktoś próbuje wmówić społeczeństwu, że wybrało prezydenta przez pomyłkę, nie uznaje demokratycznych zasad, mówi, że połowa obywateli stoi tam, gdzie ZOMO, odmawia zasług wszystkim, którzy śmią nie zgadzać się ze zdaniem jego partii, to musi doprowadzić do eskalacji negatywnych emocji. Ludzie w naszym kraju zaczynają sobie skakać do oczu już nawet we własnych domach i – według mnie – to też zasługa prezesa. Tylko prezes nie jest zdolny do samokrytyki, a krytyki, nawet tej konstruktywnej, też nie toleruje, czego dał wyraźne dowody, odtrącając wiernych, ale nie bezkrytycznych towarzyszy.

Pisałam tuż po katastrofie w Smoleńsku, o słowach mojej znajomej - zwolenniczki PiS, a ostatnio, z okazji manifestacji PiS 10 października, pod Pałacem Prezydenckim, wszyscy mieliśmy okazję słyszeć okrzyki manifestujących, wyrażające nadzieję, że samolot z Panią Prezydentową może jednak spadnie.

Każda wypowiedź prezesa od lat podnosi mi ciśnienie, ale nigdy nie życzyłam mu niczego złego. Napastnik w Łodzi najwyraźniej nie zdzierżył już.
Teraz słucham znowu wystąpienia prezesa, muszę powiedzieć, że rzeczywiście – lepiej zamknąć telewizor. Szkoda tylko, że zamiast mordować niewinnych ludzi, starszy pan w Łodzi nie próbował przekonać członków PiS, że pora, najwyższa pora, zmienić prezesa. Gdy w firmie źle się dzieje, to się nie strzela do jej pracowników, tylko zmienia zarząd.

poniedziałek, 11 października 2010

Once upon a time

Dawno, dawno temu książęta i królowie zaręczali się „w ciemno”. Wybrankę obejrzeć mogli na portrecie tylko, a portrety, jak to portrety, malowane były przecież na zamówienie rodziców, którzy gotowi byli zrobić wszystko, byle doszło do koligacji z potężnym rodem.

I tak to przyszły mąż u stóp ołtarza zdejmował z twarzy przyszłej żony woal i – jak mniemam – jeśli padał z wrażenia, to raczej nie z zachwytu nad objawiającą mu się pięknością. Pocieszać się musiał potem biedaczek, aczkolwiek zapewne niechętnie, w łożach zawodowych kurtyzan, tudzież innych, przypadkowych nałożnic. Przysięgę małżeńską łamiąc przy każdej, takiej okazji, co z absolutną pewnością spędzać musiało mu sen z powiek, bo na potępienie wieczne skazywał duszę swoją, jak nic!
Dzisiaj kota w worku nikt już chyba nie kupuje, przynajmniej, gdy chodzi o związki damsko-męskie. Za to starożytny obyczaj przeniósł się był na politykę.
Otwierasz TV, a tu z ekranu wdzięczy się do ciebie polityk, patriota i tradycjonalista w jednej osobie. Wymuskany, wygładzony, z przylepionym uśmiechem nr 8, pochylający się nad ciężkim losem obywatela, czyli - twoim, rozpływający się w uprzejmościach, a czasem zdaje się, że już już, a z tegoż ekranu wychynie nagle obśliniona gębusia i cmoknie cię w dłoń. Prawą dłoń, o ile jesteś praworęczny. Zawsze jednak w tę, którą stawiasz krzyżyk na karcie wyborczej. I patrzysz tak na tę gębusię, na ten zwis męski elegancki w paski, co dobrany wyjątkowo do garnituru jest. I myślisz sobie: Ładny taki ten kandydat, uprzejmy, grzeczny, mądrości z ust jego się sypią, niczym suchy groch. Albo raczej, niczym ten pieniądz, co to polityk ci do kieszeni pustych sypać będzie. Aż ci ta mamona dźwięczy w uszach. A odgłos to przemiły jest, uwodzicielski taki, o cnocie zapominasz i bez względu na płeć pędzisz oto, do urn pędzisz, by głos swój oddać na to bożyszcze, na tego zbawcę narodu, na tego Midasa, co różdżką swoją czarodziejską gnój ci nawet w złoto zamieni.
I stawiasz ten krzyżyk i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku układasz się spokojnie do snu. I śnisz…o górach złota w twoim portfelu, o drogach, na których nie urywa się zawieszenie od starego Fiata, o służbie zdrowia, co to z otwartymi ramionami wita cię od progu, o pracy, w której nie musisz nocować i nareszcie godnie ci płacą, o szkole, w której nauczyciele uczą i wychowują twoje dzieci na ludzi.
Eh, piękny to był sen, tylko krótki. A polityk – patriota, który uwiódł cię bezkarnie, okazuje się być zwyczajnym draniem. I jak ten drań, co zostawił sąsiadkę w stanie wskazującym na ciążę, tak on zostawił ciebie, w stanie wskazującym na głupotę. I po co to było sąsiadce tłumaczyć, że trzeba mieć rozum przed, a nie – po? Przyganiał kocioł garnkowi!