wtorek, 29 czerwca 2010

Dajcie szansę, ale już!!!

Give PIS a chance!

Pod takim hasłem PIS zorganizował imprezę towarzyską, na której pojawiało się również hasło "He PIS". Znaczy, że niby PIS taki tolerancyjny jest, taki pokojowo nastawiony, że nic tylko dać mu tę szansę...
Szkoda tylko, że jakoś nie mogę sobie samej wmówić, że PIS=Peace. A już Prezes kojarzy mi się ze wszystkim, ale w żadnym razie nie z pokojem i hippisowską tolerancją.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

czytając S.J.Leca

S.J. Lec miał w głowie tysiące ciekawych myśli, niektóre z nich są niezwykle adekwatne do teraźniejszości. Kilka z nich odnotowuję:

Coś o elektoracie o moherowym rodowodzie:

„Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia.”
„Z szeregu zer łatwo stworzyć łańcuchy.”


„Pozytywnych bohaterów nie trzeba tworzyć, wystarczy ich mianować.”

Coś o debatach wyborczych:

„A może by tak walka dwu Hamletów, który ma być, a który nie być?”
„Ukrywał się za językiem, który pokazywał światu.”
„Kto nabiera wody w usta, niech nią przynajmniej nikogo potem nie opluwa.”
„Można być wirtuozem fałszywej gry.”


Coś o manii wielkości narodowej:

„Im mniejsi obywatele, tym większe się zdaje imperium.”

I tak ogólnie, o polityce:

„W walce idei giną ludzie.”
„Maszeruje z nimi do celu, ale w takt innej melodii.”
„Gdy kameleon przy władzy, zmienia barwę otoczenie.”


I jeszcze o cudach i dziwach pamięci społecznej, odnośnie historii:

„To, że umarł nie jest jeszcze dowodem, że żył.”
„Biada dyktatorom, którzy uwierzyli, że nie są dyktatorami.”
„Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.”


To ostatnie troszkę bym przystosowała do realiów:
„Można oczy zamknąć na teraźniejszość, ale nie powinno się zamykać na wspomnienia!”

I coś, bardzo mądrego, ku przestrodze:
„Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.”

piątek, 25 czerwca 2010

Klimakterium

Wszystko ją denerwuje, wścieka, doprowadza do szału, nawet, gdy trudno doszukać się konkretnego powodu. I w ogóle zła jest, jak cholera… albo ryczy cały dzień, też bez przyczyny. Tu ją boli, ówdzie strzyka, eee tam… Do dupy z takim życiem. Powiadają: Pracuj, a garb ci sam wyrośnie! No i mają rację, faktycznie – rośnie. Na plecach jak dotąd umiarkowanie, za to gdzie indziej – już prawie Quasimodo. Rośnie.
I po co było się tak szarpać? I tak nic z tego nie ma. Tylko zmarszczki i siwe włosy, albo cellulitis. Śmieją się, że w rozwoju się cofa, bo jak niemowlę ma znowu trzy fałdki w rozmiarze XL…

Jej się odkłada tłuszcz, a poseł Kurski, to na zlicytowany czar czterech kółek, to sobie ot – tak, o! palcami pstryka, bo ma odłożone. Sobie kupi drugi, jak zechce. Bo ma. Odłożone.
A jeden taki słuchacz zadzwonił do Trojki, do Manna Wojciecha i powiedział, że niech się poseł nie chwali, bo on – słuchacz, też miał odłożone. 150zł…tylko żona znalazła i już teraz nie ma. Ale znowu sobie odłoży, a co!?

Ona postanowiła, że nie będzie gorsza i też sobie odłoży. Może nawet 200złotych odłoży. Jej oszczędności przynajmniej żona nie znajdzie.

środa, 23 czerwca 2010

Małe tęsknoty

Dorosłam. Chyba tęsknię za latami, w których piosenek się słuchało, a ich nie oglądało. Jak to dobrze, że jest youtube. Znalazłam tam cud piękności starocie:
Deep Purple „Soldier of Fortune” www.youtube.com/watch?v=8BGwEulYs8c

Rare Bird „Sympathy” www.youtube.com/watch?v=2TMw92_q8Ac
The Moody Blues „Melancholy Man” www.youtube.com/watch?v=TXJpgqhWvNY
Creedence Clearwater Revival „I Put a Spell on You” www.youtube.com/watch?v=WnZTj7xGxpY
Rainbow „Catch the Rainbow” www.youtube.com/watch?v=p3VgV31vmUE

Że o: Mick Jagger „Party Doll” www.youtube.com/watch?v=ZalRLN0KeE0

nawet nie wspomnę już. I całe mnóstwo innych, zapomnianych, na ten oto przykład:
Queen „Love of My Life” www.youtube.com/watch?v=SPrFIP3Hf-o

I niezwykle ekspresyjne Queen „Death on Two Legs” www.youtube.com/watch?v=v4zmv1IFCOA

Albo okrutnie tęsknie brzmiące Terry Jacks „If You Go Away” www.youtube.com/watch?v=zyFSAEEG8eI

W radio można usłyszeć niektóre starocie, ale jakoś nie te, które tu przywołuję z zakamarków swojej pamięci. Zapomniano o nich, strącono w niebyt. No cóż, Bohemian Rapsody, to faktycznie piękny utwór, ale może warto posłuchać czasem, jak Queen śpiewa, na kilka głosów o miłości swojego życia. Albo przypomnieć wszystkim przepiękną balladę Catch the Rainbow, uznawaną przez krytyków za jedną z najlepszych ballad rockowych.
A dzisiaj, w dobie pogoni za pieniądzem, wyścigu szczurów, opowiedzieć bez agresji i nienawiści, że najważniejsza jest życzliwość, że połowa świata jest samotna, głodna i pozostawiona sama sobie, bez przyjaciół. A my, tkwiąc sobie w ciepełku dobrobytu, zapominamy o tym, kłócimy się o nieistotne drobiazgi, dąsamy na siebie, toczymy nieustanne wojny właściwie o nic.
Ale – nie, lepiej się dzisiaj sprzedają gołe wygibasy, wysztafirowanych niczym „ssaki leśne”, beztalenci z dużymi niebieskimi oczami i drapanie po jajach pseudoartystów, którzy nie mają nic ważnego do powiedzenia nawet samemu sobie, a co dopiero słuchaczom.
No więc – tęsknię sobie za przesyłką muzyczną, na starej magnetofonowej taśmie do Grundiga, z której kiedyś, przed wielu laty zabrzmiało mi If You Go Away, wyszeptane niemal przez Terry Jacks’a, a potem „Vien” Marie Laforet www.youtube.com/watch?v=N6RzqjiGW9E , a mnie dąsy nieletnie na przyjaciela przeszły, jak ręką odjął.

Po wyciu niejakiej Edyty Górniak, albo Dody – na przykład - nic mi nie przechodzi, a nawet wręcz przeciwnie – cosik mnie dopada!

Komu dzisiaj się chce naprawdę wsłuchać w śpiew i komu chce się jeszcze naprawdę śpiewać?

poniedziałek, 21 czerwca 2010

światłowstręt

spuszczam zasłony milczenia
na własne przeczucia sprawdzone
spuszczam zasłony milczenia
na oczekiwania nieuzasadnione
spuszczam zasłony milczenia
na naszą przyszłość niepewną
spuszczam zasłony milczenia
chociaż wszędzie wokół ciemno

I znowu przeczucie mnie nie myliło...Różnica jest tak niewielka, że właściwie nie ma o czym mówić.

środa, 16 czerwca 2010

piątek, 11 czerwca 2010

Obrazki. Śpiewak

Idzie sobie drogą, wzdłuż ogrodzenia. Lekko pochylony, trochę chwiejny krok, łachmany zwisają na nim smętnie, jak zawieszone na gwoździu. Podeszwa lewego buta niezupełnie się trzyma cholewki, więc podczas marszu w rytmie „dwa do przodu, trzy do tyłu” but uśmiecha się szeroko, ukazując rząd „zębów”, które nie grzeszą bielą jeszcze bielszą. W dłoni dynda reklamówka, niegdyś zapewne biała, dzisiaj mocno sfatygowana i brudna. Po charakterystycznych wypchnięciach widać, że w jej wnętrzu kryje się zapas na rozgrzewkę. Nieduży zapas, na miarę możliwości, czyli środków, pochodzących ze sprzedaży pustych opakowań po poprzednich, własnych, a także – cudzych, zapasach. Idzie sobie i śpiewa. Radośnie, bez ceregieli, kompletnie nie przejmując się brakiem talentu śpiewaczego, ani zużyciem strun głosowych z przyczyn nadużywania, wspomnianej wyżej, rozgrzewki. Śpiewa tak mniej więcej: „Dała mu, k…, a on chciał jeszcze, k… p…lę ten rząd, k… ja wam wszystkim, k…, pokażę, dała mu…” itd., w stylu podobnym. Co dwie zgłoski czknięcie, głos niesie się daleko, odbija echem od zabudowań, psy okoliczne szczekają, miotają się za ogrodzeniami, a ON idzie i śpiewa. Mija przydrożną kapliczkę, milknie, mimo, że wydaje się tej kapliczki nie dostrzegać nawet, ale ledwie meandry jego ścieżki miną kolejny "zakręt" - wznawia wokalne popisy. Nie zwraca uwagi ani na psy, ani na mijanych ludków. Śpiewa, radośnie i donośnie. Pomachuje sobie przy tym, jakby wybijając rytm, reklamóweczką z cenną zawartością. Dokąd zmierza? Nad jeziorko pobliskie. Tam, w szuwarach, ma swoją ulubioną miejscóweczkę, swoje letnie leże. Swoją „daczę”. Zimą zamilknie, zaszyje się w cieple nie ogrzewanego, cudzego domku na jakiejś działce, w pobliskim miasteczku.
Ot, człowiek szczęśliwy. Po prostu...

czwartek, 10 czerwca 2010

Co i komu rośnie?

M.O.:
"Kaczyńskiemu rośnie. A to, czy jest, czy nie jest żonaty, ani, czy ma dzieci, czy nie - nie powinno mieć żadnego znaczenia dla wyborców."
S.N.: "Kaczyńskiemu nie rośnie. A powiedzenie, że nie ma pojęcia o wychowaniu dzieci, bo zna się tylko na hodowli zwierząt futerkowych - nie jest obraźliwe."

Jakoś tak to było, ale zanotowane skrótowo, z pamięci.W każdym razie clou wypowiedzi tak można było zapamiętać.

I się zastanawiam, czy chodziło o dąb, zasadzony ręką Wodza? I nie rozumiem, bo jak się tyle wody leje zewsząd (nie tylko z rzek!) to rosnąć powinno w zastraszającym tempie, jak bambus.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Półtora nieszczęścia

Mam już dość ewakuacji. Pakowanie i rozpakowywanie ton dokumentacji, deinstalacja sprzętu. Ledwie się rozpakowaliśmy po jednej, a już druga fala nadciąga. Siedzę sobie i dumam, brudna, zmęczona i w ogóle - półtora nieszczęścia…
Jeżeli ja jestem tak zniechęcona, to jak muszą czuć się ludzie, którym woda nie tylko zagroziła i zagraża, ale którzy stracili w tej wodzie wszystko? A ci, których domy złożyły się niczym domki z kart? Nie mam prawa narzekać, mnie - jak dotąd – nie utopiło niczego. Bardzo, bardzo tym nieszczęśnikom współczuję… Tylko – po jaką cholerę im to moje współczucie? Im potrzebna pomoc. I to nie taka, wygłaszana w ferworze walki politycznej, obiecanka-cacanka tego, kto przez krótki czas cierpiał na zanik głosu, ale ozdrowiał znienacka.
Mnie, mnie wybierzcie, ja to nawet z pustego w próżne potrafię nalać! Mój brat jest już wśród świętych, ma się więc te chody na górze! Zobaczycie - jedną rybą obdzielę głodne miliony, a jedną flaszencją napoję.
A tak na ucho: Gdybym ja była premierem (premierką?) to powodzi w ogóle by nie było, a ludziska by dostali i tak, nawet po 100 tysięcy EURO! A co?! Ja to bym miała gest!