środa, 28 kwietnia 2010

Osiołkowi w żłoby dano









Media już zdecydowały. Ilu by nie wystartowało kandydatów, liczyć się będą tylko dwaj. A żaden z nich nie będzie dobrym wyborem. Mniejszy – bo wiemy, czym pachnie, a większy – bo nie będzie stanowił jakiejkolwiek przeciwwagi dla władzy wykonawczej. Lubię tego większego, zawsze go ceniłam, ale to nie ma znaczenia – w związku, w którym oboje myślą dokładnie tak samo jest nudno i brak perspektyw na rozkwit. Dyskusja twórcza, bez mordobicia i nieustannych awantur jest przecież motorem postępu.
Jest kandydat, którego z przyjemnością ujrzałabym na reprezentacyjnym stolcu, ale nie ma szans. A szkoda, bo to dobry kandydat do tego stanowiska. Zrównoważony, dystyngowany, prawdziwy światowiec, z różnorodnym doświadczeniem… Byłby dobrą wizytówką Rodziny, ale nie będzie, cóż…

ptaszki cd.

Kopciuszek

Kopciuszek przysiadł na płocie,
nie rusz kopciuszka, kocie!
Piórka ma lekko przydymione,
a od spodu rudy ogonek.

Dzwoniec

Gdy zima zbliża się do końca
coraz trudniej spotkać dzwońca.
Czy odleciał nad Śródziemne Morze?
Nie wiem, ale być może…

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Las

Ten las widział wszystko.
Nie stanął w obronie…
Trzask gałęzi. I cisza.
Całun mgły. I – koniec.

Może to głupie, może niepatriotyczne nawet, ale nie mogę przestać myśleć o ofiarach innych, równie katastroficznych wydarzeń – o tych, którzy kilka dni wcześniej zginęli w moskiewskim metrze, o tych, którzy tracili życie podczas trzęsień ziemi na antypodach, o tsunami na Thaiti… O wielu innych…
Wobec śmierci jesteśmy przecież równi?! Chyba jednak – nie.
Myślę też o Rosjanach, którzy – podobnie, jak Niemcy – od dziesiątków lat dźwigają ciężar odpowiedzialności za nie popełnione przez nich samych, tak – osobiście, czyny. Dla nas – tragedia narodowa, dla nich – koszmarny, pechowy zbieg okoliczności, który ponownie zwraca na nich uwagę całego świata. Zachowali się pięknie, profesjonalnie, serdecznie. Nie jestem pewna, czy – gdyby to darzyło się u nas – my, Polacy, stanęlibyśmy na wysokości zadania? Doświadczenie wskazuje, że prawdopodobnie natychmiast spiętrzyłyby się liczne przeszkody i trudności. I, jak zwykle, byłby bałagan. Już sam fakt, że do jednego, archaicznego dinozaura lotniczego, zapakowano tylu ważnych ludzi w Państwie, świadczy, że - tak. I jeszcze, w TV, jakiś generał powiedział, że on nic nie słyszał o procedurach bezpieczeństwa lotu generalicji wojskowej, że takich procedur nie ma!

Wiele jest we mnie goryczy, bo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tych, niepotrzebnych śmierci można było uniknąć, gdyby nie zbliżające się wielkimi krokami wybory prezydenckie.

Smutno, tak bardzo smutno i żal.