wtorek, 22 grudnia 2009

niby wesoło, ale...

powiało smuteczkiem. Pogrzeb Haliny odbył się wczoraj, o 14-tej.
"Po długiej i ciężkiej chorobie" - napisano w nekrologu. Poczułam się fatalnie, bo od jakiegoś czasu nikt nie miał z Nią kontaktu. I zachowałyśmy się bardzo brzydko, chociaż typowo. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" - napisano w Biblii. To wielka mądrość. A my posądziłyśmy. O wywyższanie się, o niechęć do starych znajomych i przyjaciół. O unikanie naszego towarzystwa. A Ona tylko nie chciała współczucia, nie pragnęła afiszowania się ze swoją chorobą...
Wstyd mi teraz. A powinnam być mądrzejsza, szczególnie, że mnie też kiedyś posądzono o rzeczy, których nie zrobiłam. I też nie miałam ochoty tłumaczyć, że to całkiem nie tak, tylko machnęłam ręką. I myślę dzisiaj, że najtrudniej przekonać ludzi, że się mylą. Szczególnie, gdy im to przekonanie, chociaż błędne, pasuje do światopoglądu.

Halinko, będziemy o Tobie pamiętać, tak, jak pamiętamy o Adamie - bądźcie szczęśliwi tam, gdzie jesteście teraz... tyle, że ja nie wiem - gdzie?