poniedziałek, 28 września 2009

i znowu z archiwów (2007)

Łza zwątpienia

Czasami pod powieką zawiśnie
samotna i drżąca
nie wie, co ze sobą zrobić

niepewna i zagubiona
rozpływa się powoli
znikając w głębinach smutku

ostrożnie i bez pośpiechu
unoszę zasłony milczenia
skrywające niezmącony spokój

czwartek, 17 września 2009

Przedświt


Wstawanie przed świtaniem jest niezgodne z ludzką naturą, ale – wyjścia nie ma. Żeby nie zabić się o własne nogi, dobudzić się jakoś, Pan Monsz otwiera TVN24. I cóż my tam widzimy i słyszymy, popijając kawusię i spożywając śniadanko o godzinie 5:15?

Ano, tak:

- poniedziałek – reportaż z protestu mieszkańców X przeciwko budowie obwodnicy.
- wtorek – protest mieszkańców Y w związku z brakiem obwodnicy.
- środa – protest mieszkańców ulicy Z w mieście V w związku z hałasem podczas dostaw do osiedlowego sklepu.
- czwartek – protest mieszkańców Q z powodu braku ekranów wzdłuż drogi szybkiego ruchu
- piątek – protest mieszkańców jeszcze innej miejscowości przeciwko postawionym ekranom wzdłuż trasy szybkiego ruchu.

W kolejnym tygodniu – kolejne protesty, raz za, a następnego dnia - przeciw.
Nie ma jednak żadnego wyboru, bo inne kanały to albo obraz kontrolny, albo TVMarket.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że protest wrósł w krajobraz Polski.
Zatem niniejszym ogłaszam protest przeciwko protestom. I przeciwko idiotycznym reportażom. I przeciwko wstawaniu o 4:30 też!

wtorek, 15 września 2009

List do

Jesień… Byłam wczoraj na cmentarzu. Słoneczne promyki bawiły się z opadającymi już powoli liśćmi w chowanego, w gałęziach starej akacji sroki kłóciły się zawzięcie, zakłócając ciszę i spokój wiecznego snu. Lubię cmentarze wczesną wiosną, gdy groby zaczynają tonąć w zieleni, jeszcze nie wypalonej, ale takiej świeżutkiej i gdy przylatują pierwsze ptaki, by w koronach drzew zakładać swoje gniazda. Jesienią też jest urokliwie, gdy mgła ściele się, jakby narzucała woal na cały cmentarz, a słońce prześwieca tylko lekuchno przez ten ażur. Ludzie krążą pomiędzy grobami, porządkują coś tam przed nadejściem zimy, wzdychają do siebie w ukryciu, bo jesień ożywia tęsknotę za bliskimi, których już nie ma… Taki szczególny nastrój, w którym smutek miesza się z akceptacją losu.
Pamiętam, że jako dziecko nie byłam w stanie wyobrazić sobie, że kiedykolwiek mi może Ciebie, Mamo, zabraknąć. Już sześć lat minęło od dnia, w którym odeszłaś, a wciąż mam wrażenie, że Cię widzę. Gdzieś, w tłumie ludzi mignie fioletowy płaszcz, podobna do twojej sylwetka, a serce zaczyna walić mocniej. Rozsądek podpowiada, że to niemożliwe, ale serce rządzi się swoimi prawami. Ojcu też ciężko, nawet posiedzieć przy Tobie nie może. W tym tygodniu czeka go kolejna, już chyba dwunasta operacja w tym roku, trochę się pogubiłam, już je przestałam liczyć. Mam cichutką nadzieję, że nie okaże się, że rękę też trzeba będzie mu amputować…wygląda jak balon, ale – podobno – jest jeszcze nadzieja.
Dziwnie rozmawia się z Tobą myślami, tak bardzo brakuje mi naszych babskich pogawędek, wspólnego szykowania świąt, nawet wesołego narzekania na niesforne dzieci i nie tylko.
Wiem, ważne jest tylko to, że już nie musisz cierpieć, tylko tak trudno poradzić sobie ze wspomnieniami.

czwartek, 10 września 2009

Z wykopalisk (2006)

Miłość

Świerszczem zielonym ci zagram
smyczkiem pogłaszczę ci duszę
balsamem muzyki cię natrę
aż skałę stwardniałą poruszę.

Będziesz mnie prosił o jeszcze,
lecz ja ci odmawiać będę,
bo wiem, że - przedawkowane -
już nie jest takie przyjemne.

Ździebełkiem trawy za uchem
lekuchno cię połaskoczę,
na nosie biedronkę posadzę
i spojrzę głęboko w oczy.

Pod wierzbą się z tobą położę,
listek ci wplączę we włosy,
o niczym już myśleć nie będziesz,
pogrążysz się ze mną w rozkoszy...

Nie szukaj mnie, proszę, bo nigdzie
w tłumie mnie nie rozpoznasz,
gdy zechcę - sama cię znajdę,
zmusić mnie raczej nie można.

Odejdę. Zawsze odchodzę.
Chwilę mi będziesz kochankiem.
Nie próbuj mnie siłą zatrzymać-
ja z innym już będę wybrankiem.

Jestem ulotna, jak chwila,
niczym spotkanie z aniołem.
Zniknę, przepadnę, zostawię
ślad pocałunku na czole.

Wiesz, M., zabawa w personifikacje to nawet było nie najgorsze znowu zajęcie. Gdzieś w głębiach archiwów jest jeszcze takie "uczłowieczone" szczęście i autko, nawiasem mówiąc - autko mojego kolegi z pracy, który mnie w swoim czasie namówił do zawodów w próbie nadania różnym pojęciom nieludzkim, czysto ludzkich cech i zachowań. Dawno tego nie robiłam, w ogóle nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek coś w miarę sensownego napiszę. Mam wrażenie, że ten wysyp najróżniejszych, głupawych często, tekstów wiązał się bezpośrednio z odejściem Mamy, przedtem nic nie pisałam, odreagowałam, wyrzucałam z siebie emocje, a teraz jakby we mnie ta potrzeba wygasała. Żeby jednak znowu nie wysłuchać zarzutów z Twojej i naszych, wspólnych Przyjaciół zza mórz i oceanów, strony - coś tam od czasu do czasu skrobnę. Może dzięki temu A. i T. mniej będą tęsknić za krajem? Jak sobie takie ewidentne bzdury poczytają, to pomyślą sobie: Eh, tutaj, daleko, jednak jest chociaż normalniej!!!

wtorek, 8 września 2009

Z archiwów

Majty modne

Jest taka mała księżniczka,
co siusia już do nocniczka.
Księżniczka chce majty mieć nowe
koniecznie przy tym różowe.

Nieważne, czy ciepłe i wygodne,
byle różowe, najbardziej modne.
Pytam księżniczki-dziewuszki:
A może jednak - w całuski?

Nieee - Bączek mi odpowiada -
W całuski mi nie wypada!
Więc Jurek kupuje par dziesięć,
na wiosnę, zimę i jesień.

Bączek pyta: A gdzie majty na lato?
A po co? - Jurek jej na to -
Latem, gdy upał dookoła
pupa może chodzić goła!

Nieprawdą jest, Jureczku, jakoby!
Majty są ważne dla wygody!
- tak Bączek Jurkowi powiada
i na kolanach mu siada -

Bo przecież, Kochany Dziadku,
mucha usiąść może na zadku,
albo - gdy słonko zbyt piecze -
pupa się czasem przypiecze.

A sam, choć mówisz, że bez majtek tak wygodnie,
to nawet w skwar największy nosisz spodnie!


Bączek już w tym roku poszedł do szkół. Dziadek Bączka, kilka lat temu, opowiadał, jak próba założenia małej księżniczce zielonych majteczek, skończyła się wielką awanturą.Bo księżniczka się uparła, że nosić będzie wyłącznie różowe! Biedny dziadek, prawdę mówiąc, miał bogate doświadczenie w tym względzie, bo w domu zawsze miał babiniec: żona, córuś i teściowa na dodatek. I on - rodzynek w tej domowej babie z bab.Biedaczek!!! Wierszyczek powstał na - tak zwaną - pocieszkę dla dziadunia, w 2005 roku.

Wróciłam...

- Wiesz, Kochanie, wczoraj oglądałam w tym sklepie fantastyczną wręcz bluzeczkę i spodnie...
- Tak? To może dzisiaj też chcesz sobie POOGLĄDAĆ? Spoko, ja poczekam tutaj.
- ????!!!!