środa, 20 maja 2009

zapiski blogowe z 25 września 2008r.

Pamięć jest zawodna. I czasem dobrze, że niektórym przychodzi do głowy pisanie pamiętnika. Pisałam przez cały rok na blogu, utrwalając w ten sposób jeden rok z życia. Po wydrukowaniu wyszło ponad 120 stron A4. I, przeglądając te zapomniane już teksty, odnalazłam coś „na czasie”: notkę o solidarności, w której zatrzymałam, niczym na fotografii, swoje niepomierne wówczas zdziwienie, że ci, których dotychczas uważałam za symbol najprawdziwszej solidarności, czyli przedstawiciele związku zawodowego „Solidarność” z Gdańskiej Stoczni jechali do Brukseli protestować przeciwko restrukturyzacji Stoczni Gdynia. Bo to zaszkodzi ich stoczni. A, gdy stocznia w Gdyni padnie, to im, w Gdańskiej, będzie lepiej się powodziło. Zamiast solidarnie, wyszło partykularnie, czyli normalnie.
I dzisiaj znowu się zdziwiłam. Tym razem przedmiotem mojego zaskoczenia jest to, że nikt o tym fakcie nie pamięta! Cóż, ja jestem tylko obserwatorem sceny, na której odgrywają ten niekończący się spektakl. Nawiasem mówiąc, nie jestem pewna, czy to , co oglądam, to dramat w licznych odsłonach, czy też komedia w rodzaju purnonsensu? Pewnie i jedno i drugie…
Mam sporo lat, skleroza u drzwi też być może czeka. Ale dziennikarze żyją z tego show, powinni pamiętać lepiej, niż ja. A może nie chcą? Pamiętać. Poza tym podsycanie niechęci i jątrzenie stanowczo lepiej im wychodzi. A głupi naród ma pamięć tak krótką, jak niedźwiedzi ogon, zresztą – pewnie nawet nie odnotował wydarzeń z września ubiegłego roku.
Nie pochwalę jednak obecnej władzy. Bo, mimo wszystko, też kieruje się wyłącznie własnym, politycznym interesem. Czekam na taką władzę, która jednym, zdecydowanym cięciem skończy z rozdawnictwem publicznych pieniędzy, moich również. Czekam na epokę sprawiedliwości społecznej, nie solidarności zawodowej.

Miałam wprawdzie już więcej nic nie pisać tutaj i gdziekolwiek, ale trudno - przyzwyczajenie, a może - nałóg?