czwartek, 26 lutego 2009

środa, 25 lutego 2009

i jeszcze...

Rogacz
Wciąż nie ma pojęcia,
że jest do wzięcia...

Kochanka
Absolutnie wyjątkowa.
Póki nowa.

Kochanek kryzysowy
Od wieków znana zasada
tak jasna jest, jak słońce:
w kryzysie potrzebny kochanek,
by związać koniec z końcem!

Gwiazda
Jedna, druga, trzecia
jazda i – gwiazda!

Balneologia
Seksualna euforia
w sanatoriach

wtorek, 24 lutego 2009

fraszki różne - cd.

Dzik
Czy dzik ryje, bo ryj dzika swędzi?
Nie, dzik ryje, bo dzik szuka żołędzi!

Zając

Ze strachu dygocze zając
w kapuście sobie kicając.

Królik
Nie próbuj gonić królików,
one są mistrzami uników.

Mucha
Brzęczy mucha koło ucha,
że brzęczenia nikt nie słucha!

Jętka
Nie doczeka przednówka
jętka jednodniówka.


Optymista
Licznik pokazuje trzysta,
a on ciągle optymista?

Harleyowiec
Niejeden na niego zerka,
myśląc: Jedzie moja nerka…

Baseballista

Po co mi siedzieć w szkole?
Wolę pomachać baseballem!

Niewierna
Wiernością nie grzeszy
i to właśnie go cieszy!

czwartek, 19 lutego 2009

Zwierzaki

Lis
Lisowi wszystko zwisa.
Nawet kita pana lisa!

Borsuk
Czego po nocy pan szuka?-
spytałem grzecznie borsuka.
Odrzekł: A tobie, kolego,
to niby co do tego?

Wilk
Czemu wilk wyje do księżyca?
- Bo księżyc wilka zachwyca.

Jeż
Z dala się trzymać należy
od jeża, który się najeżył.

Kot
To taki zwierz, moi kochani,
co chadza własnymi ścieżkami.

Pies
Gdy ogonem merda pies,
znaczy, że szczęśliwy jest.

Wąż
Węże zapamiętać nie mogą,
gdzie mają głowę, gdzie ogon.

Żmija
Sykiem ostrzega w lesie żmija:
Niech mnie lepiej każdy omija!

Kret
Nie łatwo złapać krecika,
bo szybko do norki umyka.

Krowa
Za darmo rozdaje mleko.
A gdzie? O tam, niedaleko!

Koń
Jeśli narowisty koń,
lepiej się nie zbliżaj doń!

Świnia
Od rana ma wielką ochotę
natrzeć się świeżym błotem.


Tchórzofretka

Schwytać mysz, to dla mnie betka!
-chwaliła się tchórzofretka.

Norka
Że norki kochają kuśnierze?
Szczerze mówiąc – ja nie wierzę!

Lampart
Uważać trzeba na lamparty,
bo lampart jest wiecznie nienażarty.
Nieprawda, pleciesz androny!
Ten lampart jest już najedzony.

wtorek, 17 lutego 2009

Ptaki polskie

Sroka
Miła ta pani Sroka!
A przynajmniej –
na pierwszy rzut oka…

Kaczka
Skarżyła się pewna kaczka,
że lis chciał ją zjeść w buraczkach.

Sójka
Zdecydować się nie może,
czy odlecieć ma za morze.

Szpak
Nawet bardzo młody szpak
szpakowaty nosi frak.

Gęś
Bardzo trwała łączy więź
Pana Gęś i panią Gęś.

Dudek
Dudek unika ptasich budek
Bo musi uważać na czubek.

Łabędź
Zbyt ciężkie są kupry łabędzie,
by łabędzie siadały na grzędzie.

Wróbel
Dobrze wychowany wróbel
publicznie w dziobie nie dłubie.

Dzięcioł
„Cip cip” się chyba nie woła,
kiedy się szuka dzięcioła?

Kawka
Szklane paciorki dla kawki
to ulubione zabawki.

Kura
Trudno prześcignąć kurę
w pisaniu jak kura pazurem.

Sowa
Kto wie, dlaczego sowa
na dzień się w dziupli chowa?

Kukułka
Kukułka nigdy nie pamięta,
kto chowa jej pisklęta.

Jastrząb
Czy ktoś widział jastrzębia
o sercu gołębia?


Sokół
Nikt ukryć się nie zdoła
przed bystrym okiem sokoła.

wtorek, 10 lutego 2009

Dyplomacja

Oszaleć można. Cokolwiek otworzyć w TV, wszędzie jeden temat – zamordowany Polski geolog. Tak, wiem – to tragedia dla rodziny. Ale nie należy przesadzać z nadawaniem sprawie takiego rozgłosu. Ostatecznie, Polak był dorosły, wiedział, co robi, dokąd jedzie. Przecież nawet dzieci wiedzą, że tam od kilkudziesięciu lat trwa wojna. To inny świat, obcy Europejczykom. Każdy, kto się tam udaje, robi to na własną odpowiedzialność. Nie wolno zrzucać winy na rząd, taki, czy inny. Rząd nie kazał tam jechać i ryzykować życia, wręcz przeciwnie – ostrzegał! Nie rozumiem, czemu całe społeczeństwo ma ponosić konsekwencje potrzeby zarobienia dużych pieniędzy przez kogokolwiek? Podobnie jest zresztą z żołnierzami w Iraku i Afganistanie. Jadą ci, którzy chcą, a nie ci, którzy muszą, choć nie chcą wcale. Wolny wybór. Po co wtrącamy się w nie swoje sprawy, jako Naród, tego nie wiem. Ja się wtrącać nie lubię. I nie zamierzam. Wcale mnie nie dziwi, że wciąż trwa eskalacja oporu wobec obcych wojsk na Bliskim Wschodzie. Nikt nie lubi, gdy mu się nieproszeni goście pchają z butami do domu! Najgorsze, że jak zwykle – chodzi o pieniądze. Złoża roponośne są łakomym kąskiem, a dorabianie do pospolitego interesu ideologii zbawiania tamtejszych społeczeństw kłóci się z prawdą. Dobrze jest wiedzieć wprawdzie, co w trawie piszczy, jakie są nastroje, zamiary geograficznych bliższych i dalszych sąsiadów, ale wywiadu już nie mamy. Pan Macierewicz definitywnie nas źródła informacji pozbawił. Już nie ma kim inwigilować. Jeżeli ja mam pretensje do obecnego rządu, to raczej o to, że nie odbudowuje, nie reaktywuje profesjonalnych służb wywiadowczych. Nasza armia tam psu na budę potrzebna, ale akurat wywiad wojskowy i owszem, bardzo nawet! A my – polskim zwyczajem – wszystko na odwrót… Tyle, że przy naszej skłonności do gdakania o wszystkim, o czym się powinno milczeć, nie ma chyba szans. Tak, à propos, przypomniało mi się powiedzenie: ”prawdziwy dyplomata trzy razy pomyśli, zanim - nic nie powie”.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Noc miałam niespokojną. Namówiliśmy, a właściwie, wymusiliśmy na nim zgodę na amputację gnijącej nogi, a teraz mam wątpliwości. Czy na pewno dobrze zrobiliśmy? Jaka jest szansa, że 82-latek, który sam w sobie jest już od dawna wrakiem człowieczym, przeżyje? Minimalna. A jeśli przeżyje, to ile tego, wątpliwej jakości, życia zyska? Czy, zwyczajnie (pewnie by sobie samym wmówić, że próbowaliśmy wszystkiego), nie dołożyliśmy mu tylko dodatkowego cierpienia?

piątek, 6 lutego 2009

Donikąd ?

Rodzisz się, żyjesz, umierasz -
tyle z tym wszystkim zachodu…
Quo vadis? – pytam - Człowieku!
- Nie wiem… dokądkolwiek,
jednak zawsze – do przodu.

czwartek, 5 lutego 2009

Dzięciołek


Pamiętam zimę. Białą, puszystą i mroźną. Zaspy wyższe ode mnie, ogrodzenia udekorowane, oplecione jakby śnieżnymi łańcuchami. Drzewa wokół domeczku i kopiaste krzewy uginające się pod ciężarem białych kożuszków. Na szybach malowidła paprociowate, gwiaździste – cuda natury.

Jest zimowe południe, siedzę w biurze, od czasu do czasu odrywam wzrok od monitora, żeby dać zmęczonym oczom choć chwilę wytchnienia. Lubię, gdy oko wolnym kroczkiem wędruje aż po horyzont, po drodze przystaje wśród rosochatych wierzb, pokręconych, koślawych i dziuplastych. Brakuje mi teraz tylko tych rozmaitych farb, którymi natura bez umiaru szafuje wiosną. Cóż – luty…

Wracam z tej wzrokowej wycieczki, zakładam oczka zapasowe, koncentruję się. Kątem oka dojrzałam jednak coś, nie wiem wprawdzie – co, ale to „coś” nie pasuje do zimowego, monotonnego nastroju z pewnością! To – było zielone! I mignęło, przeleciało i znikło. Wyglądam przez okno – wszechogarniająca szarość, popielato-bury świat, nie odkurzany, ani nie myty świeżym, cieplutkim deszczykiem. Smutek zatopiony we mgle i ociekający wilgocią. Cisza.
Nagle słyszę dwie sroki, skrzeczące głośno na niewidoczne jakieś żywiątko w zmarzniętej, przyprószonej lekko padającą z nieba lodowo-deszczową kaszą, trawie. Jest! Moje zielone mgnienie oka. Przepiękny zielony dzięcioł! Raczej domyślałam się, niż widziałam, że to dzięcioł, bo dziobał cosik energicznie, z charakterystycznym, młotkowym ruchem dzięciolego łebka. Jednak – chodził wśród źdźbeł, po ziemi. Patrzyłam na drepczącego, zielonego ptasia, z dużą, widoczną z daleka, czerwoną plamą na łebku. Sroki dostały szału, bo najwyraźniej wkroczył na teren prywatny. A sroki miejscowe, firmowe można by rzec. Nastroszyło toto ogony i dalejże przeganiać intruza. Dzięciołek chyba nie szukał zwady, machnął lekceważąco skrzydłem i przeniósł się bliżej mojego okna. Mogłam go obserwować z odległości dosłownie kilku metrów. Jakiż on cudny! Kubraczek oliwkowy, mszysty, zrobił na mnie wielkie wrażenie. I ta czapeczka, a właściwie – berecik krwistoczerwony, zawadiacki trochę. Nosa, sorry, chciałam powiedzieć – dzioba matka natura nie poskąpiła też – długaśny, na oko z 5-6cm, mocny i lśniący. Do dziubania w drzewach wprost idealny! Po prostu dziub, nie - dziób! Po posiłku dzięciołek podfrunął ciut wyżej, ale niezbyt wysoko, bo był widać przyciężkawy akurat. Przysiadł nisko, na lipowej gałęzi, tuż pod moim przylepionym do szyby nosem. Dech mi zaparło. Teraz dopiero zaczął srokom urągać, a cmoktać, a popiskiwać w ich stronę. Najedzony od razu zodważniał. Ponarzekał tak jeszcze jakiś czas i odleciał w sobie tylko wiadomym kierunku. Pewnie mieszka gdzieś niedaleko.
I jak tu pracować? Gdy nawet zimą tyle życia się wokół dzieje?

środa, 4 lutego 2009

Sąd ostateczny




Co jakiś czas pojawiają się proroctwa o zbliżającym się końcu świata. Teraz mówią, że w 2012r.. Pożyjemy – zobaczymy… Zawsze mnie to śmieszy, podobnie jak słowa: w niebie bardziej cieszą się z jednego nawróconego grzesznika, niż z dziesięciu sprawiedliwych”. Mnie z tego wychodzi, że wystarczy dać na tacę duży datek tuż przed końcem żywota i „chwatit”! Już wszystko O.K. No, to dalej, jazda – grzeszyć ile wlezie, a potem jakoś się to odkręci przed Najświętszym Trybunałem.

Żywot człeka niepoczciwego

Czyżby był początek końca?
Czy nie będzie więcej słońca?
Czy świat wnet ogarnie ciemność?
Sądu przyjdzie nieprzyjemność?

Trzeba brać się do roboty,
By na koncie były cnoty!
Oj! Nie będzie rzeczą łatwą,
bo upartą żeśmy dziatwą.

Chętni krańce badać grzechu,
coś nie mamy dziś do śmiechu?!
I jesteśmy w wielkiej kropce,
bo: co ludzkie – nam nie obce!

A gdy zbliża się Sąd Boski,
to przedmiotem naszej troski
jest, czy Niebo jednak raczy
nasze błędy nam wybaczyć?

Może się zamydli oczy,
przed Sąd bocznym wejściem wkroczy.
I przedstawi zaświadczenie,
że ruszyło nas sumienie?

Że się człek poprawił wreszcie,
i zrozumiał to nareszcie,
że do Nieba wiedzie droga,
kręta, trudna i uboga.

A cóż na to Sąd odpowie?
By się nie mitrężył człowiek!
Całe życie wszak zaciekle
trudził się, by znaleźć w piekle!

Kocioł czeka nań gotowy-
-zmieści się po czubek głowy!
I z widłami diabłów pięć,
gdyby uciec przyszła chęć!



Komentarz mojego Kolegi: Nie mogę przejść obojętnie nad wierszem „Żywot człeka niepoczciwego”

Mnie natomiast zdaje się,
że Ten co nad nami,
ulituje się, bo tylko nas mami,
(nie wiem po co?)
piekłem, smołą i diabłami.
Myśmy przecież jego dzieci
a on Ojcem swoich pociech.
Czyżby miał wśród swoich uciech
Własne dzieci jako śmieci
do kociołka i widłami
poszturchiwać? Nieeee wołamy.

Przecież Eden wybudował,
Adama i z żebra Ewę zmajstrował,
a, że oni na wzór Jego
więc zapewne by swe Ego
ukryć, dał im jabłoń
co z jabłoni zabronione aby w dłoń
jabłko wziąć.

Ewa z babską ciekawością
(bo ciekawość Jego częścią)
jabłko wzięła i urwała
nie należy się jej pochwała
bo to jabłko już na wieki
stało się początkiem męki.
Stąd na co dzień jest Sąd Boży
zmartwień wiele, chorób moc
których żadna lista nie złoży.

Już jesteśmy oskarżeni
i wyroki też wydane,
nie czekajmy na Sąd Boży
bo to w końcu nic nie zmieni.

Więc ma rada jest o taka:
Śpij spokojnie dziewczę miłe,
na poduszce złóż buziaka,
sądem nie martw się choć chwilę.


Szukałem prawdy. Nie znalazłem. Ten co nad nami, jeżeli jest, jako Ojciec, Przyjaciel nie powinien wyciąć takiego numeru. Dać wszystko ale z małym wyjątkiem. Wiedział, że Ewa to zrobi. Później już było łatwiej na kogo zrzucić winę. Bo wiedział, że są na podobieństwo z Jego żądzami, wadami itp..
Gdy przyjmowałem jednego z moich, niestety nielicznych, przyjaciół powiedziałem – tu gdzie jesteś jest Twój Dom. Korzystaj zatem w co jest bogaty. Aby jednak nie kusić, żonę zabrałem ze sobą.