środa, 28 stycznia 2009

Fraszki

Absolwent

Niby młody, a jednak -
zbyt stary,
by chadzać na wagary.

Sklerotyk


Nawet tego nie pamięta,
że obłapiał dziewczęta!


Żonaty


Od kiedy zyskał status męża,
w kieszeni nosi węża.

Mężatka

Przed ślubem chętna i gotowa,
teraz wciąż ją boli głowa.


Starsi panowie

Zawsze w kolejce są pierwsi
do gabinetów, w których leczą
okładami z młodych piersi.


Młodzież lekko wpędzona w lata

Twarz w pajęczynie bruzd,
a w życiu wciąż „on the loose”.


Siostry miłosierdzia


Jak wszyscy - w pracy się pocą,
ale nocą.

Formalista

Na wszystkie swoje przekręty
ma właściwe dokumenty.

Motyle

Mężczyźni są jak motyle -
kochają tylko przez chwilę.

Niedźwiedzie


Oh, jak ja kocham niedźwiedzie,
byle nie po sutym obiedzie!

Stara panna

Rok za rokiem mija,
a ona wciąż niczyja.

Stary kawaler

Nikt mu nad uchem nie gdera...
Eh,szczęśliwiec!... Cholera!

Rozwodnik

Wolnością cieszy się szalenie -
przez formalne rozkojarzenie.

Rozwódka

Nie panna, a jednak nie żona-
kobieta doświadczona!

Akt kobiecy

Chuda, gruba,
smutna, czy wesoła
- nieważne!
Ważne, że - goła!!!

wtorek, 27 stycznia 2009

Napisałeś, mój znajomy Poeto, że „najważniejsze, żeby żyć w zgodzie z Bogiem”. Już, już miałam wrzucić ci komentarz, ale w ostatniej chwili się wycofałam. Szczęściem! Bałam się burzy, a raczej – oburzenia ze strony bywalczyń twojego bloga. Lepiej nie zadrażniać, ludzie wierzący są często przewrażliwieni. A wiersz całkiem, całkiem – miło się czytało. Chociaż z treścią się niezupełnie zgadzam, ale nic to.

Często jakoś spotykam w życiu podobne, dla mnie niezrozumiałe, mniemanie: człowiek podobno tylko wtedy jest szczęśliwy, dobry, sprawiedliwy, gdy żyje w zgodzie z Bogiem.
No, nie wiem, nie wiem…Może? Tyle, że to żadna sztuka być dobrym, etc. - ze strachu przed gniewem i karą. Nie czuć nad sobą bata i być Człowiekiem – ma, moim zdaniem, o wiele większą wartość. A Bóg? Jeżeli jest jakiś Bóg, to chyba powinien docenić fakt, że się nie bało piekła, a jednak żyło się godnie i uczciwie.
Świadomość własnych ułomności, wad i innych mankamentów, dostrzeganie potrzeb innych, tolerancja w stosunku do cudzej niedoskonałości – nie są zastrzeżone dla grupy wybrańców wiary, którejkolwiek wiary! Wystarczy rozum i odrobina pokory wobec potęgi natury, szacunek dla życia jako takiego.
Świat, Wszechświat właściwie, we wszystkich przejawach jego istnienia, wyobrażam sobie jak coś w rodzaju zbiorów wzajemnie zagnieżdżonych, niekończący się ciąg zdarzeń, zależności i konsekwencji. Istnienia przenikające się nawzajem, wrastające w siebie, spójne i nierozerwalne. Jak fraktale.

To dopiero jest doskonałość!

Przedświt

Z ciemności nocy wyłaniają się powoli
istoty bezkształtne niedokończone
rozespane jak ja
z głośników snują się dźwięki
wyłaniają się z mgły snu i oczekiwania
opływają kołyszącą falą ballady
„Soldier of Fortune”


Jak to dobrze, że jest youtube, można posłuchać sobie o poranku ulubionych, a już zapomnianych - bo nieobecnych w radio - perełek z zamierzchłych czasów mojego cielęctwa.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Żeberko

Nie powiem, trochę mi głupio,
jestem lekko zażenowana…
Bo Bóg mnie zrobił, podobno,
z żebra niejakiego Adama.

W zasadzie to bez znaczenia!
Powinno mi być wszystko jedno,
czy było to co innego,
czy właśnie akurat żebro.

Lecz kiedy o tym rozmyślam,
to z tego powodu - jak wnoszę,
ja chyba właśnie - od zawsze -
żeberek po prostu nie znoszę.

A jeśli już, to wyłącznie takie,
które spożywa się na surowo,
w dodatku wyłącznie saute
i ze skórką – obowiązkowo!

W ogóle to jestem głęboko,
naprawdę głęboko przekonana,
że nie z żeberka, lecz raczej
z głowy powstałam Adama.

Ja wiem, że to jest być może
pogląd absolutnie nowy,
ale tłumaczy, czemu faceci,
bez baby są - jak bez głowy!

W przepastnych głębiach komputerowych archiwów znalazł się niespodzianie ten stary wierszyk, z roku chyba jeszcze 2004. Gdyby kolega Stańczyk nie zaczął mnie ( równie złośliwie zresztą)podpuszczać, pewnie nigdy by nie powstał, podobnie, jak "Raj" i "Ewa". Trudno się czasem powstrzymać od riposty, jak się ma takich wesołych, ale i ciut dokuczliwych kolegów.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Dzieci z probówki

Choć chętnym panom to nie w smak,
dziś każda kobieta ( mój Boże!)
jak zechce, to matką in vitro
bez seksu, z łatwością, być może.

Już w banku spermy czeka
licznych dzieciątek zaczątek,
by w jakimś wygodnym jajeczku
znaleźć cieplutki zakątek.

A dorosłemu dziecięciu
wbija się później do głowy,
że w polu: imię ojca
ma pisać – „Anonimowy”…

I tylko czasem, przypadkiem,
gdy trudne życiowe zakręty,
chciałoby się od Anonimowego
anonimowe mieć alimenty.

Więc wbijcie sobie, miłe panie,
w blond farbowaną główkę:
Skarżyć można zawsze faceta,
lecz nigdy – szklaną probówkę!

Polityczna prostytucja

Jest, w każdym chyba języku, mnóstwo słów, które zatracają swoje pierwotne znaczenie, lub zyskują nowe. Do takich słówek należy w języku polskim "prostytucja".Dzisiaj używa się go do podkreślenia niemoralnych zachowań nie tylko w sferze erotycznej, ale dowolnie wybranej. I to właśnie zrobił poseł Palikot. Chyba każdy rozsądny i cokolwiek obyty człek wie, że sformułowanie:"Nie wiedziałem, że prostytucja w polityce sięga nawet posłanki X." nie dotyczy sprzedawania usług seksualnych, a politycznych. Ale gdzie tam! Wszyscy nagle jakby doznali zaćmienia umysłu. Oburzenie po prawej, zgroza po lewej stronie areny, a po środku coś, jakby odcinanie pępowiny. Fakt, nie brzmi to smacznie, ale przecież ktoś już dawno powiedział, że polityka, sama w sobie, jest jak dziwka. A cóż innego robią posłowie ze wszystkich stron, jeśli nie trudnią się sprzedawaniem partyjnych głosów za stołki, albo za coś podobnego? To, czy to nie jest swoista polityczna prostytucja?

piątek, 9 stycznia 2009

Temat dnia

Na świecie kryzys. Kurek z gazem z Rosji zakręcony. Tematem dnia 8 stycznia była jednak kwestia ojcostwa. Francuska Pani minister, o której dotąd nikt u nas nie słyszał, bo to ostatecznie nie nasza minister sprawiedliwości, czy czego tam ministrem ona jest, kilka dni temu urodziła córeczkę. I nie chce powiedzieć kto jest ojcem. W mediach aż huczało od spekulacji: być może to nawet sam premier Francji? Nie rozumiem tylko, dlaczego akurat w polskich mediach tak zawzięcie roztrząsano problem? Dla pięknej pani minister najwyraźniej problemu nie ma, ale Europa zamiast kryzysami w rozmaitych, ważnych dziedzinach gospodarki, zajmuje się dochodzeniem w sprawie bliżej nieokreślonego tatusia. A może córeczka jest stworzona metodą in vitro, bo nie jest wykluczone, że ta pani chciała córeczkę, ale nie chciała żadnego tatusia? W każdym razie dociekanie - który i z kim pocałunek ministerialnej piękności doprowadził do jej ciąży wydaje się nie na miejscu. Myślałam, że drogą pocałunku przenoszą się jedynie bakterie i wirusy i jeszcze, np. grzyby, itp., ale o przenoszeniu ustnym plemników nigdy nie słyszałam. Jeżeli i tą drogą można zajść w ciążę, to już aż strach się bać!

czwartek, 8 stycznia 2009

Dzicz

Lubię, zimowym przedświtem, zerkać przez okno firmowe. Praca w dziczy ( zwanej przeze mnie Madagaskarem) ma jednak swój urok. Nikogo jeszcze w biurze nie ma. Tylko ja. Świat wygląda, jakby ktoś narzucił nań całun – tak głęboka czerń pochłania wszystko. Tylko firmowa latarnia, różowym, rozproszonym blaskiem wyłania z tej nicości kilka kształtów: nagie gałęzie lipy, delikatnie kołyszące się na wietrze, wyglądają jak splątane włosy wiedźmy; sosenka, która wielką wolą życia, po wielokrotnym koszeniu naszego robotnika gospodarczego, wystrzeliła w górę – gęsta, wystrzyżona „na punka”, a na każdej czuprynce gałązki – czapeczka śniegowa; za płotem – uschłe słoneczniki stoją w śnieżnych kapturkach rządkiem, niczym żołnierze na apelu porannym. I trawy, wysokie, smukłe trawy, nigdy nie koszone przez naszych sąsiadów. Jak się ma szczęście, to w tych trawach można czasem dojrzeć kuropatwy, albo bażanty, a zdarzyło się raz, że i kuna przemknęła bezszelestnie, polując prawdopodobnie na nornice, które zimą upodobały sobie wielkie donice, w których sezonowo sadzimy kwiaty przed wejściem do biura, a zimą cierpliwie oczekują wiosny, stojąc pod naszym oknem, z tyłu budynku. O, teraz z tej, rozmywającej się łagodnie, czerni wzrok wydobywa już zarysy polskich rosochatych wierzb. W którejś z pewnością siedzi Rokita, tak przynajmniej głoszą ludowe klechdy. Cóż, w naszych, okolicznych, mieszkają zdaje się jedynie szerszenie, uprzykrzając nam życie w sezonie letnim. Jeszcze sójka, nastroszona, grubaśna, kolorowa zerka jednym oczkiem w nasze okno, siedząc sobie na daszku karmnika.
Nastrój pomału się zmienia, szarość ranka zastępuje bezdenną czerń nocy, wyobraźnia musi odpocząć. Pani Głupstewka! Łyk kawusi i pora się brać do pracy. Minęła 7:00.

środa, 7 stycznia 2009

Znaki

Poprzedni rok był trudny, oj – trudny… może ten będzie ciut lepszy? Nie mówię, żeby zaraz – dobry, ale – lepszy. Ojciec nareszcie w domu opieki. Jeśli się zdecyduje na dłużej tam zostać, to jakoś to będzie. Pielęgniarski dom opieki to dla niego najodpowiedniejsze dzisiaj miejsce, a warunki naprawdę dobre w nim są. Jeździmy kilka razy w tygodniu, nie powinien się czuć porzucony. A w domu zostawał sam na cały dzień. Teraz, po amputacji stopy, nie dałby sobie rady sam.

Byłam wczoraj w mieszkanku rodziców. Dziwna rzecz – ze ściany w kuchni spadł talerz ozdobny, który Mama powiesiła wiele lat temu. Leżał rozbity na kawałki obok lodówki. A w ścianie jest dziura większa, niż pięciozłotówka! Czyżby Mama? Z powodu tego domu opieki? Przecież wie, że to jedyne rozsądne rozwiązanie w sytuacji, gdy wszyscy pracują. Czy rzeczywiście – jak mówił Ojciec – Ona tam wciąż jest? Martwiła się przed śmiercią, czy będziemy się ojcem opiekować, może uznała, że źle to robimy, sama nie wiem…
Jadę dzisiaj z Pijawką do ojca.

wtorek, 6 stycznia 2009

Zima ( z cyklu dla dzieci "Cztery pory roku", 2005)

Zima

W bieli - niczym panna młoda,
Zima zerka mroźnym okiem,
choć klasyczna jej uroda,
nie wszyscy pod jej urokiem!

Czasem groźna, ale krzynkę!
Mrozem nas troszeczkę gnębi.
Jednak śnieżną da pierzynkę -
żeby ziemi nie przeziębić!

Gdy humor ma (a czasami tak bywa)
na świat patrzy z sympatią od rana.
Hojnie sypie białym puchem - szczęśliwa,
że dzieci lepią śmiesznego bałwana.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Śnieg

Zapodziały mi się myśli
w białym tłumie wirujących baletnic
nieprzytomnym wzrokiem
rozglądam się wokoło
szukam – przerażona -
jak mam egzystować bez nich?
O, coś zalśniło w dali - to one!
Przejrzyste stalagmity całowane wichrem,
zastygły w ciszy nocy, niewidzialne,
jak lodowe ciernie w sercu Kaja.

Eh, głupie! Były pewne,
że wyrwały się na wolność...