wtorek, 30 grudnia 2008

Niech żyje bal


Kolejny kalendarz spadł ze ściany
prościuteńko w szeleszczący mrozem
bal. Czas, oślepiony ogniem fajerwerków,
wydrapał jeszcze jedną kreskę
na ścianie celi, w której na okamgnienie
zamknięto czyjeś bezsensowne życie.

wtorek, 9 grudnia 2008


Gwiazdka (2007)

Gdy na grudniowym niebie zapłonie
Gwiazdka – światełko dobrej nadziei
niech dźwięk trąb anielskich dotrze
do serc, nawet w najgłębszej kniei.
Niech miłość nad gniewem zwycięży
i umilkną już największe spory,
niech zgoda wśród wrogów zagości
a w duszy wzejdzie ziarenko pokory.

Życzenia świąteczne (2006)

Niech śniegu napada tyle,
ile akurat potrzeba!
Niech będzie na stole chleb
i jeszcze coś do chleba!

Niech kolorowym światłem
zamruga do nas choinka!
Niech się przy stole zbierze
cała kochana rodzinka!

Niech myśli nasze podążą
aż do samego Nieba!
I niechaj zabrzmi kolęda
i więcej już nic nie potrzeba!

Niech będzie nam miło i ciepło,
Niech Gwiazdka zagląda do okien!
Takie niech będą te Święta
wraz z nadchodzącym Nowym Rokiem!

Kolęda (2004)

Już stoi w kącie choinka
pachnąca, strojna, wesoła.
Już się przy stole zbiera rodzinka
i śmiech się rozlega dokoła.

Nieważne, czy stół zastawiony
ubogo, czy też dostatniej,
ważne, że się podzielimy
przy nim wigilijnym opłatkiem.

Gdy Gwiazdka błyśnie na niebie
i spokój zapanuje już wszędzie,
uśmiechnijmy się w ciszy do siebie
i ustąpmy miejsca Kolędzie.


Idą Święta (2006)

Dom pachnie świątecznym ciastem,
karpiem, grzybami i kapustą,
w lodówce, szafkach, na stole
przysmaków czeka już mnóstwo.

W pokoju zielone drzewko
błyszczy bombkami obwieszone,
w komodzie czekają obrusy,
bielutkie, świeżo krochmalone.

Dzieci zniecierpliwione długim
na prezent wymarzony czekaniem,
myślą: gdy nie ma kominka,
jak Mikołaj się tutaj dostanie?

Na honorowym miejscu
stanie talerzyk z opłatkiem,
tuż obok - świąteczna świeca
z małym, świerkowym dodatkiem.

Za oknem zmrok szybko zapada,
Gwiazdkę czarnym szalem osłania,
zbliża się chwila, dla której
trwają te coroczne przygotowania.

W ten szczególny wieczór, gdy na grudniowym niebie wschodzi Wigilijna Gwiazda, niech wszyscy, którzy czują się trochę zagubieni w dzisiejszym świecie, choć na krótką chwilę odnajdą siebie. Przy każdym, świątecznym stole niech znajdzie się miejsce dla zbłąkanych wędrowców i dla osób samotnych, a problemy dnia powszedniego zostaną za drzwiami. A w tę jedyną, zimową noc niech nie tylko zwierzęta odezwą się ludzkim głosem…
Znajdźmy czas na refleksję i zastanówmy się, co tak naprawdę w życiu jest ważne i spójrzmy na świat przyjaznym okiem.

Niech te Święta będą dla Wszystkich chwilą wytchnienia, czasem na spokojne rozmowy przy kuszącym smakołykami stole i migoczących światełkach choinki, a kolejny, 2009 rok, niech przyniesie nam zgodę i spokój na całym Świecie.

Zdrowych i spokojnych Świąt Wszystkim Gościom tej strony życzą Głupstewka

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Kundelki

Prezes K. ma coraz to bardziej złe oczy, na dodatek częściej, niż uprzednio gotuje się ze złości bezsilnej. I zachowuje się jak mały kundelek, który nie mogąc ugryźć ujada zaciekle. Aż się zapowietrza.

„Nie jest sztuką dać się zamknąć w więzieniu, sztuką jest robić coś dla kraju!” – to słowa prezesa. Pod adresem posła N., który w tym więzieniu siedział 4 lata - z powodów politycznych, jako ówczesny, czyli antykomunistyczny, bez mała - terrorysta. Prezes K. nigdy nie siedział, komuna się nim właściwie wcale nie interesowała, ale ( podobno, a zresztą na pewno, bo przecież sam prezes to mówi, to musi być zatem prawda, a w każdym razie – oczywista oczywistość!) to on, prezes, dla tego kraju własnymi „rencamy i nogamy” wolność i pluralizm wywalczał był! I kropek!

Taaak… to całkiem podobnie, jak rząd na uchodźctwie – tyle dla kraju kochanego… bo jak się na wolności tyłka nie nadstawia, w luksusie się pławi, to chyba jasne, że to większa zasługa dla Ojczyzny, niż jakieś tam undergroundowe wysiłki uwięzionych w okupowanym przez kransozwiezdowców kraju. I tak samo z prezesem było. W czasie, gdy inni gięli karki pod razami ZOMO-wców, on sobie przygotowywał pewny, stabilny gruncik pod swoją przyszłą karierę, w spokoju, pod opiekuńczymi skrzydłami mamusi. Teraz może kwakać o tym, że” trzynastoletnie dziewczynki wytrzymywały tortury hitlerowskie”, a poseł N. nie wytrzymał miesiąca. I znowu mi się tu przypomniało, jak drugi K. wiedział kto strzelał, ze 100% pewnością wiedział, chociaż nic nie widział, bo była noc, tak prezes K. wie, chociaż sam nigdy nie siedział, ani w polskim więzieniu, ani w hitlerowskim. Ale – wie!!!
Kobieta która nic nie wie, to ponoć – niewiasta, ta, która wie wszystko, to – wiedźma, a jak się nazywa facet, któremu się zdaje, że wie wszystko? Ja wiem. Ale nie powiem.

piątek, 5 grudnia 2008

Mowa ciała

„Więc ja się przysięgam: być może to Leon, lecz w każdym bądź razie – nie ja!” ( była taka piosenka, ale autora nie znam).

No, to się panowie posłowie zabawili na Cyprze. Nie byłam tam, ale obserwowanie posła K. podczas wywiadów z dziennikarzami, w holu sejmowym, było niezwykle rozjaśniające. Jakoś tak - wizja kłóciła mi się z fonią. Poseł stanowczo zaprzeczał, a jednocześnie równie „stanowczo” się okrutnie pocił ( jak nigdy dotąd!) i w szczególny sposób drapał się w szyję tuż obok (zapewne przyciasnego) kołnierzyka koszuli. Z licznych tekstów, dotyczących „mowy ciała” wiem, że takie objawy świadczą o rozdwojeniu myśli. Chodzi oczywiście o zbyt wielką rozbieżność pomiędzy tym, co ktoś mówi, a tym, co ten ktoś na temat tego, o czym mówi, wie. I ten ktoś wygląda wtedy tak, jakby myślał wyłącznie o tym, czy aby inni nie mają jednak dowodów na ową niezgodność faktów i relacji o nich.

Mijając się z prawdą uważaj,
by nie kłamać zbyt śmiało!
I nie stawaj w świetle fleszy,
bo zdradza cię własne ciało!

czwartek, 4 grudnia 2008

Kury i kaczki

Poczytałam trochę. Poczytałam, nie – przeczytałam, albo – nadkąsiłam sporą część ostatniego tworu imć Łysiaka „ Mitologia świata bez klamek”. Całości nie zdzierżyłam. Słyszałam wcześniej o tym autorze, jego nazwisko obce mi nie było, ale jakoś żaden wcześniejszy tekst nie wpadł mi w ręce. A „Mitologia…” wpadła, bo namówiła mnie pani w księgarni. Wydałam 48zł na to „cóś”, nie potrafię powiedzieć, jak bardzo żałuję – jest tyle fantastycznych książek do czytania…

Czytam: X to cham, Y to złodziej, Z to konfident, Q to malwersant, V to oszołom, intrygant, nieuk, etc… itd… cała pokaźna lektura to inwektywy, osądzenia, najczęściej oparte na opiniach i cytatach z ludzi, którym opisywane autorytety i postaci z polityki, kultury, nauki po prostu – nie leżą, nie pasują do światopoglądu. Szczególnie nie podoba się pan Bartoszewski, który zdaniem autora jest człowiekiem do cna odartym z kultury i kindersztuby. Podobnie Nowak-Jeziorański, o Michniku nie wspominając, Kuroń – też bydlak. Całość to słowotok ukierunkowany na dokopanie wszystkim, którym się tylko da. I odnosi się wrażenie, że w Polsce WSZYSCY z wyjątkiem AUTORA mają za sobą przeszłość agenturalną!?

I nie ma znaczenia dla mnie, czy się zgadzam, czy też nie z poglądami p. Łysiaka, bo mam prawo do własnego zdania na tematy polityczne, ale czytając w głowie miałam jedną myśl w tle: coś mi to przypomina! Tylko co? O! ( tu, mniej więcej około 50 strony trafiła mnie myśl, jak błyskawica) wiem:

„ Proszę pana, pewna kwoka
traktowała świat z wysoka.
I mówiła z przekonaniem:
Grunt, to dobre wychowanie”(…) ( autor: J. Brzechwa)

Wczoraj obejrzałam show parlamentarny, we fragmencie z opiniowania klubowego wniosku PIS o odwołanie marszałka Komorowskiego. Miodzio!!! Ktoś przytoczył obszerne cytaty z wniosku – nawet nie wiedziałam, że w jednym tekście można użyć aż tylu epitetów! Najbardziej podobało mi się jednak wystąpienie Prezesa ( fajnie jest, nawet nie trzeba już w tym kraju mówić, o prezesa CZEGO idzie, bo nawet niemowlęta wiedzą!), który z właściwą sobie kulturą osobistą, cmokając i mlaskając na przemian wytknął Marszałkowi, że jego rzekome, dobre wychowanie lęgło się dopiero w socjalizmie, a ON – PREZES to kindersztubę, kulturę i dobry smak, gust – ma we krwi, bo wyssał z mlekiem matki.

I znowu w głowie ta „Kwoka”. A może to była „Kaczka”…ach, nie, nie – kaczka się nie rymuje…z dobrym wychowaniem, tylko z buraczkami.

wtorek, 2 grudnia 2008

Korupcja

Świat kręci się nieustannie
wokół jednego tematu:
Kto komu kiedy i za co
dał w Polsce największą z łapów

A mnie te podejrzenia
zwyczajnie po prostu zwisają
bo tak się jakoś ciągle składa:
Mnie nigdy i za nic nie dają!


Notka na gorąco, po wizycie na stronce "sanowebicz".

coś tam coś tam

Parlament

Choć to może niepojęte,
w parlamencie jest przyjęte
po godzinie posiedzenia
siadać zaraz do jedzenia.

Projekt ustaw jest tym lepszy
im się lepsze danie wpieprzy!
I gdy pierwsze trwa czytanie
śni się posłom drugie danie.

A już frajda jest nielicha
jak się strzeli wprzód kielicha.
A gdy będzie druga porcja
przejdzie w sejmie i aborcja.

Po koniaczku i sałatkach
sejm uchwali coś w podatkach.
A po owocowym musie
pomajstruje coś przy ZUS-ie.

Zaś w przypływie animuszu
nawet przy Narodowym Funduszu!
Po konsumpcji kurzej nogi
rzuci także coś na drogi.

Strach pomyśleć: gdyby biedni
jedli tylko chleb powszedni,
popijając wodą czystą
nic z posiedzeń by nie wyszło!

I nie zaszli byśmy daleko,
gdyby pili tylko mleko.
W tym tkwi prawda ukryta:
Nie wolno im odebrać pełnego koryta!!!

"Wirus filipiński" - niezwykle mi się to nowomodne słóweńko podoba! Bo, czyż nie brzmi lepiej, niż - na przykład - "zalany w trupa"? Z pewnością lepiej!

Pani Posłanka złapała właśnie niedawno takiego wirusa.I niechcący dowiedziałam się, że infekcja trzyma co najmniej 3 dni od jej "nabycia" - cytat: "2 dni temu miałam urodziny". Dotychczas to na urodzinach łapało się zwykle pałeczki salmonelli, przynajmniej oficjalnie, a obecnie, proszę, proszę - egzotyczne choroby się panoszą też. Pewnie przez te mody na sushi ( ohyda!) i takie tam podobieństwa.

Wierszyczek napisał się jeszcze za czasów rządów L. Millera. Dzisiaj już nie pamiętam, kto wówczas zachorzał na w/w chorobę. W każdym razie nie mówiło się jeszcze o epidemii, czy nawet pandemii parlamentarnej. Chociaż, jak widać po treści wierszowanej notki, coś mi mówiło, że zaraza się rozpowszechnia... W ławach poselskich zgromadzeni reprezentanci Narodu, ucinali i ucinają sobie drzemki po sutym posiłku. Jeżeli się budzą, to jeno po to, żeby dokopać innej sekcji sali, albo wysłać sms'a: "Kotku, będę późno, ciężko pracuję, nie czekaj z kolacją".