poniedziałek, 29 września 2008

Pamiętam...

Pamiętam…z dzieciństwa
było zwyczajem jesieni
przez drzwi otwarte
do domeczku strząsać
spadające z drzew liście
wprost do naszej sieni

Pamiętam… łzawe nutki
wiatr w gałęziach wygrywa
smyczkiem skrzypeczki
drewniane pieści
raz wyższe, raz niższe
dźwięki wydobywa

Pamiętam…gęsta mgła
białym welonem osłania
nagie jesienne obrazy
i smutkiem cerując duszę
wygładza fałdki tęsknoty
haftuje smutek rozstania

czwartek, 25 września 2008

Co należy rozumieć pod pojęciem „solidarność”. Odpowiedź: Co kto woli, albo wspieranie się we wspólnym interesie, albo walkę o interes własny.

Wczoraj udowodnili to związkowcy kolebki polskiej „Solidarności”. Związek z Gdyni pojechał do Brukseli prosić o zatwierdzenie planu restrukturyzacji ich stoczni, na co związek stoczniowców gdańskiej „Solidarności” zapowiedział, ze też jedzie – prosić, żeby Unia odrzuciła plan tej restrukturyzacji i żeby stocznia gdyńska padła bezpowrotnie. I to jest to! Solidarność po polsku, jak flaki po warszawsku, czyli z pulpetami, też zawiera jakiś dodatek niespodziewany – prywatę.
Jakoś mi tak przypomniał się dowcip, jeszcze socjalistyczny:

Do Pana Boga wybrali się: przywódca ZSRR, prezydent USA, przywódca Polski.

Prezydent USA pyta: Panie Boże, kiedy u nas, w Stanach, będzie dobrobyt?
- O, jeszcze jakieś 2-3 lata. – odpowiada Pan Bóg.
Usiadł Prezydent USA i gorzko zapłakał.

Przywódca ZSRR pyta: Panie Boże, kiedy u nas, w Kraju Rad, będzie dobrobyt?
- o… za jakieś 100lat. – padła odpowiedź.
Usiadł Przywódca ZSRR i gorzko zapłakał.

Przywódca Polski pyta: Panie Boże, a kiedy u nas, w Polsce, będzie dobrobyt?

Usiadł Pan Bóg i gorzko zapłakał..

I zapewne Pan Bóg siedzi i płacze nad losem naszej kochanej Ojczyzny, bo nie pozostaje już nic innego, niż tylko usiąść i płakać. Nad głupotą obywateli Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

środa, 24 września 2008

Emerytura ( 2005 rok)

Gdy w kudłatej głowie świta
myśl, że życie emeryta
nudne, gnuśne jest i basta!
- weź kapelusz. Idź do miasta.

Popatrz: wokół szarzy ludzie.
Przygarbieni w znoju, trudzie.
Dokądś spieszą, gdzieś tam biegną,
w lewo, w prawo – wszystko jedno!

Szarpią się jak opętani
w bezkresnej życia otchłani!
Rozum im odbiera żądza:
seksu, władzy i pieniądza!

W tej o sukces ciągłej walce
świat przecieka im przez palce.
Rytm ich serc, choć przyspieszony,
wzniosłych uczuć pozbawiony.

Myśli ciasnych stereotyp
w mózgu tworzy dagerotyp.
Barwne, żywe fotografie
pamięć składa na dnie, w szafie.

Brzydkie, nędzne uniformy-
-nowy biotyp ludzkiej formy.
Cudaczne, kosztowne okrycia,
pod którymi krztyny życia!

Patrzysz na nich. Myślisz: który
dotrwa do emerytury?
A jeżeli nawet jej w końcu doczeka,
to czy
będzie w nim jeszcze cokolwiek z CZŁOWIEKA???

poniedziałek, 22 września 2008

Wypraszam sobie

Wypraszam sobie

Gdzie podziało się gorące lato?

Czy odeszło za lasy, za góry?

Ktoś mi odpowie za to,

że na niebie ołowiane chmury!


Pan wzrokiem przede mną umyka,

że niby nie wie Pan sprawka to czyja.

To wina Pana! głównego synoptyka,

że ciepło nas bokiem wciąż omija.


Ja sobie, proszę Pana, wypraszam

we wrześniu listopadową pogodę!

Ja strajk niniejszym ogłaszam

i do gawry niedźwiedziej daję nogę.


W ciemności ukrytej w lesie nory,

w wygodne leże z liści wtulona,

pośpię sobie smacznie do tej pory,

gdy zima w objęciu wiosny skona.


Gdyby nie ten wierszyk, który napisał się dokładnie rok temu, we wrześniu, dzisiaj nie pamiętałoby się, że w ubiegłym roku też był taki lodowaty i mokry koniec lata.

poniedziałek, 15 września 2008

Pejzaż jesienny














barwny jak świat dziecięcy

złotem starym przetykany

strojny naszyjnikami pereł

nizanych na nitkach pajęczych

woalem porannych mgieł osnuty

drżący wiatru powiewem

upstrzony martwymi liśćmi

pejzaż jesienny...

niczym przedwojenny film

bez dźwiękowej ścieżki

duszy smutnej nie ukoi

ptaków wdzięcznym śpiewem

i tylko ledwie uchwytny

szelest spadających liści

jak trzask filmowej taśmy

słychać w jesiennej auli...

piątek, 12 września 2008

Zderzacz hadronów i Lem

Kwarki mają kolor i zapach. Wymiana gluonu ( kleju) pomiędzy tymi, kolorowymi kwarkami skutkuje powstaniem hadronów. To troszkę tak, jakby kwarki wstępowały w związek małżeński - wymiana obrączek i żegnaj wolności!

Jest ponoć sześć kwarków: dolny, górny, dziwny, powabny, spodni i szczytowy. Ciekawostką w ich zachowaniu jest fakt, że im są bliżej siebie, tym są swobodniejsze. W miarę oddalania przyciągają się coraz bardziej, wbrew zasadom elektrodynamiki. Dziw nad dziwy!!!

Fascynuje ten zapach kwarków… myślę, że najpiękniej musi pachnieć ten „powabny”, najegzotyczniej „dziwny”, a najobrzydliwiej „spodni”. Ale nie wiem, nie wąchałam, to tylko przypuszczenia.

Wielki Zderzasz Hadronów. Cudo po prostu. Akcelerator cząstek brzmi bardzo znajomo, ale zderzasz hadronów? Dla większości obywateli w ogóle nie brzmi. Bo któż wie, czym są hadrony? Fizyk jądrowy zapewne wie, ale np. pani przedszkolanka? – raczej wątpię. Ja też nie miałam pojęcia, teraz jestem mądra, bo poczytałam sobie. Najbardziej mnie rozbawił ten „zderzacz”. Czy w ogóle jest takie słowo w leksykonie? Też powątpiewam, sprawdzę sobie później. Jednak wydaje mi się, że w tym potężnym urządzeniu, o którym tak głośno ostatnio, chodzi raczej o akcelerację, o rozpędzanie tych minicząstek do prędkości bliskiej prędkości światła, a nie o wywołanie efektu zderzania! Cząsteczki zawsze i wszędzie się przecież zderzają, w zwykłym powietrzu też, tyle, że poruszają się spacerowym kroczkiem.

I znowu mi powiało wspomnieniem książek Lema. Nawet ostatnio wróciłam do „Obłoku Magellana”. To akurat coś z pobliża powyższego tematu, choć o hadronach Lem nie wiedział, gdy pisał. Ale jego znajomość rzeczy była - zdaje się - wystarczająca, żeby opisać skutki ogromnych przyspieszeń, gdyby ludziom przyszło do głowy rozpędzać statek kosmiczny tylko ciut powyżej 170 tysięcy km/h, a gdzie jeszcze tej szybkości do światła!

czwartek, 11 września 2008

Monitoring ciąż

Chore wynalazki naszych nawiedzonych prawodawców nie mają końca. Właśnie, wcinając kanapkę ( jak kto woli obco brzmiące słówko – lunch), czytam sobie o najnowszym: monitoring ciężarnych ma być. Mają sprawdzać, czy ciężarna urodziła, czy nie!!! Chodzi, oczywiście, o „podziemie aborcyjne”. I umyślili nasi wielcy mędrcy, że jak się zaprowadzi rejestr ciężarnych, zachęci je do robienia USG, regularnych kontroli, to potem będzie wiadomo, czy któraś się nie zbiesiła i nie usunęła pokątnie.

Bardzo to piękne i chwalebne przedsięwzięcie, bardzo. Naprawdę.

I przyszło mi do głowy, choć mnie to już nie dotyczy, że nadto ciekawi nadgorliwcy niczego się nie dowiedzą tym sposobem, bo:

- kobitka nie musi chadzać do oficjalnej przychodni w ramach NFZ,

- jak zechce, to usg zrobi sobie prywatnie za 70zł, badania krwi też, podając fałszywe dane, bo legitymować się prywatnie nie musi,

- lekarz prowadzący prywatną praktykę z całą pewnością nie poleci donosić, bo straci wtedy kolejne klientki – nie leży to w jego finansowym interesie.

Ja mam kilka rozwiązań, które chętnie podrzucę Antyaborcyjnym Służbom Wywiadowczym (w skrócie: ASW), a mianowicie:

1. monitoring poczęć, poprzez wprowadzenie nadzoru podczas każdej podejmowanej ( celowo, bądź niecelowo) próby takowego poczęcia. Rozwiązanie dosyć kosztowne, jednak skuteczne, o ile się na przykład zastosuje nowoczesny system pasów cnoty, przy jednoczesnym obowiązkowym stosowaniu np. pierścieni kolczastych, zapobiegających użyciu narządu rozkoszy po stronie męskiej połowy. Ogólnopolska sieć, nadzorująca stan zabezpieczeń: aktywne, czy nieaktywne – pozwoli na ewidencjonowanie każdej, potencjalnej próby nieuprawnionego użycia chronionego narządu.

2. stanowczo tańsze rozwiązanie: Na podstawie danych z ewidencji ludności, wiadomo, gdzie przebywają kobiety w tak zwanym wieku rozrodczym. Wystarczy wprowadzić w szkołach, biurach, innych instytucjach obowiązkowe, prowadzone pod nadzorem, badanie moczu, czyli tzw. próbę ciążową. O ile wykonywane będzie cyklicznie, najlepiej raz w miesiącu, nie ma siły – prędzej, czy później wyjdzie prawda na jaw. Żeby ponadto nie obciążać budżetu kosztami tych badań, można przecież wprowadzić ustawowy obowiązek pokrywania kosztu udowadniania, że się nie zamierza usuwać, przez osoby fizyczne płci (podobno) piękniejszej. W przypadku nieletnich, potencjalnych przestępczyń– przez rodziców.

Mam jeszcze kilka, równie świetnych pomysłów, tylko już mi się nie chce pisać.

Zmierzch

delikatna aromatyczna mgiełka

tańczy nad filiżanką białej herbaty

bezmyślnie obserwuję horyzont

skąpany w rzece czerwieni

patrzę jak słońce spada z nieba

po raz ostatni wyciąga ramiona

wołając o ratunek za późno

noc połyka strzępki martwego dnia

cisza

środa, 10 września 2008

Radość o poranku

Otwieram. Telewizor otwieram.

Wiadomości, kanał – obojętnie, który.

  1. Wojna w Gruzji
  2. Rosja się nastroszyła na Unię i grozi.
  3. Tajfun „Jakiśtam” pozostawił po sobie tyle to a tyle ofiar”
  4. VIP X obraził VIP-a Y
  5. VIP Y złoży pozew cywilny przeciwko VIP-owi X
  6. Pożar hali targowej
  7. Wybuch samochodu-pułapki gdzieś w Iraku
  8. Ojciec gwałcił córkę - aktualne
  9. Ojciec gwałcił córki – historia sprzed 3 lat
  10. Lekarzowi postawiono kilkadziesiąt zarzutów
  11. wypadek na drodze E…
  12. będzie zimno
  13. W jakimś konkursie międzynarodowym niejaka Herbuś ( a może - Ferbuś?, diabli wiedzą, jak jej tam jest po ojcu!) i Mroczek wygrali w wygibasach na parkiecie, bo najwięcej sms’ów dostali „za”. (zdyscyplinowany nasz naród, jak chce, to się zmobilizuje i zagłosuje na swoich, szkoda tylko, że tej dyscypliny brak, gdy naprawdę potrzebna…)

Ostatecznie wyszło mi, że jedyną pozytywną, optymistyczną wiadomością dnia miał być sukces pary pląsającej, z przylepionym, sztucznym uśmiechem, po bliżej mi nie znanym parkiecie. Tyle, że mnie akurat ta wiadomość ani ziębi, ani grzeje.

…………………………

Na drutach siedzą sobie rzędy czarnych nutek, długaśne rzędy – zbierają się już chyba do odlotu, szpasie. Słonko wyjrzało zza chmur, będzie ładny dzień. Uśmiecham się do szpaczków, myśląc sobie: „A może by tak ten telewizor przez okno? Jednak? Może nie będzie mi lepiej, ale na pewno weselej!”

wtorek, 9 września 2008

Kiełbaska z rożna

I znowu zaczynają mieszać w ustawie emerytalnej. Niby wiedziałam, że tak będzie, a i tak mnie to znowu wściekło. Bo można przewidywać, że mieszanie owo pozostaje w bezpośrednim związku z protestami niektórych grup społecznych, którym prawo do emerytury w wieku wcześniejszym, niż ustawowy miało zostać odebrane. Wczoraj ktoś opowiedział mi anegdotkę z pikniku dla kombatantów. Pojechał tam – ten Ktoś – z kierowcą, służbowym samochodem. Zaproszonych było wielu oficjeli, trzeba było prowadzić dysputy mniej lub bardziej poważne, ale z zawodowego punktu widzenia – podtrzymujące niezbędne kontakty.

Było barbecue. Kiełbaski i ognisko tradycyjne też. Ktoś miał ochotę na taką właśnie kiełbaskę, więc poprosił kierowcę, żeby wziął dwie i umieścił nad ogniem, a Ktoś niedługo przyjdzie.

Zatem Ktoś przyszedł był i ujrzał, że kiełbasek żadnych na patykach nad ogniskiem nie ma! Pyta kierowcę, kończącego właśnie wcinać pieczoną kiełbaskę: A gdzie moja kiełbaska?

Na to kierowca: Jedna tylko była, więc sam zjadłem!

I ze spokojem przełknął ostatni kęs.

I z emeryturami będzie tak samo. Wezmą je tylko wybrańcy, nie oglądając się na pozostałych, też tych emerytur głodnych. Górnicy, hutnicy, nauczyciele, policjanci, inne służby mundurowe, wszyscy płacą składki o wiele krócej, niż reszta społeczeństwa. Rolnicy płacą grosze do KRUS, a biorą potem z kasy publicznej, bo dopłacamy wszyscy. Do wcześniejszych emerytur też dopłacamy, z własnej kieszeni. I otwarcie się mówi, że dla nas, zgrzybiałych pracusiów, którzy – podpierając się kosturkiem - w wieku 65 lat będą kuśtykać do pracy, ma nie wystarczyć.

Pewnie, że nie może wystarczyć!

Ja rozumiem – system repartycyjny. Znaczy młodsze pokolenie finansuje starszemu pokoleniu emeryturę. I wszystko byłoby O.K., gdyby nie fakt, że niektórym zaczyna się finansować dużo wcześniej, a właściwie z absolutną pewnością – za wcześnie! Policyjny emeryt – 40 lat. Nauczyciel – 55 lat. Nie będę wyliczać, ale nie rozumiem tego. Nauczyciel – trudny zawód, fakt. Pracuje 18 godzin tygodniowo, bo resztę – podobno – poświęca na przygotowanie się do zajęć. Może kiedyś – tak, ale dzisiaj – nie. Nauczyciel ma wakacje, ferie zimowe, wiosenne. Płacą mu normalne wynagrodzenie, gdy choruje. Nam – 80% lub za pobyt w szpitalu – tylko 70%. Urlop na podreperowanie zdrowia też nam nie przysługuje.

A, spójrzmy na takiego sprzedawcę w sklepie - każą mu harować w świątek, piątek i w niedzielę. I słusznie. Stoi na tych nogach przez cały dzień, biega , dźwiga towary i znosi humory pyskatych i nieuprzejmych klientów. Nie należy się nic wcześniej. Zapewne lekka to praca. Nie wiem tylko, czy nauczyciel by się zamienił? Albo informatyk – przez cały dzień wpatruje się w monitor, ślepnie w przyspieszonym tempie, kręgosłup mu wysiada, zapalenia nadgarstka i innych szczegółów dokuczają, w domu musi się nieustannie dokształcać, przygotowywać, bo od jego umiejętności zależy działanie współczesnej firmy. Nic to jednak, emerytura normalnie. Mimo, że pracuje często ponad 40 h tygodniowo, a w domu ślęczy jeszcze po nocach. Nie ma jednak Karty Informatyka.

Mnie się wydaje, że najwyższa pora skończyć z dzieleniem pracowników na bardziej i mniej spracowanych. Każdy powinien mieć prawo do emerytury wcześniej, niż wskazuje ustawa. Tyle, że dostać powinien proporcjonalnie do okresu, jaki przepracował. A to, co uskładał, też powinno być podzielone przez średnią dalszą długość życia. I jeszcze powinien być przywrócony zakaz pracy w ogóle, znaczy - na emeryturze wcześniejszej.

Już widzę te przemarsze protestacyjne pod Sejmem, w razie gdyby ktoś miał odwagę wprowadzić w życie równość obywatelską. Nikt jednak tej odwagi w sobie nie znajdzie, spoko – elektoracie, możesz spać spokojnie.

........................................................................

Przyjaciółka: Zgadzam się z tym, co napisałaś w 100% !

Ten stan rzeczy skłania mnie coraz częściej do krytycznego spojrzenia na problem pracy najemnej (choć nie ukrywam, że właściwie lubię pracować, a nawet porywać się na tzw. nowe wyzwania). Tak naprawdę nie wiadomo, co przyniesie przyszłość - zwłaszcza "zusowska".

A w małej kawiarence byłoby całkiem przyjemnie, głód na pewno by nie groził...:-)

No i do tego laba - przez pierwsze 24 miesiące podstawa ubezpieczenia emerytalnego i rentowego jedynie w wysokości 30% kwoty najniższego wynagrodzenia. Super promocja !!!

Głupstewka: Ot, znalazła się! A zwykle cicho siedzi! Wiem, że jesteś pracuś z zamiłowania, zresztą - jak ja. To nie o to chodzi. Pracować trzeba, tylko ta przyszłość, której prawie nie widać, bo primo - emerytury się nam jakoś kurczą, te kiedyś tam, w przyszłości wciąż bardzo odległej, a secundo - wzrok od tej lekkiej pracy coraz słabszy się robi chyba. Boli mnie bardzo, że ustawy są pisane pod potrzeby kolejno następujących po sobie kampanii wyborczych. A tu, ledwie jedna się skończy, zaczyna się kolejna i tak: do parlamentu, na prezydenta, do parlamentu, na prezydenta... a my, jako niezrzeszone w kołach potężnych związków niektórozawodowych, w ogóle się nie liczymy. Jesteśmy jak ten jedyny klient, który chce kupić karczochy w małomiasteczkowym sklepiku.Któż je dla niego sprowadzi? - Nikt! Utratą jednego klienta nikt się nie przejmie. Ale - piwo być musi na półkach, tak wielu klientów o nie pyta. W kawiarence maleńkiej byłoby cudownie, smacznie i urokliwie. To kiedy wracasz z tego szkolenia? I jak wypad w góry wyszedł z Rodzicami? Wojennie, czy pokojowo? Buziak.


poniedziałek, 8 września 2008

SPA

Jaka jest różnica pomiędzy terrorystą a bandytą z CIA? – Żadna. Jeden i drugi krzywdzi ludzi w imię tzw. wyższych celów. I zarówno jeden, jak i drugi, nie ogląda się przy tym na konsekwencje swoich czynów. Mówi się, że fanatycy islamscy to dzicz. A cywilizowany świat czym się niby od tej dziczy różni? Moim skromnym zdaniem – w ogóle się nie różni. Niczym, a jeśli już, to tylko zawoalowaną formą. Bo udając, że się niby broni przed terroryzmem, w rzeczywistości daje upust mściwym i ohydnym skłonnościom. I wszystko to pod płaszczykiem miłosierdzia i tolerancji. I walki o demokrację i pokój pomiędzy narodami. Wystarczy, że masz trochę ciemniejszą skórę, a pochodzenie z okolic obfitych pól naftowych, na które ten cywilizowany świat ma wielką chrapkę, a stajesz się automatycznie prawie wrogiem numer jeden. Można cię więzić, poniżać i torturować. A miłosierne społeczeństwa chrześcijańskiej części ludzkości będą - z właściwym sobie wdziękiem - udawały, że nic się nie stało, bo to w imię spokoju i pokoju. A w ogóle to kłamstwo i potwarz! Nic takiego nie mogło mieć miejsca.

Najwyraźniej to są salony odnowy biologicznej, a nie sale tortur.

czwartek, 4 września 2008

Złośliwa aura (2004)


Spadł deszcz. Nieoczekiwanie.

Spadł.

Choć na niebie żadnej chmury.

Płomień zgasł. Niech tak zostanie.

Zgasł.

Choć nie było żadnej awantury.



Taki stareńki wierszyk, króciuteńki, ale kryje w sobie tyle moich myśli! Czasem dzieje się coś nagle, bez widocznej przyczyny, coś rozpada się ot tak - zwyczajnie i po prostu... i nic nie można na to poradzić.

wtorek, 2 września 2008

Spadek, czyli co się kryje w starej szafie

w czeluściach gdańskiej szafy

pachnącej naftaliną i lawendą

skrywają się zwyczajne wspomnienia

nadgryziona przez mole historia

jak koronka spięta ametystową broszą


kosmaty pająk rozsnuł swoją nić

nad rozlaną szeroko rzeką pamięci

przerzucił wiszący most po którym

podpierając się laską smutku

wędruje czyjeś wczoraj i dziś


zapłodnione zalążki przyszłości

zanurzone w kurzu dziejów

zapuszczają korzenie wiedzy

w żyznej glebie doświadczeń

genealogicznego drzewa życia

poniedziałek, 1 września 2008

Jesień - z cyklu "Cztery pory roku" (2006)

Bujne kształty, barw harmonia-

-wolno kroczy Pani Jesień.

Wśród łąk ptasia trwa symfonia,

pomalutku mija wrzesień.


W parkach cudne już kobierce,

W sadach ciężkich jabłek kiście.

Dreszcz nostalgii zżera serce,

niczym chłód jesienne liście.


Już pod grzybów wonne strzechy

senna kryje się jaszczurka.

I ostatnie już orzechy

Pochowała gdzieś wiewiórka.