piątek, 30 maja 2008

świeżutkie

Poseł


Mówią o nim: Cham, idiota!

Niemal straszą go postronkiem,

za to tylko, że pomachał

przed kamerą sztucznym członkiem.


Krzyk się podniósł oburzenia

(wciąż się leczą „Septoletem”) -

drugą ręką machał Poseł

bardzo groźnym pistoletem!!!


A już najtrudniej jest znieść,

że ten amator grzybobobrania,

bez trudu odróżnia prawdziwka

od niestrawnego szatana.


I pewnie krezus niejednego

skutecznie ostatnio rozsierdził,

wprawdzie - pecunia non olet,

ale kieszeń - czasami śmierdzi…


Cóż więc teraz robić ma Klub?

Czy pozbyć się niewygodnej twarzy?

Ba! Wyrzucić jest łatwo, lecz –

czy biedniejszy narażać się waży?


Czy inny znajdzie w sobie dość

siły, bezczelności i odwagi,

żeby powiedzieć nam wprost:

„Kochani, ten król jest nagi!”?

Trochę starociowato, a ciut aktualnie

Apel o zdrowy rozsądek

Jeszcze dzionek, jeszcze chwilka,

jeszcze tylko afer kilka,

a w naszym parlamencie

tak bardzo wzrośnie napięcie,

że nastąpi niespodzianie

samozapłon i zostanie

O, Matko Boska!

Tylko laska marszałkowska!

Ostatni poseł ze snu się zbudzi

i może nawet wyjdzie.. na ludzi.

Może nawet dojść do tego,

że nie będzie ani jednego,

który by chciał znów zasiadać!

Zresztą, co tu dużo gadać -

trzeba brać będzie z łapanki

i posłów i panie posłanki!

A szkoda, bo dziś taki śliczny,

doprawdy – sam kwiat polityczny,

a nawet – chluba narodu,

co tylko z tego powodu

zasiada tam, by nam służyć,

by “układ” z kraju wykurzyć!

Narodzie, Narodzie kochany!

Przez PIS tak umiłowany,

zachowaj zdrowy rozsądek

i zrób z tym wreszcie porządek!

Poprzyj polityczną reformę

i nie głosuj na Platformę!

Niech sejmowe kuluary

zamienią się w PIS-uary,

niech rączka rączkę myje,

a my wypijemy pomyje...

Polakom to nie dogodzi. Za czasów byłego Parlamentu narzekało się, że afery, że prymitywizm, że awantury bez końca. Teraz niby jakoś spokojniej, ale - nudno! Pisanki polityczne w epoce "minionej ledwo co", powstawały samorzutnie, bez żadnego wysiłku z mojej strony - ot, tak sobie, jak ta wyżej. A teraz w głowie pustka, chyba ktoś powymiatał z kątków wszystkie śmieci, bo nic się nie lęgnie. Chyba zamieszczę ogłoszenie o treści: Koalicjo drobiowa wróć! W samo - obronie domorosłej satyry tak wołam i wzywam: Wróć!!!!!!! Bo tracę poczucie humoru.



wtorek, 27 maja 2008

Ot, głupstewka...

S. Lem w swojej „Powtórce” umieścił starą, ale wciąż aktualną maksymę, dotyczącą władzy: najlepszy rząd, to taki, który jest, ale którego nie widać. Tyle, że nie tutaj. Tutaj - musi być widać! Słychać. I czuć. Nie wiem… może, żeby było o czym mówić? Kogo krytykować, gdy nie widać? No, nijak. A tak już się dobrze zapowiadało. I zdechło. Media zwłaszcza swędziało, że mało widać. Pożywki zabrakło, wysilać się trzeba, a media odzwyczajone od wysiłku, bo ostatnie lata tematów dostarczały im na półmisku, prościutko pod nos. Politycy pchali się drzwiami i oknami, i show must go on… a teraz – mają tylko Palikota. Rząd mało aktywny jakiś, w każdym razie nie zasypuje społeczeństwa tonami ustaw. Mnie to nawet na rękę, bo nieustannie zmieniające się przepisy doprowadzały mnie ( służbowo, oczywiście) do obłędu. Ledwie się biedny człek naumiał nowości, a tu już kolejne zmiany szykowano. A rozdawano przy tym szczodrą ręką – na lewo i na prawo. Naród zaś chętnie bierze. Mniej chętnie daje coś z siebie. Najlepiej widać to na moim firmowym podwórku. Sprzątaczki nie ma od roku, brak chętnych do pracy. Dotychczas szarpałam się sama, przyjeżdżam wcześniej niż pozostali, więc chociaż dwa razy w tygodniu posprzątałam łazienkę, pokój szefa i nasz, szorowałam drzwi, okna, bo plac wysypany tłuczniem, który wdziera się wszędzie. Opiekuję się kwiatkami, podlewam, plewię, zasilam, robię co mogę. Ale tylko ja. Reszta biura: „ Szef mi za to nie płaci, głupia jesteś, to rób!” Brud, smród i ubóstwo nikomu nie przeszkadza, bo to „nie mój cyrk, nie moje małpy”. Mnie przeszkadzał, ale już pomału przestaje, zaczynam obojętnieć. A przecież to wstyd dla firmy, klienci, kontrahenci – co sobie myślą? – że załoga brudasów. Nie wiem, czy to wina minionej epoki, czy nie, ale w tym kraju długo jeszcze na dobrobyt liczyć nie można. Wolimy zachwycać się fikcyjnymi szatami króla, niż przyznać otwarcie( jak poseł Palikot) że król jest nagi. Bronimy wartości, których obronić się nie da, pękamy z dumy narodowej, nawet w obronie zabójcy gotowi wydrapać komuś oczy – tylko dlatego, że jest Polakiem, na dodatek przecież – w mundurze. A mundur to ho, ho! Munduru za firankami w kratkę trzymać nie można i już! Że co? Że do dzieci strzelali? – To wroga propaganda!!! Polski żołnierz??? Nigdy!
„Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” – tak się kiedyś podśmiewało w gronie mniej gorliwych chwalców munduru.
I tak gładko mi się przeszło od cichociemnego rządu do firanek w kratkę. Tylko co mają firanki w kratkę do rządu? Oj, to tylko- głupstewka…

Bywają i takie chwile... ( starocie - 2004)

Wojna domowa


Wracam wczoraj do chałupy,

A tam wszystko znów do d...!

Mąż od rana łaje syna,

Syn coś ojcu wypomina.


Jeden warczy, drugi szczeka,

A wygląda na człowieka(?)

Jeden z oczu ciska gromy,

Drugi, z ust, stek słów wiadomy.


Żeby chwila choć spokojna!

Ale gdzie tam! Ciągle wojna!

Tatuś wie, co syn powinien,

Synek na to, że nie winien


Temu, że ten świat go nosi,

Bo on się na świat nie prosił!

Że jest dlań najważniejszym -

- żyć tylko dniem dzisiejszym.


A, że trwoni krwawicę?

Niech się martwią rodzice!

Że do pracy się nie garnie?

Bo się po niej czuje marnie!


Że coś w życiu robić musi?

Skądże? Musi to na Rusi!

On się czuje doskonale,

Kiedy nic nie robi wcale!


Tatuś: Niech On się wynosi!

Syn: Nie będę o nic prosił!

Tatuś: Mam już tego dość,

On jest jak niezgody kość!


I tak wygląda, niestety,

Szczęście niejednej kobiety,

Gdy ostatnia iskra pryska

Z domowego ogniska.


To dopiero jest ambaras -

Obaj chcą mieć rację naraz!!!

A ja słucham, myślę sobie:

Co ja tutaj z wami robię?

poniedziałek, 26 maja 2008

trelemorele

Złote myśli wyjątkowo pięknie prezentują się na tle szarej rzeczywistości. Autor: Głupstewka

S.J.Lec pasuje mi do dzisiejszej, jak ulał! Zresztą - zawsze pasował...:


"Im mniejsi obywatele, tym większe się zdaje imperium" (pasuje do tego Narodu)
"Oduczyliśmy się odróżniać nagrobki od pomników"
"I tyłki noszą maski. Ze zrozumiałych powodów"
"Nie zgadzam się z matematyką. Uważam, że suma zer daje groźną liczbę"( pasuje do byłej koalicji PIS+ przystawki)
"Czasami satyra musi rekonstruować to, co zniszczył patos" ( pasuje do posła Palikota, hi!)

starocie (2006)

Oczy miłości

Nigdy jej naprawdę nie szukałam

pochłonięta odkrywaniem Świata

osaczona bezmiarem

swojej ignorancji

i ograniczenia umysłu

nie zamykałam oczu w obawie

że przeoczę coś bezcennego

wyciskałam siebie jak cytrynę

na papierek lakmusowy

spiesząc się by nakarmić pamięć

zanim opadną zmęczone powieki

w obawie że urwie się film

i już nie obejrzę go do końca

albo wyrzucą mnie za drzwi

za brak ważnego biletu

ona wzięła sprawy w swoje ręce

i już wiem że widziane jej oczami

wszystko jest o wiele bardziej

transparentne

środa, 21 maja 2008

starocie (marzec 2007)

Tulipany

Przegrałam, jak tchórz uciekłam.

Odwróciłam się do siebie plecami.

Teraz stoję u bram myśli piekła

I tęsknię i płaczę. Wierszami.


Przede mną tulipany wesołe

Pachnące i światłem roześmiane

W złocistym stoją wazonie

A dusza na pół mi się łamie.


W bezsilnej już dzisiaj złości

Na własną bezmierną głupotę

Próbuję samą siebie pokonać

Wynajdując wciąż inną robotę.


Delikatne kwiatuszków płatki

Ktoś musnął lekko pędzelkiem

Tu i tam rzucił pasmo zieleni

albo strząsnął czerwieni kropelkę.


Z gasnącego szarością już nieba

W okno patrzy księżyca pieniążek

Teraz trzeba mi już tylko Cohena

I jednej z moich ulubionych książek…

poniedziałek, 19 maja 2008

starocie, ale nie za bardzo ( lato 2007)

Modlitwa

Jeśli gdzieś jesteś, o Mój Dobry Boże,

przybyć z odsieczą tu chciej…

gdy Naród rozumu odzyskać nie może,

Ty Naród Ten w opiece swej miej…

Po dwu latach obserwacji rządów pewnej partii i jej koalicjantów, kiedy już przepadł satyryczny stosunek do polityki, się napisała ta modlitwa niewierzącej.



czwartek, 15 maja 2008

Mała dziewczynka (15maja 2008)

Mała dziewczynka, ze złotymi lokami,
śmieje się do swojego odbicia.
Czerwone usta, brzoskwiniowa cera,
mówią jej: Jesteś młoda i piękna…
Siwe włosy ukrywa pod balejażem,
a wieczorem długo i starannie
usuwa nałożony rankiem makijaż…
Nie widzi swoich zmarszczek –
- okulary zostawiła w torebce.
Mała dziewczynka, ze złotymi lokami
czasem myśli, że wciąż ma 20 lat
i zapomina, że na dodatek jeszcze
trzydziestoletnie doświadczenie…

środa, 14 maja 2008

Menel ( Obrazki. 2006)

Jedziemy dzisiaj, a właściwie stoimy sobie w korku. Konieczne zakupy. Zakupy 30 minut, podróż powrotna godzinę. Stoimy gdzieś na wysokości J. Chodnikiem „idzie” mężczyzna. Mężczyzna – to brzmi dumnie. Dzionek pochmurny, deszczowy troszeczkę, ale nie specjalnie wietrzny. A ów mężczyzna z trudem chwyta równowagę: dwa do przodu, trzy do tyłu, z przechyłem - to na lewą, to znów na prawą burtę. Jest około 11:00. Radio Campus zapodaje rocka, my obserwujemy pieszego, nucąc sobie wesolutko. Słuchaj, a może by tak zostać menelem? – ślubny zagaduje - taki to ma dobrze, nigdzie się nie spieszy, życie odlicza kolejnymi, obalonymi flaszkami.... - Uhm, właściwie to nawet mamy kwalifikacje, flaszkę na wkupne do środowiska też. Tyle, że nie wiem, czy nie byłyby lepsze jakieś „Łzy sołtysa”, albo „Czar PGR-u”? Martini może się nie spodobać! No i oliwki w domu zostały! – odpowiadam. Przypomniał mi się przy tej okazji tzw. „fakt autentyczny” (jakby fakt mógł nie być autentyczny, hi hi). Mój kolega z pracy, któregoś zimowego dzionka jechał sobie swoim sztrucelkiem powolutku do firmy. Zadymka, mgliście. Patrzy, a tu wandal jeden znak drogowy wagi wielkiej ( znaczy ważności drogowej) próbuje wyrwać. Niewiele myśląc, Kolega autko stop, wysiada, w śnieżycy do wandala odważnie zmierza… a tu się okazuje, że wandal – biedaczek, wcale wyrwać niczego nie zamierza! On tylko próbuje się trzymać, ale sprawa nie taka prosta – siła ciążenia potężną jest. Wandal obiema wiotkimi z niewiadomych powodów rączętami ściska słupek, a nogi przysiady same robią. W końcu dał za wygraną, obaliło chłopa w zaspę i poległ, z rozkosznym uśmiechem na uściech. Straż Miejska, wezwana przez Kolegę, w sile czterech chłopa, wywlokła i wgruziła biedaczka do służbowego pojazdu. Po czym udali się w niewiadomym kierunku. Tak to, dzięki odwadze i przytomności umysłu mojego Kolegi, znak drogowy stoi, jak stał, a biedaczka nie odkryto wiosną, jak tego prehistorycznego człowieka w Alpach.
Eh, fajnie być menelem, nawet politykę można wtedy mieć w… głębokim poważaniu.

wtorek, 13 maja 2008

Arkadia - wiosenna pigułka na szczęście ( maj 2008)


Arkadia - około 5km od pałacu w Nieborowie, w stronę Łowicza. Uroczy park, pełen tajemniczych i zacisznych zakątków, zachęca do spaceru i odpoczynku. Za jedyne 6zł można tam niezwykle przyjemnie spędzić cały dzień, pod warunkiem, że dopisze pogoda. Chociaż, nawet niespodziewany deszcz da się tam przeczekać, w ruinach jest kilka zakamarków, w których spokojnie się można skryć. W słoneczny, ciepły dzień można godzinami wędrować ścieżkami wśród drzew, niekiedy pamiętających królewskie dzieje. Wokół unosi się odurzający zapach: to kwitnące zioła, krzewinki i drzewa przeróżnych gatunków i odmian, wiosną zwłaszcza epatują spacerowiczów wonnościami, po stokroć przewyższającymi aromaty najdroższych perfum. Wśród bujnych traw patrzą swoimi maleńkimi ślepkami niezapominajki, całe łany niebieściuchnych i białych niezapominajek, a wszędobylski, ciekawski łyszczec rozpycha się pomiędzy jaskółczym zielem. Delikatny wietrzyk bawi się z młodym listowiem, kołysze je gdzieś tam, wysoko, wśród koron drzew i promienie słońca, przeświecając przez te zielone tiurniury, całują co chwilę inny skrawek ziemi. Chwilami ma się wrażenie, że cienie tańczą dziwacznego kontredansa. Gąszcz, skrywając ścieżkę za zakrętem, zaprasza, kusi mirażem – wydaje się, że to kolejne kamienne ruiny, dopiero z bliska widać, że to tylko drzewa - przytulone do siebie, czasem na kształt postaci, obejmujących się w czułym uścisku.

Niedziela była słoneczna i ciepła, ptaki w gęstych czuprynach drzew parkowych wyśpiewywały swoje pieśni, cały park zdawał się być jedną, gigantyczną afirmacją życia. Taki pomnik w podzięce Bogu za to, że po zimie nadchodzi wiosna.

Spacerując krętymi ścieżkami, wygapiając się na kotłujący się w stawie, tegoroczny narybek przeniosłam się w wyobraźni w świat romantycznej epoki, kiedy damy w długich, szeleszczących sukniach, chroniące się przed słonecznymi całusami pod kapeluszami koronkowych parasolek, przysiadały na kamiennych ławeczkach, w otoczeniu, stylizowanych na antyczne, ruin i budowli, rozprawiały o miłosnych podbojach, planowały bale i schadzki z kochankami. Mąż zapewne bawił gdzieś, w tzw. „interesach”, podobnie, jak one, zajęty licznymi romansami i flirtami, a w Pałacu w Nieborowie nie brakowało, jak sądzę, znudzonych nicnierobieniem młodzianów i nie tylko. Łatwo wyobrazić sobie, jak urokliwa Arkadia, skrywała w gąszczu swoich zakamarków nie jeden uśmiech szczęścia i czyjeś, także nie jedne – łzy rozpaczy albo tęsknoty. Ileż, znakomicie wystudiowanych, omdleń w ramionach kochanków tu musiało mieć miejsce…

Co by nie mówić, dzisiaj nie jest już tak romantycznie, brak tej aury tajemniczości i atmosfery występku, bo dzisiaj wszystko wolno. A przecież - zakazany owoc zawsze kusi najbardziej. Tak mówią.

Ciekawe, czy w XXI wieku, w parku Arkadii, już tylko ptaki skrywają w listowiu swoje miłosne życie… a może jednak…nie tylko one?

poniedziałek, 12 maja 2008

Nie umiem nic... ( 2007)

Nie umiem pisać wierszy

Cóż…

Jednak piszę.

Nie umiem kochać

Cóż…

Jednak próbuję.

Nie umiem żyć

Cóż…

Jednak żyję.

……………………..

Cóż…

sobota, 10 maja 2008

Cienka, czerwona linia (maj 2008)

Ołowiany żołnierzyk
ma bębenek blaszany
pałeczkami wyznacza
rytm kroków zrównany:
taram ta tam
taram ta tam…

Maszeruje armia
morze głów ze stali
cel wyznaczył Wielki
a żołnierze – mali
taram ta tam
taram ta tam…

Między skowronkami
srebrny ptak kołuje
skrzydła rozpostarte
rykiem śmierć zwiastuje
taram ta tam
taram ta tam…

Nad wzgórzem dalekim
słońce krwią zachodzi
pośród traw czerwieni
giną chłopcy młodzi
taram ta tam
taram ta tam…

Blaszany bębenek
w proch już rozsypany
nogi obie stracił
dobosz ołowiany
taram ta tam
taram ta tam…

Srebrzysty pieniążek
po niebie się toczy
„Odpuść, Boże, winy”
zamknął żołnierz oczy
taram ta tam
taram ta tam
taram ta tam...

Tak. Właśnie taki miał być ten wiersz – jak dziecięca, prościutka pioseneczka. Bo śmierć nie jest pompatyczna, tak myślę.
Wstrząsający film „Cienka czerwona linia”. Bezsens wojny, strach i odwaga. Kiedyś przeczytałam, że odwaga to reakcja na wszechogarniający lęk, taki, który jest już nie do przezwyciężenia. Umysł przestaje działać, rozsądek gdzieś przepada, świadomość przenosi się w inny wymiar i wtedy niektórzy zdobywają się na coś, na co w normalnych warunkach nie zdecydowaliby się nigdy.
Nie podziwiam parad wojskowych, w ogóle nie rozumiem, jak można przeznaczać pieniądze na zbrojenia, po co? I skąd bierze się potrzeba narzucania innym swojego światopoglądu? Czemu większość ludzi musi, po prostu – musi szukać potwierdzenia swoich racji, zmuszając do ich stosowania tych, którzy wcale tego nie chcą? Niemal każda religia niesie ze sobą eksterminację jednostek, które nie chcą się podporządkować jej założeniom. I większość z nich sugeruje, że tylko dlatego nie ma na świecie raju ( bez względu na to, jak miałby on wyglądać), że reszta ludzkości nie chce tej akurat wiary przyjąć. A w tym potopie wyznań, sekt rozmaitych, tych przemądrzałych dogmatyków, toną niechcący te jednostki, które chcą - zwyczajnie – żyć. I przeżyć.
Nie podnosi mi poziomu adrenaliny widok żołnierzy w areszcie, tych, którzy ostrzelali tę iracką wieś – Nangar Khel. Dla mnie przestępca, to przestępca i tyle. Krzyk, że to żołnierze, że dla Polski się tam bili, że jak można ich traktować na równi ze zwykłymi bandytami? Znaczy, że mundur sankcjonuje wszystko? Mogłabym ostatecznie zrozumieć, gdyby ich tam wysłali „ na siłę”, czyli z rozkazu, ale – nie, oni pojechali na własne życzenie, albo raczej – dla pieniędzy. Jeszcze bardziej zaskakuje mnie, gdy po powrocie z Iraku, żołnierze przed kamerą mówią, że nie wiedzieli, że tam jest wojna! Myśleli, że jadą na wczasy, biedacy, a tam – bomby i karabiny. I myśleli, że za te wczasy jeszcze im te kokosy…
Tvn24: tatuś jednego z tych, którzy wciąż za firanką w kratkę, mówi, że jest dumny… z syna. Też chciałabym być dumna z dziecka, tyle, że mi mało powodów dostarcza, a ja nie mam w zwyczaju ich sobie sama wymyślać. I my wszyscy, Polacy, mamy być dumni z tego, że - jak to tatuś określił – „rozrzut był”? I z tego, że jakimś policjantom się zdawało, że to bandyci w aucie, więc wystrzelali Bogu ducha winnych, jak muchy, też mamy być dumni? I z tego, że o. Dyrektor głosi antysemityzm, to też? Jakoś nie czuję…bluesa.

piątek, 9 maja 2008

Zabawa w słówka

Jak


Zapytał żonę Jak:

Jak mnie kochasz?

Odrzekła: Tak, jak Jak!

Jak pyta: Co to znaczy?

Żona: Spróbuję wytłumaczyć-

jak Jak kocha młodą trawę,

jak młode Jaki kochają zabawę!

Chodź, odpoczniemy pod drzewem,

a ty, jak mnie kochasz, Jaku?

- Jak nie wiem!!!


Na Agatę


W Australii panoszy się żaba,
żaba, co zwie się Aga.
Ta
wielka, żarłoczna ropuszka,
jest brzydka, a moja dziewuszka,
choć Jej na imię tak samo,
jest śliczną, młodziutką damą!


Tur

Wśród pań nastała panika,

bo kiedyś złośliwa naTura

wyeliminowała już Tura

a dziś ród męski zanika.


Ja wiem, ja to rozumiem,

że delikatność w stosunku

do pań, że trzeba szacunku,

jednego ja pojąć nie umiem:


Że w morzu tej delikatności

co się już uszami wylewa

ochoty nikt już nie miewa

na chwilę zwyczajnej słabości.


Mężczyzno, miej męską naturę,

nie zajmuj się tylko głaskaniem

Nie jesteś wszak głupim Turem

wiesz, co najbardziej lubią Panie?

czwartek, 8 maja 2008

Święto białego bociana (maj 2005)

Co to się dzisiaj wyprawia!

Szef każe nam seks uprawiać!

Powtarzał w kółko od rana,

Że dziś święto białego bociana!?


Już nawet byłyśmy chętne,

uczucia ożyły namiętne,

Ale, o, Wszyscy Bogowie!

Gdzie są odpowiedni panowie?


Co który się napatoczy,

to tylko odwracać oczy!

Szef utknął w progu i czeka.

Żadnej nie drgnęła powieka.


Przegląd robimy pamięci,

lecz żaden coś nie budzi chęci.

Rzuciłyśmy nawet robotę -

seks...hm..no.. ale co potem?


A gdyby tak odwrócić role

(nie chodzi o to, kto na dole!)

by zanim ochłonąć zdąży,

to facet tym razem był w ciąży?


Bo seks, to nawet obleci,

ale, dlaczego, zaraz – dzieci!?

Co nieco to nawet się marzy,

bo – po - ponoć damie do twarzy.


Lustrując tak panów sznurek,

kwaszony wcięłyśmy ogórek,

bo czy żony, czy też kochanki,

z ciąży lubimy tylko”zachcianki”.

Kilka lat temu, gdy jeszcze była mowa o "poważnym zagrożeniu dla prawidłowego przyrostu naturalnego" ktoś z miejscowych władz (a władze ówczesne były bardzo "kościółkowe") wymyślił takie święto - na okoliczność zachęty do wzięcia się do tej, skądinąd nawet przyjemnej, roboty. A ja, jak to ja...

środa, 7 maja 2008

Moja modlitwa ( maj 2008)

Majowa noc (2006)

Gorącą i parną nocą majową,

Zbędne staje się każde słowo.

Mrok nas w objęciach zamyka

I cisza. I tylko śpiew słowika.


Najpierw cichutko, potem śmielej

Po chwili wyraźniej już słychać trele.

Melodia liryczna, w tonacji zmienna.

W swojej wymowie wielce znamienna.


Gwiazdami ubrany firmament nieba,

Księżyca latarnia i nic już nie trzeba.

Gdy nocą gaśnie gorejące słońce,

Słowik pieśnią podsyca uczucia gorące.


Nim się akacji woń słodka rozgości,

Nastąpi koniec słowiczej czułości.

Wśród wonnych kwiatów parki słowicze

Rozpoczną teraz rodzinne życie.


Co roku, miłosnej pioseneczki finał

Gromadki ptasząt życie wnet poczyna.

Widać w śpiewaniu tkwi tajemna moc!

Szkoda, że tylko na krótką, majową noc!


Długi weekend. Pogoda nie dopisała, w każdym razie tym, którzy wyjechali. Troszkę chłodno, a burze, zwłaszcza na krótkim urlopie, nie są mile widziane. Wszystko ma jednak swój sens: dzisiejszy poranek przywitał mnie taką rozmaitością woni przecudnych, taką rozbuchaną zielenią, że - „serce roście(…)”! Wystarczy zresztą wsłuchać się w odgłosy, ptaki pochowane gdzieś wśród przytulnych ramion drzew, serwują najpiękniejszą piosneczkę – pochwałę życia tak wyśpiewują. Oczywiście, można klepać w niedzielę w kościele paciorki, bezmyślnie powtarzać wierszyki, które ( moim zdaniem) Panu Bogu dawno już się znudziły. Można, ale ja wolę popatrzeć i wsłuchać się w życie, tętniące wiosną, radosne, bijące Bogu pokłony. Chwila spojrzenia na wychylającą się spośród młodych listków główkę jaskra, który przetrwał zimę i postanowił zakwitnąć w podzięce, albo na ślimaka, wędrującego z wystawionymi radośnie czułkami, po ścianie budynku, zadowolonego i pełnego energii, którą dał mu nocny deszcz – to jest moja modlitwa. Nawet jeśli, Boże, nie przyłożyłeś osobiście ręki do stworzenia, nie ulepiłeś mnie z gliny, ani z Adamowego żebra, nie pokazałeś palcem, gdzie mają być góry, a gdzie doliny, a tylko patrzyłeś kątem oka, jak na Ziemi rodziło się powoli życie, to i tak: „Dzięki Ci, Boże! Wielkie dzięki, za to, że jestem ja i jest ten wspaniały Świat”